Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#praca

Mocarz

w Hydepark

2piorunów

Znalazłem takie coś i chciałem podpytać, @bartek555 jak to jest z zarobkami? €3100 to nie wygląda mi na świetną, czy może to jednak bardziej standard? Oczywiście, pewnie plusem jest to, że marynarz nie płaci za swoje utrzymanie na statku, mniejsze koszty, ale jeśli ma rodzinę na lądzie, to tak średnio mi się wydaje. Do tego ewidentnie składki zdrowotne/emerytalne są opłacanie i nie wliczane w tę kwotę, ale jak rozumiem - leczenie we włoszech nie w PL?

https://www.youtube.com/watch?v=Q6D3_fvxCGQ

Lider5piorunów

3100€ dla ab to jest dobra kasa na cargo.Ab to poziom szeregowego marynarza, czyli glownie stukanie mlotkiem. Na dobrym offshore jesli maja dodatkowe papiery moga sporo wiecej wyciagnac, natomiast oczywiscie w domu nie maja placone nic.

Ehic, wiec podobnie jak ja, co roku papiery do nfz i mozna sie leczyc w pl i calej europie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

Trochę bardzo w nawiązaniu do wpisu @WujekAlien "z pamiętnika lidera"

( ‾ʖ̫‾)

https://streamable.com/69c1l8

Gruba ryba0piorunów

@dolchus właśnie próbowałem założyć tam konto, by zobaczyć, co ci ludzie wypisują, niestety bez konta nie da rady, a rejestracja wypierdalala się przy captchy. Co za szajs. W innej przeglądarce, a nawet na innym telefonie jest to samo.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

Pracuję w nieduzej agencji IT/E-Commerce

Jak większość wie, jeśli śledzi, moja sytuacja jest taka - Mam na sobie obecnie 70 % abonamentów w firmie, dodatkowo sam sprzedaję. Jest też drugi opiekun. On ma na dobrą sprawę kilku dużych klientów (może 30 % wartości portfela) i dodatkowo pomaga mu tam szef w komunikacji i ogarnianiu. Nie sprzedaje prawie wcale. Ogarnia jeszcze takie pierdoły jak leasingi na auto, wizytówki dla nas i takie tam. Generalnie większość jest na mojej głowie, by firma była rentowna.

Proszę szefa od dłuższego czasu o sprawiedliwy podział bazy. I tak tracimy od c⁎⁎ja klientów i firma wygląda tak, jakbym płynął łodzią i wypompowywał wodę wiadrem, ale dziura jest dalej. Co pozyskujemy, inni odchodzą. A i tak ja wygenerowałem te 70 % przychodów od momentu przyjścia tu, bo bez tego firma by się zamknęła. No szef tam zawsze mnie zbywa jakoś inteligentnie, ale mi się po prostu nie chcę już przebijać głową muru.

Wczoraj ten opiekun uparł się, by jechać ze mną na ważne spotkanie, do nowego klienta. Generalnie zgodziłem się tylko z 1 powodu - miałem zjazd dopaminowy po weekendzie (był melanż z ziomkiem) i nie miałem ochoty na samotną wyprawę, w dodatku kierował, to mówię pocziluje w furze i z kims pogadam.
**
Nagle wypalił coś takiego "trzeba to jakoś mądrze ugrać, żebyś ty w sumie tylko skupił się na tej sprzedaży i nie miał już tyle na głowie i nie musiał ogarniać tych wszystkich klientów" XDDDDDDDDDDDDDDDDDD**

No nie wiem k⁎⁎wa, może w takim razie pracuj tak jak powinieneś i podzielmy się tym? Nawet przy podziale mam więcej obowiązków, bo dochodzi sprzedaż regularna - nowe umowy i wdrażanie klienta xD Ale chociaż tyle. Najepsze jest to, że gość se sprawy nie zdaje z tego wszystkiego, bo pracuje tu kilka lat, ale wcześniej nikłe doświadczenie z sprzedażą i relacjami B2B i w sumie on nie wie jak to powinno wyglądać.

W sumie i tak boję się mu cokolowiek oddać, bo jak przekazywałem mu klientów na jakiś czas (np żeby ogarnął jakiś temat i np wdrożył w pracę nową osobę), to zazwyczaj były groźby wypowiedzń lub faktyczne wypowiedzenia, bo se nie dawał rady z komunikacją i delivery.

Ogólnie dobry z niego chłop, lubię go, poczciwy i do rany przyłóż jak go o coś poproszę, no ale c⁎⁎j. Kolega szefa swoją drogą i jeszcze na boku jeden biznes robią razem, dodatkowo.

Niedawno kupił 5 % udziałów w firmie czysto symbolicznie. U nas w firmie poza szefem 2 udziałowców - do obu mam największe zastrzeżenia co do roboty i efektywności, z tego ten "główny spec" udziałowiec to się srogo opierdala lub pracuje w 90 % na tym co mu wygeneruje Claude xD A ja to mam brać na siebie w relacji z klientami, nowa sprzedażą i jeszcze mamy 2 os, co zapierdalają po 10-12h żeby to się spinało. W 6-osobowym zespole na granicy rentowności mamy 3 osoby jako "zarząd" i 3 proli na to wychodzi XD Chociaż najwięcej zarabiam ja (to akurat wiem autentycznie, bo i tak nie miałby z czego im więcej zapłacić, mam dostęp do finansów firmy, wszystkich faktur i listy klientów).

W sumie to ja zajmuję się tak:

-zarządzanie projektami

-koordynacja pracy zespołu (ciężko z nerdami, czasem muszę się prosić, przypominać, wychodzić z inicjatywą, sami z siebie to nic nie zrobią, jak zostawię coś to tak se może 2-3 miechy być brak info o czymkolwiek sami z siebie)

-obsługa klienta i budowanie relacji

-układanie procesu sprzedażowego, samodzielne budowanie ofert i cenników

-pozyskiwanie nowych klientów w 100 % na zimno (cold calling, nie mamy nawet narzędzi do automatyzacji w prospectingu)

-dochodzą jeszcze takie rzeczy jak negocjowanie wypowiedzeń umów, przypominanie o płatności faktur, tj miękka windykacja itd

Czemu nie założe czegoś swojego? Mam na tyle dużą wiedze, że wiem ile za nas robi AI i pi⁎⁎⁎⁎lę, za kilka lat to j⁎⁎⁎ie. Mogę własną, jak znajdę sprawnego inżyniera IT, do wdrażania automatyzacji w firmach - spoko. Ale 2 lata tu pracuję i 2 lata czuję się jak przedsiębiorca bez udziałów i najchętniej to przytuliłbym etat w korpo.

Od pół roku rozsyłam Cvki i 2 rozmowy. Jedna - totalne gówno jak się okazało na rozmowie. Druga - dobry hajs, dobra firma, na 3 etapie rekrutacji powiedzieli, że jednak ją zawieszają i nie zatrudnią nikogo xD. Żyćko. A mi psycha siada powoli już i się wypalam. Chociaż w 2 lata biznesowo naczyłem się tyle co korposzczur ważniak menago w 5.

Dodam, że zarabiam 5k. Szef umówił się porzy zatrudnieniu na premie na zasadzie wypracoiwania i utrzymania portfela. Potem stwierdził, że nie stać go na to i zmieniamy założenia. Potem znowu zmieniliśmy. Zrobił mi targety. Od razu zrealizowałem jeden na pełen jkurwie i do dziś mi wisi 1900 zł bo drugi opiekun dostał ten projekt i położył na maksa komunikację i typ nie chce płacić faktur w konsekwencji xD I tak już spłacił 1000 zł, bo wisiał mi 2900. Więc nawet nie robię targetów dalej, bo mi się nie chce, będę się tylko tyrać, że nie dostaję siana, pracuję na 40 % możliwości sprzedażowych, a i tak co miesiąc średnio 2 nowe umowy. Na mały zespół to często styka.

Ogólnie w tym roku dostaliśmy wypowiedzeń na kilkadziesiąt tysięcy umów abonamentowych, czyli -30k przychodu miesięcznie, ale oczywiście ja te dziury pozasypywałem nowymi umowami z nadwyżką i tak się bujamy xd


Fanatyk

w Hydepark

35piorunów

Gdzie Dyżurny nie może tam automatyka pośle. Piętnaście kilometrów jechać by stwierdzić że zwrotnica sie nie przekłada ze względu na popierdolony pomysł konserwacji rozjazdów co dwa tygodnie a nie codziennie jak było do tej pory, w dużym skrócie płytki slizgowe brudne i suche. Naped nie ma siły przełożyć iglic, urządzenia od strony srk działają poprawnie bo rozjazd nie daje kontroli.

Skończyło się na wpisie do e1758 o syfie na zwrotnicy i ze usterka nie dotyczy automatyki.

Jeszcze czekać na drogówke niech smarują

Ale na pocieszenie przynajmniej pogoda dobra i ptaszki śpiewają a niedaleko torow jest las akacjowy to ładnie pachnie.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Dyskusje

69piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 10 - kelnerka w arabskiej restauracji

2017

Po rozpoczęciu 5 semestru studiów od razu zaczęłam szukać jakieś pracy, padło na bycie kelnerka w restauracji z czymś co bym nazwała arabską kuchnia i możliwością zapalenia sobie Shishy.

Praca standardowo płatna, najniższa krajowa plus napiwki, oczywiście bez umowy xd Bardzo polubiłam ta pracę. Na prawdę był tam świetny klimat. Lokal miał cudownie przytulną atmosferę. Był mały ale i tak niestety nie wypełniał się klientami. Pamiętam taki dzień jak na mojej zmianie dosłownie nie było żadnego klienta, wtedy zdałam sobie sprawę, że długo tutaj niezagrzeje. Moje przypuszczenia się sprawdziły bo po 4 miesiące pracy, moja kierowniczka musiała mnie zwolnić bo nie miała kasy na wypłatę dla mnie. Parę miesięcy później lokal się całkowicie zamknął, a właściciel go sprzedał.

Prócz bycia kelnerką, byłam też barmanką i testerka Shishy xd więc nudy nie było. Co prawda w tygodniu prawie nigdy nic się nie działo, za to na weekend zdarzyło się całe obłożone niewielkiej sali.

Pracowałam z dwoma dziewczynami plus kierowniczką, która też kelnerowala. Były na prawdę spoko. Co prawda one lubiły sobie chlapać po zmianie na odchodnego, ja niestety nie i to też trochę sprawiało że nie do końca czułam się tam swoja. No ale były dla mnie dziewczyny bardzo miłe. Było mi też miło jak do tej restauracji ze względu na mnie przychodzili moi znajomi. Choć nie ukrywam dość zabawne było pokazanie się przed nimi w chuście na biodrach jakbym była tancerką z Bollywood xd.

Pierwszy raz też dowiedziałam się pracując tam co to jest "U-bot" w żargonie alkoholowym. Przychodził taki stały klient który zamawiał tylko to i potem zostawiał 10 zł napiwku. Nie wiele mówił, mam wrażenie że przychodził tam po prostu się odstresować i z nikim nie gadać. Byla też parka kolesi, przyjaciele jednej z kelnerek, którzy dość regularnie do niej przychodzili na zmianę "poplotkowac". Mieli dość stereotypowy humor "gejów" z komedii romantycznych, czyli bez wtrącenia co drugie słowo "kochanaaa!" by się nie obeszło. Też ich bardzo polubiłam, umilali czas na zmianie.

Niestety byli i też tacy stali klienci, którzy niespecjalnie dobrze się zachowywali. Była parka lasek, ktore po jednej akcji dostały zakaz wstępu do restauracji. Wraz ze znajomymi mocno się upiły robiąc hałas, który przeszkadzał innym gosciom. Prośby o uciszenie nie pomagały. W końcu jedna z lasek do swojej dziewczyny na cały głos wypaliła "ALE MI SIĘ R⁎⁎⁎AĆ CHCE" i poszły obie do kibla z którego dobiegały ich jęki.

Plusem tej pracy było to, że obiad był za darmo. Dla każdego pracownika, mimo to kiedyś zobaczyłam jak pani na zmywaku dojada resztki z talerzy po gościach. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro ponieważ była to dziewczyna zatrudniona dorywczo i widać było, że jest od czegoś uzależniona 😒 zresztą podoba sytuacja była w kolejnej restauracji w jakiej pracowałam.

Również fajne było, to że nie było tam rygoru na zasadzie udawaj, że pracujesz lub oczekuj na klientów na baczność przy wejściu. Jak nikogo nie było, a były to długie chwilę to uczyłam się do kolosów i tak szybko mijał tam czas.

Przyznam, że przykro, że te restauracja upadla, ale było to nieuniknione. Klienci głównie przychodzili zapalić Shishe nikt nie zamawiał za bardzo jedzenia. Kucharki były super, ale co z tego skoro płacono im głównie za czekanie na zamówienia, które często nie nadchodzily. Nie rozumiem czemu po prostu nie zrobiono z tego Shisha baru - jedynie z przekąskami i drinkami.

Najfajniejsze było bycie barmanką, tam czas leciał bardzo szybko, nalewanie piwa było naprawdę super, albo robienie drinków z przepisów. Fajne zajęcie, choć przyznam, że jakbym miała pracować tak cały czas na pełnych obrotach to raczej szybko dopadło by mnie wyczerpanie. Mam do tej pory blizne na dłoni od kufla który pękł mi w dloni podczas jego mycia, taka trwała pamiątka xd

Smaczkiem tej historii jest to, że tą restauracje kupiło jakieś zielone w gastronomii małżeństwo, które postanowilo zmienić coś w swoim życiu, wzięli kredycik i próbowali szczęścia w nowym dla nich biznesie. Jak się można domyśleć, skończyło się w rewolucjach Magdy Gessler, a potem splajtowali. Nie wiem co jest aktualnie w tym miejscu, ale pamiętam jak ostatni raz tamtędy przechodziłam to lokal był pusty. Dziwne niby rynek a jednak jakaś to miejsce nie przyciągalo ludzi i myślę że nawet nie chodziło o dobre jedzenie bo na samym rynku, mnóstwo jest restauracji średniej jakości, ale jakaś nie mogą się odpędzić od klientów, po prostu chyba poboczna uliczka nie jest wszystkim po drodze:)

Podsumowując: bardzo dobrze wspominam ta pracę. Kierowniczka super, nie wymyślała jakiś chorych zasad czy sztucznego rygoru byle pokazać kto jest wyżej, miała bardzo przyjacielskie podejście do pracowników.

Osobistość11piorunów

kurde balans czytam kolejne historie i się zastanawiam czy sam nie zacząć pisać, bo co prawda u mnie totalnie inna branża ale poziom po⁎⁎⁎⁎nych historii całkiem podobny xD

@Cori01 dobrze piszesz, fajnie się to czyta - wrzucaj więcej :*

Pokaż więcej komentarzy (7)

Osobistość

w Hydepark

92piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 9 - sprzedawczyni w monopolowym

Rok 2017

To jest najdłuższy post z tej serii:)

Po skończeniu praktyk zawodowych zostało mi jeszcze ponad dwa miesiące wolnego do rozpoczęcia kolejnego semestru. Postanowiłam, że spróbuję poszukać czegoś na ten czas w moim rodzinnym mieście, co było nielada wyzwaniem, więc padło na... Sklep monopolowy, tętniące etanolem serce mojej małej ojczyzny.

Już kiedyś pisalam post o tej pracy skupiając się na jednym wątku, tutaj opiszę wszystko co pamiętam. Zacznę od tego, że żeby dostać tą pracę musiałam nakłamać, że nie studiuje i że to moja praca marzeń, która chce mieć. Głupio mi, że musiałam kłamać i kierowniczka miała nadzieję, że zostanie ktoś na dłużej, ale cóż każdy orze jak może.

Czy kiedykolwiek sądziłam, że praca w sklepie monopolowym będzie najważniejszą dla mnie lekcja życiową, da mi najwięcej wiedzy o społeczeństwie i pozwoli mi zrozumieć czym jest życie i dokąd zmierzamy? A co najważniejsze wyciągnie mnie z depresji..- wysmialabym osobę która by mi to powiedziała, a właśnie tak było.

Zacznę od tego, że fajne miałam współpracownicę. Kierowniczka była specyficzna, ale miła i wyrozumiała. Oprócz niej były jeszcze dwie pracownice - jedna stała, druga dorywczo na weekendy. Też dobrze się z nimi pracowało, zero spin i złośliwości z ich strony.

Praca była zmianowa, od 6-14 i druga zmiana od 14-23. Druga zmiana zazwyczaj była obsadzona przez dwie osoby. Zarobki oczywiście najnizsza krajowa i umowa zlecenie - nie ważne jak długo pracujesz UoP miała tylko kierowniczka.

Czułam się w tym sklepie jak główny bohater filmu "Sprzedawcy" Kevina Smitha. Czarny humor pełna parą no i dużo refleksji. No i też byli odpwiednicy Jaya i cichego Boba. Zaczynając pracę z rana oczywiście już z niecierpliwością stała pod nim kolejka po polskie śniadanie - Monkey i Palmale. Nie sądziłam, że zjawisko jest tak duże, że niektórzy ludzie nie są w stanie zacząć pracy bez alkoholu. Jednak mając już swoją wiedzę jak wygląda życie zawodowe w Polsce, wcale mnie to nie dziwi. Po pierwszej fali stałych klientów, przychodził czas na dokładnie towaru, przyjmowanie towaru, rozkładanie go itp. takie 2-3h chillu, na spokojnie robiło się swoje, do południa nie było za bardzo klientów.

No ale aż do długiej przerwy w pobliskim liceum i kupowania fajek i energoli przez nastolatków. Energole były wtedy dostępne dla każdego, ale przy sprzedaży fajek pilnowałam pokazywanie dowodu. Nie chodzi o to, że mnie martwiło zdrowie tych dzieciaków, bo wiem że jak chcą to i tak kupią i panowie menele chętnie w tym pomagali. Bałam się mandatu 500 zł.

Była jednak przykra sytuacja dla mnie coś co dało mi trochę odpowiedź dlaczego ludzie tacy są dla siebie nawzajem, zwłaszcza na szczeblu zawodowym - każdy chce czuć się lepszy.

Chodziło o sytuację gdzie odmówiłam, jednemu nastolatkowi sprzedaży fajek, po tym jak pokazał mi żałośnie podrobioną legitymację (już pomijam fakt, że legitymacja to sobie może wiadomo co xd). Jak zobaczyłam wydrapaną ostatnia liczbę rocznika i napisaną innym długopisem tak żeby wyglądało że jest 18+ to mu powiedziałam "nieno chłopie na legitymację to ja ci nie sprzedam, po za tym nie pokazuj tego nikomu, bo gorzej podrobić to się jej nie dało" ten się na to obrazil i ni z gruchy ni pietruchy wywalil do mnie "jak byś się lepiej uczyła to byś tutaj nie wylądowała" - powiedziałam mu coś w stylu "mam nadzieję, że tobie fajki pomagają w nauce". Zrobiło mi się przykro, nie dlatego, że mnie obraził bo przecież byłam na studiach więc coś tam się dobrze uczylam, ale że właśnie przez to, że popatrzył na pracownika sklepu z góry jakby to był ktoś na kogo można napluć bo "zasłużył" na swoje miejsce, jakby byl podludziem...

Nie ukrywam czasem było mi wstyd że pracuje w monopolowym, zwłaszcza, że na weekendy przychodzili do sklepu znajomi ze szkoły i przełamanie wstydu to był dla mnie krok milowy w poczuciu pewności siebie, bo serio gdyby nie wyzysk pracowników przez właściciela sieciowki byłaby to spoko praca, ciągle się coś działo i gdybym pracowała tam rok to byłby to świetny materiał na książkę o alkoholizmie właśnie z punktu widzenia sprzedawcy.

Pamiętam jak stała przy mnie kierowniczka i przyszedł mój były dobry znajomy z gimnazjum i czasów liceum i powiedział "ooo Cori jak tam studia" ja do niego z wymownym wzrokiem "coo jakie studia?" Serio bałam się że mnie zwolnią za to, że studiuje i nie przepracuje tam nawet 2 miesięcy xd

W jakiś weekendzik, przyszedł Pan woźny że szkoły że swoją żoną, kiedy mnie rozpoznał powiedział "Cori jak to tak tutaj wylądowałas, uciekaj stąd bo szkoda ciebie na taką pracę.. " pamiętał mnie bo zawsze zostawiałam u niego rower jak jeździłam do szkoły. Mówiłam że jest dobrze żeby się nie martwił, a ten dalej, że się marnuje w tym sklepie xd

Dla umilenia sobie czasu uwielbiałam trollowac nastolatków. Najbardziej było to zabawne jak ze wstydem kupowali prezerwatywy ja jeszcze bardziej to podkrecalam mówiąc na przykład głośno "JAKIE PREZERWATYWY? " Tam żeby wszyscy w sklepie usłyszeli, albo kiedyś przyszła taka zestresowana parka ok 16-17 lat kupili sobie masę chipsów i napojów a na końcu wzięli gumki. Laska poprosiła o nie szeptem bo za nią stała kolejka ludzi. Wszystko od razu zapakowała do torby. Więc uznałam że też ja strolluje i powiedziałam że muszę wszystko jeszcze raz skasować bo mi się nie nabiło. "No i gumki też jeszcze muszę skasować" - biedna zrobiła się czerwona jak burak xd ogólnie kupowanie gumek to zawsze coś ludzie odwalali jak nie jeden typ ok 17 lat przyszedł bez koszulki (mieszkał obok) krzyknął do mnie "kurde lasce chce się r⁎⁎⁎ać, no i muszę kupić gumki, zachciało się jej..." Albo jakiś dziad ok 50 lat stał i pół godziny się zastanawiał czy wziąć gumki o smaku bananowym czy truskawkowym. Mówiłam mu żeby wziął oba pudełka a ten nie i dalej stał i się zastanawiał.

Ciekawymi klientami były też młode laski próbujące się skontaktować ze swoimi misiaczkami odsiadujacymi niesłuszny wyrok. Nawet nie wiedziałam, że do więzienia trzeba dzwonić ze specjalnej ścięci bo z innej się nie da, więc kupowały regularnie doładowania. Zawsze się zastanawiałam jak to jest, że tak młode i ładne dziewczyny są z kryminalistami.

Palenie i picie w ciąży? Też się przestawało mnie dziwić. Pamiętam laska w zaawansowanej ciąży chciała kupić sztangę fajek, powiedziałam jej że nawet jak to nie dla niej to sumienie nie pozwala mi jej tego sprzedać. Ale to był też wniosek do którego doszłam - nie moje sumienie i moralizowanie kogoś to coś z czego powinnam się wyleczyć.

Była taka kobieta która również dobrze mogła mieć 40 jak 80 lat, kurde ciężko było powiedzieć niby była w ciąży więc musiała być płodna z drugiej strony wyglądała serio na min 60 lat. Bez zębów, siwe włosy, wysuszona. Codziennie kupowała jedna puszkę Pepsi, ale o specyficznej pojemności, taka która była wielkości zwykłej puszki piwa. To się chwaliło, że na czas ciąży zrezygnowała z picia z drugiej ta Pepsi chyba też nie za specjalnie służyła dziecku...widziałam ją potem z tym dzieciaczkiem, nie wyglądał na zaniedbanego czy coś. To mnie nauczyło, że rozdzimy się mając nierówne szanse, co taki dzieciaczek miał do wyboru. Sam chciał się rozwijać w komorze gazowej czy być karmiony etanolem... A ćpaniu już nie wspominając:(

Ogólnie kobiety związane z alkoholem miały gorzej od mężczyzn alkoholików, bo to one dostawały od nich dodatkowo w pi⁎⁎⁎ol. Była taka pani ok 50 + regularnie z limem pod okiem. Raz przyszła całkowicie rozebrana do sklepu okryta jedynie sweterkiem, pobita - poprosiła o czteropak kuflowego. Nie wiedziałam jak zareagować, więc pozostałam bierna... Zapytałam tylko czy wszystko w porządku, ale nie dostałam odpowiedzi jedynie wymowny wzrok "c⁎⁎j cię to obchodzi" .

Była też kobieta, elegancka, po 30 która kupowała jakiś lepszy alkohol i chodziła z nieudolnie zamaskowanym limem pod okiem i ciemnymi okularami, widać jak się tego wstydziła.

Zabawnie podchodziła do alkoholizmu pracownica jednego z salonów sieci komórkowej - mówiła, że dla niej zawszę jest piateczek, kupując przy tym wódkę. Przyznam że ja nie wiem jak pijąc wódkę prawie codziennie można wstać do pracy i iść do niej, jak gdyby nigdy nic, mnie by pozamiatało, no ale wiem kwestia przyzwyczajenia do tego organizmu.

Była też taka babka co była bardzo zaniedbana, a mimo to zawsze miała na sobie ciągle nowe markowe ubrania. Myślę że nie tylko piła ale też i ćpała, nie wiem jak było ją stać na takie ciuszki, zwłaszcza że wyraźnie brakowało jej piątek klepki.

Najbardziej było mi szkoda kobiety po 50tce - miała zaawansowana łuszczyce. Jest to choroba autoimmunologiczna, więc Alkohol przy niej jest surowo przeciwwskazany. Nie będę ukrywać jej skóra dosłownie się sypala. Wiele osób nie rozumiało, że nie jest zaraźliwe i przez to czyli wstręt:((( z plotek wiem, że kobieta miała bardzo trudne życie, po⁎⁎⁎⁎ny mąż, który podobno zamykał ja w piwnicy... A pochodzili z bogatego "dobrego" domu.

Były jednak dwie specyficzne klientki, które się wyróżniały jeszcze bardziej w swoim specyficznym gronie innych Pań. Jedna z nich realnie mnie wkurwiala, miałam ochotę jej wy⁎⁎⁎ać, żeby przemówić jej do rozsądku. Miała syna którego woziła w spacerówce ok 3-4 lata i w dzień w dzień kupowała kilka czteropakow piwa i fajki, używając wózka jako transportera dla ciężkich puszek. Raz była sytuacja że dzieciak był bardzo wpatrzony w lizaka za 1zl poprosił go o to mamę, a ona do niego "nie, nie, nie mamusia nie ma pieniędzy", jak mnie wtedy roznosilo, oczywiście dałam temu biednemu dzieciakowi tego lizaka, ale najchętniej jej bym zabrała tego chłopca. Koleżanką - ta która pracowała dorywczo, powiedziała mi, że to laska która jest uzależniona od cpania i że raz już jej zabrali dziecko. Ogólnie ta koleżanka była totalnie street smart, wiedziała prawie wszystko o wszystkich, chodzące kompendium wiedzy o moim mieście.

Streetsmart, też miała swój ciekawy epizod, raz do sklepu przyszła moja znajoma z liceum. Lubiłam ja, ale no cóż była dość specyficzna i często chamska i bezposrednia. Jak ją zobaczyłam to, bardzo delikatnie mówiąc przytyło jej się. Kiedy wyszła ta koleżanka, to Streetsmart powiedziała: "widzisz, a ta cała szkole się ze mnie nabijała, że jestem gruba, a sama jak teraz wygląda" można by rzec, że karma w tym przypadku się nie obijała.

Wracając do Pań alkoholiczek, ciekawym kwiatkiem była hmm babka o dość męskiej aparycji. Bardzo też agresywna. Ba kiedyś mnie pobiła jak byłam w liceum bo myślała, że jak sobie żartowałam z jakimś ziomkiem wracając do domu to, że się nabijam z niej, a ja tylko podchwycilam piosenkę którą śpiewała i też zaczęłam ją z tym typem śpiewać - byliśmy lekko podchmieleni. Ona uznała, że to obraza jej majestatu i że mnie pobije. Zataatkowala mnie i przytrzymała przy ścianie budynku i uderzyła mnie w twarz pięścią, poprosiłam typa o pomoc, a on tylko stał i się patrzył, kopnęłam ja w piszczel i uciekłam, a ona przy tym wyrwała mi torebkę po jakimś czasie napisała do mnie znajoma, że znalazła moja torebkę bo była tam moja legitymacja i dostałam ją spowrtem. Oprócz owłosionej mojej szczotki i legitymacji nic więcej tam nie było więc nie bałam się, że nigdy jej nie odzyskam, a jednak odzyskałam xd.

Wracając do sklepu ona oczywiście mnie nie poznała, ja jak najbardziej i bałam się jej cholernie. Zwłaszcza, że mówiła w taki agresywny sposób. Od koleżanki z pracy dowiedziałam się, że jedna sprzedawczynie znielubila tak, że czekała na nia na zakończenie zmiany i rzucała w nią butelkami po piwie. Ogólnie ta praca była niebezpieczna i już za to powinien być dodatek do wypłaty, ale to swoją drogą ...

Oprócz powyżej opisanej kobiety nie było agresorów, jedynie smutnie przegrywający z uzależnieniem menele, którzy byli mili dla mnie i było mi ich po prostu szkoła. Najbardziej przegrywający był Pan o kulach, często u nas kradł, no ale nie było co z tym zrobić oprócz nie wpuszczania go do sklepu. Ale ten i tak błagał żeby go wpuścić i na raty oddawal za ukradzione piwa. Raz otwierając sklep zastałam go śpiącego w progu, musiałam go przeskoczyć bo nie dało się go dobudzić. Najbardziej po⁎⁎⁎⁎ne było to jak raz samochód go potrącił zaraz przy sklepie, było słychać pisk opon i za chwilę do sklepu wszedł Pan menel z połamaną kulą i cała zakrwawioną twarzą, chciał kupić Halnego. Ja otepiala podaje mu te piwo ale jak zobaczyłam, że podaje mi z kieszeni zakrwiaone monety. Nakrzyczałam na niego, że ma iść na pogotowie i ja tych brudnych pieniędzy nie wezmę. Później przyjechała karetka. Nie wiem jak długo jeszcze pożył ale na pewno przez rok to jeszcze widziałam jak bywałam w mieście. Nie przepadałam za nim. To był jedyny gość po którym trzeba było spryskać sklep muchozolem jak wychodził, no ale nie oceniam. Nigdy nie wiemy jaka była przyczyna jego upadku.

Drugi był panem Pomidorem i z twarzy, czerwonej bardziej od Vinetu i z tego powodu, że przynosił pracownicom sklepu, pomidory, ze swojego ogródka. Był bardzo miły, ale z tego co wiem umarł niedługo później na zawał. Szkoda chłopa choć to był ciężki stan... często w pełnym słońcu spał na ławce.

Cichy Bob i Jay - był taki typ o specyficznej ksywie, ale dla anonimowości nazwę go Jay. Cwaniaczek i śmieszek. Lubiłam jak przychodził do sklepu bo zawsze rozśmieszał mnie ciętym żartem. Do dziś pamiętam jak mnie zjechał i zaczęłam się z tego głośno śmiać. coś w rodzaju "oj Cori Cori gdzie twój Pan Cor" ja do niego, "że gdybym zostawiała 1zl za każdym razem kiedy to słyszę..." A on "to byś miała 1zl xd". Raz chciał się przejechać się na moim rowerze i się elegancko wy⁎⁎⁎⁎⁎olil bo nie powiedziałam mu, że ma on blokade na tylne koło xd pamiętam jak do babki kupujacej cały zapas alkoholu walnął "Cooo 500 plus przyszło" a ta babka "A no coś długo na nie czekałam". Miał też swojego cichego Boba, który chodził z nim czasami do sklepu, ale nie wiele mówił więc ledwo go pamiętam.

Rozbrajalo mnie to, że niektórzy bardzo wstydzili się pokazać że piją, więc na zmianę chodzili do kilku różnych monopolowych, żeby nie wyszło, że tyle piją.

Było też dwóch nierozłącznych kumpli, którzy najbardziej mnie rozczulali, pracowali gdzieś razem, razem też pili i razem też kilkukrotnie próbowali razem rzucić picie. Po tygodniu niepicia i tak wracali, i potem znów. Raz jeden z nich przyszedł i powiedział "Cori ja już dwa tygodnie nie pije" miał uśmiech na twarzy. Powiedziałam mu, że jak nie będzie pił przez X miesięcy to kupie mu czekoladę. Wiedziałam, że nie będę tam długo pracować ale jakbym go spotkała to zapytałabym jak sprawy idą. Zapytałam mojej street smart koleżanki co z tym menelem co wygląda jakby menelem był od nie dawna. Ona powiedziała że podobno żona zabrała dzieci i wyjechała nie wiadomo gdzie i nie ma z nimi kontaktu to się chłop rozpił - może jest w tym ziarno prawdy, ale wiadomo nie jest nic czarno-białe. Później się dowiedziałam, że jakieś 2 lata po skończeniu tam pracy. Zapaliła się melina w której spali. Pożar wybuchł od niedopałku papierosa, oboje zgineli... Po każdej próbie rzucania picia, najpierw kupowali lekki alkohol, jakiegoś żubra czy coś, a potem z dnia na dzień coraz bardziej śmieciowy. Kończąc na jakiś beczułkach o smaku leśnych owoców. Po prostu czuło się że raczej to już przegrana sprawa, choć dalej im kibicowałam:(

Dziwne zderzenie ze smutkiem tego świata miałam w przypadku mojego rówieśnika, którego znałam z gimnazjum. Fajny charyzmatyczny chłopak z talentem muzycznym. Całkiem bystry w gatce - tak go zapamiętałam. Jednak jak go zobaczyłam jako klienta sklepu doznałam szoku. Zachowywał się jak ktoś kto ma hmm nieobrazajac go, pewien rodzaj zacofania. Miał problem z komunikacją i jakby rozum 7 latka. Pytałam innych co się z nim stało. Plotki mówiły że odwaliło mu po narkotykach. Ja mam podejrzenia, że może to była jakaś choroba genetyczna, która ujawniła się z wiekiem. Eh jak go znałam to był całkowicie normalny nastolatek 😒

Inny przypadek mojego znajomego, który był dość introwertyczny za czasów szkolnych, starszy ode mnie o rok. Zakompleksiony... Niestety z tego co zrozumiałam od jego ojca ujawniła się u niego schizofrenia. Widziałam już wcześniej, że coś z nim nie tak. Mówił sam do siebie i był jakby nieobecny. Kupował codziennie energola i fajki. Pewnego dnia przyszedł jego ojciec i się zapytał czy bywa tu chłopak o imieniu X. Powiedziałam, że tak. Ojciec wyjaśnił że chłopak nie chce się leczyć i ukradł jego matce kartę do bankomatu i wydał z niej prawie wszystkie pieniądze... Widać ojciec był zadbany i dobrze sytuowany. Niestety zrezygnowany co do syna. Bardzo mi było dziwnie z tym, że ktoś kogo znałam parę lat wcześniej, odpłynął przez chorobę:((

Najgorsze w tym wszystkim były weekendy nie kończące się kolejki po alkohol, głównie młodzi ludzie i to było właśnie przytłaczające, że jedyną atrakcją w mieście było właśnie picie... Widziałam też jak ten alkoholizm był zaawansowany u ludzi młodszych ode mnie. Opierdalam brata mojej koleżanki z podstawówki za chlanie. Był młodszy ode mnie o trzy lata, a już miał przepity głos i spuchniętą twarz. Jak jednak wspomniałam moralizowanie kogoś nie ma sensu...jeżeli ktoś sam nie chce pomocy, na siłę jej nikomu nie wciśniesz

Była też młoda nastolatka, która rzucała na blat grubym hajsem. Dziwiłam się skąd ma tyle hajsu, raz powiedziała coś do koleżanki z którą była, że mama jej dała pieniądze. Jak wyszła street smart koleżanka powiedziała, że ta laska jest z domu dziecka i dziwne żeby dostała hajs od mamy. Cóż miałam pewne podejrzenia skąd może je mieć :(...

Też raz jeden miejski mafiozo płacił za alkohol wyciągając z kieszeni masę kasy i rzucając stówkę na blat jak śmieciem potem ostentacyjnie schował plik banknotów do kieszeni jakby to byly papierki po cukierkach.

No to teraz przejdę do większej patologii od panow meneli, który zasługują na pewno na większy szacunek niz pan i władca, czyli właściciel sieci sklepów. K⁎⁎wa jak mnie to boli, że byznesmeni wykorzystują małe miasteczko i wiedza, że ludzie są w nich zdesperowani jeżeli chodzi o pracę i j⁎⁎ia ich na hajs ile wlezie. Nie dość że nie było tam UoP, żadnych premii, jedynie sztuczne motywowanie pracowników do sprzedaży promocyjnych produktów, że za wygraną była jakaś kasa. Tyle, że zawsze wygrwal sklep z miasta powiatowego xd dodatkowo jak jakiś produkt się przeterminował to trzeba było płacić za te produkty z własnej kieszeni xd czujecie to? - produkt się nie sprzedał bo nikt go nie chciał, a sprzedawca musiał za to zapłacić. Jak powiedziałam do kierowniczki, że to po⁎⁎⁎⁎ne to mi powiedziała "nie no, rzadko się to zdarza, no ale my i tak potem to pijemy" - przeterminowaly się głównie piwa kraftowe, które były "zbyt dobre" na tutejsze podniebienia... Cóż do tej pory czuję żenade, że dałam się w to wkręcić i kupić przeterminowane piwa xd ale coz mówiłam sobie "to tylko dwa miesiące".

Kompletnie też nie rozumiem braku dbania o komfort pracownika. Krzesło w pracy?? Pfff chyba snicie. Było wiele godzin, gdzie nic się nie działo w sklepie, wszystko było ogarnięte, a jak chciało się usiąść to nie było gdzie. Nawet jeść trzeba było na stojąco albo siedząc na karcie piwa. Eh j⁎⁎ać prądem takich doropkowiczow...

Prace zakończyłam też kłamstwem, powiedziałam, że wyjeżdżam do pracy za granicę, było mi głupio bo już się dogadywaliśmy kto będzie pracował na święta... Kierowniczka powiedziała, że szkoda i życzyła mi powodzenia.

Podsumowując: praca dała mi w cholerę dużo mądrości życiowej, czuję, że weszłam po niej na wyższy lvl świadomości xd a tak na serio to na prawdę bardzo się cieszę że miałam okazję poznać tych wszystkich ludzi, zobaczyć jak wygląda jakiś wycinek społeczeństwa, o którym wcześniej nie miałam zielonego pojęcia. Smutno mi tylko trochę, że i tak o niektórych historiach po prostu już zapomniałam, a było ich więcej, żałuję że nie spisałam tego wcześniej...

GURU3piorunów

@Cori01 jprd jaki dołujący wpis. Dawno to było?

Już wiem! Wmówię sobie że to wszystko zmyśliłaś bo się ćwiczysz w pisarstwie! Ha-ha!

Ale jakim cudem to ci pomogło wyjść z depresji?

Autorytet7piorunów

@Cori01 Ale z tymi gumkami to było niefajne, wiesz? W Polsce seks to generalnie temat tabu i dla wielu ludzi takie zakupy to jednak jest stres i wyzwanie, a przez to twoje traumatyzowanie będą potem mieli spinę i zamiast kupować w sklepie zaryzykują jechanie bez gumy. A potem różne choroby, ciąże i takie tam. Nieładnie. :large_yellow_square:

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja choć tam też dostaniesz pytanie "jakim rodzajem pizzy jesteś?".
Na staż do HR gdzie w ogłoszeniu w wymaganiach było: chęć rozwoju w HR, znajomość Excel. Obowiązki: wsparcie przy przy rekrutacjach, obserwowanie ich. Babka zadawała pytania z zatrudniania cudzoziemców, odpowiedzi nie wiedziałem. Do tego "skąd pomysł na HR bo większość to kobiety?"
Kursy HR kadry i płace 4k kosztuje, zatrudnianie cudzoziemców 2k

Tutaj coś innego, ale przynajmniej informacja bo tak zawsze "na każdym etapie jest informacja zwrotna" a potem nic.Problemem też jest, że rekrutują kobiety a dla nich jestem tylko desperatem, incelem i nazistą.

Gruba ryba3piorunów

@Dudleus

Nie wiem co trzeba zrobić by załapać się gdzieś indziej niż magazyn/produkcja

trzeba umie robic coś innego. przedsiębiorcy w polsce nadal nie chcą inwestowac w szolenia dla pracownikow. nic nie umiesz -> dostajesz pracę niewymagającą kwalifikacji

Gruba ryba1piorunów

@Dudleus

a dla nich jestem

Dla nich jesteś losowym typkiem co przyszedł, nie był pewny siebie i nie potrafił się dobrze sprzedać w rekrutacji kierunku gdzie w większości przychodzą babki liczące na łatwą robotę. Serio myślisz, że każdy na dzień dobry sobie od razu wymyśla jakieś 200 epitetów o twojej osobie? Jakby każdy tak sobie rozmyślał to oni by tej rekrutacji nie przeprowadzili przez rok do końca. Jest naprawdę mało ludzi w różnego rodzaju firmach czy generalnie, którzy są w stanie wynieść jakieś daleko wiążące wnioski nt. twojej osoby. To nie są psychiatrzy.

Jedyną osobą, która ci wymyśla "-celów" i "-zistów" jesteś tutaj ty. A skoro sobie dopowiedziałeś w głowie ich interpretację twojej osoby to przychodząc na rekrutację w takim nastawieniu nic lepszego nie osiągniesz.

I co znamienne w takich przypadkach - jest całkiem prawdopodobne, że nie znasz i nie rozumiesz samego siebie. Stąd pierdolisz nazywając się tytułami, które mają cię poniżyć i zredukować. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu to robisz? Bo jest to za⁎⁎⁎⁎ście fajne pytanie. Można dojść do ciekawych wniosków.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

Krótka ankieta

Dostajecie za zadanie przeczytać ustawę/rozporzadzenie/jakies gowno Unijne i wypisać obowiązki firmy wynikające z przepisu, czytacie całość sami i sami szukacie czy używacie AI żeby wam streściło/znalazlo co czego szukacie?

Taki mam głupi dylemat moralny, bo u mnie w pracy wszyscy z tych AI korzystają a ja byłem inaczej nauczony.

AI w pracy do streszczania długich tekstów?

  • Czystam samodzielnie i samemu streszczam24% (28 głosów)
  • Czytam samodzielnie a AI formułuje wnioski12% (14 głosów)
  • AI streszcza ale wnioski pisze samemu25% (29 głosów)
  • Uzywam AI do streszczenia i tworzenia wniosków bez sprawdzania10% (12 głosów)
  • OP to część rowerowa30% (35 głosów)

118 głosów

Fanatyk3piorunów

Co jak co, ale AI jest wybitne jeśli chodzi o streszczanie tekstu. Narzędzie 9,9999/10. Takie rzeczy można było robić maszynowo ponad 10 lat temu.

Tylko nie że pytasz w prompcie o co chodzi w dyrektywie 69.420.2137 tylko wklejasz tekst/dajesz plik i każesz streścić/przekształcić jakoś

Ale sprawdź czy nie ma halucynów xd

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Hydepark

23piorunów

Przypomniał mi się wczorajszy artykuł wrzucony przez @bojowonastawionaowca o tym, że w Chinach ogłoszenie o pracę dla pasterza stało się aż tak popularne.

https://www.hejto.pl/wpis/ogloszenie-o-prace-poszukujace-pasterza-owiec-hitem-chinskiego-internetu-ponad-7

Ja właściwie kiedyś zdecydowałem się na coś podobnego. Po studiach w Polsce dostałem pracę jako inżynier w dużej, znanej korpo firmie. Taki klasyk: litry kawy codziennie i stres zaczynający się już w sobotę po południu, że zaraz znowu poniedziałek i powrót do pracy.

Mój kierownik wypijał sporo kawy dziennie i był tak zestresowany, że kiedy dzwonił telefon, aż trzęsły mu się ręce. Miałem wrażenie, że mnie też zaczyna dopadać coś podobnego przez nadmiar obowiązków, ciśnienie na wyniki, nieoczekiwane bezpłatne nadgodziny i ciągły brak czasu.

W końcu powiedziałem dość. Miałem kontakt do ziomka, który zatrudniał ludzi na farmach gdzieś na norweskiej dziczy, więc rzuciłem wszystko i wyjechałem.

Pamiętam, że po pierwszym dniu pracy przy krowach zatrzymałem się w drodze powrotnej przy szumiącej górskiej rzece między dwoma górkami i po prostu głęboko odetchnąłem. Praca była brudna i śmierdząca, ale byłem naprawdę szczęśliwy, robiąc coś tak spokojnego i bezstresowego wśród górskich krajobrazów.

Co prawda pracowałem tam tylko kilka miesięcy, zanim znalazłem coś innego, ale i tak była to ogromna ulga po stresie życia w Polsce.

Dobrze że byłem wtedy młody i głupi bo teraz bym się na coś takiego chyba nie zdecydował :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Koneser

w Biznes

18piorunów

Proponują wysokie zarobki i dużo miejsc pracy. Ta branża jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się w Polsce

Po latach posuchy sektor kosmiczny znów przeżywa ożywienie. Rozbudowa systemów i nowoczesnych technologii wymaga ogromnych pieniędzy, nakładów pracy i doświadczonych specjalistów, którzy będą mogli sprostać wymaganiom, które stawia przed nimi branża. kosmos #praca

Osobistość

w Hydepark

157piorunów

Żona wyłapała że w jej korpo jedna z koleżanek zgarnia najlepsze tematy dla siebie i nie dzieli się po równo z innymi co należy do jej obowiązków. Oddaje same śmieci a najlepsze kąski przytula sobie z czego ma nie małą prowizje. Do tego ukrywa to we wszystkich statystykach żeby nikt tego nie wyłapał.  Problem w tym że jak żona wrzuciła to na tapetę to jej kierownik mocno na nią siadł i poblokował jej dostępy żeby nie mogła nic podejrzeć. Prawdopodobnie ma odpaloną działkę z tych tematów. Sprawa jest mocno rozgłosniona i jutro będzie rozmowa z dyrektorem. Wiem że są mocno przygotowani i będą chcieli dojechać żonę. Usłyszała od osób trzecich że może to się skończyć sądem za pomówienia. Na szczęście ma udokumentowane dysproporcje i ukrywanie tego, wiec luz. Czuję że jak ją przycisnął to powie żeby sie walili i rzuci papierami. Nie wiem jak mogę jej pomóc sie bronić. Jakieś pomysły?

Gruba ryba3piorunów

@K44 ja ze swojego doświadczenia powiem tak:

świata nie naprawi, najlepiej to przygotować sobie kwity, Udokumentować różnice w wynagrodzeniu, ogarnąć sobie inna robotę, a obecną podać do sądu (koniecznie dobry adwokat) - pozwać o zwrot niewypłaconej prowizji

Opcja nr 2

Nie rzucać papierami, czekać na ruch pracodawcy aż zwolnią sami

Wówczas jak wyżej tj prawnik i pozwać tylko nie o kasę a o przywrócenie do pracy i wówczas zaczyna się zabawa :smiley:

Przerabiałem oba tematy i oba "do przodu"

1) prawie 40k z odsetkami ale czas trwania 3 lata

2) ugoda na 18k ale czas tylko 4 miesiące

Autorytet0piorunów

@K44 praca Twojej żony to nie Twoja praca. Wesprzyj ją jak możesz, ale ostatecznie to jej działka. Większe firmy mają anonimowe metody raportowania różnych problemów i nieścisłości "whistleblowing", więc to zawsze może być opcja.

Pokaż więcej komentarzy (67)

Osobistość

w Dyskusje

53piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 8 - praktyki w stacji uzdatniania wody

Rok 2017

Po pożegnaniu się z pracą w sieciowce w galerii, nie szukałam kolejnej pracy dorywczej, uznałam, że to bezsensu skoro i tak wszystko mnie męczyło na tamten moment. Na dodatek moje oceny na studiach zaczęły wyglądać słabo, prawie same 3. Drugi rok studiów to też był dla mnie kryzys co do tego czy na pewno warto było iść na Mikrobiologie.

Po drugim roku studiów musieliśmy obowiązkowo odbyć praktyki i szukanie ich to był koszmar - wszędzie odmowy. Dostałam jednak zgodę na praktyki w mojej wymarzonej firmie która zajmowała się produkcją biocelulozy. Niestety jak doszłam do wniosku że bez auta nie będę wstanie tam dojeżdżać plus to było po drugiej stronie Polski to się poddałam.

Dostałam zgodę na praktyki w oczyszczalni ścieków w mieście wojewódzkim najbliżej położonym mojego domu rodzinnego. Dojazd codziennie to było 1,5h więc nie tak źle.

Dostałam przydział do działu uzdatnia wody i moje obowiązki były super, dokładnie to czego się uczyłam na studiach. Robienie podłoży mikrobiologicznych, posiewy, liczenie bakterii, obsługiwanie wirówek i inne takie zabawy w małego naukowca. Praca była na max 4h dziennie no ale trzeba było siedziec 8h więc w między czasie czytałam sobie książki lub plotkowałam ze stałą pracownicą. Oprócz niej była jeszcze starsza Pani, która średnio się dogadywała z tą młodsza. Jedna chciała robić wszystko oldschoolowo, zeszyty notesy i inne takie a młoda chciała używać komputerów i nie mogły się przez to dogadać. Takie papierowe problemy, ale też pracowały na różnych zmianach więc się głównie mijały. Więcej niż jedną osobą nie była potrzebna na zmianie.

Generalnie praca idealna dla introwetyka, cisza, spokój i jedynie przyjemny szum maszyn w tle, a w między czasie bawisz się w probówki. W tej pracy był tylko jeden mankament zarobki to najniższa krajowa plus stażowe. Dla młodej pracownicy było to git bo miała męża chirurga więc na brak hajsu raczej nie narzekała. A tak miała swoje zajęcie, a za wypłatę mogła sobie kupić waciki. Jednak dla kogoś kto nie ma odziedziczonego majątku ta praca to skazanie się na wegetację.

Praktyki trwały 3 tygodnie i podobały się dla mnie, nie mam uwag ani żadnych dram. Smutne jedyne było to, że ta młoda pracownica mówiła że i tak bardzo trudno było dostać tam pracę i długo się naczekala na ten etat. No cóż dlatego też znam tylko jedną osobę z mojego kierunku która pracuje w zawodzie...

Fanatyk2piorunów

@Cori01 myślę, że jakbyś się dostała do Warszawy na praktyki, to byłoby ciekawiej, bo prócz tego jeszcze dochodzą... małże ;)
https://www.youtube.com/watch?v=i0RkEs3Xwf0

Niemniej jestem dość w szoku w ilu zawodach i ilu zajęć się parałaś w tak młodym wieku (jak na ten portal) patrząc na studia + 2017, czyli podobnie jak ja.

Is Poland's tap water really protected by clams?Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Pracbaza

0piorunów

Super plan xD

https://www.reddit.com/r/praca/comments/1toz22g/zwolnienie_si%C4%99_z_dnia_na_dzie%C5%84/

Autorytet6piorunów

@Deykun co za typ. ALE - parę lat temu w pracy spotkałem takiego kolesia, który nawet odwalił takie coś, chciał iść na L4 albo nawet poszedł i chciał zacząć pracę w nowym miejscu. Pierwszy raz widziałem by kobieta z HR przyszła do nas na piętro i głośno komentowała stan umysłu tego kolesia

Pokaż więcej komentarzy (8)

Autorytet

w Hydepark

154piorunów

Też się podzielę moją pierwszą pracą po emigracji do UK. Jak to mawiają "swoje trzeba odjebać" - jedni idą do magazynów, inni na zmywak, jeszcze inni sprzątać. A ja rozładowywałem ciężarówki Czerwonego Krzyża z datkami. Praca jak praca, ktoś musi zrobić, jakieś 95% ludzi to Polacy. Dużo noszenia czasem ciężkich rzeczy, ale to nie było najgorsze. Najgorsze było to, co ludzie wrzucali do paczek dla CK. Noże, skalpele, strzykawki z igłami, potłuczone butelki, zużyte pieluchy czy tampony, to była norma. Musieliśmy zakładać takie specjalne, grube rękawice ochronne i maski na twarz. Byłem tam z tydzień i któregoś dnia podszedł do nas angielski team leader czy ktoś tam wyżej i zacząłem z nim sobie gadać na luźno przez jakieś 30 minut. Facet poszedł dalej, wróciłem do chłopaków, a oni patrzą się na mnie z niedowierzaniem:

- Znasz angielski?
- Znam.
- To co ty k⁎⁎wa tutaj robisz?

Trochę się pośmiałem, ale w głowie zadomowiła się myśl "co ja k⁎⁎wa tutaj robię?". Porobiłem jeszcze z godzinę, zostało tylko pół ostatniej ciężarówki do zrobienia, zapytałem chłopaków czy sobie dadzą radę ("tak, pewnie"), poszedłem do szefa i się zwolniłem. Z roboty poszedłem do domu, prysznic, zmiana ciuchów, poszedłem do agencji pracy i już następnego dnia zacząłem nową robotę przy naprawie telefonów.

Tytan3piorunów

@dolitd moja pierwsza praca to sortownia albo jakiś recykling z marketów ASDA xD

Brud smród gorąco jak c⁎⁎j a karzą nosić full PPE .

Szybko na studia wracałem

Pokaż więcej komentarzy (9)

Kompan

w Hydepark

136piorunów

A to i ja się podzielę swoją historią mojej pierwszej pracy.

To była moja roczna przerwa w studiowaniu. Lokalna drukarnia poszukuje grafika komputerowego. Doświadczenia żadnego w tym kierunku nie miałem ale łebski chłopak byłem zwłaszcza w komputerach.

Szefowi się od razu spodobałem, zwłaszcza jak zadeklarowałem, że nim kupi mi firmowy komputer to mogę pracować na swoim (miałem wtedy 1 luźny). Szef zadeklarował, że za wypożyczenie komputera oczywiście mi zapłaci. Umowa od razu na etat na czas nieokreślony.

Od razu z rozmowy kwalifikacyjnej wsiadamy w samochód szefa i jedziemy do mnie po komputer.

To był gorący okres dla drukarni bo tuż (2 tygodnie) przed wyborami a to były takie czasy, że plakaty wyborcze drukowało się na papierze a i każdy kandydat chciał garściami rozdawać swoje wizytówki.

Szef: do rany przyłóż - przynosił ciasteczka, herbatę. Załatwiał od ręki wszystko co potrzeba.

Praca była bardzo intensywna, reszta ekipy to byli starzy wyjadacze drukarscy, mnóstwo się nauczyłem o składzie, czcionkach, projektach itp.

I tak minęły 2 tygodnie, minęły wybory, nadszedł poniedziałek po wyborach a w drukarni nastała CISZA. MARTWA CISZA. Nie ma kompletnie NIC do roboty. Szefa nie ma. Pracownicy siedzą w swoich kątach.

Ja zrobiłem sobie w kąciku kuchennym herbatę. Dzwoni szef do jednego z pracowników:

- Co robi Waldek?

- Noo, konserwuje maszynę.

- A Mietek?

- Eeee, sprząta

- A Logic?

- A akurat pije herbatę w kuchni

- Daj mi go

- To nie bar! Wypierdalaj! Nie chcę cię więcej widzieć! Zwalniam cię dyscyplinarnie!

I rozłączył się. I zadzwonił zaraz do księgowego, żeby mi przygotował rozwiązanie umowy. Oczywiście nie dyscyplinarne tylko za porozumieniem stron ale byłem wtedy w takim szoku, że podpisałem, spakowałem się i wróciłem do domu.

Tego samego dnia zwolnił jeszcze kilka osób.

Ale rozliczył się uczciwie i za nadgodziny i za wypożyczenie komputera. A chwilę później znów szukał grafika...

A ja już nigdy więcej nie piłem herbaty w pracy :grinning:

PS: A gdy ktoś mnie oskarża o pracoholizm to opowiadam tę historię jako wytłumaczenie mojego stosunku do pracy :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (10)

Osobistość

w Dyskusje

94piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 7 - pracownica w sieciowce z markowym outletem w galerii handlowej.

Prace dostałam po znajomości, kumpel mojego kumpla mnie polecił dzięki czemu dostałam tam posadę. Był to całkiem dobry larytas jeżeli chodzi o pracę dla studentów. Stawka była o kilka cebulionow wyższa niż najniższa krajowa. No i było coś niespotykanego na skalę studencką - Dostawało się umowę o pracę, a nie jakaś tam zleceniowke.

Praca zaczęła się całkiem spoko, było dużo roboty i zmiany 12h więc 3/4 etatu bardzo szybko się wypracowywalo. Mimo ilości godzin czas mijał bardzo szybko. Wg tego co było na początku nie robiło się cała zmianę tego samego, tylko co 3h zmieniało się stanowisko. Raz to była kasa, raz szatnia, a raz układanie ubrań na rejlach.

Jednak bardzo szybko mój entuzjazm do pracy został sprowadzony do parteru. Przez to że tam każdy pracował z polecenia, kolesiostwo miało tam lvl hard. Najgorszym zajęciem na zmianie była szatnia, stało się przy wejściu i odbierało ubrania od klientów, a potem układało te obrania na wieszaku. Nikt tam nie chciał stać, więc kto dostawał to zajęcie? Ktoś najmniej znany i lubiany - czyli ja i laska że mną zatrudniona. Szybko zasada zmienności stanowisk przestała istnieć. Może i celowo mnie dawali na szatnie bo już wiedzieli że nie ma sensu żebym się uczyła innych działów skoro i tak mi nie przedłużą umowy...

Bardzo prawdopodobne, że przez depresję jaka wtedy miałam, moje podejście do pracy i obowiązków była bardzo olewcze, ale też bez przesady, po prostu nie chciało mi się uczyć numerów działów było ich chyba z 50 i trzeba było wiedzieć co kryje się pod każdą liczba żeby szybko segregować produkty, ale w rzeczywistości po prostu było widać co gdzie idzie. Ale robiono co chwilę z tego testy jakby to był jakiś egzamin. A w rzeczywistości wiadomo było, że jak coś jest talerzem to raczej nie idzie do działu z bielizną tylko do działu kuchennego. Problem był bardziej z ubraniami, bo czasem ciężko było rozróżnić co jest damskie a co męskie, więc te numery akurat znałam.

Więc moja praca przez prawie 3 miesiące polegała na staniu przy szatni jak te widły w gnoju... mam teraz szacunek do osób które odbierają takie ubrania. Staram się je oddać w miarę normalnym stanie, a nie wymięte, rozpięte i bez wieszaka. Kiedyś dostałam od jakiegoś typa stos wymiętych jak szmaty ubrań, które właśnie przymierzył papatrzylam na niego z pretensja i powiedziałam "serio?" A ten do mnie "taka praca" i odszedł z poczuciem wyższości na twarzy. Dał mi masę dodatkowej pracy...

Punkt w którym moja wyjebka na tą pracę przekroczyła swój limit, był taki że jak zgłosiłam L4 na dwa dni. Po tych dwóch dniach miałam mieć wolne przez kolejne 5 dni. Po dwóch dniach L4 dostałam telefon od przełożonej czemu nie ma mnie w pracy, ja mówię że mam przecież zmianę dopiero za 5 dni, a ona że nie, że grafik się zmienił i dzisiaj mam zmiane. Ja do niej że powinna mnie o tym poinformować skoro byłam na L4, a ta że to w mojej gesti leży pilnowanie zmian w grafiku. Grafik był wywieszony na kartce w szatni, więc trzeba było być fizycznie w pracy żeby wiedzieć, że grafik się zmienił xd niby była jakaś grupa na fb z grafikiem ale nikt mnie tam nie dodał...

Czasami zdarzyło mi się stac na kasie i byłam w szoku ile ludzie mają kasy. Zostawiali w tym sklepie luzem kilka tysięcy jak gdyby nigdy nic.

Z cringowych rzeczy to mieliśmy słuchawki przez które się komunikowalismy i faceci na zmianie gadali sobie teksty typu "ale fajna d⁎⁎a przy kasie" "no ale bym ją..."

Raz była też wielka bitwa kierowniczki z Cyganakami, które regularnie kradły w tym sklepie. Kierowniczka chciała im zabrać ubrania z torby które zaczęły piszczeć przy wyjsciu, no to Cyganka rzuciła się na nią z łapami.

Ogólnie co do kolesiostwo to rozbroił mnie fakt, że był tam taki chlopaczek zatrudniony wtedy co ja. Kompletnie sobie nie radził, ciągle coś mi z rąk leciało i ciągle się mylił. Z innymi osobami zatrudnionymi w tym samym czasie byliśmy w szoku, że nie dostawał żadnych uwag, a my wszyscy ciągle byliśmy "j⁎⁎⁎ni", nie wiem jakie miał on znajomości że wszyscy się tak nad nim spuszczali i go ojojali. Moje podejrzenie było takie, że to był chłopak jednego z kierowników.

Po ponad 2 miesiącach miałam rozmowę o przedłużenie umowy po okresie próbnym. Od razu powiedziałam, że nie chce tej umowy przedłużać bo wizja pracy na szatni 12 h dziennie była dla mnie nie do udźwignięcia. Przełożona po moim tekście powiedziała "no to mamy problem z głowy". Czyli też nie chciała mi tej umowy przedłużyć. Ego pracujących tam kierowników posiadało własną grawitację. Jedyna kierowniczka zmiany była fajna - ta pobita przez cygankę. Reszta to jakieś nieporozumienie i brak umiejętności zarządzeniem ludźmi czyli standard jak kogoś bardziej lubię to go lepiej traktuje, kogoś nie znam to go gnoje.

Podsumowując: praca w sklepach z odzieżą totalnie mnie odrzuca, nie chciałabym znów pracować w tej branży. Trzeba to lubić i podobnie jak w urzędzie tak i w dużych sklepach - trzeba wiedzieć komu wejść w dupkę.

Gruba ryba19piorunów

Jestem na tym etapie, że boję się że zawody które wykonywałaś się skończą, a tym samym cykl. :p
Bardzo lubię czytać te historie.

Pokaż więcej komentarzy (35)