Lopez_Fenomen
7piorunówMam zaplanowane 3 rozmowy z Google. Praca dla nich w Irlandii. Moja obecna robota mnie wykańcza. Zaczęło się tak, że rekruter sam się do mnie odezwał, odmówiłem, potem przypomniałem mu się, pierwsza rozmowa na weryfikację języka ang i potem spotkanie przygotowujące do rekrutacji i następnie 3 etapy rekrutacji.
Nie przygotowałem się totalnie, a pierwsza rozmowa w poniedziałek. Bo wiecie co? Nie chcę jechać. 1,5 miesiąca temu odeszła moja ukochana babcia, byłem przy jej śmierci (nawet przenosiłem jej zwłoki), a przedwczoraj dowiedziałem się, że moja koleżanka (do której długi czas coś czułem i spędziłem z nią kawał pięknego czasu) ma podejrzenie guza mózgu. Do tego jeszcze sobie rozjebałem nogę w weekend i śmigam w ortezie i nie mogę trenować XD Kortyzol level 1000
No ale to nic. Chodzi o to, że ja bardzo chcę zmienić pracę, ale dochodzi do mnie, że te wszystkie kariery, praca, prestiże to są c⁎⁎ja warte. Ja mam pół domu rodzinnego i nie muszę się ścigać o hajs w życiu. Wystarczy spokojna praca z trochę lepszym sianem.
I teraz tak. Z jednej strony jestem bardzo ambitny i chcę rozwinąć skrzydła. Taka praca to jest mega boost. Z drugiej - mam tu przyjaciół i rodzinę, dodatkowo jestem singlem. I dla mnie ważniejsze jest ustabilizowane życie prywatne i tego mi najbardziej brakuje. Pracuję zdalnie, doskwiera mi samotność, choć każdy weekend to ze znajomymi spędzam, a w tygodniu trenuję dużo, to "czegoś wciąż mi brak". A najbardziej brakuje mi uczuć.
Emigracja to skazywanie się na przedłużanie życia samodzielnie. Dodatkowy stres, którego ostatnio mam ogrom. Dużo wziąłem na klatę, naprawdę. Z jednej strony mówię, że może wycofuję się ze strachu, a z drugiej zadaje sobie pytanie 'Ty, stary, serio chcesz jechać do Irlandii tylko dlatego, żeby przebujać się 2 lata i mieć wpis w cv i trochę więcej kasy?".
Raz w życiu wykonałem taki manewr pt "wyjazd dla pracy". Na 2 lata do dużego miasta. I bardzo brakowało mi po prostu życia. Życia takiego, które lubię, a nie życia pod pracę i ten mityczny rozwój. Jestem lokalsem, kocham lasy, jeziora, wsi, aktywny wypoczynek.
Nie wiem, serio. Bo rozum mówi jedź. A serce mówi zostań. A ja jak się kierowałem w życiu rozumem i logiką, a nie sercem, to zawsze wychodziłem stratny.
Dajcie dobrą radę.
#pracbaza #praca #przemyslenia #zycie #gownowpis #pytanie
Jestem przekonany, że czytałem już ten post kilka tygodni temu albo coś już mi się na starość miesza.
Po pierwsze, bardzo mi przykro z powodu Twojej babci oraz koleżanki. Po drugie, trochę sam już dałeś sobie odpowiedź, ale żeby potem nie mieć w głowie, że przegapiłeś okazję, to spróbuj wyjechać. Jak Ci się nie spodoba, to wrócisz za 2-3 miesiące i poszukasz lokalnie, niczego nie stracisz.
No i najważniejsze, nie rób niczego na siłę jeśli nie musisz, bo jeśli Cię to przerasta, to porostu odpuść. Bo nie jest to warte Twoich nerwów.
Trzymaj się tam.
@Lopez_ teraz masz kumpli z którymi spędzasz wolny czas w weekendy, po wyjeździe do roboty za granicę stracisz to. Będziesz jeszcze bardziej samotny. Nie wiem czemu rozum mówi ci żebyś jechał, jeżeli to tylko kwestia lepszej kasy i jakiegoś "prestiżu" to olej to. Co ci z prestiżu skoro cieszył nim będziesz się tylko ty, sam ze sobą? Co ci z lepszej kasy skoro część z niej pójdzie na droższe utrzymanie w nowym miejscu? Do tego chyba lepiej spędzić dzień samotnie w Polsce niż w pochmurnej, zimnej i wietrznej Irlandii z grzybem na ścianie przez wilgoć. Jak zarabiasz w Polsce przynajmniej przyzwoite pieniądze to wg mnie nie ma co gonić za karierą i zostawić dosłownie wszystko inne w tyle. I to nie jest pierdolenie starego dziada, mam dokładnie tyle samo lat co ty.



