Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

globalbusKosmonauta

Dołączył/a:

  • 8 wpisów
  • 1483 komentarzy
  • 5 obserwujących

GURU

w Hydepark

28piorunów

Kolejny ciekawy wpis płk Korowaja.

"Matrioszka" to nie tylko rosyjska sieć dezinformacyjna. W analizie ppłk. Korowaja to także nazwa operacji wymierzonej w przejścia graniczne. Mołdawia, Rumunia, Polska – to nie są trzy incydenty, to jedna sekwencja.

Glazomier, czyli etap Operacji Matrioszka. Granica jako cel, a Warszawa jako przedmiot ryzykownej rozgrywki

Premier mówi o udaremnionym zagrożeniu dla przejścia z Ukrainą, ale nie mówi, czego udaremniono. Ja spróbuję. Od Suworowa i GRU Serguna po drony nad Dunajem, tak rosyjski planista czyta polską granicę.

Jak rosyjski planista czyta polski korytarz kolejowy?

Od 20 sierpnia Rosja uderzyła w ukraińskie przejścia graniczne co najmniej 6 razy.

Tabaki 21 sierpnia, Wynohradiwka 25 sierpnia, Orliwka na Dunaju 1 i ponownie 6 września, Starokozacze w nocy na 9 września, gdzie zginęło 2 cywilów. Wszystkie w obwodzie odeskim, wszystkie na granicy z Mołdawią i Rumunią, wszystkie dronami. Równolegle 1 września w Kijowie spłonęła lokomotywownia Kolei Ukraińskich, a wśród zabitych byli kolejarze. To nie są dwa osobne wątki. To jedna kampania, którą warto przeczytać oczami tego, kto ją planuje, a nie tego, kto ją odbiera.

W jednej z moich ulubionych książek, „Nauce zwyciężania” («Наука побеждать»), Suworow otwiera wykład trzema słowami. Glazomier (глазомер), bystrota (быстрота), natisk (натиск).

Glazomier to ocena na oko odległości, terenu i przeciwnika, zanim ruszy się do przodu.

Suworow uczył, że przed natarciem idzie ocena, ile przeciwnik wytrzyma i gdzie stoi. Kampania odeska jest dokładnie tym, pomiarem reakcji NATO przed ruchem na północ. Od 20 sierpnia rosyjski sztab mierzy w obwodzie odeskim, ile wytrzyma NATO, kiedy drony spadają kilkaset metrów od jego granicy.

Pytanie, które zadaje sobie Warszawa, brzmi czy następne będą przejścia z Polską. 10 września przestało ono być pytaniem analityka. Premier Donald Tusk (@donaldtusk) powiedział w Bratysławie, że w nocy dzięki współpracy polskich i ukraińskich służb udało się uniknąć bezpośredniego zagrożenia dla jednego z przejść granicznych z Ukrainą, i sam powiązał to zdarzenie z rosyjskimi uderzeniami w Mołdawii.

Odpowiedź nadal jednak wymaga odłożenia na bok emocji związanych z tym zdarzeniem i wejścia w logikę rosyjskiego myślenia, czyli planowania rosyjskiego sztabu w ramach doktryny „Nowej Wojny”, którą sam określam mianem Wojny Zrównoważonej. Ten sztab od kilku miesięcy rozwiązuje jedno konkretne zadanie, które roboczo nazywam Operacją Matrioszka.

ZADANIE

Rosyjski planista nie atakuje przejść granicznych, bo są symbolem. Atakuje je, bo są wąskimi gardłami.

W artykule w „Wojenno-promyszlennym kurjerze” z lutego 2013 Gierasimow napisał, a moim skromnym zdaniem są to słowa jego zastępcy gen. Kima, że akcent przesuwa się w stronę środków niewojskowych, stosowanych w proporcji 4 do 1 wobec wojskowych. To był początek ujawnienia doktryny „Nowej Wojny”, później omyłkowo nazywanej doktryną Gierasimowa lub wojną hybrydową, choć ta ostatnia jest tylko jedną z 4 jej części.

Praktycznie od początku minionej dekady generałowie ówczesnego GRU, Igor Sergun, a po Krymie także jego zastępca Aleksiej Diumin, budowali zaplecze operacyjne do działań niewojskowych prowadzonych tak, by dobrze prosperujące państwo w ciągu dni mogło stać się areną walki. To zaplecze pracuje dziś na naszej granicy, bo efekt na polskim przejściu osiągnięto bez jednego uderzenia.

Od wiosny rosyjska kampania przeciw kolei przeszła z frontowego zaplecza na całe terytorium Ukrainy. Między grudniem a połową maja jawne źródła odnotowały 127 uderzeń w obiekty Kolei Ukraińskich, a geografia operacji uderzeniowych rozszerzyła się na obwody wołyński, lwowski i rówieński.

Cel został nazwany wprost w rosyjskim obiegu ekspercko-wojskowym i potwierdzony z drugiej strony przez Serhija Beskrestnowa. Chodzi o zniszczenie logistyki łączącej Ukrainę z Europą, zarówno wojskowej, jak i cywilnej.

W tej logice przejście graniczne jest najtańszym punktem w całym łańcuchu. Nie trzeba niszczyć setek kilometrów toru ani całego węzła. Wystarczy spalić budynek odpraw, uszkodzić zasilanie i systemy łączności, a przepustowość spada do zera na 24 do 48 godzin, bo tyle według ukraińskich danych trwało awaryjne przywracanie pracy przejść po sierpniowych i wrześniowych uderzeniach.

Przy kosztach jednego Shaheda to najlepszy stosunek nakładu do efektu, jaki rosyjska armia ma dziś w arsenale.

A masy nie brakuje. W samym sierpniu Rosja wystrzeliła w Ukrainę ponad 2800 dronów o napędzie odrzutowym, a 8 września na Kijów poszły 32 pociski manewrujące i 166 Shahedów. Rosyjski sztab dysponuje nadwyżką środków, którą może przesuwać na cele drugorzędne bez uszczerbku dla głównego wysiłku.

DLACZEGO ZACZĘTO OD MOŁDAWII I RUMUNII

To najważniejsza część analizy MGŁY WOJNY i tu widać, jak Rosjanie nauczyli się kalkulować w nowoczesnym targetingu, jak ktoś, kto liczy koszty polityczne równie starannie jak tonaż ładunku.

Tu przypomina mi się cytat z V księgi Tukidydesa. „Silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą”. Dlatego Operację Matrioszka zaczęto od Mołdawii, państwa poza sojuszem.

W 416 roku p.n.e. posłowie ateńscy powiedzieli mieszkańcom Melos, wyspy, która nie należała do żadnego sojuszu i chciała pozostać neutralna, że silni robią to, co mogą, a słabi znoszą to, co muszą. Melos odmówiło kapitulacji, zostało oblężone i zniszczone.

Co ciekawe, podobną taktykę zastosował 200 lat później Hannibal, który przez 8 miesięcy oblegał Sagunt, miasto sprzymierzone z Rzymem, i patrzył, czy Rzym przyjdzie. Rzym słał poselstwa. Kiedy Sagunt padł, Hannibal wiedział już, ile naprawdę warta jest rzymska gwarancja, i wiosną 218 roku przekroczył Ebro.

Mołdawia nie jest w NATO. Rumunia jest, ale między Orliwką a Isaccea leży Dunaj, który daje naturalny bufor i pozwala uderzać kilkaset metrów od terytorium Sojuszu bez naruszania jego przestrzeni.

Bukareszt reaguje spokojniej niż Warszawa, nie ma za sobą własnego Przewodowa i nie podrywa myśliwców przy każdym nalocie na sąsiedni obwód.

Tu mój wniosek jest prosty. Rosyjski sztab wybrał odcinek, na którym może przetestować całą sekwencję, od pierwszego uderzenia przez odbudowę po drugie uderzenie w ten sam obiekt kilka dni później, i zmierzyć reakcję państwa NATO przy minimalnym ryzyku.

Wynik tego testu jest dla Moskwy zachęcający.

Orliwka została trafiona dwukrotnie w ciągu tygodnia, a poza komunikatami służb granicznych i ukraińskiego MSZ nie nastąpiło nic, co podniosłoby koszt kolejnego uderzenia. Cytując analityków ISW, z którymi tym razem wyjątkowo się zgadzam, to podwójna strategia izolowania Ukrainy od Europy i wywierania presji na sąsiadów.

Z perspektywy rosyjskiego planisty, w którego zawsze się wcielam, to raczej kalibracja. Sprawdza, jak daleko może przesunąć linię celów na zachód, zanim ktoś po drugiej stronie granicy zrobi coś więcej niż wyda komunikat i sięgnie po artykuł 5.

CO WIDZI ROSYJSKI SZTAB, PATRZĄC NA POLSKĘ

Granica polsko-ukraińska ma 6 kolejowych przejść, od Dorohuska i Hrubieszowa na północy przez Hrebenne i Werchratę po Przemyśl i Krościenko na południu.

Rosyjski planista patrzy jednak nie na punkty graniczne, lecz na to, co jest za nimi. Kluczem jest zmiana szerokości toru. Cały ruch towarowy z Europy musi zostać przeładowany lub przestawiony na wózki w terminalach po ukraińskiej stronie, w Mostyskach, w Jahodynie i węźle kowelskim, w Rawie Ruskiej.

To tam, kilkanaście do kilkudziesięciu kilometrów od granicy, leży realna przepustowość korytarza. Tam też są podstacje trakcyjne, bez których elektryczna kolej staje niezależnie od stanu torów.

Rosja wie to od dawna, bo już w maju 2022 uderzyła rakietami w infrastrukturę kolejową rejonu jaworowskiego 20 kilometrów od granicy, a w marcu 2026 pozbawiła prądu Lwów i Wołyń, trafiając w energetykę zasilającą między innymi kolej. W maju obwód rówieński dostał uderzenie 70 kilometrów od Polski, z ofiarami śmiertelnymi.

Korytarz polski jest więc w rosyjskim targetingu i katalogu celów od dawna. Nowością nie jest cel, lecz metoda.

Kampania odeska pokazuje, że Rosja przestała zadowalać się podstacjami w głębi i zaczęła schodzić do samej linii granicznej, gdzie efekt jest natychmiastowy, a ukraińska obrona przeciwlotnicza najrzadsza i strzela w stronę granicy, co po naszej stronie skończyło się tragedią w Przewodowie.

Przeniesienie tej metody na kierunek polski oznacza uderzenie dronami z osi północnej, znad Wołynia i Polesia, w terminal i stację graniczną w Jahodynie lub Rawie Ruskiej.

Odległość od polskiego terytorium mierzyłaby się w pojedynczych kilometrach. Moskwa rozumie, że to zupełnie inny szczebel eskalacji niż operacje wzdłuż Dunaju.

Polska podrywa lotnictwo przy każdym większym nalocie na zachód Ukrainy, ostatnio 5 września, gdy alertami RCB objęto Lubelszczyznę i Podkarpacie.

Pamięć Przewodowa z listopada 2022 nadal wyznacza w Warszawie próg, którego przekroczenie oznaczałoby wejście do gry NATO jako instytucji, a nie tylko dyplomatów.

To jest koszt, którego dotąd Kreml nie chciał płacić. Moje pytanie analityczne brzmi, czy po udanym teście na Rumunii nadal go tak wycenia.

WARSTWA INFORMACYJNA ZAPALA SIĘ PIERWSZA

W rosyjskiej kulturze planowania uderzenie kinetyczne poprzedza przygotowanie narracyjne, które ma rozmyć odpowiedzialność i przenieść ją na ofiarę.

Ta warstwa już pracuje. Piotr Panasiuk, polski działacz figurujący od grudnia 2023 w bazie Myrotworec, ogłosił na Telegramie, że Dorohusk i Hrebenne powinny się przygotować, bo Rosja atakuje przejścia, przez które płynie broń.

Ten wpis natychmiast podchwyciły prorosyjskie portale w Mołdawii, dopisując do niego tezę, że polski rząd wykonuje polecenia Brukseli i Londynu kosztem życia własnych obywateli.

Nie ma znaczenia, czy Panasiuk wie coś o planach rosyjskiego sztabu. Prawie na pewno nie wie. Znaczenie ma to, że rosyjski ekosystem informacyjny buduje z jego słów gotowe uzasadnienie na wypadek, gdyby uderzenie nastąpiło. To model S.E.D.E.S., o którym nie raz pisałem, czyli selekcja, edycja, dystrybucja, ewaluacja, sekularyzacja.

Schemat jest znany z Przewodowa i z każdego incydentu dronowego nad Polską. Najpierw pojawia się teza, że to Polska sama ściąga na siebie ryzyko, potem teza, że przejście było celem wojskowym, a na końcu teza, że Zachód i tak nie zareaguje.

W ramie operacji kaskadowej, którą stosuję do monitoringu presji poniżej progu wojny, to klasyczny sygnał domeny informacyjnej wyprzedzający domenę kinetyczną. Sam nie przesądza o niczym. Skorelowany z kolejnymi wskaźnikami staje się ostrzeżeniem wyższego rzędu.

ZAPOWIEDŹ, O KTÓREJ MÓWIŁ PREMIER

O takim scenariuszu mówiłem 9 września w rozmowie z Mateuszem Lachowskim (@LachowskiMateus) dla „Gońca” i „Racji Stanu”, nagranej na kilkanaście godzin przed nocnym zdarzeniem i przed wypowiedzią premiera.

Podobną dyskusję prowadziłem z Krzysztofem Wojczalem (@KWojczal) na jego kanale, polemizując o kierunkach rosyjskiej eskalacji i jej warunkach.

Nie piszę tego, by podkreślać trafność moich prognoz, lecz by pokazać, że sekwencja od Dunaju do Bugu była czytelna dla każdego, kto śledził działania rosyjskie i powietrzną kampanię odeską, a więc była czytelna także dla rosyjskiego sztabu, który liczył na to, że Warszawa zareaguje dopiero po fakcie. Stąd, w mojej ocenie, wizyta ministra koordynatora służb specjalnych (@TomaszSiemoniak) w Waszyngtonie, by w reakcji Polski i całego NATO, a szczególnie jego wschodniej flanki, nie doszło do falstartu.

Wypowiedź premiera z 10 września trzeba czytać równie uważnie w tym, co mówi, jak w tym, czego nie mówi.

Premier użył słów o współpracy służb, o zapowiedzi i o gotowości także na sabotaż wewnętrzny. Nie padło słowo o wojsku, nie było komunikatu Dowództwa Operacyjnego (@DowOperSZ), alertu RCB ani podrywanych myśliwców, jak 5 dni wcześniej.

Tej nocy nad polską granicą nic nie leciało, co trzeba by zestrzelić. To zawęża pole interpretacji do dwóch wariantów.

Pierwszy to ukraińskie ostrzeżenie o planowanym uderzeniu w ukraińską stronę konkretnego przejścia, na które zareagowano prewencyjnie po obu stronach linii.

Drugi to wykryty zamiar dywersji na obiekcie granicznym, wykonywanej rękami kogoś rekrutowanego zdalnie, w schemacie znanym z wcześniejszych spraw prowadzonych przez ABW (@ABW_GOV_PL).

Oba warianty mieszczą się w modelu rosyjskiego planowania, który opisałem wyżej, bo przejście graniczne pracuje dla Rosjan jednocześnie w warstwie kinetycznej i w warstwie ukrytej, a wybór narzędzia zależy od tego, które jest w danym tygodniu tańsze lub politycznie bliżej celu.

Do tego dochodzi zdanie o raporcie szefa CIA, który premier określił jako dość precyzyjny i dotyczący możliwych zdarzeń w najbliższych miesiącach. Dwa dni wcześniej minister koordynator służb specjalnych rozmawiał z Johnem Ratcliffem w Langley.

Chciałbym zauważyć, że ta sekwencja jest czytelna także dla Moskwy. Sojusznicy widzą ten sam obraz, który wynika z odczytu kampanii odeskiej, i przekazują go w trybie, który uzasadnia mówienie o tym publicznie na europejskim szczycie.

Trzeba przy tym zachować ostrożność wobec komunikatu o sukcesie naszych i ukraińskich służb, bo jest z natury niesprawdzalny i pada w kontekście sporu o to, kto w Unii komu robi łaskę, co premier sam nazwał wprost.

Nie zmienia to jednak faktu, że sekwencja Mołdawia, Rumunia, Polska została po raz pierwszy wypowiedziana nie przez analityków takich jak ja, lecz przez szefa rządu państwa NATO.

To pierwsza odpowiedź na Operację Matrioszka.

OCENA I WSKAŹNIKI RYZYKA

Rozdzielam tu 3 różne zdarzenia, bo zbijanie ich w jedno prowadzi do fałszywego alarmu albo do fałszywego spokoju.

Uderzenia w kolejową logistykę korytarza polskiego w głębi zachodniej Ukrainy, w węzły, terminale i podstacje, oceniam jako wysoce prawdopodobne w horyzoncie tygodni.

To nie jest prognoza, to kontynuacja trwającej kampanii, która rozszerza geografię o kolejne obwody.

Uderzenie w samą infrastrukturę przejścia przy granicy z Polską, w odległości kilku kilometrów od naszego terytorium, oceniałem jeszcze 9 września jako umiarkowanie prawdopodobne.

Po nocy z 9 na 10 września przesuwam tę ocenę w stronę wysokiego prawdopodobieństwa, a horyzont z miesięcy na tygodnie, z przewagą wariantu dronowego nad rakietowym i z większym ryzykiem dla Jahodyna i Rawy Ruskiej niż dla Mościsk.

Trzecie zdarzenie, czyli upadek środka napadu na terytorium Polski w efekcie takiego uderzenia, pozostaje mało prawdopodobne, ale przy dronach odrzutowych lecących po zachodnich trajektoriach i przy ukraińskiej obronie strzelającej w kierunku granicy nie jest to ryzyko zerowe.

Wskaźniki, które przesunęłyby tę ocenę w górę, są też czytelne.

Pierwszym byłoby przeniesienie kampanii odeskiej z przejść drogowych na kolejowe, bo pokazałoby, że Moskwa testuje na południu dokładnie tę kategorię celu, którą ma na północy.

Drugim byłoby uderzenie w węzeł kowelski lub terminal Mostyska II, czyli zejście z podstacji na obiekty przeładunkowe.

Trzecim pojawienie się w komunikatach Ministerstwa Obrony FR i u głównych milblogerów sformułowań o polskich hubach uzbrojenia jako uzasadnienia bieżących uderzeń.

Czwartym wzrost rozpoznania dronowego nad Wołyniem i Polesiem od strony białoruskiej.

Jeśli 3 z tych 4 wskaźników zapalą się w jednym oknie tygodniowym, przejście kolejowe z Polską przestaje być hipotezą i staje się celem następnej kolejki.

Obecnie to nocne zdarzenie nie mieści się w żadnym z tych 4 wskaźników, bo jest czymś więcej. Jest samym zdarzeniem w formie udaremnionej.

Z mojej perspektywy to nie porażka Rosjan, lecz cenny wynik testu. Dowiedzieli się, że polskie i ukraińskie służby wymieniają się informacją w czasie zbliżonym do rzeczywistego, co podnosi koszt wariantu dywersyjnego, i dowiedzieli się zarazem, że sama groźba wobec polskiego przejścia wystarcza, by premier mówił o tym na europejskim szczycie i wiązał to z raportem CIA.

W logice operacji kaskadowej to efekt osiągnięty bez jednego uderzenia i taniej niż jakikolwiek nalot.

Jak już wspominałem, Rosjanie nauczyli się, że nie muszą uderzać w Dorohusk, żeby osiągnąć swój cel. Wystarczy im, że Warszawa zacznie o tym myśleć, że przewoźnicy podniosą stawki ubezpieczeń, a część ładunków przesunie się na wolniejsze trasy.

10 września ten efekt osiągnęli bez jednego uderzenia, bo o zagrożeniu dla polskiego przejścia mówił szef polskiego rządu. Kampania odeska pokazała, że potrafią zamykać przejścia na 2 doby jednym nalotem i wracać po tygodniu.

Kierunek polski jest dla Rosji kosztowniejszy politycznie, ale logistycznie ważniejszy niż Dunaj. Dlatego Kreml czyta nasze reakcje na alerty RCB, podrywane myśliwce i konferencje prasowe tak samo uważnie, jak my czytamy jego uderzenia w Orliwkę.

Sedno tej mojej MGŁY WOJNY nie polega na tym, że nie wiemy, co Rosja chce zrobić. Polega na tym, że nie wiemy jeszcze, ile jest gotowa za to zapłacić, eskalując na granicy z NATO i czy ta eskalacja nie jest szyta po to, by małym kosztem sprowokować Sojusz do przedwczesnego sięgnięcia po artykuł 5 i wejścia w uszytą przez Rosję rolę agresora.

I to jest pytanie, na które Warszawa powinna dziś szukać odpowiedzi, zanim odpowiedź przyleci sama z Waszyngtonu lub Brukseli.

Pozdrawiam i dziękuję.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Autorytet

w Architektura

32piorunów

Regent International Center

Chcieli zbudować wielki hotel a zbudowali dom dla 30.000 osób (obecnie mieszka tam ok 20k osób).

To pionowe miasto ma 200m wysokości i 39 piętra mieszczące 1,47 miliona metrów kwadratowych i "ledwie' 11.250 mieszkań. A znajduje się... no nie zgadniecie gdzie. Nie w Chinach.

Ależ oczywiście że w Chinach, w Hangzhou.

To chyba mokry sen UE, bo zamiast miasta 15 minutowego jest miasto 0 minutowe, bo nie musisz wychodzić nawet z budynku

(jeśli jesteś na emeryturze :-p).

Mieszczą się w nim między innymi: centrum handlowe, restauracje, szkoła, szpital, siłownia , sklepy spożywcze , basen, zakład fryzjerski i kawiarenka internetowa.

https://en.wikipedia.org/wiki/Regent_International_Center

Niezły kurnik.

Po co ci tysiące hektarów? Stawiasz 10 takich i już masz Katowice czy Częstochowę. Stawiasz jeden i możesz skomasować ludność Sandomierza, Opoczna czy Łowicza.

Ciekawe czy sąsiedzi mówią sobie "dzień dobry".

Pokaż więcej komentarzy (25)

Gruba ryba

w Dyskusje

30piorunów

Huti srutti rozwaliły ropociąg w ZEA więc niebawem dyszka za literek.

Nastąpi niebawem koniunkcja Żółtego Księżyca i będzie można tankować 21,37 litera za 213,7 złotego

W Przy A4 w Rudzie Śląskiej brakuje 56 groszy i mamy dyszkę to będę tankować po Papiesku ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Jeszcze mi skapło za co najmniej 2,54 zł

Jak przekroczy dyszkę to przesiadka na elektryka, obecnie Frontera ma zaliczone 11k na blacie i co roczny serwis. Auto ma już degradację baterii wynoszącą 6,5% po 12 mc. I zasięg przy grzaniu dupala i łapek na kiero w taką pogodę spadł do 270km jak sobie deptam po ekspresówkach okalających KATO. Koszt obecnie bez fotowoltaiki to jakieś 16 za 100km więc już ciężko to przebić spalinówką.

Rozważam po zakończeniu najmu kupienie sobie czegoś z zasięgiem 800+ żeby nie martwić się ruskimi, amerykancami, jemeńczykami, węgrami, cyganami, arabami i oczywiście narodem wybranym któremu obiecano.

Tylko zobaczymy co wyniknie na rynku bo jeśli ceny paliw utrzymają się wysoko prognozuje wzrost ceny elektryków ( ‾ʖ̫‾)

Już i tak mam wkurwa bo interesowałem się ID Buzz z baterią 77kWh i u nas w biednej Polszy 244k PLN Netto a w Bogatej Danii 175k PLN Netto.

Nosz k⁎⁎wa mać !

Zaskoczony też jestem bo myślałem że przy cenie bliskiej 10zł za litr ruch samochodowy zacznie spadać na rzecz komunikacji miejskiej w Kato ale nie widać żeby autobusy były przepełnione albo żeby na przystankach było więcej ludziów niż wcześniej.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Mistrz

w Co Wy na to?

48piorunów

Co Wy na to? 10.09.2026

Ostatnie tygodnie przyniosły nowe głośne przypadki wypadków po wjeździe na przejazd kolejowo-drogowy. Według statystyk liczba takich wypadków w ostatnich latach nie maleje, zdarza się średnio co drugi dzień, zaś łącznie w zeszłym roku w tego typu wypadkach zginęły 52 osoby. Wczorajszy wypadek w Sokolnikach spowodował reakcję m.in. kolejarzy, którzy na piątek zapowiadają swój protest, ale również rządzących. Premier i minister infrastruktury zapowiedzieli ekspresowe przedstawienie propozycji zaostrzenia kar za wjazd na przejazd przy zapalonym czerwonym świetle - ma za to grozić zatrzymanie prawa jazdy na 3 miesiące. Obecnie jest to mandat 2000 PLN oraz 10 punktów karnych. Pytanie na ile taka groźba stanie się faktyczną przestrogą dla kierowców, która spowoduje spadek liczby takich wypadków.

Pytanie na dziś: Czy podwyższenie kar za wjazd na przejazd przy zapalonym czerwonym świetle będzie skuteczne?

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.


Czy podwyższenie kar za wjazd na przejazd przy zapalonym czerwonym świetle będzie skuteczne?

  • Tak16% (49 głosów)
  • Nie67% (210 głosów)
  • To zależy14% (44 głosy)
  • Nie mam zdania3% (10 głosów)

313 głosów

Autorytet10piorunów

Jeśli do wysokiego mandatu dojdzie do glanowania na najbliższym runku to może to coś da. Patola rozumie tylko buta na mordzie.

Pokaż więcej komentarzy (37)

Gruba ryba

w Hydepark

25piorunów

Jeszcze jakiś czas temu nie rozumiałem skąd taki hejt na francuskie auta. Aktualnie posiadam 2 Renault w domu i zacząłem to doskonałe rozumieć, j⁎⁎ać maczetami ten francuski szmelc XD

Autorytet1piorunów
@Aksal89 nie no, oba jeżdżą, ale co chwilę coś nowego stuka, j⁎⁎ie się coś elektrycznego, dzieją się rzeczy niestworzone

Przykro to slyszec, mialem kiedys francuza, ogolnie za⁎⁎⁎⁎ste auto, wygodne, wyposazone, odporne na rdze, ale elektryka potrafila wkurwic

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Hydepark

63piorunów

Uważam, że z rzeczy, które dawniej były o wiele mniej stresujące niż teraz jest... wyjeżdżanie z miejsca parkingowego.

Przez to, że zmieniła się moda i każdy musi mieć suva bo się inaczej udusi to nie da się zerknąć przez szybę zaparkowanego obok auta czy cos nie nadjeżdża. Teraz suvy są za wysokie i często nie mają szyb z tyłu więc nie da się zobaczyć co jest za nimi.

Pewnie powiecie, że macie kamerki i co się czepiam. Tylko mało która kamerka to jest faktycznie 180 stopni aby móc zobaczyć co jest po lewej i prawej. I trzeba tradycyjnie wyjrzeć aby widzieć czy coś jedzie. Zwłaszcza jak zaparkowałeś tyłem i musisz wysunąć się do przodu

Przykład z BeamNG - najpierw pokazana widoczność gdy stoi kombi oraz sedan a potem gdy stoi crossover i SUV. W obu przypadkach na drodze jest inny pojazd ale widać go z fotela kierowcy tylko w pierwszym przypadku.


Osobistość0piorunów

@SzubiDubiDU przecież każda kamerka 180 i 360 stopni jest właśnie tak jak nazwa wskazuje i z nimi bez problemu wyjeździsz zewsząd. A jak jeszcze są czujniki martwych pól to już totalnie luźno. No ale trzeba dobierać dodatki a nie brać golasy auta ¯\\(ツ)

Autorytet0piorunów

@SzubiDubiDU Przetłumaczyłem Twojego posta:

"mam ból d⁎⁎y o cudze preferencje co do samochodów oraz jednocześnie jestem biedakiem bez kamer i czujników :(".

Nie mam jakiegoś mega wypasionego wozu, a nigdy nie mam problemów z wyjeżdżaniem.

Pokaż więcej komentarzy (47)

Fenomen

w Hydepark

20piorunów
Niecałą dobę po tym, gdy na przejeździe kolejowym w Gdańsku pociąg zderzył się z ciężarówką, w tym samym miejscu doszło do kolejnego niebezpiecznego incydentu. Gdyby nie reakcja świadków, pociąg wjechałby w auto osobowe. Kobieta wysiadła z samochodu. Na szczęście świadkowie wyłamali szlaban i udało się uniknąć kolizji.



Dzień wcześniej w tym samym miejscu pociąg pasażerski Intercity "Bachus" z Zielonej Góry do Gdyni uderzył w stojącą na torach ciężarówkę. — Ze wstępnych ustaleń wynika, że ciężarówka wjechała na przejazd podczas opuszczania szlabanów — mówili policjanci. W zdarzeniu zostały ranne trzy osoby.

https://streamable.com/gnhigx

Pytanie do posiadaczy prawa jazda, podobno jesteście wyjątkowi więc muszę zapytać; dlaczego ludzie na przejazdach kolejowych zachowują się jak ameby? Czy kurs na prawo jazdy nie przygotowuje do takich sytuacji, nie ma szkolenia jak bezpiecznie przejechać przejazd kolejowy? A może jednak to brak testów psychologicznych? Być może nie każdy powinien prowadzić pojazd spalinowy.

Czy kierowcy w Polsce wiedzą jak zachować się na przejeździe kolejowym?

  • Tak10% (17 głosów)
  • Nie60% (99 głosów)
  • Tylko nieliczni30% (49 głosów)

165 głosów

Autorytet0piorunów

@cyber_biker Kierowczyni zupełnie straciła głowę w tej sytuacji. Niestety, nie łudzę się, że ona wyciągnie z tego jakiekolwiek wnioski. Będzie się tłumaczyć, że szlaban opadł kiedy ona już wjechała, że faceci, którzy wyłamali w końcu ten szlaban "działali opieszale", że "przecież zatrzymała się metr od torów" itd. Do błędu nie przyzna się nigdy.

Gruba ryba0piorunów

@cyber_biker

Pytanie do posiadaczy prawa jazda, podobno jesteście wyjątkowi więc muszę zapytać; dlaczego ludzie na przejazdach kolejowych zachowują się jak ameby?

to jest świetne pytanie, szkoda, że kierujesz je tylko do jednej grupy.

Gdańsk, ul. Sitowie, popularna trasa rowerowa na Wyspę Sobieszewską. Ilość rowerzystów, która tam przejeżdża przy zamkniętych rogatkach jest ogromna i praktycznie zawsze trafi się ktoś kto nie może poczekać, bo musi jechać. No ale warto się prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olić tylko do grupy, której się nie lubi, co nie?

PS. jestem i kierowcą i rowerzystą, więc argument, że teraz atakuję drugą grupę bezpodstawnie odpada

Pokaż więcej komentarzy (17)

Osobistość

w Hydepark

6piorunów

Elo. Zastanawiam się nad kupnem przenośnej konsoli Anbernic. Głównie zalezy mi na emulacji NES i PS1. Czy jest sens wydawać cebuliony na to to, i jak tak, to który model byście polecili (może być bez analogów). A może coś innego?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Hydepark

47piorunów

Dlaczego zwłaszcza wśród millenialsów istnieje kult podróżowania? A w tym zbiorze zwłaszcza wśród wielkomiejskich kobiet?

Zainteresowania typu modelarstwo, majsterkowanie albo gra na instrumencie ustępują przed podróżowaniem, które dobrze się wyświetla na Insta.

W sumie sam sobie odpowiedziałem hehe

Gruba ryba1piorunów

@DerMirker myślę że podróżowanie to drogi sposób na spędzanie czasu. Jeśli ludzi nie stać to siedzą na miejscu. Już sama jazda samochodem kosztuje, samo paliwo do auta jest w cholerę drogie, nie mówiąc już o podróżowaniu samolotem. DIY z kolei może być ale nie musi tanim hobby. To drugie często wymaga jakichś umiejętności. To są po prostu w różne sposoby spędzania wolnego czasu. DiY to też sposób na oszczędzanie kiedy zamiast kupować coś, na przykład, no nie wiem stolik do ogrodu robi się go samemu. Osaczwdzsz w ten sposób pieniądze. A czemu to jest popularne? Większość ludzi nie ma zacięcia technicznego, szybciej i taniej jest po prostu kupić coś jak wycieczkę...

Pokaż więcej komentarzy (46)