Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#wspomnienia

GURU

w Ciekawostki

67piorunów

Każdy kiedyś w takim był!


Ostatnio wykoncypowałem taki pomysł (no dobra, teraz to wymyśliłem) żeby zrobić wycieczkę objazdową po okolicznych wiejskich sklepach, po ostatnim spacerze w lesie zatrzymałem się w jakiejś poPGRowskiej wsi wszedłem do sklepu i poczułem jakbym się cofnął w czasie - fala wspomnień i smaków dzieciństwa, choć towary zupełnie współczesne to wystrój i zapach bez zmian od końcówki poprzedniego tysiąclecia.. Chodzi mi to po głowie do dziś.


Pokaż więcej komentarzy (22)

Gruba ryba

w Hydepark

37piorunów

Wymień jedną (dokładnie jedną) potrawę, która przychodzi ci do głowy pod hasłem "ulubione danie z młodości", która kojarzy ci się z mama/babcią/tatą/opiekunem etc.

U mnie od razu materializują się "hot dogi" z kapustą jakie rozbiła mama - chyba nawet kiedyś dałem tu przepis. Bułki poznańskie, odcięta góra, wydrążony miękisz, w środek łyżeczka masła na spód, faszerujemy kapustą podduszoną z cebulą i przecierem pomidorowym, solą i pieprzem, na wierzch sera żółtego ile wlezie. EDIT: Oczywiście wszystko do piekarnika

Robię do dziś i tak samo jak za gówniarza parzę sobie podniebienie.

Miękisz i odcięte kawałki można na bułkę tartą ale ja zazwyczaj te odcięte zapiekam na koniec z serem :smiley:


Pokaż więcej komentarzy (82)

Fanatyk

w Hydepark

194piorunów

Taka fotka wyświetliła mi się na fb (nie moja), prawdopodobnie styczeń 2006

Ale mnie feelsy złapały

Ten ciepło świecący kiosk w środku zimy przywrócił wspomnienia z tamtego czasu, kończącego się liceum, studniówki, przygotowania do matury i wiele więcej

Postanowiłam skorzystać z oferty kiosku i przewertowałam swój pamętnik, który prowadzę od 2001 roku, do czasu, w którym powstało to zdjęcie. Czy może być lepszy wehikuł czasu od fotek i pamiętnika?

A wy co robiliście tamtej zimy?

Autorytet3piorunów

@Shivaa Styczeń 2006, to środek studiów. Pewnie zastanawiałem się kiedy eksmisja i jak popełnić samobója i czemu jest jak jest.

Osobistość1piorunów

2006 to se byłam w 3 klasie podstawówki. Czyli o tej porze ciemnej pewnie byłam w domu, babcia zrobiła herbatę i oglądali z dziadkiem jakieś wiadomości, ja biernie też je pewnie oglądałam. Chociaż może już przy komputerze siedziałam.

Na pewno było cieplusio w mieszkaniu.

Pokaż więcej komentarzy (69)

Gruba ryba

w Hydepark

18piorunów

Jakiś czas temu, w trakcie przeglądania najróżniejszych szpargałów zabranych z domu ponad 10 lat temu przy wyprowadzce, znalazłem dwie klisze. Jakoś z początkiem lat '00 kupiłem aparat (standardowy Canon za stówę), więc założyłem, że są moje. Wiele tygidni zbierałem się z decyzją, żeby je wywołać, bo trochę bałem się, jakie zdjęcia mogłem robić w okresie wczesno-nastoletnim, ale w końcu tydzień temu pojechałem do punktu i zostawiłem je w rękach miłej pani.

Dzisiaj odebrałem zdjęcia. Na szczęście, na żadnym nie było niczego zdrożnego (np. mojego indora). Na nieszczęście, na fotkach z jednej kliszy prawie nic nie widać, bo uległa jakiejś degradacji. To, co jest natomiast na drugiej, wywołało i dalej wywołuje dużo radości w moim sercu, ale też trochę smutku - twarze ludzi, których znam i kocham, ale twarze znacznie młodsze, takie, których już nie pamiętam. Sentymentalna podróż w czasie do miejsc, których już nie ma, które zatarły się we wspomnieniach, do chwili, które mimo ich jaskrawości widocznej na fotografii z czasem wyblakły.

Wśród tych 36 zdjęć jest kilka, które uważam za istne złoto i nie mogę się doczekać, kiedy pokażę je rodzince, z którą akurat jutro widzę się na większym spotkaniu 😁 Bardzo się cieszę, że w końcu zdecydowałem się na wywołanie tych klisz. Z Wami dzielę się załączonym zdjęciem, przedstawiającym fragment mojego pokoju i rozkładany fotel, na którym spałem kilkanaście lat. Kto wie, może wśród artefaktów znajdujących się na półkach rozpoznacie jakieś zabawki, które znajdowały się też w Waszych pokojach 😉

Gruba ryba2piorunów

Za⁎⁎⁎⁎ste...
Anyway, ja tez mam takich troche i niemal kazdego dnia dokladam kolejne "smieszne klisze" do korelekcji!🙃
Anyway, chyba PZL 11c o ile panietam ¯\\(ツ)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Inspirator

w Hydepark

3piorunów

Jak byłem mały, to mój tatuś się wkurwił o coś i wziął zaczął naparzać pasem i uderzył mnie w oko, przez co zaczęła mi lecieć z niego krew i miałem wtedy wstrząs mózgu + przeleżałem w szpitalu miesiąc. Oczywiście nikt się w latach 90 nie zainteresował czy to co mnie spotkało było przypadkiem. Kocham tatusia do dziś.

GURU

w Hydepark

4piorunów

Ech, to niemalże równo rok temu. Piosenka mi się przypomniała, i sprawdziłem kiedy ostatnio ją słuchałem.
Przez ten czas wydarzyło się tyle, ze w życiu bym nie pomyślał. Ale ten czas zapiernicza.
Dobranoc.

https://vocaroo.com/18nGOOQZIBXM

https://www.hejto.pl/wpis/ech-to-juz-drugi-w-tym-roku-przepraszam-jestem-lekko-wstawiony-https-vocaroo-com

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Wracałem sobie dziś do domu, "piątek" i mi się przypomniały znowu dawne lata. Będzie długo więc niecierpliwych zapraszam gdzie indziej :smiley:

Braliście kiedyś udział w 'ochronie' dyskoteki na wsi lub w małym mieście?

Pewnie nie, to wam opowiem jak to wyglądało okiem 'informatyka mafii' (czyli mnie, jak mnie nazywał szef pewnej niewielkiej grupki przestępczej z którym się przyjaźniłem od małego, pisałem tu o nim już przynajmniej 2x)

Lata 90.

Piątek więc idę do osiedlowego pubu na bilard. Wtedy jeszcze paliłem więc kupiłem paczkę Goldenów, wypachniłem się Fahrenheitem (podróbka rozlewana do flakonu) na który to dziewczyny leciały jak na miód, bardziej chyba komplementowany był tylko Kenzo Homme (podróbka Kimono lub Kamikaze, zależy co było w kiosku), pewnie pamięta.

Aura jesienna, ciemno, ponuro i dżdżyście. Pamiętam że szedłem na skróty, przez tory kolejowe, gdzie był skład węgla i czasem cieć ganiał, to się uciekało, choć bardziej dla zabawy, nie ze strachu jak za dzieciaka.

Dawniej też miał psa, wtedy już nie.

Z tym cieciem (w sensie cieciem z kolei, nie wiem czy tym konkretnym) mam inną historyjkę, trochę zabawną trochę straszną. Może kiedyś napiszę.

Wyszedłem przez dziurę w płocie w krzewach morwy (czyli dobrze, bo akurat grzmiało ) i poszedłem do pubu, do baru się wtedy mówiło.

Że ekipa była w barze, to było widać już przed wejściem: maluch Lidii, golf Hazego, duży fiat Kasztana stały na chodniku.

Dwa, w barze leciała muzyka rockowa, której wymagał Sławek szef tej grupy specjalnej
Wszyscy stali lub siedzieli w sali do bilarda, barmanka d⁎⁎ę musiała mieć siną od klepania i obmacywania ale sama lubiła skoczyć z którymś z nich 'na dół', do starej sali bilardowej. Czasami z dwoma lub trzema. Miała na imię Monia i wkrótce miała zajść w ciążę z pewnym typem z Torunia a potem zostać szefową komisu samochodowego. Ale póki co była barmanką i lubiła imprezować. Lubiano ją tam ale nikt nie wymagał darmowego piwa i bilarda.

Bo lokal należał do pani Wioli, około 50ki taka tam babka z osiedla.
Miała ochronę za darmo i chłopaki ją szanowali. Ot taki selektywny szacunek do swoich.

W tym barze piłem jako mały gnój pierwszy raz w życiu pepsi ze szklanki przelany z szklanej, oszronionej butelki i było to doświadczenie do pamiętania na całe życie. Powąchałem napój przed wypiciem i do nosa wleciało mi sporo tego gazu, zapach "coli" niezapomniany.

Sławek zbił ze mną pionę i dał mi browara 10,5 - nie powiem, lubiłem je zwłaszcza z tymi Goldenami. Sławek nie pił ani nie palił ("ty wracasz do domu po imprezie z kacem i bez kasy a ja z kasą i bez kaca", tak lubił mówić) ale lubił przypalić MJ i czasem wciągnąć koks. Umiał zaczarować każdego ale nie mnie, znaliśmy się od "takiegp" i wszystkie jego sposoby na skłanianie ludzi ku swojej woli na mnie nie działały.
Choć może nie do końca, bo jednak tego wieczora dałem się namówić.

Jedziemy do Piździchowa (nie podam prawdziwej nazwy wsi) bo będziemy tam ochraniać ten ich klub - powiedział.
Na moje pytanie po co ja tam, powiedział, że zobaczę.
Po jakiejś godzinie już byłem z nimi w aucie i jechaliśmy do klubu.
Klub to była popularna dyskoteka, grube setki ludzi i ani jednego kibla. Wszyscy łazili szczać "obok" tj za róg albo co wstydliwsi "na wał" gdyż niedaleko było do Wisły.
Na wale też odbywano stosunki seksualne i prowadzono bójki.
Gdy dojechaliśmy Sławek mówi do mnie: sam się nie szwendaj, łaź ze mną i Lidią, bo możesz dostać po ryju co też się stało bo nie posłuchałem i wciągnięto mnie w jakąś bójkę z udziałem - na oko - 15 osób.
Sławek mnie stamtąd wyciągnął i miał z tego niezły ubaw, poszliśmy do środka, lecz nie weszliśmy.
Szef klubu - około 2 metrów łysiejący z zaczeską typ, niegdyś podobno sempai karate Kyokushin z 2 Dan- wyszedł przed klub i powiedział że mamy spierdalać bo już jest ochrona.
Dosłownie w 3 sekundy po tym wyszło kilu chamów z Wojewódzkiego nr1. Pamiętam ich ksywy do dziś ale nie przytoczę bo byli bardzo znani w środowisku i poza nim.
Sławek tylko stał i się uśmiechał - "od dziś już ich tu nie ma" i nie wiedziałem o co mu chodzi bo, k⁎⁎wa "nas" było 5 razem ze mną
Wtedy przez ten tłumek bijącej się hołoty przeszło - może wyolbrzymiam ale przysięgam że takie miałem wrażenie - z 20 gości, same kwadraty, skóry, psy na smyczach (to były łby z Wojewódzkiego nr 2), kastety a jeden z nich podszedł do Karateki wyjął pistolet i uderzył go kolbą w ryj tak, że słyszałem zgrzyt tego metalu o jego kość szczękową.
Zaczął się bałagan, ludzie zaczęli się rozpierzchać, ja poleciałem gdzieś w bok a tamci zaczęli lać niemiłosiernie tą ochronę.
Jeden z ochroniarzy, ubrany w szary golf, łysy i napakowany koleś, miał wyjątkowego pecha (potem dowiedziałem się że był szefem tej ochrony) bo go wyciągnęli i ten z pistoletem zaczął go bić.. nie: katować tym pistoletem po głowie. Ten dźwięk, nie da się go zapomnieć, głowę miał jakby zrobioną z płatków skóry, krew leciała i zaraz krzepła na policzkach, wisiały sople tych skrzeplin. To co nie skrzepło zabarwiło ten jego golf na brunatno. Ja stanąłem tyłem i żeby nie wyglądać nieswojo, odlałem się na ścianę klubu łypiąc na to co się działo.
Po chwili Sławek przyszedł do mnie i kazał mi zabrać tego łysego w golfie i zawieźć "na pole" ale w sensie dosłownym nie że "na dwór" więc go zawiozłem z 10 km dalej i zostawiłem na polu, nawet był świadomy i kazał mi wypierdalać, sam poszedł dalej.
Auto wyglądało już wcześniej jak chlew, więc wyszedłem koło klubu a tam już - dosłownie - jak gdyby nigdy nic, chłopaki "od nas" stali na bramce, reszta piła w środku z karateką, bawili się za pannami. Ochraniali potem ten klub dobre 5 lat.
W trakcie imprezy, było już ładnie nad ranem ale wciąż ciemno, Sławek przyszedł do mnie z jakąś dziewczyną. Drobna, mocno zrobiona. Mówi - weź ją do biura bo się na ciebie ślini. Na mnie? K⁎⁎wa, dobre :smiley: ale wziąłem i posadziłem na kanapie, ona zaczęła się do mnie po pijacku dobierać ale kazałem się jej uspokoić i przyniosłem kolejnego browara (z kija, nie wiem jakiego).
Po około pół godzinie spała a Sław przylazł i pyta jak było - powiedziałem, że spoko. "Jak ci się podoba Gagarin?" zapytał a ja nie wiedziałem o co chodzi, dopiero za chwilę wyjaśniło się, że tak ją "ochrzcił" bo miała fryzurę "na kask" i jak ssała to się robiła próżnia.
Pytał się czy chcę żebyśmy ją wzięli "do domu na później" ale podziękowałem i pojechaliśmy "do domu" bez niej.
nie wiem co się z nią potem działo poza tym, że ta ksywa do niej przylgnęła i co jakiś czas ktoś gadał że ją brali tam w tym "biurze".

Miałem kaca moralnego dość długo po tym ale przeszło. Były potem jeszcze gorsze rzeczy w tym naszym zawszonym 20k miasteczku w latach 90.
Że nie skończyłem martwy albo w pierdlu, to tylko opatrzności dziękować.


Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

48piorunów


Będzie trochę bo zdjęcie tak słabej jakości, że się nie wstydzę. Kolejna fotka z szuflady. Rok chyba 2000. Ja i mój kumple Michał "Kola" robimy jakieś głupoty w holu MDK w moim rodzinnym mieście. Z tyłu ledwo widoczny klęczy nieżyjący już nasz kolega Kamil, maluje flagę, którą wieszaliśmy na koncertach. Zdjęcie wykonane na kilka dni przed koncertem Habakuka, który organizowaliśmy. To był fajny czas. Jedliśmy bułki z pasztetem, zapijali to piwem i malowali tę wielką flagę. W zasadzie to Kamil malował a my mu przeszkadzaliśmy. Czas kiedy jedynymi problemami były szkoła i dziewczyny. Organizowaliśmy koncerty, słuchali dużo muzyki, upijali się i grali w nogę. Fajne powspominać.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

30piorunów

Jak byłem szczylem, jeździliśmy z tatą na 2-3 dni polowania. Różnie - ambony, nasiadówy w krzakach, jakieś rowy na polu.
Tata był wojskowy, to "załatwiał hyhy" z roboty chleb pakowany w puszkę. Jak normalnie szynka krakus, ino taka prostokątna i długa.
Szynka krakus do tego też była ze sklepu już oraz masło solone w takich kostkach w szarym papierze.
Siadali my se rano (ojciec pół nocy bobrował za tym zwierzem nieszczęsnym co go tam chciał ubić, na szczęście akurat wtedy bez skutku), tata palił ognisko na polance, wrzucało się ten chleb w puszce do żaru.
Tate miał zawsze wytłoczkę jajek od jakiegoś gospodarza z tego terenu cośmy jechali. Brał taką "patelnię" nie wiem jak to nazwać prostokątny kawałek metalu (ołów chyba nie ;)) na którym rozgrzewał masło, dorzucał grzyby jakie znalazł w lesie (zwykle kurki lub gąski), lub na łąkach (pieczarki, sowy aka czubajki kanie) smażył jaja. Jaja smażył tylko do momentu lekkiego ścięcia, ciągle to mieszał, zrzucał do plastikowej miski.
Chleb był trudny bo łatwo sie palił ale jak sie odpowiednio potrafiło to wychodził piękny rumiany pachnący bochen, częściowo przypalony ale to się odrywało. Miał miękisz z dużymi dziurami, trochę jak najprostszy domowy chleb bez zakwasu.

Kroił takie pajdę, jakoś z 3 cm. grubą, smarował masłem solonym a na to jajecznica.
czasami w żar lądowały też ziemniaki z pola.
czasami wpadali zwabieni zapachem gospodarze albo inni myśliwi.

Raz na gałęzi siedziała sowa z łbem obróconym o 90stopni. chyba też jej pachniało
Spałem na tylnym siedzeniu zawsze, kuzyn (RIP) na kocu obok auta. Ojciec latał za zwierzem a jak spał to z przodu na siedzeniu.
Piękne to było, niezapomniane.
Raz ustrzelił szczupaka w jeziorku bo myślał, że piżmak
Nie wiem po c⁎⁎j miał być piżmak ale szczupak wylądował na kolacji :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

9piorunów

Wojtek spadł z sanek.
Pamiętam jak chodziliśmy na sanki na "zjazdy". To taka góra, bardzo stroma choć nie w górach. Nawet nie w terenie górzystym.
Wojtek tam spadł z sanek. Tak się mówiło. Choć część z nas wiedziała, że poza spadnięciem z sanek przejechały mu po łbie inne sanki. Nawet kilka.
Mama jego dowiedziała się że Wojtek spadł z sanek.
Ratowali go z miesiąc w końcu się udało.
To, że Wojtek spadł z sanek miało konsekwencje. Z gadatliwego, roześmianego i mądrego Wojtka stał się Wojtkiem, co chodził z fujarką (taką do grania) po osiedlach miasta, płoszył zwierzaki z kibli, gadał pod nosem.
Wojtek spadł z sanek i tym samym skazał matkę na szaleństwo. Dbała o niego ile mogła, samotnie, w końcu umarła. Wiele lat, to nie tak że ten wpis tyle trwa ile ona cierpiała a on.. Był Wojtkiem. Nie miał już kto o niego dbać.
Niby nie łapał się w "ciężkie upośledzenie" , to były lata 80. Pozostał sam sobie.
Wojtek spadł z sanek i umarł, miesiąc po swojej mamie. Na zapalenie płuc.
RIP Wojtek. Nie tylko ja Cię pamiętam.

Fanatyk

w Hydepark

74piorunów

w odpowiedzi na sugestię @Piechur który siedzi w bazie namiotowej w Gorcach, kilka zdjęć z hali obok sprzed 20 lat. tygodniowe wakacje dla 3 osób za 100zł, lub inaczej biedatrip na pełnej 😊

Gruba ryba2piorunów

Więcej, więcej , WIĘCEJ! Niesamowity klimat bije z tych zdjęć, czuję jakby to były moje zatarte czasem wspomnienia :grinning:

Gruba ryba4piorunów

Jak chcesz to mogę wrzucić zdjęcia z gór, w których na tę chwilę chodzą tylko żołnierze. Może pokuszę się wtedy o opisanie historii pewnej wyprawy w wysokim Kaukazie

Pokaż więcej komentarzy (28)

Gruba ryba

w Rośliny

15piorunów

Ale dawno tych skurczybyków nie widziałem. Rumianek bezpromieniowy- ostatnio to chyba lata 90' za bajtla leczylismy tym rany w wojnie na patyki :]. A i babka lekarska czy cos takiego tez była.

Fanatyk3piorunów

Babka szerokolistna.
Nie wiem czy jako dzieci mieliście jakąś intuicję czy ktoś wam powiedział, ale faktycznie obie te rośliny leczo rany

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

171piorunów

Ech, wspomnień czar

Gruba ryba0piorunów

Realia na dziś: Pizze wpier...yy wpałaszają Twoje dzieci, Kola "niechcący wylana w kuchni na podłogę, Na kompie tapeta z psiego patrolu i brak miejsca na Twoja ulubioną grę bo dysk zawalony zdjęciami z wakacji i filmami. Jutro o 5 pobudka bo pod blokiem oczywiście brak miejsc parkingowych i z buta idziesz po auto 500m dalej pod okoliczną biedronkę. Twoi rodzice zapowiadają się że wpadną do wnuków za 5 min. i oczywiście nie przychodzą. Siadasz przed klawiaturą po 2sek. już masz wizytacje małych ludzików z pytaniem "Co robisz Tate?". Zapowiada się kolejny idealny dzień.

Pokaż więcej komentarzy (52)

Gruba ryba

w Hydepark

162piorunów

Znacie ten kawałek Kaczmarskiego "Nasza klasa"?
Zawsze mnie wpędzał w potworną nostalgię i smutek a ostatnio.. cóż, dane mi było wziąć udział w spotkaniu klasy licealnej do której chodziłem. Frekwencja jakieś 40% ludzi.
To co uderzyło to.. brak pozerstwa wśród moich koleżanek i kolegów. Zaskoczyło mnie to bo byłem gotowy na festiwal spierdolenia i opiewania sukcesów, tym bardziej, żeśmy dorastali w malutkim mieście. Nikt tam nie pajacował ani nie epatował niczym. Nawet mój dawny najlepszy kumpel, który obecnie jest milionerem (jego tata założył firmę produkującą różne krzesła i fotele, zaczynali od tych takich co chyba każdy zna takich pogiętych co się jakby w nich bujasz co elementy są wykonane z 1 ciągłego giętego kawałka materiału). Niestety tata zmarł przedwcześnie, kumpel nabrał dużo pokory do życia, kiedyś zapewne by przyjechał jakimś autem za 2 bańki.

Część z naszej klasy już nie żyje. Emilka która chciała być aktorką teatralną umarła na raka 15 lat temu. Marzenka - co ją wyzywaliśmy Januaria - też zmarła 20 lat temu na emigracji.

Tomek, co wszystkich doprowadzał do łez śmiechu zmarł po cichutku zapiwszy się na śmierć w wynajmowanej kawalerce w Poznaniu.

Są też weselsze przypadki - Tomek (kolejny), którego trochę podmęczałem w liceum (nie typowy bullying ale tak mu tam dokuczałem trochę, nie lubił mnie :)) został szefem IT w wielkiej polskiej firmie (a za wuja się "kąputerami" nie interesował).
Kolega A. (celowo ucinam imię bo ma mega rzadkie) starał się zostać politykiem no ale nie został i nosi meble z lokalnego januszeksu do klientów ale ma piękną żonę i super dzieciaki, jest autentycznie szczęśliwy, radzi sobie spoko. Jest ciągle obłąkany tak jak był ale wspominam go dobrze, bośmy wspólnie spędzili milion godzin na Amidze.

Piotrek, co prawie go aresztowali bo zrobił niesmaczny żart nauczycielce - został nauczycielem :smiley:
Większość z nich wyjechała za granicę lub robi coś tu w koło komina. Radzą sobie generalnie, ktoś tam stracił dziecko, ktoś wygrał w Keno paręset klocków (kilka lat temu). Nie było spiny, choć odruchowo każdy szukał w każdym tego kolegi i koleżanki sprzed lat.
I osoba której uśmiechnięta morda ucieszyła mnie najbardziej - Mariusz ksywa Goryl, lekko upośledzony, adoptowany przez dobrych ludzi chłopak. Pracuje uczciwie, cieszy się z swojego mieszkanka po rodzicach, ma żonę i dwójkę dzieci (nie wiem czy "normalne" no k⁎⁎wa nie zapytałem).

Idąc na spotkanie miałem w głowie cytat z Wzgórza Psów: "Nie chciałem spotykać żadnego starego znajomego. Takie spotkania są jeszcze gorsze od pogrzebów. To największa tortura - próba znalezienia kogoś, kogo kiedyś się znało, w obcej, nagle pojawiającej się zupełnie znikąd osobie, w prostych, uśmiechniętych zdaniach, udawanie kogoś, kim było się kilkanaście lat temu, wyłącznie po to, aby osiągnąć jakikolwiek pułap porozumienia. Ludzie znikają nawzajem ze swojego życia. Tak ma być. To naturalne. Z jakiegoś powodu się skasowaliśmy, więc teraz nie udawajmy, że się znamy, rozumiemy i mieszkamy na tym samym świecie, że mówimy tym samym językiem."

Ale wiecie co? Udało się tego uniknąć - jeśli nie całkowicie to w bardzo dużym stopniu. Bo całkowicie się nigdy nie da.

Fenomen9piorunów

@Michumi ciekawa refleksja, bardzo dobrze napisane. Proza życia chciałoby się powiedzieć :D. Ja kurde nie miałem okazji na żaden zjazd klasowy, nie używam FB a być może ktoś coś kiedyś organizował. Nigdy nie byłem jakoś specjalnie związany z ludźmi ze szkoły (tzn z tymi z którymi byłem mam kontakt do dzisiaj), ale jestem ciekaw co u paru gości z Technikum - tylko z jednym miałem w miarę kontakt i wiem co robi, bo kupowałem u niego części do fur. Zawsze robił dobre rabaty, a ja mu podsuwałem znajomych klientów. W szkole nie był jakoś specjalnie zajawiony na motoryzację, za to jego ojciec był. I chyba sobie nieźle radzi. Jednego spotkałem chwilę po szkole i się okazało że poszedł na zawodowego żołnierza - nikt inny by tak tam nie pasował, to był łysy koksik-entuzjasta :grinning:
Jeszcze jak miałem FB to widziałem że jeden spoko typ się ożenił z laską którą poznał w naszej szkole. A reszta to nie mam pojęcia.

GURU2piorunów

@Michumi byłem na jednym takim i określenie
>festiwal spierdolenia i opiewania sukcesów, tym bardziej, żeśmy dorastali w malutkim mieście.
idealnie oddaje to co się działo, mieli kija w d⁎⁎ie te lata temu i nic się nie zmieniło. Pewni ludzie się nie zmieniają. Dla nich jak ktoś coś osiągnął lepszego od nich to trzeba mu do⁎⁎⁎⁎⁎olić i zniszczyć. Mignęło mi jakiś czas temu, że robili kolejne takie spotkanie, oczywiście nikt mnie nie zaprosił, ale i tak bym nie poszedł. Jedną osobę z którą mam kontakt w miarę bieżący też nie zaprosili. Musiałbym celowo przyjeżdżać, aby słuchać pierdolenia o niczym to szkoda czasu i nerwów. Niech się kiszą we własnym sosie. Ja postawiałem grubą kreskę na czasach szkolnych.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Co ten Lubicz nawywijał? :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

170piorunów

Mój ojciec od zawsze był śmieszkiem poza kontrolą, jednocześnie żyjąc w myśl zasady "pracuj mądrze a nie ciężko".
Życie go trochę zgniotło - nagle z 70 letniego w miarę sprawnego gościa który całe życie traktował auto jak swój najważniejszy symbol wolności, stał się człowiekiem z brakiem woli życia i sopniem niepełnośprawności w stopniu znacznym.
Rozumiem go o wiele lepiej jak kiedyś i wcale się nie dziwię że obecnie nie ma woli życia - motor miał już jako 12 latek, a prawo jazdy od kiedy był 16 latkiem (wtedy za zgodą rodzica można było tak zrobić).

Pamiętam zresztą opowieści jak to mój ojciec jeździł z podhala do Wrocławia na Junaku robiąc tę trasę czasami kilka razy w miesiącu. We wczesnych latach 70 to musiał być kosmos dla gościa z małej wiochy i za każdym razem niezła przygoda i ucieczka od rzeczywistości.

ALE DO BRZEGU.

Jako nastolatek pracował w PKSie, a raczej miał tam praktyki by później już jako mechanik zaczynać tam jako mechanik.
I jak to w PKSie wszystko rządziło się swoimi prawami, a prawo było jedno - wódka musi być, jeśli robota ma iść.

Chłopaki czasem przesadzali, więc kierownik nauczył się wszystko kontrolować i rutynowo sprawdzał czy wszyscy pracują.
A to zerkał pod auta, a to sprawdzał czy ekipa nie pali przed warsztatem albo czy nie ucieka na sąsiednią ulicę podpatrywać licealistki zamiast ponownie wymieniać wał w starym Jelczu.

Tego szczególnego dnia, jakoś wszyscy byli "mocno zmęczeni". W trzy godziny przegonił każdego i słownie naprowadził na lepsze tory, jedyna osobę którą pochwalił był mój ojciec.

- WIDZICIE? MOŻNA PRACOWAĆ CIĄGIEM PRZEZ 3 GODZINY?
Z daleka było widać, że mój ojciec pracuje pod autem i trzecią godzinę wymienia wał. Ilekroć kierownik zerkał widział, że ojciec coś tam grzebie u góry.

*Szkopuł w tym, że mój stary tam spał, tylko przywiązał sobie jedną rękę do wału żeby było z daleka widać że coś robi.***

Piszę to nie bez powodu - nie chcę żeby te historie przepadły i zaczynam je spisywać mając do tego dobrą okazję, bo przy jego obecnym stanie zdrowia słyszę te historie po kilka razy, ale zauważam jedno: Im lepsza ekipa dookoła (starzy znajomi czy ulubiona część rodziny) te historie mają większą moc i pomimo tego, że wszyscy słyszeliśmy je po kilka razy, nadal swoją formą potrafią nas rozbawić.

Nie wiem jakie macie relacje z rodzicami, sam nie mam lekkich. Powiem więcej - ciężko mi się przyjeżdża do rodzinnego domu, ale jednocześnie łapię się ciągle myśli, że to spotkanie może być naszym ostatnim, więc zamiast rozgrzebywać to co złe, wracam do tego co dobre.
A mam to szczęście, że choć otrzymałem w spadku ojca alkoholika, udało mu się nie być jego własnym ojcem i potrafił pokazać miłość swoim dzieciom, choć nigdy nie wiedział jak to zrobić bo nikt go nigdy tego nie nauczył.

Po prostu pamiętajcie, że oni nie mieli lekko żyjąc w po⁎⁎⁎⁎ne czasy powojennej Polski wychowywani przez rodziców którzy przeżyli wojnę, często nie jedną.
Kiedyś zrobię chyba serię breloków z napisami a wśród nich będzie "Wszyscy jesteśmy biedni".

*Trzymajcie się tam i średniego dnia!***

Kosmonauta21piorunów

Im starsze moje dzieci są, tym bardziej rozumiem moich rodziców i im wybaczam, aczkolwiek nie jest to łatwe,przyznaję.

GURU9piorunów

@Krzakowiec
>nagle z 70 letniego w miarę sprawnego gościa który całe życie traktował auto jak swój najważniejszy symbol wolności, stał się człowiekiem z brakiem woli życia i sopniem niepełnośprawności w stopniu znacznym.
Oj znam ten ból

Pokaż więcej komentarzy (12)

Specjalista

w Hydepark

5piorunów

10 IV 2010 o tej porze nie spałem od 7.30 miałem z koleżanką jechać do Krakowa na spacer. Średnio nam się chciało, zadzwoniłem i zgodnie przełożyliśmy wycieczkę na 17 IV. No cóż, też middle pojechaliśmy, a potem były juwenalia, majówka, inne cuda, nie widzieliśmy się już nigdy, nie było nam pisane się wybrać wspólnie do Krk.

O godzinie około 10 zobaczyłem klip na których "słychać strzały", potem się dowiedziałem, że samolot się rozbił, a ojciec jak pojebion dzwonił po całej rodzinie, co ciekawe, każdy z rodziny był nieświadomy wypadku i tak oto wprowadził wszystkich kogo miał w książce telefonicznej w świat po katastrofie smoleńskiej. Do mnie nie zadzwonił. Nic dziwnego, byłem w pokoju obok.

A wieczorem (po 22) próbowałem napić się reddsa jabłkowego, ale już przyzwyczajony do zwykłego piwa go nie dokończyłem, strasznie kwaśny był. Wtedy też szukałem stacji radiowej, która puści muzykę I nie pamiętam, ale chyba rmf maxx grał cały czas smutne ballady czyli Metallica Nothing Else Matters, potem Edyta Bartosiewicz Sen i chyba Johnny Cash potem leciał.

A jak wyglądał wasz 10 kwietnia?

Pokaż więcej komentarzy (8)