Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#polmaraton

GURU

w Wiadomości Polska

10piorunów

Ulicami Krakowa przebiegł Cracovia Półmaraton Królewski. Na starcie ponad 16 tysięcy osób [WIDEO]

Kenijczyk Derrick Chege Njoroge i jego rodaczka Valentine Jebet Benedek zwyciężyli w 12. edycji PKO Cracovia Półmaratonu Królewskiego. W biegu na dystansie 21,0975 km, z metą w Tauron Arenie Kraków, wystartowało 16 228 osób, co oznacza poprawienie frekwencyjnego rekordu z ubiegłego roku. Njoroge

GURU

w Wiadomości Polska

11piorunów

12. PKO Cracovia Półmaraton Królewski: Rekordowa frekwencja i sportowe emocje w Krakowie

Już 11 października Kraków stanie się stolicą biegaczy. Na starcie 12. PKO Cracovia Półmaratonu Królewskiego stanie aż 18 tysięcy uczestników, co zapowiada nowy rekord frekwencji. Wydarzenie przyciągnie sportowców z całego świata, a meta tradycyjnie zlokalizowana będzie w sercu TAURON Areny Kraków.

GURU

w Bieganie

101piorunów

PSG GARMIN PÓŁMARATON GDAŃSK

Założenia na ten start były takie: Zacznij konserwatywnie. Pierwsza połowa nie może być wymagająca. Jeśli się nie przepalisz w pierwszej połowie, życiówka powinna być w zasięgu.

Od piątku zaczęłam ładowanie węglowodanów. Tego dnia spożyłam około 540 gram węglowodanów (około 9,5 grama na kilogram masy ciała). W sobotę, było to już około 690 gram węglowodanów (około 12 gram na kilogram masy ciała). Czułam się dobrze, nie odczuwałam obciążonej pracy żołądka i jelit. Spałam bardzo dobrze. Przy takich dniach, gdzie muszę zjeść sporą ilość jedzenia, moją taktyką jest spożywanie większej ilości w pierwszej części dnia, tak by nie zapychać się na noc. Lepiej mi się śpi jak mam uczucie lekko pustego żołądka.

Start półmaratonu był przewidziany na godzinę 10:00. Fala, w której uczestniczyłam, startowała o 10:01. Na miejsce imprezy zjawiliśmy się koło 9:20. Gdy szliśmy w stronę stadionu, minęliśmy się z przyszłą rekordzistką Polski na dystansie półmaratonu, Elą Glinką.

Na miejscu poczyniliśmy takie kroki - kolejka do toitoia, potem przebranie się, pozostawienie depozytu. Zostało 20 minut do startu, przydałoby się rozgrzać. Z racji, że startowało koło 15 000 osób na dystansie półmaratonu, ciężko było znaleźć przestrzeń do potruchtania. Nie rozgrzałam się tak jak chciałam, ostatecznie wyszedł jogging przeplatany marszem z racji wyprzedzania ludzi.

Około 9:50 zameldowałam się w strefie startowej. Przyjęłam żel. Byłam zaskoczona, jak słońce grzało. Pogoda była jak na zamówienie. Znikomy wiatr (!), pojedyncze chmury na niebie. Nawet nie „wychłodziłam” się w oczekiwaniu na start.

10:00, elita wystartowała. Minutę za nią, ruszyła i nasza fala. Jedziemy z tym.Nie było ciasno na początku, co mnie cieszyło, czułam się dosyć bezpiecznie.Z tyłu głowy non stop – biegnij zachowawczo, nawet jeśli Cię niesie – trzymaj się bliżej tempa 4:20. Ma być serio luz.

Pierwszy kilometr wybił. Tempo 4:18. Dobrze, lecimy tak.
Drugi, w 4:16. Ok, ale muszę się pilnować by trzymać bliżej 4:20. Na kolejnym kilometrze mijamy Norbiego z ekipą, którzy nam śpiewają Kobiety są gorące. Dodatkowo pociąg intercity, który jechał wzdłuż drogi którą biegliśmy „zatrąbił” na nas w sportowym rytmie co było pozytywne. Fajny vibe wleciał, przy pełnym słoneczku. Trzeci i czwarty kilometr wbija w tempie 4:16.

Zza zakrętu pojawia się lekki podbieg, przy zieleniaku. Piąty kilometr wpada zatem w tempie 4:22.

Pojawia się pierwszy punkt odżywczy i walka o utrzymanie tempa. Przed Tobą masa biegaczy zwalnia, by złapać kubeczek od wolontariusza. Trzeba wykazać się nie małą cierpliwością wobec innych biegaczy, którzy albo na się wciskają przed Ciebie lub dosłownie przed Tobą zatrzymują się bądź wylewają na Ciebie niechcący zawartość kubeczka. Udaje mi się złapać i swój kubeczek. Próbuję ukształtować go w dziubek by łatwiej przenieść jego zawartość do buzi. Biorę dwa łyki. Oglądam się za siebie czy nikogo nie ma bezpośrednio za mną i wyrzucam kubeczek na „strefę zrzutu”.

Zaraz i wbija szósty kilometr, w tempie 4:16.

Dobra, przede mną zaczyna się podbieg na 7 i 8 kilometrze. Koniecznie zwolnij, nawet jakby to miało być 4:30-4:40. Nie możesz się na nich przepalić. Niech Cię inni wyprzedzają jak chcą. Ostatecznie kilometr 7, 8 i 9 wchodzą kolejno po 4:18, 4:25 i 4:21. Pojawia się symptom delikatnej kolki, podbieg minimalnie dał znać.

Przyjmuję żel chwilę przed punktem odżywczym. Łapię kubeczek i tak samo jak poprzednim, łapię 2-3 łyki wody.

Wybija 10 kilometr, tempo 4:20. Okej, to już prawie połowa. Zaraz kolejny podbieg, nie przyspieszaj.
11 i 12 kilometr wybijają po 4:16 i 4:25. Połowa za mną. Wyczekuję już skrętu w okolicach 13 kilometra. Tam, bieg już zaczyna się bardziej z górki i trasa zaczyna zawracać na stadion.

Jest i on, zaczyna się zbieg. Grawitacja i zbieg sprzyjają mi, wymijam coraz to więcej biegaczy. 13 kilometr wchodzi po 4:11.
Wiem, że to nie jest już czas na dalsze trzymanie bezpiecznego tempa. Należy chociaż minimalnie przyspieszyć, dalej z pokorą ale to już ten czas na lekkie nadgonienie czasu.

14, 15 i 16 kilometr wpadają po 4:16, 4:19, i 4:13. Na 16 kilometrze, wyprzedzam jakąś kobitkę, która woła do mnie „Super Ci idzie, świetna robota”. Było to bardzo miłe z jej strony.

Przed 17 kilometrem mijam ostatni punkt odżywczy i tak ja przy poprzednich, łapię kubeczek i biorą kilka łyków wody.

Grupy biegaczy są już bardzo rozrzedzone, w większości jest to bieg samotny gdzie czasem ja kogoś wyprzedzam, czasem ktoś mnie. Muszę już się pilnować i skupiać, aby trzymać tempo w okolicach 4:15, robi się coraz miej luzu.
17 i 18 kilometr wchodzą kolejno po 4:15 i 4:14

Widzę już w oddali stadion. Wiem, że jest to już kwestia parunastu minut i jestem na mecie. Jeszcze tylko „pokonać” podbieg na wiadukt i jesteś w domu. Zaczynam podbieg. Zwalniam, bo jest serio solidny. Staram się nie myśleć o tym, jak długi on jest. Po prostu trzymam rytm i krok za krokiem lecę. Szczyt już coraz bliżej. Wybija 19 kilometr, tempo 4:18. Oddech coraz cięższy. W końcu, udało się, teraz będzie z górki.

Chcę przyspieszyć, ale brzuch zaczyna mi puszczać. Okropnie mnie zaczynają boleć mięśnie brzucha. Każdy krok i napięcie, to kłucie po obu stronach bioder. Kurde, to już tylko około 1,5 kilometra. Brakuje mi przestrzeni do przyspieszenia, ból za bardzo mi wpływa na głowę.Wybija kilometr 20, tempo 4:21.

Zaczyna się katorga, mięśnie przy żebrowe również zaczynają boleć. Normalnie jakbym miała kilka kolek na brzuchu. Dodatkowo bardzo mi się dłuży trasa, są to same zawijasy wokół i po stadionie. Za każdym zakrętem liczę na to, że zobaczę już metę. Każde kolejne 100 metrów to po prostu walka by nie zwolnić.

Ostatnie półkole wokół stadionu. Tłum wiwatuje. Słyszę spikera. Zegarek wybija 21 kilometr – tempo 4:26. To już tylko sekundy.

Przekraczam linię mety. Od razu przechodzę na bok, i padam na czworaką pozycję by dojść do siebie. Wynik netto: 01:31:15. Po chwili wstaję i idę odebrać medal. Jest genialny, świetnie się prezentuje.

_Nec temere, nec timide_ – taki napis widnieje z tyłu medalu. Jest to oficjalna łacińska dewiza Gdańska, która oznacza „Ani zuchwale, ani tchórzliwie” (lub w swobodniejszym przekładzie: „Bez strachu, ale z rozwagą”).
I dokładnie tak, bym opisała ten bieg.

Autorytet2piorunów

Brawo Ty, niezmiennie z każdym wpisem podziwiam Ciebie i Twoją wytrwałość. Tylko w końcu nie wiem, udało się zrobić życiówkę?
@scorp a jak Tobie poszło?

Pokaż więcej komentarzy (30)

GURU

w Bieganie

105piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (19)

GURU

w Bieganie

23piorunów

Ładowanie węglowodanów dzień 1.

Przyjęto 10g/kg masy ciała, węglowodanów. Nie było problemów, nie czuję się przejedzona.
Wleciało:
- Banan przed porannym bieganiem (117 kcal, w tym 26g W)
- Posiłek nr 1 - Bardzo duża jasna bułka z paprykarzem + spora drożdżówka (1136 kcal, w tym 176g W)
- Posiłek nr 2 - Porcja białego ryżu z bananem i odrobiną nutelli (622 kcal, w tym 119g W)
- Posiłek nr 3 - Porcja białego ryżu, sos sweet chilli i pół opakowania wafli kukurydzianych (600 kcal, w tym 126g W)
- Posiłek nr 4 - Płatki kukurydziane na mleku (700 kcal, w tym 136 W)

Zanim napiszesz ola boga jak ja się odżywiam i jestem zjebana - nie, nie jem tak na codzień. Jest to strategiczne odżywianie przed startem w zawodach typu półmaraton/maraton w celu zgromadzenia większej ilości glikogenu (paliwa) w mięśniach. Tak zwany carbloading/ładowanie węglowodanów. Robi się go przez 24-48h przed startem, według uznania.
Jutro powtórka.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Twórca

w Bieganie

41piorunów

Aberdeen Half Marathon 2026

Pierwszy "oficjalny" polmaraton odbyty, wczesniej w Marcu biegnac sam zrobilem 02:11 z czego bylem w miare zadowolny bo to byl pierwszy polmaraton ever ale mialem nadzieje wykrecic cos lepszego.

Warunki idealne bo lekko pochmurno z wiaterkiem, plan byl zrobic ponizej 2 godzin, a tu sie okazalo, ze mega fajnie sie biegnie to mozna bylo troche dokrecic srube :stuck_out_tongue_winking_eye:

Nie sadzilem, ze bede w stanie biec takim tempem taki dystans, a tu prosze. Padlo PB na wszystkich dystansach.

Medal fajny bo metalowy, coraz czesciej teraz daja drewniane badziewie.

Finish Time - 01:41:27 - 3000 ludzi zapisanych, ilu rzeczywiscie startowalo to nie wiem ale bylo dosyc ciasno na starcie.

594 miejsce overall wbite.

Za 3 tygodnie ultra 50km, a w listopadzie 69km :runner: :runner: :runner:

Pokaż więcej komentarzy (4)

Tytan

w Sztafeta

26piorunów

22 939,99 + 7,02 + 6,23 + 3,67 = 22 956,91

Naszlo mnie ostatnio podczas biegania (a lubie sobie porozmyslac bo co tu innego robic) ze smieszna sprawa z tymi treningami, jak za duzo biegam to boli, jak tylko troche to tez boli. Do tego jak sie wtrybie w bieganie jakiegos tygodnia to potem jak jest dzien spoczynkowy to mnie az nosi zeby tez wyjsc i chociaz rundke wokol blokowiska zrobic. Takie uzaleznienie od bolu!

Tak, wiem, filozofia bardzo niskich lotow, ale na duzo wiecej mnie nie stac robiac kolejny kilometr.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Tytan

w Hydepark

14piorunów

Alez mi sie nie chcialo dzisiaj, te cholerne interwaly mnie kiedys zabija.

Jak ja mam 4:45min/km biec jak ja ledwo ponizej 6 w sprincie wyciagam!

Glupi zegarek



Pokaż więcej komentarzy (4)

Tytan

w Hydepark

22piorunów

Czuje dobrze czlowiek:

10k zrobione po raz pierwszy od 18 lat. Bez zatrzymywania, zadnych marszobiegow. Do tego w deszczu i chlodzie, co calkiem pomoglo w trzymaniu tempa.

Do tego nowe buty chyba pomogly, bo stare (juz pelnoletnie) sie posypaly..



Pokaż więcej komentarzy (2)

Tytan

w Sztafeta

23piorunów

19 057,60 + 4,70 + 4,70 + 6,70 = 19 073,70

Luzniejszy tydzien bo raz zasnalem po kolchozie zamiast pojsc biegac, a wczoraj sie domowka narysowala razem z grillem.

Za to dzisiaj nadrabianie- bo na kaca najlepsza jest praca, wiec rano byl SUP a popoludniu przebiezka 😄

I nawet zyję

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Tytan

w Hydepark

10piorunów

Duma rozpiera, bo piateczka wpadla..

Ale jak swinia sie spocilem, az wali syfem jakims!

Kilometry dopisze w niedziele, licze na jeszcze 2 biegi w tym tygodniu i moze kajak.


Pokaż więcej komentarzy (4)

Tytan

w Sztafeta

29piorunów

17 102,54 + 9,60 = 17 112,14

Pauza w bieganiu bo sie kontuzjon przyplatal w srode konkretny.

A bylo by sie rozgrzewac przed bieganiem to by nie bylo problemow.

Echhh

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Fanatyk0piorunów

Jedna z wielu, choć może najważniejsza zasada treningu, w szczególności jeśli chcesz mieć progres - jeśli się nie rozgrzewasz i nie masz kontuzji to znaczy że robisz ch⁎⁎⁎we treningi

Pokaż więcej komentarzy (2)

Tytan

w Sztafeta

31piorunów

16 381,64 + 15,25 = 16 396,89

Pijta ze mna kompot, chyba mi sie kryzys biegacki troche uspokoil i wczoraj drepnalem 7.2km bez marszobiegu albo innego kantowania.

Najdluzszy bieg od 18lat! Czuje dobrze czlowiek.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (3)

Tytan

w Sztafeta

14piorunów

15 724,62 + 19,09 = 15 743,71

Caly tydzien jak po grudzie, az zadawalem niewygodne pytania gorszej polowie czy mi olowiu do butow nie doklada. W sobote zamiast dlugiego biegu zrobilem dzien na wodzie i pyklo 26km. 3 dni przerwy od biegania zrobily robote i dzis na szybszym tempie nawet nie umarlem.

Sorry Bimber,

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Tytan

w Sztafeta

19piorunów

14 475,38 + 12,09 = 14 487,47

Nawet dobrze mi szlo w tym tygodniu. Galareta sie topila az milo.

Do dzisiaj.

Centralnie spenialem przed dlugim biegiem! Mialo byc 1h7min a juz po paru minutach tylko myslalem zeby sie zatrzymac. Na koniec wycisnalem 30min, prawie idac ostatnie 5.

W przyszlym tygodniu test sprintu. Ostatnio jak to robilem (4lata temu) to sie na ryj wywalilem po 50metrach.

Bedzie zabawa!

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Tytan

w Sztafeta

21piorunów

13 699,80 + 14,00 = 13 713,80

Swiezbily mnie od tygodnia kopyta bo mialem zniknac na caly weekend na kajaka, no ale sie nie udalo bo pogoda wydawala sie byc bardzo kiepska.

Zycie.

No wiec z tymi swiezbiacymi kopytami wrocilem do roboty w poniedzialek, a tu email, ze moze ktos by mial ochote troche pobiegac, bo bedzie event i moze sie uda pozbierac troche funtuszy na szczytny cel.

I tu wchodze ja, caly na bialo, ze pewnie ze tak, przeciez nogi same chodza i wogle nie bedzie problemu bo przeciez kiedys biegalem.

I sie okazuje ze ta zasada czytania drobnego druku przed podpisaniem cyrografu to nie taka glupia sprawa.

No wiec przez wlasna glupote biegne w pazdzierniku polmaraton…

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Sport

8piorunów

Zakończył się 11. PKO Cracovia Półmaraton Królewski

Tysiące biegaczy opanowały dziś Kraków – wszystko za sprawą jednej z największych imprez biegowych w Polsce. Zakończył się 11. PKO Cracovia Półmaraton Królewski. Zwyciężyli Kenijczyk Hillary Kiptum Maiyo i jego rodaczka Valentine Jebet Benedek. W biegu na dystansie 21,0975 km, z metą w Tauron Arenie