Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wspomnienia

Gruba ryba

w Terra incognita

13piorunów

Kilka fragmentów pochodzących ze wspomnień góralki dorastającej w dwudziestoleciu międzywojennym. Fragmenty dotyczą dawnych sposobów radzenia sobie z wszelkim nawiedzającym domy robactwem(i pasożytami).

Karaluch

"Nieraz miałam okazję widzieć dorosłe osobniki przebiegające po rozpalonej do czerwoności blasze pieca kuchennego. Tego nieprzyjemnego owada zwalczano w bardzo prosty sposób. Codziennie przed snem myliśmy nogi w dużej miednicy(czwórka dzieci, przeważnie chodząca boso), którą z brudną wodą z mydłem pozostawiano w kuchni na noc. Rano powierzchnia wody pokryta była martwymi karakonami. Ponadto w domu trzymano jeża, który nie tylko zjadał karakony we wszystkich stadiach rozwojowych, ale potrafił ryjkiem wyłuskać kokony ze szpar między deskami. Podłogi myto co tydzień, a zamiatano codziennie. W ten sposób do szpar trafiały kokony, a z nich rozwijały się młode osobniki".

Wesz ludzka

"W niedzielne popołudnia matki siadały przy oknach i iskały swoje dzieci. Szukały we włosach wszy i je zabijały, a widoczne gnidy ściągały paznokciami. Idąc ulicą widziałam wielokrotnie matki dbające w ten sposób o higienę dzieci. Moja mama również to czyniła. Włosy po umyciu szarym mydłem płukano naftą, która miała ograniczyć wszawicę".

Wesz łonowa

"Usuwano je mechanicznie, głównie przy myciu lub kąpieli".

Pluskwa domowa

"Gaździny dość dobrze radziły sobie z tym pasożytem zewnętrznym. Przykładały lampę naftową do ściany kierując koniec szkiełka ku szparze z pluskwami, które spadały do płonącej lampy i spalały się. Czuliśmy wtedy na początku bardzo przyjemy zapach fiołków, który szybko zamieniał się w odór. Drewniane łóżka co roku przy wiosennych porządkach wynosiło się na podwórze i polewało wrzątkiem. W łóżkach była jedynie żytnia słoma, którą co roku się wymieniało".

Mucha domowa

"Dawniej zwalczano powszechnie muchy za pomocą lepów, które zwisały przypięte(głównie w kuchni) do drewnianej powały. Bardzo szybko były całkowicie oblepione martwymi owadami. Do dzisiaj bije się muchy packą".

Świerzbowiec ludzki

"Mój brat cierpiał na to i sam się wyleczył. Rozgniatał łebki zapałek zawierające siarkę i mieszał z piaskiem. Nacierał tym mocno swędzące miejsca, czasami aż do krwi".

Owsik ludzki

"Moja mama podawała nam buraki ćwikłowe z chrzanem, co usuwało z jelita owsiki przy defekacji".

Pokaż więcej komentarzy (1)

Mistrz

w Hydepark

5piorunów

@maximilianan tym wpisem: https://www.hejto.pl/wpis/heheszki-7123

uruchomił mi wspomnienie z 2 klasy podstawówki. Moja ówczesna wychowawczyni chodziła do jednej klasy z Panią Agnieszką Pilaszewską. No i w tym 2000r w TV był program "ananasy z mojej klasy". Nawet sobie nie wyobrażacie jaka miałem podnietkę, że "nasza pani" jest w TV xD

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Dyskusje

32piorunów

Jako że bywa tutaj starsze społeczeństwo bo Pozwoliłem sobie na jak to się człowiek jarał tą mamuśką. A mowa o Jennifer Coolidge (64) Znało się ją jako "mama Stiflera".

To była sex bomba lat 90'!

Pokaż więcej komentarzy (12)

Osobistość

w Hydepark

6piorunów

Remember, remember the 5th of November, the Gunpowder Treason and plot, I know of no reason why the gunpowder treason should ever be forgot...

A tak na serio, dzisiaj swoje urodziny obchodzi niejaka Brzydal vel Rzerzucha, moja dobra koleżanka jeszcze z czasów liceum. I właśnie o jednej z jej imprez urodzinych (sweet sixteen) chciałbym Wam opowiedzieć.

Impreza miała się zacząć o godzinie 18:00, a już o 16:00 był pierwszy zgon. Nastolatkowie, punk rock i zdecydowanie za dużo alkoholu. Ślady wymiocin na elewacji bloku były widoczne jeszcze przez kilka miesięcy. Sam nie pamiętam zbyt wielu szczegółów - wypiłem szklankę wódki na hejnał (bez zapitki oczywiście) i później urwał mi się film. Imprezę podobno zakończył okrzyk "Brzydal, nie masz już kibla!". Niezła patologia, co?

Owszem, niezła patalogia. Ale najlepsze że mniej więcej 1/3 ludzi, którzy byli na tej imprezie, skończyło z doktoratem. Dobrych kilku lekarzy też by się znalazło. Może jeszcze jakiś prawnik. Ja zostałem skromnym inżynierem, a jedynym powodem dla którego nie mam dwóch literek "dr" przed nazwiskiem, jest fakt że nie trafię żadnej uczelni wyższej. Sama Brzydal nie tylko zrobiła doktorat, ale jest ważnym dyrektorem w big pharma.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że od pięciu lat jestem abstynentem z wyboru xDDD

https://www.youtube.com/watch?v=6_1ax5Fgwvs

Mistrz

w Hydepark

5piorunów

Babcia mi zawsze mówiła, że jestem podobny z wyglądu i charakteru do jej starszego brata, Janka. Jak z nią jeździłem na wieś to też go odwiedzaliśmy, bardzo sympatyczny był dla mnie.

Dzisiaj się dowiedziałem, że był partyzantem podczas wojny i na początku PRL, nawet siedział za to w pierdlu.

Ciekawe co babcia miała na myśli.

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Ciekawostki

67piorunów

Każdy kiedyś w takim był!


Ostatnio wykoncypowałem taki pomysł (no dobra, teraz to wymyśliłem) żeby zrobić wycieczkę objazdową po okolicznych wiejskich sklepach, po ostatnim spacerze w lesie zatrzymałem się w jakiejś poPGRowskiej wsi wszedłem do sklepu i poczułem jakbym się cofnął w czasie - fala wspomnień i smaków dzieciństwa, choć towary zupełnie współczesne to wystrój i zapach bez zmian od końcówki poprzedniego tysiąclecia.. Chodzi mi to po głowie do dziś.


Osobistość4piorunów

@zuchtomek W mojej rodzinnej miejscowości nadal funkcjonuje takie sklepik ale przez Dino i inne Lewiatany jego dni są już raczej policzone. Za gówniarza był on naszym pierwszym wyborem bo w zamrażarce obok pałeczek lodowych i frytek zawsze leżało kilka flaszek jakiejś dziwnej, ale taniej, wódy xD

Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

37piorunów

Wymień jedną (dokładnie jedną) potrawę, która przychodzi ci do głowy pod hasłem "ulubione danie z młodości", która kojarzy ci się z mama/babcią/tatą/opiekunem etc.

U mnie od razu materializują się "hot dogi" z kapustą jakie rozbiła mama - chyba nawet kiedyś dałem tu przepis. Bułki poznańskie, odcięta góra, wydrążony miękisz, w środek łyżeczka masła na spód, faszerujemy kapustą podduszoną z cebulą i przecierem pomidorowym, solą i pieprzem, na wierzch sera żółtego ile wlezie. EDIT: Oczywiście wszystko do piekarnika

Robię do dziś i tak samo jak za gówniarza parzę sobie podniebienie.

Miękisz i odcięte kawałki można na bułkę tartą ale ja zazwyczaj te odcięte zapiekam na koniec z serem :smiley:


Zawodowiec1piorunów

@Michumi babcia robiła gulasz z cielęciny i nie chciałem tego jeść, bo były "blonki". Siostra to samo. Żeby nie było, do bogoli było nam daleko...

Pokaż więcej komentarzy (82)

Fanatyk

w Hydepark

193piorunów

Taka fotka wyświetliła mi się na fb (nie moja), prawdopodobnie styczeń 2006

Ale mnie feelsy złapały

Ten ciepło świecący kiosk w środku zimy przywrócił wspomnienia z tamtego czasu, kończącego się liceum, studniówki, przygotowania do matury i wiele więcej

Postanowiłam skorzystać z oferty kiosku i przewertowałam swój pamętnik, który prowadzę od 2001 roku, do czasu, w którym powstało to zdjęcie. Czy może być lepszy wehikuł czasu od fotek i pamiętnika?

A wy co robiliście tamtej zimy?

Autorytet3piorunów

@Shivaa Styczeń 2006, to środek studiów. Pewnie zastanawiałem się kiedy eksmisja i jak popełnić samobója i czemu jest jak jest.

Osobistość1piorunów

2006 to se byłam w 3 klasie podstawówki. Czyli o tej porze ciemnej pewnie byłam w domu, babcia zrobiła herbatę i oglądali z dziadkiem jakieś wiadomości, ja biernie też je pewnie oglądałam. Chociaż może już przy komputerze siedziałam.

Na pewno było cieplusio w mieszkaniu.

Pokaż więcej komentarzy (67)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Jakiś czas temu, w trakcie przeglądania najróżniejszych szpargałów zabranych z domu ponad 10 lat temu przy wyprowadzce, znalazłem dwie klisze. Jakoś z początkiem lat '00 kupiłem aparat (standardowy Canon za stówę), więc założyłem, że są moje. Wiele tygidni zbierałem się z decyzją, żeby je wywołać, bo trochę bałem się, jakie zdjęcia mogłem robić w okresie wczesno-nastoletnim, ale w końcu tydzień temu pojechałem do punktu i zostawiłem je w rękach miłej pani.

Dzisiaj odebrałem zdjęcia. Na szczęście, na żadnym nie było niczego zdrożnego (np. mojego indora). Na nieszczęście, na fotkach z jednej kliszy prawie nic nie widać, bo uległa jakiejś degradacji. To, co jest natomiast na drugiej, wywołało i dalej wywołuje dużo radości w moim sercu, ale też trochę smutku - twarze ludzi, których znam i kocham, ale twarze znacznie młodsze, takie, których już nie pamiętam. Sentymentalna podróż w czasie do miejsc, których już nie ma, które zatarły się we wspomnieniach, do chwili, które mimo ich jaskrawości widocznej na fotografii z czasem wyblakły.

Wśród tych 36 zdjęć jest kilka, które uważam za istne złoto i nie mogę się doczekać, kiedy pokażę je rodzince, z którą akurat jutro widzę się na większym spotkaniu 😁 Bardzo się cieszę, że w końcu zdecydowałem się na wywołanie tych klisz. Z Wami dzielę się załączonym zdjęciem, przedstawiającym fragment mojego pokoju i rozkładany fotel, na którym spałem kilkanaście lat. Kto wie, może wśród artefaktów znajdujących się na półkach rozpoznacie jakieś zabawki, które znajdowały się też w Waszych pokojach 😉

Gruba ryba2piorunów

Za⁎⁎⁎⁎ste...
Anyway, ja tez mam takich troche i niemal kazdego dnia dokladam kolejne "smieszne klisze" do korelekcji!🙃
Anyway, chyba PZL 11c o ile panietam ¯\\(ツ)/¯

Pokaż więcej komentarzy (4)

Inspirator

w Hydepark

3piorunów

Jak byłem mały, to mój tatuś się wkurwił o coś i wziął zaczął naparzać pasem i uderzył mnie w oko, przez co zaczęła mi lecieć z niego krew i miałem wtedy wstrząs mózgu + przeleżałem w szpitalu miesiąc. Oczywiście nikt się w latach 90 nie zainteresował czy to co mnie spotkało było przypadkiem. Kocham tatusia do dziś.

GURU

w Hydepark

4piorunów

Ech, to niemalże równo rok temu. Piosenka mi się przypomniała, i sprawdziłem kiedy ostatnio ją słuchałem.
Przez ten czas wydarzyło się tyle, ze w życiu bym nie pomyślał. Ale ten czas zapiernicza.
Dobranoc.

https://vocaroo.com/18nGOOQZIBXM

https://www.hejto.pl/wpis/ech-to-juz-drugi-w-tym-roku-przepraszam-jestem-lekko-wstawiony-https-vocaroo-com

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Wracałem sobie dziś do domu, "piątek" i mi się przypomniały znowu dawne lata. Będzie długo więc niecierpliwych zapraszam gdzie indziej :smiley:

Braliście kiedyś udział w 'ochronie' dyskoteki na wsi lub w małym mieście?

Pewnie nie, to wam opowiem jak to wyglądało okiem 'informatyka mafii' (czyli mnie, jak mnie nazywał szef pewnej niewielkiej grupki przestępczej z którym się przyjaźniłem od małego, pisałem tu o nim już przynajmniej 2x)

Lata 90.

Piątek więc idę do osiedlowego pubu na bilard. Wtedy jeszcze paliłem więc kupiłem paczkę Goldenów, wypachniłem się Fahrenheitem (podróbka rozlewana do flakonu) na który to dziewczyny leciały jak na miód, bardziej chyba komplementowany był tylko Kenzo Homme (podróbka Kimono lub Kamikaze, zależy co było w kiosku), pewnie pamięta.

Aura jesienna, ciemno, ponuro i dżdżyście. Pamiętam że szedłem na skróty, przez tory kolejowe, gdzie był skład węgla i czasem cieć ganiał, to się uciekało, choć bardziej dla zabawy, nie ze strachu jak za dzieciaka.

Dawniej też miał psa, wtedy już nie.

Z tym cieciem (w sensie cieciem z kolei, nie wiem czy tym konkretnym) mam inną historyjkę, trochę zabawną trochę straszną. Może kiedyś napiszę.

Wyszedłem przez dziurę w płocie w krzewach morwy (czyli dobrze, bo akurat grzmiało ) i poszedłem do pubu, do baru się wtedy mówiło.

Że ekipa była w barze, to było widać już przed wejściem: maluch Lidii, golf Hazego, duży fiat Kasztana stały na chodniku.

Dwa, w barze leciała muzyka rockowa, której wymagał Sławek szef tej grupy specjalnej
Wszyscy stali lub siedzieli w sali do bilarda, barmanka d⁎⁎ę musiała mieć siną od klepania i obmacywania ale sama lubiła skoczyć z którymś z nich 'na dół', do starej sali bilardowej. Czasami z dwoma lub trzema. Miała na imię Monia i wkrótce miała zajść w ciążę z pewnym typem z Torunia a potem zostać szefową komisu samochodowego. Ale póki co była barmanką i lubiła imprezować. Lubiano ją tam ale nikt nie wymagał darmowego piwa i bilarda.

Bo lokal należał do pani Wioli, około 50ki taka tam babka z osiedla.
Miała ochronę za darmo i chłopaki ją szanowali. Ot taki selektywny szacunek do swoich.

W tym barze piłem jako mały gnój pierwszy raz w życiu pepsi ze szklanki przelany z szklanej, oszronionej butelki i było to doświadczenie do pamiętania na całe życie. Powąchałem napój przed wypiciem i do nosa wleciało mi sporo tego gazu, zapach "coli" niezapomniany.

Sławek zbił ze mną pionę i dał mi browara 10,5 - nie powiem, lubiłem je zwłaszcza z tymi Goldenami. Sławek nie pił ani nie palił ("ty wracasz do domu po imprezie z kacem i bez kasy a ja z kasą i bez kaca", tak lubił mówić) ale lubił przypalić MJ i czasem wciągnąć koks. Umiał zaczarować każdego ale nie mnie, znaliśmy się od "takiegp" i wszystkie jego sposoby na skłanianie ludzi ku swojej woli na mnie nie działały.
Choć może nie do końca, bo jednak tego wieczora dałem się namówić.

Jedziemy do Piździchowa (nie podam prawdziwej nazwy wsi) bo będziemy tam ochraniać ten ich klub - powiedział.
Na moje pytanie po co ja tam, powiedział, że zobaczę.
Po jakiejś godzinie już byłem z nimi w aucie i jechaliśmy do klubu.
Klub to była popularna dyskoteka, grube setki ludzi i ani jednego kibla. Wszyscy łazili szczać "obok" tj za róg albo co wstydliwsi "na wał" gdyż niedaleko było do Wisły.
Na wale też odbywano stosunki seksualne i prowadzono bójki.
Gdy dojechaliśmy Sławek mówi do mnie: sam się nie szwendaj, łaź ze mną i Lidią, bo możesz dostać po ryju co też się stało bo nie posłuchałem i wciągnięto mnie w jakąś bójkę z udziałem - na oko - 15 osób.
Sławek mnie stamtąd wyciągnął i miał z tego niezły ubaw, poszliśmy do środka, lecz nie weszliśmy.
Szef klubu - około 2 metrów łysiejący z zaczeską typ, niegdyś podobno sempai karate Kyokushin z 2 Dan- wyszedł przed klub i powiedział że mamy spierdalać bo już jest ochrona.
Dosłownie w 3 sekundy po tym wyszło kilu chamów z Wojewódzkiego nr1. Pamiętam ich ksywy do dziś ale nie przytoczę bo byli bardzo znani w środowisku i poza nim.
Sławek tylko stał i się uśmiechał - "od dziś już ich tu nie ma" i nie wiedziałem o co mu chodzi bo, k⁎⁎wa "nas" było 5 razem ze mną
Wtedy przez ten tłumek bijącej się hołoty przeszło - może wyolbrzymiam ale przysięgam że takie miałem wrażenie - z 20 gości, same kwadraty, skóry, psy na smyczach (to były łby z Wojewódzkiego nr 2), kastety a jeden z nich podszedł do Karateki wyjął pistolet i uderzył go kolbą w ryj tak, że słyszałem zgrzyt tego metalu o jego kość szczękową.
Zaczął się bałagan, ludzie zaczęli się rozpierzchać, ja poleciałem gdzieś w bok a tamci zaczęli lać niemiłosiernie tą ochronę.
Jeden z ochroniarzy, ubrany w szary golf, łysy i napakowany koleś, miał wyjątkowego pecha (potem dowiedziałem się że był szefem tej ochrony) bo go wyciągnęli i ten z pistoletem zaczął go bić.. nie: katować tym pistoletem po głowie. Ten dźwięk, nie da się go zapomnieć, głowę miał jakby zrobioną z płatków skóry, krew leciała i zaraz krzepła na policzkach, wisiały sople tych skrzeplin. To co nie skrzepło zabarwiło ten jego golf na brunatno. Ja stanąłem tyłem i żeby nie wyglądać nieswojo, odlałem się na ścianę klubu łypiąc na to co się działo.
Po chwili Sławek przyszedł do mnie i kazał mi zabrać tego łysego w golfie i zawieźć "na pole" ale w sensie dosłownym nie że "na dwór" więc go zawiozłem z 10 km dalej i zostawiłem na polu, nawet był świadomy i kazał mi wypierdalać, sam poszedł dalej.
Auto wyglądało już wcześniej jak chlew, więc wyszedłem koło klubu a tam już - dosłownie - jak gdyby nigdy nic, chłopaki "od nas" stali na bramce, reszta piła w środku z karateką, bawili się za pannami. Ochraniali potem ten klub dobre 5 lat.
W trakcie imprezy, było już ładnie nad ranem ale wciąż ciemno, Sławek przyszedł do mnie z jakąś dziewczyną. Drobna, mocno zrobiona. Mówi - weź ją do biura bo się na ciebie ślini. Na mnie? K⁎⁎wa, dobre :smiley: ale wziąłem i posadziłem na kanapie, ona zaczęła się do mnie po pijacku dobierać ale kazałem się jej uspokoić i przyniosłem kolejnego browara (z kija, nie wiem jakiego).
Po około pół godzinie spała a Sław przylazł i pyta jak było - powiedziałem, że spoko. "Jak ci się podoba Gagarin?" zapytał a ja nie wiedziałem o co chodzi, dopiero za chwilę wyjaśniło się, że tak ją "ochrzcił" bo miała fryzurę "na kask" i jak ssała to się robiła próżnia.
Pytał się czy chcę żebyśmy ją wzięli "do domu na później" ale podziękowałem i pojechaliśmy "do domu" bez niej.
nie wiem co się z nią potem działo poza tym, że ta ksywa do niej przylgnęła i co jakiś czas ktoś gadał że ją brali tam w tym "biurze".

Miałem kaca moralnego dość długo po tym ale przeszło. Były potem jeszcze gorsze rzeczy w tym naszym zawszonym 20k miasteczku w latach 90.
Że nie skończyłem martwy albo w pierdlu, to tylko opatrzności dziękować.


Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

48piorunów


Będzie trochę bo zdjęcie tak słabej jakości, że się nie wstydzę. Kolejna fotka z szuflady. Rok chyba 2000. Ja i mój kumple Michał "Kola" robimy jakieś głupoty w holu MDK w moim rodzinnym mieście. Z tyłu ledwo widoczny klęczy nieżyjący już nasz kolega Kamil, maluje flagę, którą wieszaliśmy na koncertach. Zdjęcie wykonane na kilka dni przed koncertem Habakuka, który organizowaliśmy. To był fajny czas. Jedliśmy bułki z pasztetem, zapijali to piwem i malowali tę wielką flagę. W zasadzie to Kamil malował a my mu przeszkadzaliśmy. Czas kiedy jedynymi problemami były szkoła i dziewczyny. Organizowaliśmy koncerty, słuchali dużo muzyki, upijali się i grali w nogę. Fajne powspominać.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

30piorunów

Jak byłem szczylem, jeździliśmy z tatą na 2-3 dni polowania. Różnie - ambony, nasiadówy w krzakach, jakieś rowy na polu.
Tata był wojskowy, to "załatwiał hyhy" z roboty chleb pakowany w puszkę. Jak normalnie szynka krakus, ino taka prostokątna i długa.
Szynka krakus do tego też była ze sklepu już oraz masło solone w takich kostkach w szarym papierze.
Siadali my se rano (ojciec pół nocy bobrował za tym zwierzem nieszczęsnym co go tam chciał ubić, na szczęście akurat wtedy bez skutku), tata palił ognisko na polance, wrzucało się ten chleb w puszce do żaru.
Tate miał zawsze wytłoczkę jajek od jakiegoś gospodarza z tego terenu cośmy jechali. Brał taką "patelnię" nie wiem jak to nazwać prostokątny kawałek metalu (ołów chyba nie ;)) na którym rozgrzewał masło, dorzucał grzyby jakie znalazł w lesie (zwykle kurki lub gąski), lub na łąkach (pieczarki, sowy aka czubajki kanie) smażył jaja. Jaja smażył tylko do momentu lekkiego ścięcia, ciągle to mieszał, zrzucał do plastikowej miski.
Chleb był trudny bo łatwo sie palił ale jak sie odpowiednio potrafiło to wychodził piękny rumiany pachnący bochen, częściowo przypalony ale to się odrywało. Miał miękisz z dużymi dziurami, trochę jak najprostszy domowy chleb bez zakwasu.

Kroił takie pajdę, jakoś z 3 cm. grubą, smarował masłem solonym a na to jajecznica.
czasami w żar lądowały też ziemniaki z pola.
czasami wpadali zwabieni zapachem gospodarze albo inni myśliwi.

Raz na gałęzi siedziała sowa z łbem obróconym o 90stopni. chyba też jej pachniało
Spałem na tylnym siedzeniu zawsze, kuzyn (RIP) na kocu obok auta. Ojciec latał za zwierzem a jak spał to z przodu na siedzeniu.
Piękne to było, niezapomniane.
Raz ustrzelił szczupaka w jeziorku bo myślał, że piżmak
Nie wiem po c⁎⁎j miał być piżmak ale szczupak wylądował na kolacji :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

9piorunów

Wojtek spadł z sanek.
Pamiętam jak chodziliśmy na sanki na "zjazdy". To taka góra, bardzo stroma choć nie w górach. Nawet nie w terenie górzystym.
Wojtek tam spadł z sanek. Tak się mówiło. Choć część z nas wiedziała, że poza spadnięciem z sanek przejechały mu po łbie inne sanki. Nawet kilka.
Mama jego dowiedziała się że Wojtek spadł z sanek.
Ratowali go z miesiąc w końcu się udało.
To, że Wojtek spadł z sanek miało konsekwencje. Z gadatliwego, roześmianego i mądrego Wojtka stał się Wojtkiem, co chodził z fujarką (taką do grania) po osiedlach miasta, płoszył zwierzaki z kibli, gadał pod nosem.
Wojtek spadł z sanek i tym samym skazał matkę na szaleństwo. Dbała o niego ile mogła, samotnie, w końcu umarła. Wiele lat, to nie tak że ten wpis tyle trwa ile ona cierpiała a on.. Był Wojtkiem. Nie miał już kto o niego dbać.
Niby nie łapał się w "ciężkie upośledzenie" , to były lata 80. Pozostał sam sobie.
Wojtek spadł z sanek i umarł, miesiąc po swojej mamie. Na zapalenie płuc.
RIP Wojtek. Nie tylko ja Cię pamiętam.

Fanatyk

w Hydepark

74piorunów

w odpowiedzi na sugestię @Piechur który siedzi w bazie namiotowej w Gorcach, kilka zdjęć z hali obok sprzed 20 lat. tygodniowe wakacje dla 3 osób za 100zł, lub inaczej biedatrip na pełnej 😊

Gruba ryba2piorunów

Więcej, więcej , WIĘCEJ! Niesamowity klimat bije z tych zdjęć, czuję jakby to były moje zatarte czasem wspomnienia :grinning:

Fanatyk4piorunów

Jak chcesz to mogę wrzucić zdjęcia z gór, w których na tę chwilę chodzą tylko żołnierze. Może pokuszę się wtedy o opisanie historii pewnej wyprawy w wysokim Kaukazie

Pokaż więcej komentarzy (28)

Gruba ryba

w Rośliny

15piorunów

Ale dawno tych skurczybyków nie widziałem. Rumianek bezpromieniowy- ostatnio to chyba lata 90' za bajtla leczylismy tym rany w wojnie na patyki :]. A i babka lekarska czy cos takiego tez była.

Fanatyk3piorunów

Babka szerokolistna.
Nie wiem czy jako dzieci mieliście jakąś intuicję czy ktoś wam powiedział, ale faktycznie obie te rośliny leczo rany

Pokaż więcej komentarzy (5)