Zamówiłem spodnie 30/34.
Zobaczymy czy wejdę. XD
@AdelbertVonBimberstein
takie portki to ja w podstawówce nosiłem
Zamówiłem spodnie 30/34.
Zobaczymy czy wejdę. XD
@AdelbertVonBimberstein
takie portki to ja w podstawówce nosiłem
Kolejny dzień #chlopskadyscyplina
* Zjedzone: 2242 kcal
* Spalone: 2800 kcal
* Podciągnięcia: 6+6+5+5 (opuszczam się z treningu na trening niżej, to mój progressive overload).
* Kroki: 16,5 k
* Norweski: dobre 20 minut (ćwiczenia plus słuchanie) oraz pogadałem chwilę z Norwegiem po norwesku.
* Książka: 180/400 (wczoraj przeczytałem tylko 50 i oczy się kleiły).
* Złożyłem pranie.
Muszę chyba coś wymyślić zamiast hantli, jutro w pracy się rozejrzę za jakimiś rurkami to rozpiętki zacznę robić do tego podciągania.
W Polsce normalnie siłownia minimum 2 razy w tygodniu.
Idę się kąpać i spać więc
#dobranoc hejto.

Niedziela, niedziela pracująca.
Spokojnie jak to w niedzielę, ale swoje zrobiłem (i zarobiłem).
* 12 k kroków.
* Spalone 3000 kcal
* Zjedzone- szacuję (była pizza w pracy i się skusiłem na trochę) ze dzisiaj tak że 3200 kcal. Co i tak daje mi ponad 3000 kcal deficytu w tygodniu. Jest dobrze.
* Wstawione pranie.
Sprzątali dzisiaj pokoje więc leżę w czystej pościeli (raz w tygodniu wymiana poszewek oraz świeże ręczniki).
Odpuszczam dzisiaj trening oraz norweski i siadam zaraz do książki (Dan Simmons "Ilium").
W pracy mnie cisną, że "źle się podciągasz to trzeba do samego dołu blablabla" ale ja o tym wiem i mam to w d⁎⁎ie. Na to też przyjdzie czas, po prostu z treningu na trening poprawiam technikę i schodzę coraz niżej.
Nie dam sobie zniszczyć motywacji i zadowolenia z osiągnięć.
W pół roku przecież nie zrobię się z kluchy w atletę, ale w dwa, trzy lata? Zobaczymy.
Już wam życzę #dobranoc Hejto, bo zaraz po lekturze idę spać!

raz w tygodniu wymiana recznikow. zwierzeta xD nam wymieniaja codziennie
ale w domu to wiadomo, ze uzywam jednego przez miesiac :grinning:
jeszcze czas na rendera znalas (´・ᴗ・ ` )
Dzisiaj było tak:
* Podciąganie: 6+6+6+6+4+6 (ostatnia seria lekko z pomocą futryny). 34! Ręce pieką.
* Zjedzone: 2446 kcal
* Spalone: 3050 kcal
* Norweski: dzisiaj tylko ćwiczenie ze słuchania (to Speakly to fajne jest, Duolingo przy tym to goooowno).
* 17 k kroków
* Sen: 7h 15m (mogłoby być tak z 15 minut więcej ale obudziłem się wyspany).
Chciałem zrobić trening z gumami ale okazują się już za słabe to bez sensu machać tak bez oporu. Zrobiłem zamiast tego podciąganie- jak na mnie- mocno. Chciałbym zobaczyć na wadze po powrocie do kraju już 88kg.
Niedziela pracująca, co mnie bardzo cieszy.
#dobranoc Hejto.
Rower tęsknię (no dobra, za żoną też 😉 ).

Ej ej nie tak szybko a czytane bylo? Norma sama się wyrobi?
Bo masz dodatni bilans kaloryczny.
EOT
Zaoszczędzone ponad 6 minut puerdololo.
#odchudzanie #chudnijzhejto #dieta

1) Fakt, termodynamiki nie oszukasz
2) ...ALE (i tu wstaw sporo wiedzy, jak zrobić to łatwo, mądrze, bez efektu jojo, jak przejść na MŻ bez ssania w żołądku etc).
Dzisiaj treningu niet.
Norweski- był.
Pogadane z dziećmi- było.
2235 kcal zjedzone? - jeszcze jak!
Darowałem sobie zupę szparagową bo siury po niej śmierdzą.
Wg Garmina spaliłem dzisiaj 2.9 k kcal i zrobiłem 16 k kroków.
Burczy w brzuchu? Zaczyna, więc idę spać.
Jutro fest ćwiczenia, a niedziela pracująca więc dobry hajs wpadnie, plus w listopadzie się płaci w Norwegii połowę zaliczki na podatek.
Fiu fiu, poszaleję, może nawet doinwestuję coś w hejto.

@AdelbertVonBimberstein w mojej poprzedniej robocie stary technolog mawiał: "niedzielna praca w gówno się obraca".
Jak szybciej pójdę spać to krócej będę głodny.
Puka się w czoło
Dzisiaj:
23 podciągnięcia (6+6+6+5)- jutro przerwa od treningu;
15 minut norweskiego;
2400 kcal zjedzone (dołożyłem 200 kcal bo kolejny dzień spaliłem ponad 3k kalorii);
Zgoliłem brodę i zostawiłem same #wasy (żona nie widzi więc nie bije).
Idę spać, #dobranoc .
Tylko grzecznie mi tu bo :sheep: ma wartę.
#chudnijzhejto #hejtokoksy #naukajezykow #chlopskadyscyplina

Ucinam 200 kcal i wracam na 2.2 k kcal. Przy 2.4 jem za dużo i waga nie spada.
2 tygodnie samokontrola intensifies.
Słońce wschodzi. Czytam Dukaja w PKP.

co tam Dukajowego wygrzebałeś?
@AdelbertVonBimberstein mapa Polski według PKP: tutaj jesteś. Filozoficznie: jesteś tu i teraz.
Miłej podróży!
Ej, Właścicielu, a może byś tak zjadł normalnego burgera?
Nie! Eksperymentuję!
Wsad jak w standardowym: mięso z wołowiny irlandzkiej (50 procent przeceny cebula mocno), ogórek konserwowy, cebula czerwona, sos sweet chili (ajak!), ser cheddar.
Zamiast bułki- kieszonka z placka- zmiksowane razem:
-400g serek wiejski high protein z Lidla
-138g białka z jaja kurzego surowego*
-sól, pieprz, kurkuma, oregano dla smaku;
I zapieczone ok. 20 minut w 200 stopniach rozsmarowane taką centymetrową warstwą na naoliwionym papierze do pieczenia.
*Zostało żonie po jakimś cieście. Generalnie można dać całe jajko i nawet lepiej smakuje, a moim zdaniem diety, w których zakłada się jedzenie tylko białek, albo części jakiś innych składników to debile układają. Co masz zrobić z resztą? Wyrzucić?
Jak smakowało? Nieźle, chociaż do zwykłej bułki hamburgerowej nie ma podjazdu. Niestety tak jest ze zdrowym odżywianiem i liczeniem kalorii- ale idzie się przyzwyczaić. XD
Makro:
971 kcal/ 108g białko/ 46g tłuszcz/ 31g węglowodany

Dzisiejszy łobiod
Klusek tak z 14 zjadłem
Kolejny sukces:
Waga startowa- 107 kg
Waga 15 lipca - 99 kg
Waga dziś- 89.9 kg
Cel obecnie: 85 kg
Środki: rower, siłownia, liczenie kalorii.

Komentarz usunięty
@AdelbertVonBimberstein gratulacje
Ile kcal i jakie makro? Ile aktywnosci w tygodniu?
Zmieściłem się dzisiaj, ale nie ukrywam, że idę głodny spać pomimo, że o 19 obiadokolacja weszła w miarę normalna (260 g jakiś mielonych z jalapeno, groszek z marchewką 100g i 350g zupy kalafiorowej). Plus herbata z miodem bo mnie coś delikatnie bierze
Trochę ułatwia, że jedzenie średnie, ale dzisiaj zmienił się kucharz i przyjechały panie, które gotują bomba to od jutra będzie trudniej się powstrzymać...
#dieta #chudnijzhejto #odchudzanie #liczeniekalorii #hejtokoksy

gdzie się stołujesz? Myślałem, że takie wyliczenia sprawdzają się jak sam sobie gotujesz :smiley:
W końcu mam czas i pogodę aby zrobić porządny trening do porzygu.
#hejtokoksy #chudnijzhejto #trening #norwegia

@AdelbertVonBimberstein klasa, op nawet na siłownię pod chmurką bierze ręcznik i kładzie na oparciach by potu nie zostawić :)
Szacuken
Nie zesraj sie. Porzygac mozesz.
Ascetyczne warunki wymagają kreatywnych rozwiązań.
Cały trening na tym zrobiłem i nawet się spociłem nieźle. A dwóch gum nie byłem w stanie uciągnąć w wiosłowaniu - więc jest jeszcze zapas.
>Nie ma opijerdalanja sje.
#hejtokoksy #chudnijzhejto

@AdelbertVonBimberstein polecasz gumy? Są jakieś takie multifunkcjonalne w warunkach właśnie takich domowych?
Pieczywo bardzo utrudnia mi podążanie za celem kalorycznym, więc gdzie się da z niego rezygnuję a gdzie nie da, zastępuje czymś innym.
Dzisiaj wymyśliłem, że zrobię burgery na plackach brokułowo- szczypiorkowo- paprykowych; pieczone w piekarniku.
Skład: brokuł gotowany, szczypiorek, papryka, cebula, czosnek, przyprawy jakie lubicie, jajko, 40g mąki ziemniaczanej. Pieczone w piekarniku w 200 stopniach do momentu, gdy będą sztywne.
55kcal, 3g białka, 1g tłuszczu, 9 g węglowodanów /100g
Generalnie odkrywanie gotowania i fast foodów w domowym wydaniu sprawia, że jak zdarzy mi się skusić na coś na mieście albo na przekąskę typu baton czy czekolada- zawsze jestem zawiedziony. Nie jest to tak smaczne jak kiedyś mi się wydawało.
Do tego własnej roboty sos chimichurri (tak to się chyba nazywa: szczypiorek, natka pietruszki, papryka słodka bo żona nie lubi chili, szalotka, sól, pieprz, oliwa z oliwek, woda dla konsystencji- wszystko bardzo drobno pokrojone) i oczywiście moje ulubione sweet chili (kupione).
#gotujzhejto #dieta #odchudzanie #chudnijzhejto
#nowywlascicielhejto

A tak z ciekawości. Ile czasu zajęło przygotowanie tego dania?
Spoko Swamp Thing burger. 😛
Przegiołem co
#dieta #bialko #chudnijzhejto

Ale żre! Gruuuuby!
Jako, że jeden etap mojej pracy nad sobą uważam za zrealizowany zrobię małe podsumowanie- głównie dla siebie.
Zaczynałem z wagi ok. 107 kg, ale na początku roku, gdy spędziłem prawie dwa zimowe miesiące w domu bez pracy, udało mi się (super sukces mordo) wbić nawet 111 kg.
Myślę, że za początek mojej drogi mogę uznać ostatnio dzień roku 2023 gdy podjąłem stanowczą decyzję o całkowitym rzuceniu alkoholu. Mój dosyć średni stan psychiczny (etanol powodował u mnie poważne, trwające lata okazuje się, zaburzenia snu) powodowany głównie płytkim snem przeplatanym kilkukrotnie pojawiającymi się halucynacjami w nocy, utwierdził mnie w przekonaniu, że coś trzeba z tym zrobić.
Rzuciłem alkohol. Kolejnych kilka miesięcy to potężna huśtawka nastroju. Stany takie, że kładłem się na kafelki w kuchni i leżałem bez celu. Uwagi żony, że muszę z tym coś zrobić i mój upór (nigdy nie odwiedzę psychologa ani psychiatry, no sorry taki już jestem- uważam, że ze wszystkim jestem w stanie poradzić sobie sam.).
Dodatkowo miałem problemy z kontrolą gniewu, no wybuchałem i byłem drażliwy jak baba w pełni księżyca. Źle się to odciskało na rodzinie: zwłaszcza na dzieciach.
W końcu zwyciężyło moje warcholstwo i patologiczne pragnienie kontroli nad sobą samym- poszedłem po skierowanie na badania ogólne krwi, moczu, hormonów tarczycy i -to już prywatnie - zrobiłem badanie poziomu testosteronu.
Wszystkie wyniki poza testosteronem idealne. Wyniki teścia w tamtym czasie 194 (czego? Jabłek? Samolotów? #pdk) przy normie od 198 do 680 (? Coś koło tego jest górna granica.).
Więc po skierowanie do endokrynologa- jakoś tak szczęśliwie wypadło, że termin był wolny na dwa tygodnie później. Przed wizytą u lekarza zrobiłem prywatnie większość badań: kortyzol, prolaktyna, lh, FSH, testosteron, estriadol i poza tym teściem wszystko idealne.
To był czerwiec. Chciałem biegać od kwietnia ale wysiadła mi pięta. W maju kupiłem rower.
Od maja albo końcówki kwietnia liczę również kalorie. Wszystkie. Wszystko ważę, staram się sam sobie gotować, piję dużo wody.
Suplementy: multiwitamina (ale taka która najmniej barwi siury na żółto bo tego nie lubię), kreatyna, ostatnio wit. D bo jesień, kwasy omega i chrom. Kupiłem 3 kg odżywki białkowej ale słabo schodzi bo ogarniam białko z posiłków.
Ograniczyłem węglowodany (nie w dni rowerowe i dzień poprzedzający). Zjadam ok 160-200 g białka dziennie. Praktycznie zero słodyczy, napojów słodzonych nie piję już od lat, tylko cole zero, którą od maja mocno ograniczam i zamiast niej piję Muszyniankę.
W maju założyłem, że chcę schudnąć do 94 kg. Dzisiaj waga pokazała 92.5 kg. Dlaczego uważam pewien kamień milowy za osiągnięty? Bo do jazdy rowerowej dorzucam ćwiczenia siłowe, hantle już mam, plan ćwiczeń również. Następny przystanek- 85 kg.
Jeszcze tylko wspomnę, o tym co dało mi rzucenie alkoholu, a nie piłem jakoś wybitnie dużo (jak na nasze polskie patologiczne standardy).
1. Lepszy sen.
2. Brak kaca, co przekłada się na czas i motywację do ćwiczeń.
3. Nie obżeram się po piwku (a jedno-dwa potrafiły mi wyłączyć hamulec).
4. Wygasły albo wygasają znajomości oparte głównie na alkoholu. Okazuje się, że niewiele są warte.
5. Chudnę.
6. Nie truję się- nawet niewielkie ilości są kancerogenne i po prostu sprawiają, że jest się głupszym (co nie znaczy, że zmądrzałem ( ͡° ͜ʖ ͡°) ).
7. Nie przykładam ręki do biznesu odpowiedzialnego za cierpienie milionów uzależnionych i ich rodzin
Przez kilka miesięcy, gdzieś 2-3, nie czułem jakoś magicznej poprawy po odstawieniu etanolu, ale pozwoliło mi to zauważyć pewne zależności.
Źle się czułem - sięgałem po piwo albo dwa, czułem się lepiej. Za to częściej czułem się źle bo było mi niekomfortowo z moim ciałem, wagą i kondycją. Więc częściej sięgałem po alkohol bo czułem się lepiej... I tak w koło Macieju.
Niedawno miałem ponowną wizytę u endokrynologa- wynik? Testosteron w normie (350- czyli w środku stawki). W międzyczasie odwiedziłem urologa, który powiedział mi, że testosteron wiąże się z tłuszczem, więc chudnąc uwolniłem go naturalnie. To samo mi powiedział endokrynolog, że gdyby od razu wprowadził TRT (terapia zastępcza testosteronem) to byłaby droga na skróty.
"Zainwestował pan w siebie i przyniosło to efekty."
Czy wykluczam, że przejdę na TRT w przyszłości? Nie. Chcę dać sobie dobry rok, porządnej pracy, bez wymówek i oszustw, nad sobą na siłowni i zobaczyć jaki będzie progres i efekty. Wtedy zdecyduję.
Od maja przejechałem 1600 km rowerem. I jadłem średnio 2300 kcal dziennie.
Mam nadzieję, że nawyki, które buduję teraz, zastąpią złe wdrukowane we mnie przez rodziców. W ramach autoterapii poszedłem do nich i powiedziałem prawie dokładnie tak:
"To, że jestem gruby to wasza wina i złych nawyków jakich mnie nauczyliście, ale wszystko to wam wybaczam. Wybaczam wam."
Jaki to był piękny kwik. XDDD Do dzisiaj nie mogą przeżyć. Ale wybaczone nie? :grinning:
Podsumowanie:
Było- 107 kg
Jest- 92.5 kg
Cel- 85 kg i utrwalenie dobrych nawyków.
Jeszcze lata pracy przede mną. Dziękuję żonie za wyrozumiałość.
PS Na zdjęciu moje śniadanie: 400 g serka wiejskiego high protein z Lidla, 40 g sweet chili i do tego jeszcze wszedł miks sałat ok. 100 g oraz 100 g boczku chrupkiego i wytopionego na patelni. Pycha. Łącznie to było ok. 780 kcal.
#chudnijzhejto #odchudzanie #nawyki #rower #rozwojosobisty #nowywlascicielhejto #hejtokoksy

@AdelbertVonBimberstein gz gg
@AdelbertVonBimberstein też bym chciała odstawić alkohol, słodkie napoje i zrzucić z 10 kilo
największy problemów tym, że nie piję alkoholu ani słodkich napojów
I z takim widoczkiem to można ćwiczyć. I kasztanów nazbierałem.
#wisla
#fordon #hejtokoksy #odchudzanie #chudnijzhejto

LubiepatrzecGURU
84piorunów#dieta #odchudzanie #chudnijzhejto #atencyjnytomaszek
tl;dr: schudłem 60kg i teraz chwalę się, że po roku nie przytyłem.
Od tego wpisu minął mniej - więcej rok i postanowiłem zrobić aktualizację. Często ludzie po redukcji wracają do dawnych nawyków a tym samym i wagi ale okazuje się, że da się jakoś to ogarnąć. Nie jest łatwo ale się da.
Aktualna waga: 81,5kg
Waga maksymalna od zakończenia redukcji: 88kg
Po zakończeniu odchudzania pozostałem przy większości nawyków. Prowadziłem taką samą dietę tyle, że jadłem trochę więcej i czitowałem co jakiś czas. Nie liczyłem kcal i jakoś to leciało. Jak czułem, że grubnę to starałem się ogarnąć dietę i jakoś to się trzymało.
Dla przypomnienia - moja dieta to nieprzetworzone produkty odzwierzęce + trochę roślin + jakieś czity. Głównie żywię się mięsem, jajkami i potem do tej bazy dodaję kolejne produkty. Z aktywności to chodzę i to raczej sporo. Polubiłem to i dodatkowo przeprowadziłem się w piękne miejsce, więc jest gdzie zdzierać podeszwy.
Jakiś czas temu uznałem, że trochę jest tego wszystkiego za dużo i że bebech za bardzo wylewa mi się ze spodni i zacząłem liczyć kcal aby trochę zredukować. Bez większych problemów zjechałem z tych 88kg do dzisiejszej wagi i jak na razie starczy. Miałem ciągnąć do równych 80 ale już mi się nie chce, za bardzo mnie to zmęczyło psychicznie. Kupiłem sobie słoik majonezu, czyli moją wielką słabość a do tego bułkę paryską i tak sobie siedzę, jem i piszę do Was.
Nie było łatwo, bo lęk przed przytyciem towarzyszy mi każdego dnia. Ogólnie coś czuję, że moja relacja z jedzeniem nie jest zdrowa ale to chyba cena najpierw otyłości a potem walki o zdrowie. Trudno.
Co teraz?
Będę robił to co przez ostatni rok z tą różnicą, że ewentualną redukcję zacznę przy 85 a nie 88 żeby było mniej do roboty.
Czuję się doskonale, organizm działa lepiej niż kiedykolwiek i jest w pytkę.
Jak macie jakiekolwiek pytania to zapraszam.

@Lubiepatrzec nie bój się przytyć 😉 Nie dopuść tylko do efektu kuli śnieżnej. Jeśli popuścisz sobie raz, albo w każdy weekend nic się nie stanie jeśli potem w tygodniu to odpracujesz. Problem zaczyna się wtedy kiedy zaczynasz popuszczać sobie częściej I bardziej. Nagle jebs, znów jesteś gruby xd
@Tylko-Seweryn niestety, trzeba trzymać się za ryj cały czas.
@Lubiepatrzec no to już od ciebie zależy 😉 Także dalej życzę powodzenia
@Lubiepatrzec gratuluję dobrego wyniku :smiley: z tym lękiem przed przytyciem i złą relacja z jedzeniem to mam podobnie. Sam zbiłem 2 lata temu trochę kg, może nie aż tyle, ale też sporo i ten lęk towarzyszy mi do dziś. Właściwie od 2 lat praktycznie każdego dnia wbijam to co jem do Fitatu, bo dla mnie nie ma różnicy czy zjem 2 tys kcal czy 4 tys. Zawsze jest mi mało dlatego to liczę 😛
@evilonep przejebane. Walka z samym sobą non stop. Najgorsze jest to, że jedzenie to taki narkotyk, który trzeba jeść ale z umiarem. Nie możesz odstawić jak kokainę i być zdrowy, musisz jeść aby żyć ale dobrze.
Na tej wojnie muszą być jakieś ofiary i ta walka będzie nam towarzyszyć już chyba do końca.
Dziękuję i trzymaj się!
@evilonep Joo, mam dokładnie tak samo. Mimo tego, że schudłam ~15 kg tych parę lat temu i dbam o siebie, to relacja z jedzeniem chyba już zawsze będzie zaburzona. Nawet terapia jakoś nieszczególnie na to wpłynęła 😅 Ale zmieniło się na pewno to, że widząc dodatkowy kilogram nie popadam w rozpacz, tylko podejmuję działania, żeby spokojnie, bez stresu wrócić do właściwej wagi.
Ale napady obżarstwa, gdy jestem wybitnie zmęczona, dalej są i dalej się im poddaję. Z drugiej strony, to dla mnie sygnał, że przesadzam z pracą/aktywnością, i że tu muszę dać sobie więcej przestrzeni.
Fajnie, że w Polsce popularne są te zewnętrzne siłownie, niestety używają je obecnie albo emeryci (widziałem raz i to w Kruszwicy), albo dzieci jako atrakcja- jednak totalnie niedopasowana do ich wzrostu. To już lepsze są wszelkiego rodzaju drabinki do podciągania, dipów, pompek.
Trafiłem w Norwegii na zewnętrzną siłownię z prawdziwego zdarzenia- regulowane ciężary, wyciskanie na nogi, na klatkę skośnie, przysiady, wyciskanie na barki, drążek do podciągania, dipów, maszyna do przysiadów... No dosłownie prawie wszystko oprócz ławki płaskiej do wyciskania, ale z własnymi hantlami byłoby wszystko.
Coś takiego powinno powstać na polskich osiedlach- no po prostu bomba i wygląda na niezniszczalne.
#hejtokoksy #silownia #cwiczenia #odchudzanie #chudnijzhejto #norwegia

A kto oprócz dzieci i emerytów ma na tym ćwiczyć jak w większości przypadków te maszyny są skopiowane z siłownianych maszyn do ćwiczenia z ciężarem ale zamiast ciężaru nie ma nic, nawet przeciwwagi?
Siłownia opisana przez Ciebie ma sens, sam za granicą widziałem takie siłownie na świeżym powietrzu, które są oblegane przez młodych, wysportowanych ludzi. Ale w Polsce tak się nie da, bo miasto zapłacić musi, aby zarobić ktoś mógł.
Mam w mieście taką siłownię na świeżym powietrzu i uważam, że to jest jakiś niezbyt urodziwy projekt artystyczny, bo funkcjonalnie jest do kitu. Dla młodych i silnych nie ma to żadnego sensu, bo wszystkie maszyny są bez oporu/obciążenia, a dla starych jest niemożliwym wgramolenie się na te maszyny, bo nawet dla mnie było to niezbyt komfortowe.
O ergonomii nawet nie wspomnę XD
Z takich "sprzętów" do ćwiczeń, to sens mają na pewno drążek i poręcze do dipów - ale oczywiście ich u mnie nie ma, bo są zbyt proste i nikt by na nich nie zarobił. A tak to mamy np. rowerek z zupełnie płaskim metalowym siodełkiem, bez możliwości regulacji wysokości z zerowym oporem - od razu wygląda na bardziej skomplikowany, a przede wszystkim drogi sprzęt, który wytrzyma lata, bo nikt nie będzie go używał - sukces.
@HmmJakiWybracNick
>Czego te gunwiarze kcom. Przeca jest i nikt nie używa. Wincyj nie zrobim. 😡
RafauGruba ryba
20piorunówDzień dobry,
Kolejne tygodnie diety mijają, a kilogramów wciąż ubywa.
Start 101.3kg
Obecnie 93.0kg
Jeszcze 10kg do zrzucenia do wagi idealnej dla mojego wzrostu 183cm, a więc 83kg.
Wynik ten zawdzięczam przede wszystkim diecie pudełkowej. Dzięki temu liczenie kalorii każdego dnia jest stosunkowo proste. Plus do tego jakieś spacery, zabawy ze starszą córką, noszenie młodszej do snu itd.
Na sport nie ma czasu, ani sił, bo jednak dzieciaczki potrafią dać w kość.
Dość szybko udało mi się zejść w okolice 95, potem redukcja trochę zwolniła, ale i mi się zdarzyły jakieś imprezki, wyjścia w tygodniu na piwko, gdzie przekraczałem swój dzienny cel kaloryczny 2300.
Niemniej jestem zadowolony z rezultatów jak na razie i sukcesywnie schodzi waga w dół.
Szkoda, że na pudełkowej, pudełka się skończą, nawyków nie ma i może być jojo
@smierdakow pożyjemy zobaczymy. I tak wcześniej zamawialiśmy w tygodniu obiady, więc jest duża szansa, że na pudełkach zostaniemy dłużej, tym bardziej, że nie wychodzi to jakoś dużo drożej.
Nie mówiąc o tym, że jakieś już nawyki weszły, jak świadomość porcji, zawartości kalorii w różnych rodzajach posiłków, nie wpierdalanie słodyczy, ograniczenie alkoholu.
@Rafau polecam na jakiś czas chociaż przejść na ważenie aby wyrobić świadomość objętość-kalorie posiłków.
I samodzielne liczenie bardzo motywuje do ograniczenia się w kwestiach alkoholu, słodyczy i przekąsek.
No i polecam całkowicie odstawić alkohol- zabójcę każdej diety.
@AdelbertVonBimberstein w sensie ważenie jedzenia podczas przygotowywania? To tak, ważę, aby okreslic ile kalorii ma to, co jem poza pudełkami. Ale nie zawsze, bo jednak czasu na to schodzi. Na szczęście internet jest w tym temacie bardzo pomocny.
Lubię wypić dobre piwo, czy wino ze znajomymi czy rodziną. Dobrze, że są dobre bezalko, ale czasem jaką ipkę osuszyć wypada z ziomkiem. Wiem, że to niezdrowe, wiem, że szkodliwe, ale lubię. I trzeba mieć czasem coś od życia. Tym bardziej, że ostatnio rzuciłem też zupełnie palenie e-petów.
@smierdakow ale szacunek za chociażby nie dojadanie na boku, tu już coś. Jeśli masz pudełka a jednocześnie szafki pełne pokus, to różnie może być. Polecam dorzucić chociaż 15 min prostych ćwiczeń, żeby nie zostać skinny fat.