Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czujedobrzeczlowiek

Fanatyk

w Sport

7piorunów

LVII (LXXXII) dzień  w ramach 

Taka przejściówka - rozchodniaczek przed kolejnymi wyjściami, trochę dlatego, że został mi jeszcze jeden dzień karnetu i głupio przepuścić 😉

Potwierdziłem sobie, że problemy szóstkowe robię wszystkie, o ile nie zawierają ekwilibrystyki, a siódemkowe (zrobiłem dwa, w tym jeden flash!) są już w moim zasięgu. Nie wszystkie, ale już udaje się wejść w ten stopień. Człowiek się rozwspinał, poruszał, pobawił na nowych problemach i

Teraz pewnie czas na sznurek, a może też uda się skombinować jakiś wyjazd w skały?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Podróże

82piorunów

No dobrze, spróbujemy zrobić coś ambitniejszego o - nie wiem czy wyjdzie z tego jakiś quality content, ale może przynajmniej "content".

Nie wiem jak w Waszym otoczeniu, ale ja w mojej bańce odnoszę wrażenie, że Słowenia (przynajmniej nie mylona ze Słowacją) jest nadal takim luźnym skojarzeniem: ktoś tam coś widział w sporcie, ktoś tamtędy jechał na urlop na Chorwację, może nawet nocował w trasie. Ale żeby tak więcej wiedzieć - to nie do końca.

Zatem zacznę od kilku [#ciekawostki](/tag/ciekawostki) o Słowenii:

* Słowenia jest niewielkim krajem, powierzchniowo podobnym do województwa podlaskiego (20k km²)
* Mimo to jest dwukrotnie gęściej zaludniona od wspomnianego (100 osób na kilometr)
* Skoro już o ludności mowa: jest ich niewielu - około 2,1 miliona, czyli tyle co Warszawa i ze dwa-trzy przylegające powiaty
* Jest trzecim najbardziej zalesionym krajem UE: 61% to lasy
* Ma trzykrotnie większe PKB per capita niż Polska
* ...i jest bardziej zadowolonym krajem - siedem oczek wyżej w rankingu niż Polska
* Jest krajem z zaskakującym poziomem sportowym - ma sportowców w absolutnej światowej topce w bardzo wielu dyscyplinach (przypominam: ludności mają trochę więcej niż Warszawa!) - kolarstwo (Pogačar, Roglič, Mohorič, Novak, Urška Žigart), wspinanie (Janja Garnbret), siatkówka (kto śledzi, ten pamięta ciężkie boje), koszykówka (Dončič), skoki (rodzeństwo Prevc, Lanisek, Zajc)
* Na terenie Słowenii znaleziono artefakt podejrzewany o bycie pierwszym instrumentem muzycznym stworzonym przez człowieka
* Mają też najstarszą winorośl na świecie
* I jedną z większych jaskiń) udostępnionych turystom - jeździ tam nawet kolejka i występuje tam pewien rzadki płaz
* Po słoweńsku spisany jest najstarszy tekst napisany w języku słowiańskim

No dobrze, to co tam robić i po co tam jeździć?

Przede wszystkim można spędzać aktywnie: miejsca dla siebie znajdą m.in. rowerzyści (szosa, gravel, MTB i downhill na trasach narciarskich), górołazi (ponad 10kkm szlaków, w tym najwyższy szczyt - Triglav - i jego via ferraty), narciarze (oczywiście), biegacze (też pewnie nikogo nie zaskakuje) i np. wspinacze (m.in. okolice Osp - jeden z topowych rejonów wspinaczkowych świata, chociaż raczej nie dla początkujących).

Kraj słynie też z wina i produkcji miodu (najwyższy wskaźnik pszczelarzy na 1000 osób w Europie). Posiada tylko 40 km linii brzegowej, ale da się tam również wypocząć stacjonarnie - na tym się nie znam, to sobie Czytelnik zgłębi samodzielnie.

---

No dobrze, tutaj zaczyna się nuda, będzie o mnie - można przestać czytać, dziękuję za uwagę.

Po co w ogóle tam pojechałem? Akurat napatoczył się długi weekend, a celem był w W Słowenii na dłużej do tej pory nie byłem, cel podpowiedział się sama, bo całkiem niedaleko granicy urodził się i mieszkał Tadej Pogačar, a po chwili szukania okazało się, że organizuje nawet swój event, polegający na wtarabanieniu się na szczyt Krvavec. A skoro już znalazł się punkt zaczepienia, to zrobienie planu na trzy dni było łatwe.

Być może będąc tak roztrenowanym jak ja (ostatnie trasy ponad 50km robiłem pół roku temu) powinno się zacząć od jakiegoś rozjeżdżenia na początek. Cóż, 1500 metrów na 50 km trasy to nie jest "rozjeżdżenie" a już na pewno nie "jakieś". Sztywniutkie podjazdy trzymające po 12-14% przez kilka kilometrów też na pewno nie pomogły - chociaż przynajmniej były krótsze niż (hehe) Monte Zoncolan. Trasa była krótka, ale wymagała podwiezienia się autem - akurat pan gospodarz miał dla nas wolny pokój i wpuścił nas do niego tuż przed 12:00 (ruszałem z Austrii), więc trzeba było wyrzucić graty, ubrać się, podjechać kawałeczek do parkingu przy cmentarzu (słoweńskie słówko na dziś: pokopališče) - i można zwiedzać.

Nie żebym widział wiele więcej niż moje przednie koło toczące się przez asfalt 😉 I to nie ze względu na zmęczenie - trasa prowadziła głównie przez lasy. To jest pewien problem - jeśli się ułoży fajnie trasę, to jest pewne ryzyko, że będzie sporo ostrej wspinaczki przez las, na szczęście są też miejsca, gdzie robi się rzadziej - i jest co oglądać.

Następny dzień to nie do końca regeneracja: sto kilometrów, 2500 metrów w górę. Trochę wspinania, trochę zjazdów po nawierzchni różnej, trochę szutrów (na oponkach 25c), dłuższy odcinek dnem doliny pod wiatr (na odcinku Bled-Krajn) i przerwa na bardzo przyjemne (i zimne) piwko 0% gdzieś pośrodku tejże doliny. Niby nic niezwykłego, ale jednak Potwierdziło się, że w tych okolicach da się znaleźć tereny rowerowe dla każdego - po drodze choćby jechała kilkudziesięcioosobowa wycieczka emerytów (którą widziałem dwukrotnie, jechali jakąś pętlę w przeciwnym kierunku). Wygląda na to, że nie jest też obowiązkiem jeżdżenie po sztywnych ściankach, wolno szukać bardziej płaskich odcinków, nikt tego nie sprawdza.

No i w końcu - etap królewski. Akurat trafiliśmy na jakiś... kolarski event, więc trzeba było zmienić parking, bo na planowany nie wpuszczała już policja.

Trasa poprowadziła najpierw rozgrzewkowo przez jeden pagórek z kilkoma kilometrami szutru, a potem od razu główny cel, czyli Krvavec. Masa znaków ostrzegających o kolarzach, trochę ludzi (na szczęście zjeżdżających), napisy na asfalcie - widać że to często (i wyścigowo!) odwiedzany podjazd. Bardzo przyjemny, odcinków ponad 12% było niewiele, trochę dłuższych po 9-10%, a końcówka - z parkingu aż pod sam kurort narciarski - prawie po płaskim. Na górze restauracja, widać że wszędzie w standardzie jest piwko 0%, więc można bezpiecznie uzupełnić płyny.

Za podjazd daję pięć gwiazdek, więc jeśli ktoś planuje te okolice, proszę sobie koniecznie dopisać do listy! Do listy też warto dopisać podjazd pod przełęcz Volovjek - ten z kolei był pokonywany na tegorocznym Tour of Slovenia. Tu z kolei było milusio i pluszowo: tak 4-6%, miejscami odrobinkę bardziej stromo, tak akurat żeby nie schodzić z wygodnej kadencji 90 i cieszyć się widokami i dniem.

Końcówka trasy to - po pokonaniu szutrowego, stromego pagórka - prawie że płaski transfer do auta. Z przejazdem przez Rondo Tadeja 😉 i oczywiście Klanec. Na rondzie stoi figurka - kiedyś w koszulce Giro, obecnie w koszulce mistrza świata, a sama wioska... no, zwykła rolnicza wioska, to nie jest miejsce do zwiedzania, nie nastawiajcie się 😉

Czy warto było jechać tak? (Bo z Polski jednak kawałek, a długi weekend jest krótki)

Tak, zdecydowanie. Przyjemne widoki, sporo dróg do wyboru, trochę wpisów na climbfinder, każdy ułoży tam coś pod siebie. Gdybym miał tam jechać na dłużej, to albo na łamany rowerowo-maszerowany wyjazd, albo na dwie lub trzy bazy noclegowe, żeby zobaczyć więcej.

Widoki są bardzo ładne (o ile wyjedzie się z lasu, bo ich - jak pisałem wcześniej - jest wiele, więc jest gdzie szukać cienia). Słoweńcy - mili ludzie, praktycznie każdy mówi po angielsku, jest jak się dogadać. Układając trasy trzeba wziąć pod uwagę asfalty i to chyba jedyny minus całej zabawy: jeździłem sporo po mniejszych, lokalnych drogach, gdzie głównie jeżdżą mieszkańcy i rolnicy, więc na zjazdach można się spodziewać nierówności, dziur, ale i szutru (i to niezapowiedzianego, ot - 20 metrów), no i żwiru. Serio, nie wiem co oni z tym żwirem: większość zakrętów jest pięknie osypana jakby się ciągle bali śniegu i chcieli pozostać w gotowości. Na szczęście zjazdów w których można puścić hamulce i cieszyć się życiem też było niewiele, więc mocniejsze dohamowania w ostrych zakrętach nie były jakoś bolesne dla serca.

Sieć dróg rowerowych jest zadbana i pomyślana: na skrzyżowaniach są drogowskazy, nic nie kończy się w krzakach, nie ma wyjazdów na krawężnik albo jakiegoś dziwnego nadkładania drogi: wręcz przeciwnie - wjeżdżając ma się pewność, że się zjedzie, kilka razy oszczędziliśmy sobie przepychania się w korku, jadąc po królewsku puściutką DDR i mijając korek. Widać, że jest to kraj mocno zrowerowany, kierowcy też jeżdżą ostrożnie i nie ma ani trąbienia, ani dojeżdżania do koła, ani robienia głupot - wszyscy się szanujemy i chcemy sobie razem dotrzeć do domu.

No i na koniec - język słoweński. W mowie brzmi tak, jakby ktoś mówił polską gwarą trzymając w buzi dwa duże kamienie. Z kolei w piśmie... jest uroczy. Oczywiście większość napisów można zrozumieć, ale są też perełki, takie jak "pipa" (kran), wspomniany już cmentarz, "avtopralnica" (myjnia) i masa innych.

Jako że jeszcze nie łaziłem tam po górach z buta, wspinać też mi się nie zdarzyło, pewnie za jakiś czas tam wrócę, zaliczyć nowe bo wpadło ich prawie dwieście.

Dorzucam kilka fotek w komentarzach - nie umiem robić zdjęć, więc pewnie nikogo nie zachęcę, ale robię co mogę.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Hydepark

36piorunów

Czuje dobrze człowiek. Od nastolatka lubię rąbać. Szkoda, że taka praca słabo zwraca.

Wyraj. Wy. Raj. Haj.
Im starszy, tym boli mniej.
Skłamałem. Haha.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

41piorunów

Słonko, wietrzyk,

Pokaż więcej komentarzy (18)

Lider

w Dyskusje

92piorunów

Różowa pojechała z młodą na babski wieczór. Starszemu odpaliłem bajki. Przez 2 godziny zrobiłem pranie, załadowałem i nastawiłem zmywarkę, zjedliśmy z synem kolację w przerwie bajki, odkurzyłem mieszkanie, szuflady na śmieci, wyrzuciłem śmieci (wszystko do zera łącznie z segregowalnymi), wyprowadziłem psa, nakarmiłem zwierzaki, spakowałem prezent dla najstarszej córki i nadałem w paczkomacie i w międzyczasie wziąłem prysznic. Pomijam pogadanki z Tomeczkami na hejto 😉
Kurde, chyba mam ADHD xDD

Pokaż więcej komentarzy (30)

Kosmonauta

w Rodzicielstwo

6piorunów

https://youtube.com/shorts/a_eatDdokR8?si=plWOnY3ygIms2CbT

Witam.
Muszę przyznać, że dostałem tym krótkim filmikiem prosto w serce, nigdy bym o sobie nie pomyślał, że jestem stary 44 level. Czuję się bardzo dobrze w swoim ciele, i cieszę się zdrowiem. Moim zdaniem wiek to jedynie cyfra, znam dwudziestu paru Latków, którzy zdają się być fizycznie starsi ode mnie.

Czy Czujesz się stary , jak na swój wiek?

  • Tak22% (39 głosów)
  • Nie66% (117 głosów)
  • Wiek to tylko cyfra12% (22 głosy)

178 głosów

Zawodowiec2piorunów

Zbliżam się coraz większymi krokami do 30-stki i jeśli mam być szczery to z roku na rok czuję się coraz młodszy xD. Jakoś tak w pewnym momencie mojego życia przestałem się sztucznie ograniczać moimi głupimi przekonaniami i blokadami które wypracowałem sobie za nastolatka i mogę powiedzieć jedno - mimo wielu stresów i problemów które przyszły z dorosłym życiem to w sumie póki co jest w pytę xD

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fenomen

w Hydepark

72piorunów

Jakis szalony dzień dzisiaj miałam. Jutro sprzedaję mieszkanie więc wyskoczylam zalozyc konto w tym samym banku co kupujacy żeby przelewik szybko pyknął. Po powrocie do domu i zrobieniu na szybko obiadu wybralam sie z osem żeby odprowadzic kawalek moją siostrę, którą wezwalam do popilnowania mamy. Uszliśmy może ze sto metrów i podczas mijania jednego budynku uslyszałam trzepot skrzydeł. Normalnie nie zwrocilabym uwagi bo na osiedlu jest dużo tlukacych sie gołębi ale ze jestem zaaferowana jutrzejsza transakcją i trochę odplynieta byłam myślami to odruchowo spojrzalaw w górę w kierunku dźwięku i zobaczylam "aniołka" - ptaka zawieszonego pod samiutkim dachem dwupietrowego budynku za szyję. Pierwsza myśl byla ze nie żyje ale ptak zaczal trzepotac skrzydlami w probie uwolnienia się. Wyglądało ze to jerzyk. No i nie mogłam go tak zostawić. Nie wzielam ze soba telefonu wiec wysłałam siostre żeby sobie sama szla do domu a ja sie wrocilam zeby zadzwonic na straż pożarna. Połączyło mnie z 112 i mila pani przyjela zgłoszenie i powiedziala że straz zazwyczaj w takich przypadkach szybko przyjeżdża. Zapytala czy ktoś bedzie mógł wskazać gdzie ten ptak wisi wiec poszlam spowrotem. Ptak juz sie nie ruszał więc pomyslalam ze darmo zawracalam strazakom gitarę ale chociaż trupka zdejmą żeby się nie rozkladal pod dachem. Za chwile straz przyjechala a że moja ośka to troche patologiczna jest to zaczęli sie zbierac ludzie 😁 Niektórzy przejęci losem biednego ptaszka inni pukajacy sie w głowę że jak mozna do takiej glupoty straż wzywać (straż, pogotowie i policja bywaja na naszym osiedlu regularnie, przewaznie do pijanaych patusów, miesiac temu przyjezdzali bo sie na tym samym dachu jeden z wesolych ludkow przed policja kryminalną ukrywał). Wracajac do meritum, straz zdjela ptaszka a jak tylko strazak wzial go w rękę to zwierzak zaczal się ruszać i sie okazalo ze żyje. Zastanawialam sie co z nim zrobią i jak kto glupi przypomnialam sobie ze znam dziewczyne co wspolpracuje jako wolontariuszka z przytuliskiem dla dzikich zwierząt. No i powiedzialam o tym strazakom a ci zapytali czy moga w takim razie przekazac mi zwierzaka. No i co. Pomyslalam ze zaraz zadzwonie do koleżanki ona zabierze jerzyka i gra gitara wiec się zgodziłam. I sie zaczely schody. Stoje z tym jerzykiem w jednej ręce a z telefonem w drugiej i próbuje się dodzwonić. Ta koleżanka nie odbiera. Wiec probuje w lokalnym stowarzyszeniu, dziewczyny nie mogą nie mają możliwości. Koleżanka w koncu oddzwania ale nie ma jej w miescie i wróci dopiero w nocy, daje mi na miary na to przytulisko ktore znajduje sie 120 km od mojego miasta, ale tam caly czas poczta glosowa. A ja stoje dalej z ptakiem w ręku. Jak ktos jeszcze nie wie to mam w domu 12 kotow więc boję sie go wziąć do domu ale w końcu muszę pójść chocby po to zeby zaprowadzic psa. No to ide, pies na smyczy w jednym ręku w drugim jerzyk. Nie wiem czy cos mu dac jesc czy pić. Myślę żeby dac mu wody ale wszystkie koty sie kolo mnie kręcą i on chyba je wyczuwa bo sie robi niespokojny i sie zaczyna wiercić. No to sie ucieszylam bo to znaczy ze moze juz zebrał siły i sobie poleci. Wynioslam go posadzilam na ręku wyciagnietym do góry a gościu nic, siedzi sobie oczami mruga i tyle. Jak juz bylo jasne ze sie dziada nie pozbędę zabralam go do domu, wsadzilam do pudelka i dalej zajelam sie dzwonieniem. Koleżanka dala mi namiary na inną osobę z przytuliska. Dodzwonilam sie okazalo sie ze lepiej takiego jegomoscia nie karmic i nie poić bo sie moze zakrztusic i ze go ode mnie nie odbiorą ale moga wrzucic posta to sie jakis moze transport znajdzie. Wyslalam zdjecia. Kolezanka w tym czasie skontaktowala sie z inna osoba i mi przekazała ze mozna mu dac gotowane jajko a jak oni transportu nie znajda to ona sama po pracy go do nich zawiezie. Ale zebym go wziela rano do weta zeby ocenil stan jego skrzydel. No dobra, tyle dam radę zrobić. Ale po jakims czasie sprawdzam na stronie tego przytuliska czy jest post o poszukiwaniu transportu dla jerzyka ale nic nie ma wiec pytam smsem czy zdjecia doszly i dostalam info ze moje miasto dowozi do nich zwierzeta wiec mam sie z gminą kontaktować. No i juz mam na jutro dzien pozamiatany. Jak znam zycie to miasto będzie robic problemy. A na 14 mam notariusza... 🤦 Na co mi to było. Ale ptasior przesłodki. Dobrze ze sie nie udusil na tej żyłce.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Mocarz

w Hydepark

13piorunów

https://www.o2.pl/informacje/nie-zyje-pan-mikolaj-szukal-8-letniemu-synowi-domu-7161231756770240a

Mikołaj Mielnik z Siedlec zachorował na raka płuc. Przed śmiercią chciał zapewnić bezpieczną przyszłość synowi, wówczas 8. Pan Mikołaj chorował na raka płuc - diagnozę usłyszał dwa miesiące po śmierci żony. Osobiście, to mój cichy bohater Wydaje mi się, że tylko osoba

GURU

w Krwiodawcy oraz dawcy szpiku

17piorunów

No nareszcie i u mnie pozbyli się czekolad! ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ

To chyba jutro regeneracyjny spacerek, akurat czas na pieszy rekonesans spływu ( ಠ ͜ʖಠ)

Prywatny licznik: 31. Donacja = 13950ml

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

18piorunów

Aktualizacja odnośnie tego wpisu: https://www.hejto.pl/wpis/jade-na-badania-encepencegraf-i-te-sprawy-trzymajcie-kciuki-za-moja-lepetyne-i-z

Jest dobrze😁
Neurolog mówi że wszystko jest tak jak być powinno, zapytany czy to mogło stać się od stymulantów, odpowiedział że jak najbardziej, ale na obecną chwilę nie widać żadnych zmian, które mogłyby wskazywać na epilepsję, ani żadnych śladów po używaniu dragów, więc
Musze się tylko pilnować przez pół roku, nie mogę prowadzić auta, używać niebezpiecznych narzędzi i pracować na wysokości, jak przez pół roku to się nie powtórzy, to będzie znaczyło że atak drgawkowy był wynikiem uderzenia, a upadek zwyczajnym omdleniem.

Poduszka powietrzna za łukiem brwiowym zniknęła bez śladu, więc mogę się wreszcie wysmarkać, k⁎⁎wa, chłop się cieszy że może smarkać, nigdy w życiu bym nie pomyślał, że kiedyś będę się z tego cieszył😂
Pęknięty łuk brwiowy prawie zrośnięty, a jeszcze niedawno jak myłem twarz i dotknąłem brew, to czułem jakby mnie ktoś ciągnął za włosy na czubku głowy, ale doktor mówił że to też normalne - nerwy podrażnione czy coś.

Bylem na spacerze i zrobiłem parę fotek, dwa okazy mamutowca i brzoza himalajska może kogoś zainteresują, szukałem nutrii, ale gdzieś się pochowały.

A i jeszcze bym zapomniał że pod koniec badania eeg zasnąłem smacznie😆

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Hydepark

31piorunów

Odgruzowałem już garaż. Teraz jest fajnie, można ćwiczyć ( ͡° ͜ʖ ͡°)
jeszcze tylko duży worek, ławeczka i nie będzie trzeba nigdy z domu wychodzić ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Hydepark

58piorunów

Dziś pierwszy raz w życiu miałem okazję bawić się na takim oto jezdzidełku. Pan kolega z Hejto zaprosił (pewnie w rewanżu za baldy, żeby nie mieć zadłużenia, he he), dostarczył ochraniaczy i wstępnej instrukcji.

Wbrew temu co mi się wydawało już po kilku próbach z opieraniem się o samochód, kontener PCK i wyżej wspomnianego, udało mi się wystartować samodzielnie i zakręcić kilka kółek. Oczywiście startowanie, zatrzymywanie się i manewry przy niskich prędkościach są najtrudniejsze.

Po wstępnym szkoleniu pojechaliśmy na tereny turystyczne, pojeździć pomiędzy gravelowcami, biegaczami i pieszymi. Był jeden o-mało-co-lot-w-pokrzywy, było kilka zeskoczeń i była jedna gleba (przy zerowej prędkości). Było też 40 km/h na asfaltowym fragmencie. Razem 16 km, więc nie że tak znowu krótko.

Wspaniała zabawa (szczególnie po kamieniach i wąskich ścieżkach, i na podjazdach), nie wiem czy zostanę fanem na tyle, żeby kiedyś myśleć o kupnie, ale pewnie jeszcze jakąś wycieczkę odbędziemy. Ogólnie

Gruba ryba3piorunów

@Statyczny_Stefek tego typu cuda zawsze będą kojarzyły mi się z teledyskiem OK Go - I won't let you down :grinning:
Kiedys chciałbym bardzo się przejechać, bo wygląda jak fajna zabawka :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (8)

Autorytet

w Hydepark

150piorunów

PRZYCHODNIANY WKURWIACZ STARYCH BAB TRZECIEGO STOPNIA

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Hydepark

250piorunów

A to ci historia!

Wczoraj wpada do mnie klient i mówi, że nie wie od czego zacząć, ale on tu kiedyś zostawił okulary do zrobienia, ale to było dawno temu i czy może przypadkiem one jeszcze są do odebrania.

Doskonale go pamiętałem, bo nie wziąłem od niego zadatku, ponieważ zostawił mi własną oprawę do wstawienia soczewek. Kiedyś traktowałem zostawienie oprawy własnej jako rodzaj zabezpieczenia. Od tamtej pory zmieniłem podejście, bo, jak się okazało, poniosłem koszty, a koleś zniknął.

I tu następuje meritum sprawy. Facet przyszedł się rozliczyć za nieodebraną pracę niezależnie od tego, czy ona jeszcze istnieje, czy już nie. Kopara mi opadała. Nie ma co oceniać zanim się nie pozna całego obrazka, a każda historia jest inna.

Koleś tłumaczył, że musiał wyjechać, że miał problemy rodzinne itd.

Umówiłem się z nim na dziś, bo na szybko ich nie znalazłem, ale koniec końców odnalazły się gdzieś w szafie. Czekam na faceta i mam nadzieję, że przyjdzie, bo to byłoby super zakończenie tej historii. Nie podał mi numeru telefonu, bo powiedział, że zwyczajnie nie ma telefonu.

Poprawił mi humor tym rozliczeniem się za robotę.

Na koniec: zamówienie złożył... 6 lat temu!

Gwiazdor1piorunów

Lubię zamknąć niedokończone sprawy nawet błache czy właśnie takie gdzie nie ogarnąłem życia. Ale po 6 latach ockniecia jeszcze nie miałem 😅

Pokaż więcej komentarzy (25)

Fanatyk

w Wspinaczka

21piorunów

XXXIV-XLVI (LXIX-LXXI) dzień - tym razem wspinaczkowy.

Celem wyjazdu była Sardynia, byłem tam pierwszy raz. Nie powiem, że sama wyspa zrobiła na mnie wyjątkowe wrażenie - widoki jakie już zdarzyło mi się widzieć, plaże (nie, nie byłem na żadnym plażowaniu, co najwyżej przechodziłem) - takie jak to plaże: nad morzem i w ogóle, szlaki (dwa dni padało) miłe, przyjemne, ale nieuczęszczane, trochę było przedzierania się przez krzewy, trochę było omijania zwierzątek (stado byków pasących się na szerokiej hali robiło wrażenie). Więc gdybym miał tam przyjechać na urlop trekkingowy - chyba nie, za mało szlaków. Na rower... chyba jako część większego urlopu, po przeprawie promem z kontynentu. Na plażowanie - trzeba pytać ludzi, którzy to lubią.

Jeśli chodzi o wspinanie jednak... o, to jest inna bajka. Ogólnie było 13 dni akcji (plus dwa dni deszczowe, jak wspomniałem). Na jednym z sektorów byłem trzy razy, pozostałe - w trzech okolicach: Cala Gonone, Baunei i Ulassai/Jerzu zwiedziłem po jednym razie. Wspinanie wyjątkowo urozmaicone: od czujnych skradanek po połogach, przez pionowe płyty, do olbrzymich płyt w przewieszeniu, gdzie bywały drogi i po 9a. Tufy, okapy, dachy, różne rodzaje wapienia, ostre chwyty, wymyte chwyty - nawet w jednym miejscu jest granit (tam akurat nie udało się dotrzeć).

N i e s a m o w i t e .

Jeśli chodzi o moje założenia - nie miałem żadnych, więc wszystkie zrealizowałem. Poziomem i wytrzymałością czuję się usatysfakcjonowany - ściankowe 6b+/c RP przełożyło się na 6b+RP i 6b OS/FL, co w przypadku skały (a także mojej niechęci do powtarzania i patentowania dróg) uważam za sukces. 6b+ to skałkowo już mój limes, być może jakieś 6c byłbym w stanie zrobić, na świeżo i po zapatentowaniu, ale "wspinanie się na poziomie 6b" to dobre podsumowanie efektów treningu.

Wniosek mam jeden: trzeba doładować, pół-półtora stopnia wyżej niż to, co mam teraz w rękach i nogach zaczyna się istne błogosławieństwo, niemalże klęska urodzaju. Teraz jednak stałem zawsze przed wyborem sektora, który pozwoli na optymalną ilość wspinania bez biegania po kilometrowym obszarze z liną w płachcie i w uprzęży. Niemniej jednak i teraz czuję się owspinany po uszy. I siłowo, i technicznie. Nie zdarzyło mi się też do tej pory robić dróg po 40 metrów, trochę żałuję, że nie udało się zrobić żadnych wielowyciągówek, ale wyspy chyba nikt nie zamyka, jest szansa tam wrócić.

Mam w sobie teraz sporo motywacji do dalszego treningu chociaż pewnie zaraz mi przejdzie. Teraz jednak czas na odpczynek, niech wszystko się zagoi i na spokojnie dojdzie do siebie. Póki co

Nie pamiętam, czy w poprzednim roku sumowałem wyjazdy do całkowitej ilości dni wspinaczkowych, ale w tym tak zróbmy, będę przynajmniej na koniec roku wiedział ile faktycznie dni poświęciłem na łażenie w pionie.

Gwiazdor3piorunów

Byłem w zeszłym roku, samo wspinanie nie zachwyciło jak inne miejsca, może mniej trafione ściany czy drogi niż twoje. Najbardziej chyba podobał mi się klimat ullasai jako wioski wspinaczkowej. Ale w sumie cel wyjazdu był jeden - pała ze zdjęcia (hardkorowe zacięcie 6c + sama pała 6b) 😁

Pokaż więcej komentarzy (8)