WujekAlienLider
25piorunów
WujekAlienLider
25piorunów
Lopez_Fenomen
6piorunówWszystko co bym teraz chciał, to cofnać się do 2016/2017 roku w wakacje kiedy jako młody student ze stówą na koncie bankowym, siedziałem z ziomkami nad Wisła, robiliśmy jednorazowego grilla, piliśmy browarki i słuchaliśmy podchmieleni dla beki gangu albanii
heszke w meszke, riszki sziki to król albanii
a teraz praca i powazne życie 30 letniego typa
WujekAlienLider
37piorunów
WhoresbaneFanatyk
78piorunówMam strasznego głoda po #hogwartslegacy , więc zainstalowałem drugą najlepszą grę z uniwersum #harrypotter (ʘ‿ʘ)

WatluszPierwszyFanatyk
23piorunówLata 90. Ten czas. Zero smartfonów, internetu... tylko ludzie cieszący się chwilą.

WatluszPierwszyFanatyk
10piorunów#muzyka i trochę #nostalgia #hejto40plus i #lata90
Lato 1999 było dla mnie pewnym życiowym przełomem. To wtedy pierwszy raz zetknąłem się z tym, że ktoś młody, kogo znam i lubię nagle umiera. W wypadku samochodowym zginął wtedy Jurek, mój kumpel z osiedla. Jechał z innym kolegą na stopa do Zakopanego. Niestety skończyło się tragicznie. Tego lata poznałem też sporo ludzi i spędzałem dużo czasu ze znajomymi spoza mojego ścisłego osiedlowego kręgu. Dużo rozmów, piwa i nowych twarzy, co dla mnie zawsze wycofanego introwertyka było nie lada wyzwaniem. Poza tym dużo muzyki. Jako już wtedy wierzący i praktykujący punkowiec programowo odrzucałem mainstream i komercję, ale jednak nie do końca zamykałem głowę na te dźwięki. Jedną z płyt, która stała się soundtrackiem dla mojego lata 1999 było "Californiation" Red Hot Chilli Peppers. Nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem ich twórczości, ale w tej płycie jest coś, co mnie przyciągnęło i do dziś ją lubię. Chyba sobie dziś odpalę.

nobodysFanatyk
46piorunówW dzieciństwie przed domem (dawna szkoła) mieliśmy duży plac zabaw i taką 4-osobową huśtawkę picrel. Zastanawiam się jak to możliwe, że się na niej nie połamałem 🙂 Zabawa polegała oczywiście na rozbujaniu huśtawki jak najwyżej, stawało się na oparciu i kiedy huśtawka była najwyżej i najszybciej rozpędzona skakało jak Małysz na ziemię 🙂

WatluszPierwszyFanatyk
46piorunów#nostalgia #internet #hejto40plus #historia #hejto30plus
Już Adam Mickiewicz pisał "o gdybym kiedyś dożył tej pociechy, żeby internet zbłądził pod strzechy" a może to nie był on... W każdym razie jestem tak stary, że pamiętam czasy kiedy to pojęcie jeszcze nie było obecne w słowniku. Podobno tacy ludzie już dawno nie żyją, ale jak widać jeszcze kilku ich chodzi po tym łez padole. Jednak do brzegu. Czy pamiętacie Wasz pierwszy świadomy kontakt z tzw. siecią? Szok, niedowierzanie czy po prostu świadomość, że jest to kolejny element rozwijającego się świata? W mojej pamięci zapisał się moment kiedy z niedowierzaniem patrzyłem, jak 11 lat starszy brat mojego kumpla z osiedla odpala Wirtualną Polskę. O ile dobrze kojarzę byłem wtedy chyba jeszcze w podstawówce, a więc musiało to być przed końcem czerwca 1997 roku. Później mój tata, który dorabiał w biurze lokalnej gazety zabierał mnie na popołudniowe dyżury i raz w tygodniu przez godzinę mogłem sobie w biurze redakcji skorzystać za friko z internetu. Szaleństwo. Otworzył się przede mną cały świat, a przynajmniej tak mi się wydawało. Kolejnym etapem było otwarcie kawiarenki internetowej w moim rodzinnym mieście. Rok 2000. Mania, szaleństwo. W dniu otwarcia nie można się było dostać do środka. W ciągu tygodnia mieli tylu klientów, że musieli wydłużyć godziny otwarcia do 23:00 i umożliwić branie tzw. nocek dla grup. Sam kiedyś wykupiłem z kumplami z osiedla taką opcję. Kwitło tam piractwo, bo gdy weszło się w bliższą zażyłość z właścicielami można było ściągać mp3 a oni za drobną opłatą nagrywali to na CD-R. Tuż po maturze w maju 2002 internet zawitał do mojego rodzinnego domu... to już zupełnie inna historia 😉 Mp3, filmy, noce na gadu-gadu, dziewczyny poznawane na czatach...

Lopez_Fenomen
18piorunówMoja babcia powoli odchodzi. 90 lat. Dziadek zmarł 4 lata temu. Rodzina od strony mamy to wielodzietna rodzina. Dziadkowie zawsze byli bardzo prorodzinni, głęboko wierzący i byli dobrymi ludźmi. Potrafili niesamowicie scalić rodzinę, by się kochała i była dla siebie. Mam super relacje z moimi ciotkami i wujkiem. Z kuzynkami jest ok, ale są one ode mnie od 5 do nawet 15 lat młodsze, to inaczej. Nie mieli wiele, robotnicza rodzina z blokowiska, czwórka dzieci. Wszystkie z nich są dziś dobrze poukładane finansowo, odchowały dzieci i dorobiły się "swojego", dodatkowo w tym moja mama bardzo dobre studia z masą certyfikatów i specjalizacjami robionymi nawet po 50rż.
Ściska mnie w gardle, bo tyle ile potrafili dać dziadkowie, to nie mogłem sobie lepszych wymarzyć. Jak sobie o tym pomyślę, to motyw niczym z ojca chrzestnego, rodzina na pierwszym miejscu. Nawet z niedołężną babcią moja mama z rodzeństwem super relacje i ja też ciągle gdzieś zaproszenia i zawsze mogę na nich liczyć.
Najbardziej boli mnie to, że sam mam 30 lat, nie wyszło mi w życiu prywatnym do tej pory i obecnie od 2 lat sam i mogę się skupić na sobie. Bardzo chciałbym osiągnąć to co oni, bo mogę być milionerem i mieć stos dyplomów, a i tak uważam, że to co im się udało osiągnąc ma wartość bezcenną i właśnie na tym mi bardziej zależy niż na dobrach materialnych, ale na razie nie stoję nawet 3 rzędy niżej od nich.
Rodzina od strony taty bardziej indywidualiści, bardziej na luzie, świetnie wykształceni i bardzo dobrze zarabiający. Zawsze byli dla mnie dobrzy, ale nigdy nie czułem stamtąd tyle ciepła, dobroci i troski.
Tyle się dziś młodzi ludzie tyrają, że nie chcą mieć dzieci, bo pieniądze, bo trzeba wszystko co najlepsze, bo to tamto. Właśnie, że nie trzeba. Czasem wystarczy minimum do tego, by dzieci wyrosły na ludzi, a najbardziej to po prostu trzeba się kochać i dbać o siebie. Naprawdę wtedy w życiu jest łatwiej, człowiek ma jakoś więcej szczęścia i idzie pewniej do przodu, bez presji i z dużym optymizmem.
Dbajcie o swoich bliskich i nigdy nie pozwólcie sobie na to, byście się od nich oddalili. Bo kariera, pieniądze, pogoń za dobrobytem. To wszystko jest w sumie c⁎⁎ja warte.
Jak sobie przypomnę jak mojego dziadka wynosili w worku, a ona krzyczała, że mają to odsłonić, bo chce go jeszcze zobaczyć, albo jak dziś półprzytomna nagle jak mnie zobaczyła odżyła i powiedziała ":mój wnuczek najlepszy", to mnie rozrywa w środku.
#zycie #przemyslenia #nostalgia #zycieismierc #takaprawda #gownowpis #zalesie
John_polackMocarz
8piorunówKilka dni temu w polecanych pojawiła się pozycja twórczości niejakiego Adasia Grzybka. Nostaglem mocno za dawnym internetem i tamtymi przeróbkami. Enjoy!

fadeimageoneFanatyk
11piorunów#straznikteksasu #chucknorris #nostalgia #rip #wiadomosciswiat
Z obecnej na zdjęciu 4 aktorów żyje nadal pani Sheree J. Wilson (ur. 1958)(wcieliła się w rolę prokurator)
Clarence Darnell Gilyard Jr. - Jimmy Trivette
1955-2022
Noble Henry Willingham - C.D. Parker
1931-2004
Carlos Ray Norris aka Chuck Norris - Cordell Walker
1940-2026

WatluszPierwszyFanatyk
190piorunów#lata90 #hejto40plus #hejto30plus raczej nie #nostalgia #patologia
Często wspominając lata 90. romantyzujemy je i przypisujemy im jakąś bajkową wręcz wspaniałość. Też mi się to zdarza. Wiadomo, czas dzieciństwa, wakacje u babci na wsi, filmy z wypożyczalni video, przegrywanie kaset, bieganie z kumplami po osiedlu...Jednak zawsze, nawet w najbardziej miłych wspomnieniach pojawia mi się zadra w postaci wszechobecnej przemocy i drobnej przestępczości. Nie takiej uosabianej przez Pruszków i Wołomin czy przekręty Bagsika, ale takiej spod znaku dresów abidasa, tekstów w rodzaju "wyskakuj z kasy", "co się k...a gpisz?" itp. To było niemal wszechobecne. Nawet w małym mieście były ulice na których nikt rozsądny nie szedł w godzinach wieczornych i za dnia je raczej omijano. Na osiedlu trzeba było mieć wyrobione układy z patusami a jeśli się ich nie miało... to miało się po prostu przejebane. Jako dzieciak dobrze wiedziałem, które kamienice w mieście omijać, gdzie nie chodzić z kim rozmawiać a kogo obejść łukiem o ile to było możliwe. Krojenie było normą. Krojono w szkole, na osiedlu, w parku, na boisku. "Młody daj gałę. Fajna", "pożycz 500 zł. Nie pi⁎⁎⁎ol, że nie masz", "fajna czapka, daj ponosić". Norma, codzienność. Tak było przez całe lata 90. Mam wrażenie, że sytuacja zaczęła ulegać zmianie około lat 2006-2010. Ot takie jakieś przemyślenia mnie naszły.

zuchtomekGURU
70piorunówKażdy z klubu #hejto30plus miał ten widok z 'okna'.
Domyślna tapeta systemu Windows XP (który zadebiutował w 2001 r. i sam ma już 25 lat), czyli Bliss obchodzi w tym roku okrągły jubileusz - zdjęcie powstało w 1996 roku, a więc 30 lat temu :exploding_head:
Fotografia została zrobiona w Sonomie, w Północnej Kalifornii, w Stanach Zjednoczonych, a jej autorem jest wieloletni fotograf National Geographic - Chuck O'Rear.
Link do StreetView: https://maps.app.goo.gl/B4PTEq6SoxUJWVqF7
#ciekawostki #komputery #windows #nostalgia #informatyka #zuchpostuje #codziennatapeta

festiwal_otwartego_parasolaLider
105piorunówkomu to przeszkadzało?

Chyba 97
@festiwal_otwartego_parasola w 2007 to ja byłem już stary koń po maturze także już trochę tych zmartwień było.
ShivaaFanatyk
140piorunówJeździliście na Woodstocki?
Mnie zdarzyło się parę razy i z wielkim rozbawieniem wspominam kontrast między pierwszym a ostatnim (jeszcze lata temu).
Uwaga, długie i nudne xD
Pierwszy Woodstock
Miałam już skończone 18 lat, bo mama mnie wcześniej na żadne imprezy nie puszczała. Ale marzyłam o tym już od lat. Oczywiście nie było możliwości aby rodzice mi taki bezbożny wyjazd zafundowali, więc zaraz po maturze znalazłam robotę w jakiejś fabryce zapierdolu za zawrotne 700 zł miesięcznie.
Mimo że pracy fizycznej nigdy się nie bałam, to ta robota odebrała mi chęci do życia i cofnęła z radosnego życia licealnego do patologicznego środowiska gimnazjum.
Jak możecie się domyślić, w takiej fabryce pracują specyficzni ludzie, większość jak ja zatrudnieni przez pośrednictwo, czasem na chwilę, ale w większości dlatego, bo nie mają w życiu innych perspektyw. Ci drudzy działali na mnie najbardziej depresyjnie. W takim środowisku, ten kto zarabiał 10 groszy na godzinę więcej, był typowym dupolizem i z pogardą patrzył na zarabiających mniej biedaków.
Nie czułam się dobrze w tym środowisku, dodatkowo drenowanie nas przez technicznych zarządzających halą, którzy traktowali nas jak zarazę, szybko doprowadziło moje poczucie własnej wartości do poziomów krytycznych. Byłam przerażona, że tak wygląda dorosłość i praca, którą wkrótce będę wykonywać do usranej śmierci.
Mój introwertycznym i brak ochoty na jakiekolwiek znajomości tam, nie polepszał sprawy. A w tym miejscu rządziły układy i kto z kim plotkuje.
Wytrzymalam tam miesiąc. W nagrodę za męki dostałam swoje 7 stów i AZS z którym walczę do dziś.
No to w drogę! Za zarobione pieniądze kupiłam w końcu komórkę, bo od dawna byłam bez a to już były czasy, że pisanie smsów miało znaczenie.
Reszta kasy poszła na ciuchy, szlugi i zostało 100 zł, które miało starczyć na podróż do Kostrzyna oraz przetrwanie tam 4 dni.
Uzbrojona w pożyczony namiot, kostkę, dowód osobisty oraz 100 zł wyruszyłam na dworzec. Nie, nie miałam ze sobą nic więcej poza ciuchami na sobie, nie miałam nawet bluzy, bo przecież środek lata, lol. Spotkałam się ze znajomymi i poszliśmy na peron. Okazało się że nikt z nas nie ma doświadczenia w samodzielnej jeździe pociągami i nie mieliśmy zielonego pojęcia gdzie się kierować. Ale oto i pojawił się on, pociąg pośpieszny czy inne Intercity (w sumie nie wiem czy wtedy istniały), który na tablicy miał wpisany Kostrzyn. Znaleźliśmy nawet wolny przedział w którym można było jarać szlugi. Niestety kłopoty nadeszły szybko, bo na kolejnej stacji wsiedli ludzie, którzy twierdzili, że siedzimy na ich miejscach. Koncepcja rezerwacji miejsc w pociągach była mi wcześniej nie znana, bo za miasto zawsze jeździliśmy z rodzicami autem. Ale spoko, pociąg nie był przepełniony więc ulokowaliśmy się gdzie indziej. Nie na długo. Oto wszedł konduktor, cały na biało, i po zerknięciu na nasze bilety, stwierdził że jesteśmy w złym pociągu. Po zapoznaniu się z naszymi życiorysami (a raczej ich brakiem), stwierdził że mandatu nie dostaniemy, ale na najbliższym przystanku mamy wypierdalać. Zaczęliśmy w panice przeszukiwać kible w celu odnalezienia kolegi, który biletu nie miał w ogóle i na postoju opuściliśmy lokal. Trzeba było wcześniej ruszyć głową, że ten piękny, czysty pociąg zajmowany przez dostojnych panów z aktówkami, nie zawiezie nas do naszego celu. I właśnie po kondycji pociągu, wypełnionego drącymi mordy punkami, rozpoznaliśmy, że oto nadjechał nasz pociung.
W środku, wiecie, impreza, na⁎⁎⁎⁎ni ludzie już na podłodze, ciasno jak jasna cholera, ale już witaliśmy się z gąską.
Od tej pory zostaliśmy zwolnieni z myślenia dokąd należy się udać, na której stacji wysiąść, bo oto staliśmy się jednym tłumem, z własną świadomością.
Na miejscu wysypaliśmy się z pociągu i ruszyliśmy całą drużyną, niesieni przez ducha bliskiej zagłady.
Dotarliśmy! Nie wierzyliśmy własnemu szczęściu, bo oto co do tej pory widzieliśmy tylko w telewizji, teraz stało przed nami otworem. Zapach tojtojów wymieszany z zapachem pobliskiej fabryki zapiexów działał kojąco.
Znaleźliśmy całkiem dogodne miejsce do rozbicia się, w lasku, nieopodal głównej sceny. Znajomi rozbili spory, komfortowy namiot w którym mieli spać w trójkę, ja natomiast rozbiłam się obok, starym pożyczonym namiotem, który niebezpiecznie uginał się przy mocniejszym oddechu. O swój dobytek się nie martwiłam, miałam przecież tylko kostkę z ukrytym w doszywanej kieszonce dowodem i tym co zostało ze 100 zł po kupnie biletów.
Ruszyliśmy na szamę, nie pamiętam ile wtedy kosztowały, ale te 50cm zapiexy zdawały się warte swojej ceny. No ale nie po to przyszliśmy aby jeść, tylko aby pić! Stanie w gigantycznej kolejce do wodopoju, wynagrodziło nam chłodne tyskie, które na tamte czasy było szczytem naszych ambicji.
Ugółem było dobrze, impreza się rozkręcała, tyskacze wchodziły aż miło, poznawało się kolejnych zakręconych ziomków, wielu z nich ubranych zjawiskowo, co i mnie się wkrótce udzieliło, bo łaziłam obwinięta taśmą do kwiatów z uroczym napisem 'ostatnie pożegnanie', pic rel, bo zachowałam na pamiątkę.
Z czasem moja ekipa zaczęła się rozdzielać, dziewczyny były nieco bardziej 'rozrywkowe' i poniosły je jakieś dragi, co zupełnie nie było w moim klimacie, natomiast kolega gdzieś zabalował i nie widzieliśmy go do końca imprezy. Udało mi się spotkać różnych znajomych z Wrocławia, ale poznawałam też innych, na co pozwolił klimat miejsca i alkohol, który zdecydowanie osłabił mój introwertyzm.
Pierwszy dzień udał się znakomicie, problemy pojawiły się dopiero kiedy wróciłam do namiotu zwabiona obietnicą błogiego snu. Niestety namiot nie wytrzymał mojego nagłego wtargnięcia I zaszła potrzeba postawienia go ponownie, już w ciemnościach i innym stanie świadomości.
Ale oto i sukces, wszystko stoi, można iść w kimę. Muszę dodać że był to mój pierwszy w życiu nocleg na łonie natury i byłam absolutnie zaskoczona, że ziemia jest twarda, a wraz z odejściem słońca nastąpił chłód. A miałam na sobie tylko koszulkę z krótkim rękawem, jeansy i glany. Ciężka to była noc, nie zapomnę jej nigdy.
Nad ranem zorientowałam się, że nikt ze znajomych nie wrócił. Udałam się więc do kolegi od którego pożyczyłam namiot i poszliśmy na krysznę i rajd po sklepikach.
Nie wiem czego spodziewałam się po darmowym żarciu, ale na pewno nie tego że nie zdołam wciągnąć tego bez odruchu wymiotnego. Z całym szacunkiem. Wolę tanie zapiexy. Na krysznie spotkałam koleżanki, nie do końca ogarniające rzeczywistość, ale wychwalające to jedzenie niczym dar od bogów. Stoiska z fantami okazały się być kopalnią 'chcę to', ale mój budżet po ubiegłonocnej imprezie, pozwolił jedynie na stanie w bezpieczniej odległości. A byłam wtedy fanatyczką pieszczoch I koszulek z ulubionymi zespołami.
Myślę że od tej pory już nie pamiętam co się działo w jaki dzień i w jakiej kolejności, ale właśnie wtedy zaczął się prawdziwy melanż. Ostatnie złotówki poszły na tyskacze i zapiexy i od tego czasu uzbrojona w wymięty kubek po piwie, łaziłam po każdym kto miał choć trochę alko i żebrałam o małą dolewkę na bideną maturzystkę. Nie będę jeszcze mówić jaki miałam do tego stosunek na kolejnych woodstockach, ale wtedy jeszcze żebrałam bezwstydnie I z dużymi sukcesami xD
Ogółem wszystko było dzikie, fajne, bawiłam się jakby jutra miało nie być. Ale niestety nadeszło. W pewnym momencie zaczęłam czuć się źle, okazało się że mimo 18 lat, niezniszczalna nie jestem i dopadł mnie kac gigant jakiego nigdy w życiu nie miałam. Gdyby ktoś mi wtedy przystawił pistolet do skroni to powiedziałabym strzelaj! Mój namiot leżał na płasko, wczołgałam się więc do namiotu znajomych, gdzie wkrótce zjawiła się jedna z koleżanek i choć nie wiem co przeżywała, byłyśmy w tym cierpieniu razem.
Kolejny dzień przyniósł ulgę. Ale to nie znaczy że zwinęłam manatki I wróciłam do ciepłego, wygodnego domu. Impreza musi trwać.
Tym razem skupiłam się na koncertach i taplaniu w błocie. Przypomnę tu, że nie miałam ciuchów na zmianę, a glany miałam nieustannie na nogach od wyjścia z domu. Tylko nasrać na środku.
Ale zabawa była pryma sort. Pogo uwolniło całą wściekłość na zapierdol, który przeszłam aby mieć kasę na wyjazd. Czułam się z ludźmi niczym jedno ciało, które musi wyrzucić całą nienawiść i zwątpienia. Po raz pierwszy w życiu dostąpiłam crowd surfingu, to było niesamowite przeżycie płynąć nad tłumem, do momentu aż nie trafiłam na dziurę i nie zjebałam się prosto na glebę. Na szczęście alkohol nieco zamortyzował upadek.
Trochę bolała noga ale impreza musi trwać. Trafiłam tuż pod scenę, gdzie ludzie półlegalnie popijali browary. Bardzo fajnie spędziłam z nimi czas, ale coraz mocniej odczuwałam ból w nodze. W tłumie wypatrzyłam jakiegoś znajomego, który nie chcąc słyszeć słowa odmowy, zaniósł mnie na rękach na szpital polowy. Do dziś współczuję lekarzowi, który musiał zdjąć mi glana i opatrzyć stopę. Na szczęście nie było to nic poważnego, dostałam maść i bandaż, na który od razu włożyłam glana. Pozostał tam niesciagany do powrotu do domu.
Nie mam pewności, ale to chyba była ta noc kiedy przyszła burza. Wymęczona wróciłam do namiotu, okazało się że koleżanki kimają u siebie, więc podjęłam próbę postawienia swojego namiotu. Bez sukcesu. Sytuacja w tamtej chwili była beznadziejna. Padał deszcz, nie miałam ciepłych ciuchów, mój namiot leżał niczym ówczesna polska gospodarka. Walnęłam się na ten żałosny namiot i w zimnie i deszczu doczekałam poranka.
W dzień wyjazdu znalazł się kolega, zebraliśmy drużynę i niczym pochód zombi ruszyliśmy na stację. W pociągu te same stare mordy, jednakże nikt nie imprezował. Nocny pociąg z mięsem, tyle że w dzień. Wróciłam szczęśliwa że byłam, ale też że mam to już za sobą a własne łóżko nigdy nie było tak wygodne.
Ostatni Woodstock
Czyli parę Woodstocków później.
Jechaliśmy autem, tym razem z inną ekipą. Znaleźliśmy miejsce w fajnym punkcie, dość wysoko, z przyjemnym widokiem na kawał terenu. Rozbiłam swój ogromny, nowy, komfortowy namiot, 4 osobowy cały dla mnie. Nadmuchałam gruby, wygodny materac, ponadto miałam śpiwór i dodatkowy koc. Drugie buty na zmianę, kurtkę, bluzy, kilka par skarpetek, chusteczki nawilżane, tabletki przeciwbólowe, plastry, latarka, zapasowe baterie, telefon, power banki, ogółem byłam gotowa jak na wojnę.
Ale wojna nie nadeszła.
Tym razem bawiliśmy się raczej we własnej grupie. Wieczorem grzecznie wracałam do namiotu przebrać się do snu. Na żebrajacych o dolewkę browara patrzyłam raczej z politowaniem pijąc za własne pieniążki zarobione w komfortowej pracy biurowej.
Do błota nie wlazłam bo nie chciało mi się marnować zapasowych ciuchów, w pogo byłam, ale na spokojnie.
Jaki z tego wniosek? Nie wiem, zostawiam wam do oceny, niemniej jednak wspomnienia z pierwszego Woodstocku pozostaną we mnie żywe zawsze.

Ja tam przez 2 lata zajadałem się tym pysznym mięskiem z kryszny. A potem dowiedziałem się, że tam żadnego mięska nie było xD
@Shivaa ło Pani kochana, ale nostalgia mi wjechała xD
Byłem na 5 (albo 6?) woodstockach, rok w rok, piękne czasy. Aczkolwiek polegalem na doświadczeniu mojej dziewoji (dziś żony), która była na jeszcze dwóch brudstokach, zanim się poznaliśmy.
Z ludźmi z ekipy poznanej za pierwszym razem trzymam się do dziś, jeden ziomek jest moim sąsiadem, drugi uratował mnie przed kilkoma mandatami, jako policjant :grinning:
choć na wooda już od ponad 10 lat nikt z nas nie jeździ i nie ma ochoty xD dziś patrzyłbym z politowaniem na to wszystko, ale w wieku 18-25 nie ma lepszego miejsca, aby być na ziemi. To jest niesamowite jakim dobrem i pozytywnym zakręceniem bije ta masa ludzi. Ci, co byli wiedzą, a ci co nie byli nie zrozumieją, bo ciężko uwierzyć, że ponad pół miliona ludzi w jednym miejscu i czasie może czuć do siebie miłość.
WujekAlienLider
213piorunówPewnego dnia odpaliłeś go po raz ostatni, a dziś nie masz nawet napędu w komputerze/laptopie
#nostalgia #hejto30plus

Wcale nie nostalgia - to było straszne g_wno, a interfejs projektowany chyba w ramach programu "pełnosprawni w pracy". Było kilka lepszych programów, z Alco na czele
Dobrze, że powstały pamięci flash, bo to była patologia.
Ci co mieli jako pierwsi wypalarki to robili niezły biznes swego czasu. Chodziło się i umawiało za 15 ziko za płytkę, wypalarkowicze byli jak bogowie naszych playlist i gier.
Kaligula_MinusFanatyk
56piorunówO pieniądzach z komunii nawet nie wspomnę

@Kaligula_Minus i jeszcze segregator z karteczkami
oj tak byczq
co ja bym dal za powrót tego wszystkiego
zjadacz_cebuliGURU
26piorunówNie pamiętam kiedy ostatni raz piłem taką bumbel zode xD komu łyka? Ale nie więcej niż 3

@zjadacz_cebuli - biere na miejscu!
@zjadacz_cebuli u mnie były albo z krasnalem albo z chłopcem pod drzewem. 50 gr butelka i 50gr oranżada musiałem mieć brzuch z ołowiu że nie umarłem na raka od picia tego gówna
Histmag.orgMocarz
24piorunów„Mówią o mnie Miś Uszatek, bo klapnięte uszko mam (…)” – te słowa do dziś wywołują uśmiech na twarzach milionów Polaków. Przypominamy historię bohatera, który gromadził całe rodziny przed telewizorami i skradł serca dzieci nie tylko w Polsce, lecz także w Skandynawii i

NemrodGURU
161piorunówU nas w szkole było podobnie: w czasach, kiedy w szkołach królowały fajki, piwo i wóda, to zrobili nam obowiązkową ankietę na temat narkotyków, która właściwie zakładała, że wszyscy ćpają, tylko próbowała ustalić gdzie i za ile.
I na pytanie: "Gdzie się zaopatrujesz w narkotyki?" niemal wszyscy napisali "w szkole". Była z tego przepiękna awantura.
#nostalgia #szkola #heheszki

Ja w sumie chodziłem do nudnych szkół ale z takiej ciekawszej akcji to w podstawówce raz próbowano mi ukraść telefon. Na czas WF telefony można było chować w kantorku wuefistek i ktoś po prostu mi go zabrał z niego. Na szczęście nauczycielki ogarnęły temat i nie pozwoliły nikomu wyjść z szatni i przeszukały plecaki wszystkich po kolei. Okazało się, że to był jakiś typ z równoległej klasy z którą mieliśmy łączony wf. Zrobiła się z tego strasznie poważna sprawa, wezwano policje do szkoły oraz moich i tego typa rodziców.
Moja matka przyszła od razu ale do tego typa coś się spóźniali aż w końcu po dłuższym czasie przyszła jego matka i waliło od niej alkoholem. Policja dała opcje mojej matce że może ciągnąć sprawę dalej albo odpuścić. Matka tego typa płakała i błagała żeby tego nie robiła i w końcu moja matka się ugięła i odpuściła. A sam ten typ to był jakiś typowy patus. Nie śledziłem jego życia za szczególnie ale dochodziły mnie słuchy że chyba nie skończył nawet gimnazjum xD.
@Nemrod oprócz pojebów w gimnazjum, do których karma po 20 latach wróciła w dorosłym życiu, bo część mijana na ulicy wygląda jak menele zapewne będąc nimi.
W średniej czego do tej pory nie rozumiem. Było jaranie w kiblu. Szkoła składała z paru budynków na terenie dużego kompleksu po środku osiedla. Dało się to zrobić wychodząc poza jej obszar. Tylko trzeba było ruszyć pustym łbem, a tam w wielu przypadkach skończyło się na siedzeniu cały dzień na wiosce pod sklepem i raczeniu się tanim trunkiem jak ktoś poratuje groszem. Za bardzo nie dziwi, że na to nie wpadli. Teraz mogą palić do woli.
Oczywiście przypadki podglądania uczennic przez nauczyciela też były, czy romans nauczycielki z uczniem zakończony wpadką.