Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#szkola

Osobistość

w Hydepark

40piorunów

Moja różowa jest w trójce klasowej. Wiadomo koniec roku, wypadałoby podziękować nauczycielom, że mieli cierpliwość uczyć Nasze szkod... dzieci. Mając na uwadzę dramę, która rozegrała się na mikołajkach (i drugą zaraz po, ale to temat na inną historię), dziewczyny z trójki postanowiły postawić grupę niemal przed faktem dokonanym.

19.06 moja różowa napisała wiadomość w której zawarła jaka kwota znajdowała się wspólnym koncie klasowym, napisała jaki prezent jest przewidziany dla wychowawczyni klasy, a jakie prezenty pozostali nauczyciele i osoby pracujące w szkole. Oczywiście wszystko z kwotami ile jakie prezent kosztował.

Jako że klasy 1-3 są w innym budynku, a 4-8 w jeszcze innym, trzeba było zgrać termin, by tych wszystkich nauczycieli złapać. No więc moja żona zrobiła wywiad i wyszło że najlepszym dniem będzie środa, sęk w tym że wszyscy nauczyciele znajdować się będą w budynku z klasami 4-8, na dodatek w trakcie trwania jeszcze zajęć klasy 3 (do której mój szkodnik uczęszcza). Dziewczyny postanowiły więc, że zostanie wysłana delegacja, składająca się z dzieci rodziców z trójki klasowej.

Gdy prezenty zostały rozdane a dzieciaki wróciły do swoich klasy, różowa wysłała wiadomość, w której napisała że boxy kwiatowe zostały rozdane i nauczyciele bardzo się ucieszyli z prezentu, Na to odpaliła się madka nr 1, która zarzuciła że nie została poinformowana co zostało wybrane jako prezent dla nauczycieli i skoro rodzice się na te prezenty składali to powinni wiedzieć co zostało zakupione. Madka nr 2 natomiast zaczęła się awanturować, dlaczego nie wiedziała że rozdanie prezentów odbędzie się dziś, bo ona swojego dziecka nie posłała do szkoły, bo moja żona prosiła żeby dziecko było we wtorek.

Widząc tą nadciągającą gównoburze, postanowiłem niczym rycerz bronić mojej białogłowej i wysłałem, w odpowiedzi na zarzuty madki nr 1, screena z wiadomością z 19 czerwca, w którym była zawarta informacja dot. prezentów. Madkę nr 2 to rozsierdziło. Napisała że nie pyta o prezent, ale dlaczego nie została poinformowana że te prezenty będą rozdawane dzisiaj. Więc zgodnie z prawdą odpisałem jej że takiej informacji nie było bo prezenty były rozdane przez delegację dzieci z trójki klasowej.

To obraziło madkę nr 2. W ironiczny sposób podziękowała że jej córka została wykluczona z podziękowań, ponieważ jej nie było w szkole.

Moja żona postanowiła iść drogą dyplomacji (bo ja miałem ochotę jej napisać utkaj ryj i wróć się do podstawówki na lekcję czytania ze zrozumieniem) i wyjaśniła że organizacja tego musiała się odbyć ekspresowo ponieważ wszyscy nauczyciele i dyrektorka są zajęci przygotowaniami do zakończenia roku i pożegnania 8 klasy,

Do madki nadal nie docierało. Napisała że bardzo nie ładnie wyszła ta sytuacja.

Różowa już trosze większym wkurwem napisała jej że trójka klasowa nie ma sobie nic do zarzucenia, ponieważ czasu było mało, dwa mimo wszystko dzieci nadal mają lekcje w szkole i nie na miejscu było by ich wszystkich zwalniać z zajęć. Dlatego też została wybrana 3 dzieci.

Tu madka, próbowała odwrócić kota ogonem i napisała że ona nigdzie nie pisała że ma pretensje o to że jej córka nie był na podziękowaniach (gdzie każda poprzednia wiadomość tego właśnie dotyczyła) i ogólnie ona się czuje pokrzywdzona że jednak nie było tej informacji że dziś będą rozdawane prezenty.

Żona tylko zostawiła screen z jej wiadomością że jej córka została wykluczona.

Dobrze że ten rok szkolny się już kończy. Od następnego roku ma kategoryczny zakaz wstępowania do trójki klasowej. Niech się bujają.

Fenomen4piorunów

@Dalian dobra przeczytałem na spokojnie.

Widać już Wasze doświadczenie - krótkie oświadczenia, fakty dokonane, zero miejsca na bezcelowe pierdolenie na grupie.

Ale widać komuś nie pasowało. Na przyszłość - ludzie są głupi i nie czytają. Takie komunikacje (zwłaszcza jak jest okazja do promowania córci czy syneczka) trzeba 2x napisać i wtedy wszyscy będą cicho.

Zresztą z drugiej strony jakbyście napisali wcześniej to by się zrobiła afera czemu te dzieci a nie inne 😒

Zawsze można powiedzieć, że nikt nie zabrania dzieciom przecież samodzielnie się z paniami pożegnać

I tak - j⁎⁎ac trójki klasowe. Tak dosłownie mieć w d⁎⁎ie i nie angażować się. Rodzice są powaleni, wieczne pretensje, u nas to było przerabiane i już w maju zaczyna się sraka przed końcem roku a przed dniem nauczyciela to kałszkwał. A jednocześnie była reszta rodziców która to miała w d⁎⁎ie i zgadnijcie co? Świat się nie zawalił. Dzieci ukończyły szkołę. A pewnie rodzice będą dłużej żyli.

Współczuję. Wymiksujcie się. Chociaż idę o zakład że do września Twojej przejdzie i będzie chciała znowu się angażować

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Wiadomości Polska

14piorunów

Więcej strączków, mniej mięsa w szkołach. Dzieci przywykną, rodzice mogą mieć problem

We wrześniu zacznie obowiązywać nowy standard żywienia w przedszkolach i szkołach. Zgodnie z założeniami tzw. diety planetarnej zakłada on większy udział warzyw i roślin strączkowych w diecie Placówki już szykują się do nowych wytycznych, tym bardziej że będą musiały mieć także

Kosmonauta

w Hydepark

25piorunów

Dorastałem w latach 90 w małym miasteczku Polski B i przez cały mój okres edukacji w publicznych placówkach nie spotkałem z kimkolwiek kto by miał wszy, nigdy też nie było ani w szkole ani u nikogo w rodzinie problemu wszawicy.

Teraz mieszkam w Warszawie i jest tego jakaś plaga.

U syna w szkole od początku roku co chwila alerty ze ktos z rodziców zauważył.

U córki w przedszkolu to samo, cała grupa walczy z wszami, od kilku miesięcy dziewczynki są proszone o związywanie włosów. Rozmawiałem z dyrektorką i mówiła że w wielu grupach jest z tym problem, nie tylko u nas.

Znajomi mają dzieci w innym przedszkolu i szkole i u nich to samo, mówią że ich córki już kilka razy miały.

Czy to zawsze był problem dużych miast czy coś się ostatnio w tym temacie zmieniło a może po prostu mam pecha?

GURU2piorunów

@mati3654 zacząłem edukację u schyłku lat ‘80 i była masa akcji przeciwdziałania wszawicy ale chyba tylko jedno dziecko (z biednej rodziny) miało wszy na całą szkołę.
W liceum nikt już o tym nie mówił.
Miejsce: Śląsk.

Osobistość2piorunów

@mati3654 Też dorastałem w małej miejscowości i wszawicy krążyły legendy, że ktoś tam kiedyś miał - ale nigdy wszy na oczy nie widziałem.

Obstawiam jako przyczynę skale miasta i ilość kontaktów z różnymi ludźmi którzy są potencjalnym wektorem choroby. Jadąc tramwajem na zakupy, chodząc po galerii, jedząc na mieście itd. spotykam się pewnie ze sto razy większą ilością ludzi w ciągu kilku godzin niż przez cały rok mieszkania na zadupiu. Pomnóż to przez liczbę rodziców, ciotek, babć które mają kontakt z dzieckiem, potem razy ilość dzieciaków w przedszkolu i wychodzi na to, że taki dzieciak w mieście narażony jest na olbrzymią ilość kontaktów z zarazkami i pasożytami.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

W Rosji wsio w pariadkie - wiec zerknijmy na czolowy temat na dzis, czyli - ciekawostki edukacji w Czerwonym Mirze:

Szkolne żarty przestały być dziecięcymi wybrykami: memy i wiadomości zamieniają się w sprawy sądowe*

Krótkie naciśnięcie przycisku „wyślij” w komunikatorze może dziś skutkować wizytą komorników i koniecznością pilnego zdobycia dużych sum pieniędzy.

* Madjar stał się głosem europejskich elit: UE zaczęła przekształcać zmęczenie Zełenskim w twarde decyzje

* Radew postawił UE ultimatum, przypominając rolę Rosji w ocaleniu Bułgarii

* Szlak pokojowy w sprawie Ukrainy gwałtownie ożył: Kijówowi może zostać wystawiony rachunek za amerykańskie działania pokojowe

* Waszyngton gra na nerwach Teheranu: za odwołaniem negocjacji kryje się nowe ultimatum USA

Obraźliwy mem zawierający zdjęcie nauczyciela może skutkować dla rodziny pozwem sądowym i koniecznością wypłaty odszkodowania za krzywdę moralną. Sądy coraz częściej traktują szkolne publikacje i korespondencję nie jako nieszkodliwe żarty, ale jako dowody naruszenia honoru, godności i reputacji zawodowej.

O nowym trendzie i istotnych niuansach opowiedziała serwisowi Pravda.Ru praktykująca prawniczka, kandydatka nauk prawnych, adiunkt na Uniwersytecie Finansowym przy Rządzie Federacji Rosyjskiej Natalia Oganowa.

Zdjęcie z lekcji i pozew o 35 tysięcy

Historia z Orechowo-Zuewa rozpoczęła się od zwykłej lekcji w szkole. Jeden z uczniów potajemnie sfotografował nauczycielkę, a drugi przerobił zdjęcie w edytorze i stworzył obraźliwą grafikę. Następnie obrazek trafił do ogólnego obiegu i rozprzestrzenił się wśród uczniów klasy.

Nauczycielka zwróciła się do sądu i zażądała 50 tysięcy rubli za upokorzenie, podważenie autorytetu oraz cierpienia psychiczne. Sąd stanął po jej stronie: od jednego z oskarżonych zasądzono 15 tysięcy rubli, a od drugiego – 20 tysięcy rubli.

Łączna kwota wyniosła 35 tysięcy rubli za jeden mem. Nauczycielka oświadczyła, że odczuwała silny niepokój o swoją reputację oraz poczucie upokorzenia, a sąd zgodził się z tymi argumentami.

Jak mem przestał być dziecięcą wybrykiem

Prawna istota takich spraw nie sprowadza się do konfliktu szkolnego czy zwykłego chuligaństwa. W materiale źródłowym mowa jest o naruszeniu artykułów 150 i 151 Kodeksu cywilnego, które dotyczą ochrony honoru, godności i reputacji zawodowej.



Zgodnie z art. 151 Kodeksu Cywilnego Federacji Rosyjskiej sąd może zasądzić odszkodowanie za krzywdę moralną wyrządzoną w wyniku zniewagi. Jeśli sprawca nie ukończył 14 lat, odpowiedzialność ponoszą rodzice. Jeśli nastolatek ma 16 lat, może zostać na niego nałożona również grzywna administracyjna w wysokości do 5 tysięcy rubli.

Właśnie dlatego wpis na czacie, zdjęcie w mediach społecznościowych czy przesłany mem stają się nie tylko częścią szkolnej korespondencji, ale materiałami do sprawy sądowej.

Praktyka regionalna: kwoty rosną

Przypadek w Orechowo-Zujewie nie jest odosobniony. W różnych regionach pojawiają się orzeczenia dotyczące konfliktów między uczniami, rodzicami i nauczycielami, a kwoty odszkodowań mogą być znacznie wyższe:



W Niżnym Tagile* 13-letnia uczennica założyła na kanale Telegramu, który ma 16 milionów subskrybentów, fałszywe konto podając się za nauczycielkę. Wykorzystano na nim zdjęcie nauczycielki, obraźliwy pseudonim oraz ogłoszenie o charakterze intymnym. Matka dziewczynki przyznała się do winy córki, ale powołała się na trudną sytuację materialną rodziny. Sąd zasądził 300 tysięcy rubli odszkodowania za krzywdę moralną. Wyrok nie wszedł jeszcze w życie.

W Turinsku* w obwodzie swerdłowskim czworo nastolatków przerobiło zdjęcie nauczyciela i opublikowało je w mediach społecznościowych. Rodzice zostali ukarani grzywną w wysokości 100 tysięcy rubli.

W Koryażmie* w obwodzie archangielskim za znieważenie nauczyciela na rodziców ucznia nałożono grzywnę w wysokości 20 tysięcy rubli. Sąd uwzględnił opinie prokuratury oraz komisji ds. nieletnich.

W Bereznikach* w obwodzie permskim uczeń dziewiątej klasy spóźnił się na lekcję chemii, a w odpowiedzi na upomnienie nauczyciela wykonał nieprzyzwoity gest i użył wulgarnych przekleństw. Pozew został uwzględniony: kwota odszkodowania wyniosła 10 tysięcy rubli. W mediach społecznościowych sytuację opisano krótko: „Ustalono cenę za zniewagę. Tak nazwałeś – płacisz”.


Kiedy pozwanymi stają się nauczyciele

Istnieje też druga strona takich sporów. Czasami przed sądem stają już nie dzieci i ich rodzice, lecz sami nauczyciele lub placówki oświatowe.



W rejonie Kozulskim w obwodzie krasnojarskim nauczyciel geografii w obecności całej klasy 7. obraził 13-letnią uczennicę, groził, że wyrwie jej włosy i uderzy ją o framugę drzwi, a także stwierdził, że dziewczynka nie odniesie sukcesów w sporcie. Prokuratura stanęła po stronie dziecka. Nauczyciel wypłacił 20 tysięcy rubli odszkodowania za krzywdę moralną i otrzymał upomnienie. Dyrektor szkoły również otrzymał upomnienie.

W Sankt Petersburgu, w szkole specjalnej nr 4, sąd rozpatrywał sprawę dotyczącą systematycznych zniewag i wulgarnego języka ze strony nauczycieli wobec uczniów. Od placówki nałożono grzywnę w wysokości 70 tysięcy rubli. W materiałach źródłowych zaznaczono, że jest to już drugi podobny pozew przeciwko tej szkole, a wiosną jedną z nauczycielek aresztowano na 10 dni za pobicie.

Dlaczego wirtualne znieważenie stało się realnym zagrożeniem

Zgodnie z przytoczonymi danymi statystycznymi w ciągu ostatnich dwóch lat w Rosji liczba pozwów cywilnych dotyczących wirtualnych zniewag wzrosła o 40%. Powodowie wygrywają takie sprawy w dziewięciu na dziesięć przypadków.

Oznacza to, że ślad cyfrowy stał się pełnoprawnym dowodem. Zrzuty ekranu, korespondencja, posty w mediach społecznościowych oraz przesłane zdjęcia mogą stanowić podstawę roszczeń o zadośćuczynienie za krzywdę moralną.

Dla nauczycieli takie sprawy stają się sposobem na ochronę reputacji zawodowej. Dla rodziców – ryzykiem finansowym. Dla uczniów – przypomnieniem, że anonimowość w internecie często kończy się w aktach sprawy.

Co powinni zrobić nauczyciele, rodzice i uczniowie

Nauczyciele powinni dokumentować obraźliwe publikacje, korespondencję, zdjęcia i filmy. Jedna rozmowa z dyrekcją szkoły może okazać się niewystarczająca: jeśli chodzi o reputację i krzywdę moralną, sprawę można skierować na drogę prawną.

Rodzice powinni zwracać większą uwagę na to, co dzieci publikują i przesyłają na czatach. Jedno kliknięcie przycisku „wyślij” może skutkować nie tylko upomnieniem ze strony szkoły, ale także koniecznością wypłaty odszkodowania.

Uczniowie muszą zrozumieć jedną kluczową rzecz: zdjęcie, mem lub obraźliwy podpis w Internecie nie znikają po usunięciu z czatu. Jeśli obrazek już się rozprzestrzenił, może stać się dowodem.

Główny wniosek

Sądy nie traktują już nękania nauczycieli i uczniów jako nieszkodliwego elementu życia szkolnego. Obraza w internecie może skutkować odszkodowaniem za krzywdę moralną, grzywnami i interwencją komorników.

Orechowo-Zujewo – 35 tysięcy rubli. Niżny Tagil – 300 tysięcy rubli. Koryażma i Berezniki – 20 i 10 tysięcy rubli. Kwoty te pokazują, że cyfrowy żart może szybko przerodzić się w realny dług.

Za wirtualnym obrazkiem stoją rzeczywiste przepisy Kodeksu cywilnego. Dlatego przed opublikowaniem lub przesłaniem „zabawnego” memu warto pamiętać: jego cena może okazać się znacznie wyższa niż kilka minut śmiechu.

GURU0piorunów

W sumie ... To chyba zupełnie coś normalnego... Aż zaskakujące na kacapastan... Pojawiasz kogoś to za to odpowiadasz - tylko przyklasnąć.

Wirtuoz

w Dyskusje

59piorunów

Miałem kiedyś taką przygodę że czułem się jak sarna stojąca na środku drogi gdy widzi przed sobą rozpędzony samochód. A wszystko miało miejsce jakieś 15 lat temu.

To był zwyczajny dzień. Wstałem rano, poszedłem do szkoły, lekcje jakoś minęły a po wszystkim poszedłem z kolegą na przystanek autobusowy. Mieszkaliśmy na tej samej ulicy więc wracaliśmy zazwyczaj razem. Za przystankiem był park i należące do niego ławeczki, więc jeśli ktoś czekał dłużej na autobus to chillował tam. My zawsze mieliśmy jakieś 10min do odjazdu, więc stawaliśmy na samym przystanku. Składał się on z dwóch wiat stojących obok siebie w odległości ok 2m, w tym jeden z rozkładem jazdy. Wiaty miały przeźroczyste ściany z plexi, albo szkła hartowanego więc zazwyczaj stawaliśmy za nimi, czasami między nimi.

Tego dnia stanęliśmy między nimi, co jest w sumie kluczowe. No i tak stoimy, czekamy - cały dzień spędzaliśmy razem, przez większość czasu w ławce, więc gadać za dużo nam się nie chciało. Odpoczywamy mentalnie, w bliskiej odległości jest kilka przechodniów, na przystanku przed wiatami kręcą się dzieci, młodzież i dorośli.

Nagle słychać warkot silnika. Patrzę na drogę z myślą że pewnie jakiś motocykl. Przed oczami widzę smugę powstałą od rozpędzonego samochodu przejeżdżającego metr, półtora ode mnie. Jechał pewnie jakieś 60-70 km/h. Jedyne co pamiętam z tamtej chwili, to dzieciaka który miał na oko z 11 lat stojącego przede mną po mojej prawej stronie. Samochód wjechał prosto w niego. Dzieciak został dosłownie ścięty z nóg, przekoziołkował przez maskę i został wybity w powietrze. Zrobił salto przelatując na pojazdem a podczas lądowania uderzył głową w metalowy słup przystanku. Fizyka lalki i bezwładność jego ruchów sprawiła że myślałem że zmarł na miejscu. Ja i kolega rozejrzeliśmy się to w lewo, to w prawo. Wokół było zamieszanie, stękający i płaczący ludzie, nieprzytomne osoby na chodniku, ogólnie niezły rozpierdol. Wtedy dzieckiak - ten który myślałem że jest już martwy - odzyskał przytomności, skulił się na ziemi i zaczął płakać. Popatrzył się na mnie i wył z rozpaczy. Nie potrafiłem mu pomóc, sam byłem dzieckiem - starszym od niego może o 2-3 lata. Byłem w szoku.

Spojrzeliśmy na siebie z kolegą i odeszliśmy za przystanek. Czułem się jakby moje stopy zapuściły korzenie. Staliśmy tak w tym rozgardiaszu, jacyś ludzie biegali dookoła, ktoś dzwonił na pogotowie, wokół samochodu który zatrzymał się parę metrów dalej na pomniku zrobiło się zbiorowisko. Pamiętam że koleś który chodził z nami do klasy klęczał przy kimś i prosił gapiów żeby zadzwonił po karetkę. Krzyczał coś do nieprzytomnych. Moment później przyjechała karetka, my poszliśmy na pieszo do domu całkowicie skołowani, żółwim tempem.

Następnego dnia w szkole, gdy mieliśmy zajęcia z wychowawcą dowiedzieliśmy się że nasza koleżanka z klasy została potrącona i jest w szpitalu. Nic jej nie jest, ale nie będzie chodzić przez jakiś czas do szkoły. Tego samego dnia wieczorem widziałem jak udzielała wywiadu w TVN w wieczornych Faktach, leżała w łóżku szpitalnym z bandażem na głowie.

Kierowca dostał zawału podczas jazdy, stracił przytomność i wjechał w przystanek. Zginął na miejscu.

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Wiadomości Polska

11piorunów

Koniec lodów za pasek. Prof. Nalaskowski dla Newsmax Polska: to poprawność polityczna

„To pomysł z kategorii poprawności politycznej. W polskiej pedagogice nie istnieje nic takiego jak zakaz oceniania czy nagradzania” – sytuację z zakazem nagradzania dzieci lodami w Pszczynie skomentował w rozmowie z Newsmax Polska prof. Aleksander Nalaskowski, pedagog. Przez 25 lat

Gruba ryba

w Hydepark

17piorunów

https://wiadomosci.wp.pl/darmowe-lody-za-czerwony-pasek-afere-komentuje-szef-znp-7293544456505792a

Niech jeszcze czerwony pasek debil rzecznik usunie, Bo to w cale nie wywiera presji. K⁎⁎wa. Nagrody są dla najlepszych, a nie dla wszystkich.

Zawodowiec0piorunów

@jarezz model pruski z ocenami i tak jest nieefektuwny i zabija kreatywność. Jest ułomny względem systemu brytyjskiego i skandynawskiego. Zatrzymaliśmy sie w XIX wieku.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Mistrz

w Wiadomości Polska

78piorunów

Zakaz używania smartfonów w szkołach. We wtorek projekt zostanie przyjęty przez Radę Ministrów

We wtorek na posiedzeniu Rady Ministrów przyjęty zostanie projekt zakazujący używania smartfonów w szkołach podstawowych - poinformowała minister edukacji Barbara Nowacka. Projekt nowelizacji Prawa oświatowego zakłada zakaz używania w publicznych szkołach podstawowych telefonów

Osobistość

w Dyskusje

40piorunów

Historia @mannoroth przypomniala mi czasy gimnazjum gdzie faktycznie każda jedna nauczycielka i sprzątaczka chciała być absolutną dominą.
Agresją i krzykiem zagłuszać dialog, wydzierać się na nas od gówniarzy. Nie ważne jak by się myliły nie dały do słowa dojść.
Ale ten jeden raz, jak Edyta, stanąłem w obronie kumpla i... udało się :smiley: Co prawda nie było tyle dramaturgii ale wciąż.

Była to lekcja biologii lub jak woleliśmy zwać... siwologii. Siwa bowiem chyba była matką Geralta z Rivii. Epicko siwe włosy i tylko jeden kolor garderoby, tak zgadliście jaki. Wiek też by wskazywał, że kroczy między nami od około XII wieku.
Jakby wpadła w hałde popiołu to nikt nigdy by jej nie odnalazł.

Ostatni sprawdzian w semestrze, kumpel walczył o czerwony pasek, miał obiecany od rodziców nowiutki pachnący PC więc motywacja sroga. Od tego sprawdzianu z siwologii zależały więc setki godzin ogranych w GTA Vice City i Gothica II.

Piotrek był dobrze wyuczony, przygotowany na blachę, jak dostał pytania to już widziałem ten unoszący się kącik ust. Siwa musiała usłyszeć, że ta ocena to być albo nie być dla Piotrka.

Jakieś 30 minut później Piotrek powiedział na głos "Skończyłem" chcąc oddać prace. Siwa wyczuwając, że jej medalion drży wytyczyła swoje destrukcyjne zachowanie
- Piotrek, za przeszkadzanie klasie w trakcie sprawdzianu dostajesz jedynke!!!
- Co, ale jak?
- CICHO JUZ BĄDŹ, BEZ DYSKUSJI!!!!!

Po czym wyrwała jego kartkę i obserwowała konsternację na pryszczatych twarzach całej klasy.

To na Piotrka spadło niczym piorun, cały we łzach, cicho łkał. Marzenia o szukaniu Oka Innosa roztrzaskały się niczym ściśnięta za cienki koniec Łza księcia Ruperta. Siedziałem obok niego i czułem ten ból. Cała klasa w milczeniu próbowała dokończyć sprawdziany i nie wychylać głowy w obawie o swoje oceny. Dla Piotrka to musiało być najgorsze 15 minut życia.


W swojej głowie zrodziłem jednak sprytny plan. Gdy już były ostatnie 3 minuty do końca i siwa zebrała prace podszedłem do niej i zapytałem czy mogę coś ogłosić dla klasy. Widocznie trafiłem idealny moment bo szeleszcący papier sprawił że nie poczuła drgań medalionu i się zgodziła.

Powiedziałem głośno i wyraźnie
- Ten komu Piotrek przeszkadzał w trakcie sprawdzianu niech podniesie rękę.

Oczywiście nikt nie podniósł. Świat na chwilę zamarł. Reakcja klasy spowodowała, że jej napływ endorfin z ujebania Piotrka został wstrzymany jak loty w 9/11. Dziewczyny szybko zareagowały, że trzeba jednym głosem stanąć za Piotrkiem.

To był ten jeden jedyny raz w moim życiu gdy ujrzałem świętego gralla - Przyznanie się nauczycielki do błędu. Wycofała swoją jedynkę dla Piotrka a Khorinis zyskało kolejnego bohatera do walki ze smokami. Cieszyliśmy się później razem ze wszystkiego, z Piotrka paska, z tego że to ostatni sprawdzian, z końca semestru, wakacji i pięknej wisieńki na torcie w postaci utarcia nosa naszej "złośliwczyni".

Lider6piorunów

@notak po⁎⁎⁎⁎ne raszple be like. My w szkole średniej mieliśmy taką babę z matmy- niesamowite suczydło, które wszędzie musiało się do czegoś do⁎⁎⁎ać i pokazać kto tu rządzi. Nas co prawda nie uczyła, ale nie tak się raz zdarzyło, że "nasza" matematyczka musiała wziąć wolne i w zastępstwie dostaliśmy babsztyla, który sobie wymyślił, że będzie brać ludzi do tablicy i kazać im rozwiązywać zadania, które ewidentnie były tymi "z gwiazdką". No i tak sobie brała po kolei i ewidentnie odczuwała przyjemność z tego, że mogła sobie pojebać, że mało kto potrafił to rozwiązać... i tak przyszła pora na mnie xD Problem polegał na tym, że ze mnie sobie nie pojebała, bo ja przez cały wcześniejszy rok chodziłem na takie niezobowiązujące kółko matematyczne, gdzie "nasza" nauczycielka każdego chętnego przygotowywała z materiału na studia, więc te zadania dla mnie to w sumie była zabawa. No i zacząłem rozwiązywać. I tak rozwiązywałem, torba chyba się pokapowała, że ze mną tak łatwo nie pójdzie, to sobie zaczęła wymyślać. Że mam stać przodem do klasy... i jednocześnie rozwiązywać zadanie. I mieć chyba głowę zwróconą w 2 kierunki na raz czy ki c⁎⁎j. A jak zobaczyła, że mam ten wymysł w d⁎⁎ie i zaraz skończę zadanie... to powiedziała, że mam robić "tak jak jest w podręczniku" i tłumaczyć wszystkim co robię. No a ja w tym momencie jej prosto w twarz wypaliłem, że ja tu jestem od rozwiązywania zadania, a nie uczenia innych pod jakiś 1 wymyślony sposób i babie chyba się matrix zaczął restartować xD

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Hydepark

255piorunów

Spotkałem dzisiaj Edytę. Dziewczynę, której nie widziałem ponad 30 lat. Spotkanie, przez które jednocześnie się uśmiechnąłem, i jednocześnie przypomniało mi, jakie pi*dy zrobił z naszego pokolenia system. Z Edytą chodziłem do jednej klasy podstawówki, w latach 90. Los nie był dla niej łaskawy. Pochodziła z biednego domu, miała brata, chorego ojca i matkę harującą jak wół, żeby związać koniec z końcem. Miało to odzwierciedlenie w wyglądzie dzieci i poziomie nauki - słabo. Dodatkowo Edyta była ruda, co z definicji skazywało ją na szyderę. Start przesrany. Żadne pato, niemniej na pewno byli to ludzie niezaradni życiowo. Meritum.

Po spotkaniu z Edytą miałem flashbacka, jakby w głowie wyświetlił mi się film.

Szkoła podstawowa, 4 klasa. Wychodzimy z lekcji, nasza i inne klasy. W międzyczasie jakiś śmieszek rozwalił śmietnik po podłodze na korytarzu. Śmieci wszędzie. Sprzątaczki stoją na korytarzu - nie wiem jak u was, ale w moich latach powszechną praktyką było, że sprzątaczki uważały się za półboginie. Wolno im było wrzeszczeć na uczniów itd. itp.

Jedna z nich, wyjątkowa sucz, szarpnęła za koszulę jednego, losowego chłopaczka i zaczęła na niego wrzeszczeć i krzyczeć SPRZĄTAJ TO! Pani Stenia - pamiętam ją jak dziś, stara prukwa, kształtu lodówki, wiecznie niemiła i wrzeszcząca na dzieci. Zaczęła drzeć na niego mordę, że ma posprzątać. Chłopak próbował się wyszarpać, co sprawiło, że pani Stenia się wy⁎⁎⁎⁎ła na podłogę. Zrobiło się zamieszanie, przybiegły dwie nauczycielki, jedna od anglika druga od polaka. Stara od razu krzyknęła UDERZYŁ MNIE!

Polonistka od razu z ryjem na chłopaka (Karola albo Kamila, nie pamiętam), że sobie nagrabił i ma przesrane. Krąg ludzi się stworzył jak na jakimś samosądzie, wszyscy milczą.

Tylko jedna Edyta rzuciła - PROSZĘ PANI ,TO NIE BYŁO TAK! Cała reszta, w tym ja, staliśmy jak ćwoki, mimo, że chodziło o kolegę.

Stara bladź doskoczyła do niej, zaczęła szarpać i wrzeszczeć NIE WTRĄCAJ SIĘ GÓWNIARO!

Anglistka podeszła, kazała jej się uspokoić i momentalnie zamilkła. Popatrzyła na stenię. Wzięła Edytę, która się rozpłakała, pod rękę i zaczęła prowadzić, jak się okazało później, do gabinetu dyrektorki. Pozostałe sprzątaczki dały nogę, stara zaczęła iść za nimi i przepraszać, że pani profesur już wszystko dobrze, ona posprząta. Polonistka nas rozgoniła, że cisza, spokój, morda i na lekcje.

Co się okazało później, czego dowiedzieliśmy się od zainteresowanych, w tym zaatakowanego kolesia i od Edyty:

-Pani stenia była pijana

-Pani dyrektor w gabinecie kazała nie robić afery, steni iść do domu a Edycie do higienistki żeby się uspokoiła

Ale zrobił się plot twist, Karol/Kamil poszedł do domu i opowiedział wszystko matce, a ta sprawy pod dywan zamiatać nie zamierzała. Nota bene pracowała gdzieś wysoko w PKP i miała znajomości. Ponoć od razu poszła do dyrektorki i narobiła bydła i oświadczyła, że w tej chwili dzwoni na bagiety, jeżeli stara rura nie zostanie zwolniona, bo nikt jej dziecka nie będzie bił. Pani dyrektor umówiła "spotkanie" następnego dnia, na które przyszła stara, chłopak, jego matka i ojciec i dyrektorka. Stara zaczęła przepraszać... matkę xD Na co matka zapytała dyrektorkę, dlaczego ta pani jeszcze tu jest, i ona w tej chwili wychodzi i jedzie na policję. Skończyło się zwolnieniem starej. Ktoś ją widział parę dni później jak siedziała na schodach przy bocznym wejściu i ryczała.

A co jest w tym wszystkim najgorsze? Większość z nas nie wiedziała, co tam było nie tak. Uważaliśmy że sprzątaczki mają nad nami uzasadnioną władzę. I nie wiedzieliśmy, że coś jest nie tak w piciu w pracy, bo co to takiego niby złego?

Edyta nie poradziła sobie w normalnej szkole, przenieśli ją gdzie indziej. Dlatego ze łzą w oku cieszę się, że jej się udało w życiu. Jest piękną kobietą, ma dwójkę dzieciaków, męża, własny biznes ogrodniczy i domek.

Gruba ryba3piorunów

@mannoroth nie no fajna historia - ale poza wieloma szczegółami jakiejś gównoburzy z pijaną woźną, to wolałbym się dowiedzieć jak potoczył się los Edyty. Bo napisałeś to tak, jakby miała mieć przewalone, potem że była draka z pijaną woźną, a na koniec że Edyta wyszła na ludzi. Po środku mega luka w opowieści. Kurna no tak się nie pisze historii.

Pokaż więcej komentarzy (33)

Fanatyk

w Hydepark

51piorunów

Dziś z (tfu) rosyjskiego. Jednak, ja nie o tym. Wszystko, co związane z maturami zmierza do końca. Trzeba postawić sobie pytanie "kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy?" a w zasadzie powinni to zrobić maturzyści i to już dużo wcześniej niż teraz. Jeśli ktoś tego jeszcze nie wie, to pewnie słyszy od rodziców "to już ostatni dzwonek, byś się nad sobą zastanowił". A jak Wy Tosie i Tomki? Wiedzieliście kim chcecie być, dokąd iść, co począć, gdy mieliście te 18-19 lat? Ja nie wiedziałem. W moich czasach po maturze trzeba było zdawać egzaminy na studia. Po linii najmniejszego oporu złożyłem papiery na filologię polską i politologię. Na polonistykę koncertowo oblałem, bo egzamin pisemny składał się głównie z pytań z gramatyki a poza tym nie ukrywam, że kompletnie się nie przygotowywałem. Dostałem się za to na politologię na Uniwersytet Śląski, co wywołało totalny entuzjazm mojej mamy. Chyba pierwszy raz w życiu powiedziała mi, że jest ze mnie dumna. Kolejny raz była tak szczęśliwa jak się mój starszy syn urodził 😉 No i to by było na tyle... pamiętam, ze czułem, że odwaliłem swoje i mam teraz wakacje do października i mogę się tarzać po trawie (i nie tylko) z moją dziewczyną, pić piwo z kumplami, jeździć na koncerty, spać do południa. Czułem się jakbym wygrał mecz w ostatniej minucie doliczonego czasu.

Fanatyk2piorunów

@WatluszPierwszy ja składając papiery do średniej już widziałem co chcę i co będę robił.

Matura nie była żadnym wyznacznikiem, dlatego jej nie zrobiłem. I tak jakoś się żyje i pracuje w wyuczonym zawodzie od 12 lat.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fanatyk

w Hydepark

88piorunów

i oczywiście w żadnym wypadku

"Nie matura lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera". Wszak wiadomo, że chłop, co we wojsku nie był, to baba. Gdyby dziś była służba obowiązkowa, to by tych je...nych pedałów tyle nie było.

Jako, że jestem z pokolenia, które w dorosłość wchodziło w czasach powszechnego poboru, to pamiętam przypadki, gdy ludzie szli na jakiekolwiek studia byle tylko nie capnęło ich wojsko. Zapisywano się do studiów policealnych, pomaturalnych, prywatnych szkół nicnierobienia byle tylko uniknąć dostania tzw. wezwania tudzież jak mówiono "biletu". Wojsko poza tym, że zabierało wolność, to kojarzyło się raczej z miejscem w którym marnotrawi się czas, który można np. przepracować i zdobyć chociaż minimalne doświadczenie zawodowe. Znam też jednak przypadki, gdy chłopaki wręcz czekali na powołanie byle mieć to już z głowy. Ja unikałem zaszczytnego obowiązku najpierw przez pół roku a później gdy zawaliłem studia uciekłem do studium pomaturalnego. W miejscu tym nie pojawiłem się nawet raz, ale przeczekałem do kolejnej rekrutacji i znów byłem studentem. Później do woja nie trafiłem ze względu na problemy psychiczne. Jak panowie z WKU zobaczyli jakiego "wariata" mogą mieć w swoich szeregach, to jasno powiedzieli "proszę się spokojnie leczyć".

Na marginesie wspomnę jeszcze o serialu "Kawaleria powietrzna", który spowodował, że wielu moim kumplom wojsko do reszty wywietrzało z głowy.

Gruba ryba0piorunów

spędziłem cały dzień na komisji - badania takie, śmakie, owakie. Ostatecznie i tak kat. A. Na studiach chyba raz dawałem zaświadczenie, że się uczę. Potem cisza

Pokaż więcej komentarzy (23)

Lider

w Heheszki

74piorunów

.

Gruba ryba13piorunów

Mnie najbardziej denerwuje w przedszkolu młodego, że z jakiegoś powodu nie odmieniają imion ukraińskich chłopców. I tak:

"bawił się dziś z Danylo"
"poszedł na plac zabaw z Serhij"
"dużo opowiada o Danylo"
"siedział przy stoliczku z Serhij"

Kiedyś rozmawiałem o tym nawet z logopedką, że co to ma być, przecież to się normalnie odmienia, a ona powiedziała że wcale nie i tak uczą dzieci... (╯°□°)╯︵ ┻━┻

Pokaż więcej komentarzy (20)