Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pracbaza

Gruba ryba

w Pracbaza

6piorunów

Co odpowiadacie gdy jedyny feedback jaki dostajecie od managera to „chciałbym żebyś pracował szybciej bez straty jakości”?

Co robicie?

  • Tłumaczycie drobiazgowo co wpływa na termin wykonania każdego zadania i jakie zmiany są potrzebne żeby to skrócić4%
  • Przepraszacie, wymyślacie co robić żeby pracować szybciej i obiecujecie poprawę1%
  • Przytakujecie. To tyle.38%
  • Prosicie o propozycje usprawnień które moglibyście wdrożyć aby poprawić wydajność19%
  • Mówicie ze może spierdalac z takim feedbackiem i rzucacie wypowiedzenie9%
  • Opowiadacie o homoseksualnych relacjach OPA żeby zmienić temat29%

104 głosów

Zawodowiec1piorunów

Ja tam zwykle odpowiadam, że: "Doskonałości nie da się przyspieszyć"

Mocarz2piorunów

Przerabiałem to nie raz, wystarczy przytakiwać i mieć wyjebane bo h⁎⁎a mogą ci zrobić, o ile tylko nie szukają powodu żeby kogoś się pozbyć

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Heheszki

91piorunów

Fanatyk5piorunów

@WujekAlien Znam to uczucie, choć u mnie częściej Sajgon niż Meksyk.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Osobistość

w Hydepark

67piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 11 - konsultantka w call center

2018

Przyjęłam pracę korpo typu call center ponieważ brali tam praktycznie każdego i od razu, a to że potrzebowałam czegoś na już, nie byłam wybredna. No nie będę ukrywać call center było dla mnie trochę ostatecznością jeżeli chodzi o pracę dorywczą, no ale chciałam po prostu szybko coś mieć.

Koniec końców było dość dużo zalet tego zatrudnienia. Począwszy od super elastycznych godzin pracy, czy o kilka złotych wyższej stawki godzinowej niż ówczesna najniższa krajowa, kończąc na tym, że mogłam mieć po prostu wywalone na wyniki - mimo że ciągle nimi straszyli.

Pierwszy miesiąc pracowałam na typowym nagabywaniu ludzi na kupno nowego telefonu na abonament - czyli dzwoniłam do listy klientów sieci komórkowej i pytałam się czy nie chcą nowego telefonu. Bardzo tego nie lubiłam i jak widocznie trafiłam na kogoś kto nie kuma już rzeczywistości, szczególnie jak głos należał do starszej osoby to robiłam wszystko żeby taka osoba nie chciała telefonu, którego totalnie nie opłacało się brać. Zresztą dzięki Bogu najczęściej i tak na umowę decydowały się osoby, które przy weryfikacji odpadały ponieważ miały już za duże zadłużenie i system ich blokował. Także nie byl ze mnie najlepszy sprzedawca xd

Większość czasu na słuchawce czekalo się na odbiór telefonu czasem przez dwie godziny nikt nie odbierał, więc nawet nie dochodziło do rozmowy. Więc w między czasie rysowałam sobie różne szkice w moim zeszycie.

Pamiętam jak zabawne było to jak managerowie nas motywowali do sprzedaży, dawali jakieś bonusy itp za to kto danego dnia sprzeda więcej telefonów xd albo jak grozili zerwaniem umowy jak wyniki będą słabe.

Bawi mnie też to, że call center to miejsce w do którego trafiają ludzie, którym rodzice mówili "po co ci te tatuaże, kto cię z nimi zatrudni" - a no call center zatrudni xd było to idealne miejeace dla ludzi, których ekscentryczny wygląd mógłby zniechęcić pracodawców w innych zawodach. Oczywiście uważam to za duży plus takich firm, ponieważ nie skreśli nikogo że względu na stereotypy i tam kazdy miał swoją szansę.

Co do Atmosfery w pracy to generalnie była dobra, wiadomo klasyczne pilnowanie pracowników i wyliczony czas na przerwę w tym na siku i kupę xd odchodząc od komputera włączał się licznik i jak się przekroczyło limit to było ucinane z wypłaty.

Przyznam, że podobała mi się tam zbierana różnych ludzi, poznałam tam parę osób, ktore miały swoje ciekawe historie do opowiedzenia. Była tam laska, która mówiła że musiała się usamodzielnić po tym jak została wyrzucona z domu przez mamę, które nie pozwoliła jej iść na żadne inne studnia niż na medycyne, a ta chciała być psychologiem i się przez to poróżniły. Była też taka która chyba była zakupoholiczką i miałam wrażenie, że ta praca służy jej tylko do tego, żeby kupować nowe ubrania. A ze smaczków był tam koleś, który był w programie Warsaw Shore i mimo, że nie był zbyt lotny to w sprzedaży radził sobie bardzo dobrze, ale nie oszukujmy się trochę trzeba być pozbawionym moralności, żeby być na szczycie listy sprzedaży. Umilał mimo to czas opowiadając różne wątki z programu lub gadał coś o ruchaniu lasek w ordynarny choć zabawny sposób.

Z śmiesznych wątków to pracował tam typek, co rowniez był na podium choć bawiło mnie za każdym razem jak się przedstawiał klientowi, bo miał nazwisko "idealnie" pasujące do akwizytora. Nie mogę powiedzieć jak się nazywał ale mniej więcej coś na zasadzie "Tomasz Tandeta".

Rozbawił mnie też jeden szczególny telefon, od dwójki małych dzieci, którzy zapytali się mnie czy jak włącza tryb samolotowy to jak zrzuca telefon z 8 piętra to on zacznie latać. W tle tylko było słychać "hihihihihi" . Zaproponowałam im żeby spróbowali :smiley:

Eh było to serio stereotypowe korpo. Skręcało mnie z żenady jak w firmowej biblioteczce książki do wypożyczenia to były głównie poradniki jak się stać człowiekiem sukcesu. Do dziś mam wstręt do tytułów typu "bogaty ojciec, biedny syn" , "siła nawyku", "7 nawyków skutecznego działania" - być może to dobre książki, ale jak o nich pomyśle to mam przed oczami ludzi, którzy kosztem innych dorabiają się majątku. Coś jak couche, którzy sprzedają webinary "jak stać się milionerem"

Po miesiącu pracy nagabywacza przenieśli mnie do działu "infolinii" to była miła odmiana bo bardziej to się opierało na pomocy ludziom, którzy sami do nas dzwonili i ewentualnym przedstawieniu nowej oferty internetu, TV itp niż wciskaniem biednym ludziom czegoś czego nie potrzebują.

Podsumowując: praca nie była ciężka, nie licząc hałasu na open space i liczenia czasu na siku, to reszta była w porządku choć jak dla mnie cały ten biznes to była jakaś odklejka od rzeczywistości. Na pewno doświadczenie, które tam zebrałam przydało się w kolejnych moich pracach, ale niestety do dziś mam trochę wstręt do korporacji które cisną ciągle wyniki i ciągle, nieważne jak dobre by było, zawsze mogą być lepsze, wg ich mentalu, "Sky is the limit" c'nie?

GURU7piorunów

Praca jak kazda inna, a jak oferuje sie cos pozytecznego,jak np. ubezpieczenia,to latwo o dobra kase

Gruba ryba4piorunów

@Cori01

Co do tatuaży, to mam wrażenie, że w sieci sklepów, w których pracuję, chyba każdy ma tatuaż.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Mistrz

w Hydepark

99piorunów

Ech no i c⁎⁎j, no i cześć. Po 5 rozmowach kwalifikacyjnych i 3 godzinach rozmów na miejscu odrzucili moją kandydaturę. Do opisu pasowałem idealnie, na rozmowach pytali mnie o rzeczy zupełnie niezwiązane z ich opisem stanowiska. Zresztą ewidentnie sami nie wiedzieli czego i kogo szukają. Bez sensu...

To chyba tyle z mojej przygody w Niemczech.

GURU1piorunów

K⁎⁎wa,klasyk.
Im gorsza firma tym wiecej etapow...

Lider1piorunów

@maximilianan skąd ja to znam: byłem w 3 etapie rekrutacji na dyrektorski stołek, a przed 4 mi powiedzieli, że w sumie to oni się na tej działce nie znają wcale i dlatego zmieniają stanowisko na C-level, bo najlepiej gdyby przyszedł jakiś prezes i od samej góry temat ogarnął. Pomysł w sumie spoko, ale ile mi czasu zmarnowali (innym kandydatom też) to już nikt nie policzył.

Pokaż więcej komentarzy (30)

Fanatyk

w Hydepark

10piorunów

Zatrudnili mi w zespole nowego gościa, i dostał na start 2 zadania:
- Zrobić coś co zrobiłem i czeka na approval przełożonego od 2 miesięcy
- Wy⁎⁎⁎⁎⁎olić to co 3 osobowy zespół robił przez 4 miesięce i zrobić to samemu tak samo od zera

Fanatyk2piorunów

@redve co się tak pieklisz. Trzeba się wyluzować i pi⁎⁎⁎⁎lić debili i debilne firmy

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Hydepark

21piorunów

A jak już się tak rozpisałem to trochę niechronologicznie wspomnę jeszcze co robiłem w sobotę - otóż karmiłem ludzi na tzw. POLTERABENDZIE tudzież 'tradycyjnym tłuczeniu butelek/porcelany przed ślubem' ( ͡° ͜ʖ ͡°)

200+ osób nakarmione i uszczęśliwione ( ͡°( ͡° ͜ʖ( ͡° ͜ʖ ͡°)ʖ ͡°) ͡°)

Nawet sobie ludzie nie wyobrażają jaki to jest dla mnie chillout w porównaniu do pracy na etacie, mogę tak grillować co tydzień xD Wszyscy zadowoleni, najedzeni i uśmiechnięci - zero żali, zero spiny, a w robocie to dzwonią tylko jak mają problem i coś nie działa.. Inny świat normalnie!

Gruba ryba5piorunów

@zuchtomek na czym ten zwyczaj polega? Po co tłucze się butelki? Na elewację do nowego domu XDD ?

GURU2piorunów

Pulteram jest za⁎⁎⁎⁎sty. Wbijasz na impreze, jesz pod korek, pijesz nawet więcej, wszystko za darmochę (wypada choć trochę znać przyszłą parę młodą), ale na mniejszych wioskach to norma :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Trochę bardzo w nawiązaniu do wpisu @WujekAlien "z pamiętnika lidera"

( ‾ʖ̫‾)

https://streamable.com/69c1l8

Gruba ryba0piorunów

@dolchus właśnie próbowałem założyć tam konto, by zobaczyć, co ci ludzie wypisują, niestety bez konta nie da rady, a rejestracja wypierdalala się przy captchy. Co za szajs. W innej przeglądarce, a nawet na innym telefonie jest to samo.

Fenomen1piorunów

@strzepan W Firefoxie desktopowym normalnie wszystko widać

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Hydepark

5piorunów

Pracuję w nieduzej agencji IT/E-Commerce

Jak większość wie, jeśli śledzi, moja sytuacja jest taka - Mam na sobie obecnie 70 % abonamentów w firmie, dodatkowo sam sprzedaję. Jest też drugi opiekun. On ma na dobrą sprawę kilku dużych klientów (może 30 % wartości portfela) i dodatkowo pomaga mu tam szef w komunikacji i ogarnianiu. Nie sprzedaje prawie wcale. Ogarnia jeszcze takie pierdoły jak leasingi na auto, wizytówki dla nas i takie tam. Generalnie większość jest na mojej głowie, by firma była rentowna.

Proszę szefa od dłuższego czasu o sprawiedliwy podział bazy. I tak tracimy od c⁎⁎ja klientów i firma wygląda tak, jakbym płynął łodzią i wypompowywał wodę wiadrem, ale dziura jest dalej. Co pozyskujemy, inni odchodzą. A i tak ja wygenerowałem te 70 % przychodów od momentu przyjścia tu, bo bez tego firma by się zamknęła. No szef tam zawsze mnie zbywa jakoś inteligentnie, ale mi się po prostu nie chcę już przebijać głową muru.

Wczoraj ten opiekun uparł się, by jechać ze mną na ważne spotkanie, do nowego klienta. Generalnie zgodziłem się tylko z 1 powodu - miałem zjazd dopaminowy po weekendzie (był melanż z ziomkiem) i nie miałem ochoty na samotną wyprawę, w dodatku kierował, to mówię pocziluje w furze i z kims pogadam.
**
Nagle wypalił coś takiego "trzeba to jakoś mądrze ugrać, żebyś ty w sumie tylko skupił się na tej sprzedaży i nie miał już tyle na głowie i nie musiał ogarniać tych wszystkich klientów" XDDDDDDDDDDDDDDDDDD**

No nie wiem k⁎⁎wa, może w takim razie pracuj tak jak powinieneś i podzielmy się tym? Nawet przy podziale mam więcej obowiązków, bo dochodzi sprzedaż regularna - nowe umowy i wdrażanie klienta xD Ale chociaż tyle. Najepsze jest to, że gość se sprawy nie zdaje z tego wszystkiego, bo pracuje tu kilka lat, ale wcześniej nikłe doświadczenie z sprzedażą i relacjami B2B i w sumie on nie wie jak to powinno wyglądać.

W sumie i tak boję się mu cokolowiek oddać, bo jak przekazywałem mu klientów na jakiś czas (np żeby ogarnął jakiś temat i np wdrożył w pracę nową osobę), to zazwyczaj były groźby wypowiedzń lub faktyczne wypowiedzenia, bo se nie dawał rady z komunikacją i delivery.

Ogólnie dobry z niego chłop, lubię go, poczciwy i do rany przyłóż jak go o coś poproszę, no ale c⁎⁎j. Kolega szefa swoją drogą i jeszcze na boku jeden biznes robią razem, dodatkowo.

Niedawno kupił 5 % udziałów w firmie czysto symbolicznie. U nas w firmie poza szefem 2 udziałowców - do obu mam największe zastrzeżenia co do roboty i efektywności, z tego ten "główny spec" udziałowiec to się srogo opierdala lub pracuje w 90 % na tym co mu wygeneruje Claude xD A ja to mam brać na siebie w relacji z klientami, nowa sprzedażą i jeszcze mamy 2 os, co zapierdalają po 10-12h żeby to się spinało. W 6-osobowym zespole na granicy rentowności mamy 3 osoby jako "zarząd" i 3 proli na to wychodzi XD Chociaż najwięcej zarabiam ja (to akurat wiem autentycznie, bo i tak nie miałby z czego im więcej zapłacić, mam dostęp do finansów firmy, wszystkich faktur i listy klientów).

W sumie to ja zajmuję się tak:

-zarządzanie projektami

-koordynacja pracy zespołu (ciężko z nerdami, czasem muszę się prosić, przypominać, wychodzić z inicjatywą, sami z siebie to nic nie zrobią, jak zostawię coś to tak se może 2-3 miechy być brak info o czymkolwiek sami z siebie)

-obsługa klienta i budowanie relacji

-układanie procesu sprzedażowego, samodzielne budowanie ofert i cenników

-pozyskiwanie nowych klientów w 100 % na zimno (cold calling, nie mamy nawet narzędzi do automatyzacji w prospectingu)

-dochodzą jeszcze takie rzeczy jak negocjowanie wypowiedzeń umów, przypominanie o płatności faktur, tj miękka windykacja itd

Czemu nie założe czegoś swojego? Mam na tyle dużą wiedze, że wiem ile za nas robi AI i pi⁎⁎⁎⁎lę, za kilka lat to j⁎⁎⁎ie. Mogę własną, jak znajdę sprawnego inżyniera IT, do wdrażania automatyzacji w firmach - spoko. Ale 2 lata tu pracuję i 2 lata czuję się jak przedsiębiorca bez udziałów i najchętniej to przytuliłbym etat w korpo.

Od pół roku rozsyłam Cvki i 2 rozmowy. Jedna - totalne gówno jak się okazało na rozmowie. Druga - dobry hajs, dobra firma, na 3 etapie rekrutacji powiedzieli, że jednak ją zawieszają i nie zatrudnią nikogo xD. Żyćko. A mi psycha siada powoli już i się wypalam. Chociaż w 2 lata biznesowo naczyłem się tyle co korposzczur ważniak menago w 5.

Dodam, że zarabiam 5k. Szef umówił się porzy zatrudnieniu na premie na zasadzie wypracoiwania i utrzymania portfela. Potem stwierdził, że nie stać go na to i zmieniamy założenia. Potem znowu zmieniliśmy. Zrobił mi targety. Od razu zrealizowałem jeden na pełen jkurwie i do dziś mi wisi 1900 zł bo drugi opiekun dostał ten projekt i położył na maksa komunikację i typ nie chce płacić faktur w konsekwencji xD I tak już spłacił 1000 zł, bo wisiał mi 2900. Więc nawet nie robię targetów dalej, bo mi się nie chce, będę się tylko tyrać, że nie dostaję siana, pracuję na 40 % możliwości sprzedażowych, a i tak co miesiąc średnio 2 nowe umowy. Na mały zespół to często styka.

Ogólnie w tym roku dostaliśmy wypowiedzeń na kilkadziesiąt tysięcy umów abonamentowych, czyli -30k przychodu miesięcznie, ale oczywiście ja te dziury pozasypywałem nowymi umowami z nadwyżką i tak się bujamy xd


Lider1piorunów

@Lopez_ ja jebe 5k za taką pracę. ( ͠° ͟ʖ ͡°)

Gruba ryba

w Hydepark

35piorunów

Gdzie Dyżurny nie może tam automatyka pośle. Piętnaście kilometrów jechać by stwierdzić że zwrotnica sie nie przekłada ze względu na popierdolony pomysł konserwacji rozjazdów co dwa tygodnie a nie codziennie jak było do tej pory, w dużym skrócie płytki slizgowe brudne i suche. Naped nie ma siły przełożyć iglic, urządzenia od strony srk działają poprawnie bo rozjazd nie daje kontroli.

Skończyło się na wpisie do e1758 o syfie na zwrotnicy i ze usterka nie dotyczy automatyki.

Jeszcze czekać na drogówke niech smarują

Ale na pocieszenie przynajmniej pogoda dobra i ptaszki śpiewają a niedaleko torow jest las akacjowy to ładnie pachnie.

Fanatyk9piorunów

Jak codziennie to kto to robi i kiedy? Na stacji jest stały pracownik obsługi czy jak? I czym to smarują?

Gruba ryba9piorunów

@RogerThat teraz od maja ma być czyszczone raz na dwa tygodnie a chodzi mobilny zwrtoniczy który patrzy z grubsza czy jest kompletny czy nie ma pęknięć. A kiedyś był codziennie nastawniczy który czyścił i smarował rozjazd co dwa trzy dni zależnie który mial pod opieką na swoim obszarze. Jak zwykle oszczędności szukają od dupy strony.

A smarowali to smarem Pamar czy jakoś tak ze niby eko ale takie gowno ze zaraz zasycha i robi sie warstwa syfu

Lider0piorunów

Ilu was tu z tych spółek około kolejowych siedzi na tym hejta

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Heheszki

94piorunów

Fanatyk13piorunów

@WujekAlien pamiętam jak w jednej firmie przyszedł mail, że dostaliśmy złotą czy inną diamentową odznakę 'best place to work'. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że to był szczyt grupowki. W sumie jakieś 5k ludzi w PL poleciało xD

Lider2piorunów

@rith ale odznaka była? Była i tylko to się liczy 😎

Fanatyk2piorunów

@WujekAlien ależ oczywiście. Hry chodziły dumne xD

Co tam, że każdy bal się o swoją posadę i szukał czegoś na boku xD

Lider1piorunów

@Opornik xD, dopiero teraz zauważyłem :grinning:

Osobistość2piorunów

@rith dobre kilka lat temu mieliśmy grupówki w firmie, tydzień później "HR" szukali chętnych do nakręcenia teledysku o tym, jak fajnie jest w pracy :smiley:

Inspirator1piorunów

@Opornik bo wczoraj był międzynarodowy dzień twarogu, rogalu jeden

Lider1piorunów

@Opornik na komórce dalej są rogale 🤔

GURU1piorunów

@WujekAlien ja przez komórkę wchodzę na hejto. Sorry ale nie używam aplikacji bo jest gówniana.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Lider

w Hydepark

25piorunów

Chop zaspał do ech najlepszym się zdarza.

Tak to bym się tylko spóźnił z 15 minut ale, że na hotelu śpię 25 km dalej a autokar odjechał godzinę temu to zadzwoniłem po sickday

Co ja będę robił cały dzień?

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Dyskusje

17piorunów

Historia od @Deykun o miłości francuzów do anglików mi przypomniała mi moją historię z czasów studiów.

W DE jak pracowałem na kompletowaniu zamówień to coś tam po niemiecku dukałem, myślę, że takie a2 miałem. Ogromne to były magazyny czasem o coś zapytać trzeba.

Wszyscy poza mną jak mieli problem to szukali brygadzisty (Polak gadający po niemiecku) by się dowiedział np. od kierownika zmiany (Niemca) albo kogoś innego jakieś rzeczy.

Oczywiście robota na akord, szukanie brygadzisty na magazynie wielkości kilku Ikei to lekkie wyzwanie, ja do kierownika zmiany uderzałem bezpośrednio bo łatwo było go znaleźć w jego kantorku.

Kiedyś przypadkowo podsłuchałem, jak rozmawia po perfekcyjnym c1 angielskim przez telefon i se myślę - kurde cos będę potrzebował to już nie będę musiał dukać po niemiecku.

No i parę dni później podjeżdżam do niego i rozpoczynam nawijke po angielsku.

Co to były za sekundy grozy. Znaczy z mojej perspektywy to były godziny. Ale wiadomo czy minuta to krótko czy długo to zależy od tego po której stronie drzwi do WC się stoi.

W głowie wyrzuciło mu chyba check engine, najpierw zamarł w bezruchu, po chwili zaczął się robić czerwony jak bolid ferrari a następnie wybuchnął na mnie z rykiem ze jak chce po angielsku mówić to mam na wyspy ekhm no sami wiecie - szybko się przetransportować.

Jego aryjska duma została urażona bo na jego wurstem święconej ziemi ktoś do usprawnienia komunikacji chciał posłużyć się językiem niegodnym nadrenieńskich obywateli.

Zemsta na chłodno smakuje najlepiej. Kilka dni później kierownik zmiany poszukiwał wózka elektrycznego którym ja jeździłem (były ponumerowane). Ktoś mi sprzedał cynk ze mnie właśnie szuka i mam oddać wózek. Zapiąłem wsteczny, pojechałem na sam koniec magazynu gdzie nawet nie jeździmy, na teren sortowni śmieci, tam wstawiłem wózek między kartony i sobie pieszo wróciłem po czym przesiadłem się na jakiś inny randomowy wózek.

Później jak mnie zobaczył to mnie pytał gdzie wózek 43 a ja do niego z takim tępym "iś verszteje niśt" Choć wiedział, że rozumiem bo wcześniej z nim po niemiecku dukałem.

Po 2 godzinach chodził już z naszym brygadzistą szukać wózka, brygadzista do mnie mówi Notak to już nie przelewki gdzie wózek, a ja przy kierowniku zmiany do brygadzisty powiedziałem wprost ze niech na wyspy "się przetransportuje" szukać.

Nie, pracy nie straciłem bo mieli ogromne braki kadrowe a ja w akordzie miałem zawsze jedne z lepszych wyników. Jednak nie dam sobie wjeżdżać na głowę "Bo tak".

Autorytet0piorunów

@notak Tak szczerze to historia całkiem słaba. Na terenie Niemiec, w niemieckiej firmie, w stosunku do Niemca wymagać komunikacji po angielsku, a później ten tekst "niech się na wyspy przetransportuje" raczej nie zostawia dobrego wrażenia.

Wystarczy teraz wyobrazić sobie sytuację, że w Polsce i polskiej firmie jakiś szeregowy pracownik ze wschodu odwaliłby podobną akcję, bo kierownik nie chciał rozmawiać po rosyjsku, choć ten znał język chociażby ze szkoły

Autorytet0piorunów

@Jurajski_Huncwot z rosyjskim to akurat jest trochę inne odczucie aktualnie, ale rozumiem argument i masz trochę racji.

Osobistość2piorunów

@Jurajski_Huncwot @fisti Czyli obaj możemy się komunikować świetnie po angielsku bo obaj znamy ten język biegle ale ja mam się męczyć z niemieckim bo takie jest widzimisię wielmożnego pana?
Wybacz, ale myślałem, że na ogromnym magazynie logistyka, szybkość dostaw i zgrany zespół, który się dobrze dogaduje jest ważniejszy niż pokazywanie miejsce polaczka w szeregu.

Czemu w takim razie przez telefon po niemiecku nie gadał? Ah no tak, struktury. Polaka można a nawet trzeba w dupę kopać.

No, nie, nie można.

Poza tym nie musiał się gotować jak czajnik i wyjeżdżać na mnie z przekleństwami, nie zrobiłem absolutnie nic złego.

Historia nie byłaby słaba gdyby powiedział "Sorry kolegen ale chciałbym byśmy rozmawiali po niemiecku."

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Dyskusje

68piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

Part 10 - kelnerka w arabskiej restauracji

2017

Po rozpoczęciu 5 semestru studiów od razu zaczęłam szukać jakieś pracy, padło na bycie kelnerka w restauracji z czymś co bym nazwała arabską kuchnia i możliwością zapalenia sobie Shishy.

Praca standardowo płatna, najniższa krajowa plus napiwki, oczywiście bez umowy xd Bardzo polubiłam ta pracę. Na prawdę był tam świetny klimat. Lokal miał cudownie przytulną atmosferę. Był mały ale i tak niestety nie wypełniał się klientami. Pamiętam taki dzień jak na mojej zmianie dosłownie nie było żadnego klienta, wtedy zdałam sobie sprawę, że długo tutaj niezagrzeje. Moje przypuszczenia się sprawdziły bo po 4 miesiące pracy, moja kierowniczka musiała mnie zwolnić bo nie miała kasy na wypłatę dla mnie. Parę miesięcy później lokal się całkowicie zamknął, a właściciel go sprzedał.

Prócz bycia kelnerką, byłam też barmanką i testerka Shishy xd więc nudy nie było. Co prawda w tygodniu prawie nigdy nic się nie działo, za to na weekend zdarzyło się całe obłożone niewielkiej sali.

Pracowałam z dwoma dziewczynami plus kierowniczką, która też kelnerowala. Były na prawdę spoko. Co prawda one lubiły sobie chlapać po zmianie na odchodnego, ja niestety nie i to też trochę sprawiało że nie do końca czułam się tam swoja. No ale były dla mnie dziewczyny bardzo miłe. Było mi też miło jak do tej restauracji ze względu na mnie przychodzili moi znajomi. Choć nie ukrywam dość zabawne było pokazanie się przed nimi w chuście na biodrach jakbym była tancerką z Bollywood xd.

Pierwszy raz też dowiedziałam się pracując tam co to jest "U-bot" w żargonie alkoholowym. Przychodził taki stały klient który zamawiał tylko to i potem zostawiał 10 zł napiwku. Nie wiele mówił, mam wrażenie że przychodził tam po prostu się odstresować i z nikim nie gadać. Byla też parka kolesi, przyjaciele jednej z kelnerek, którzy dość regularnie do niej przychodzili na zmianę "poplotkowac". Mieli dość stereotypowy humor "gejów" z komedii romantycznych, czyli bez wtrącenia co drugie słowo "kochanaaa!" by się nie obeszło. Też ich bardzo polubiłam, umilali czas na zmianie.

Niestety byli i też tacy stali klienci, którzy niespecjalnie dobrze się zachowywali. Była parka lasek, ktore po jednej akcji dostały zakaz wstępu do restauracji. Wraz ze znajomymi mocno się upiły robiąc hałas, który przeszkadzał innym gosciom. Prośby o uciszenie nie pomagały. W końcu jedna z lasek do swojej dziewczyny na cały głos wypaliła "ALE MI SIĘ R⁎⁎⁎AĆ CHCE" i poszły obie do kibla z którego dobiegały ich jęki.

Plusem tej pracy było to, że obiad był za darmo. Dla każdego pracownika, mimo to kiedyś zobaczyłam jak pani na zmywaku dojada resztki z talerzy po gościach. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro ponieważ była to dziewczyna zatrudniona dorywczo i widać było, że jest od czegoś uzależniona 😒 zresztą podoba sytuacja była w kolejnej restauracji w jakiej pracowałam.

Również fajne było, to że nie było tam rygoru na zasadzie udawaj, że pracujesz lub oczekuj na klientów na baczność przy wejściu. Jak nikogo nie było, a były to długie chwilę to uczyłam się do kolosów i tak szybko mijał tam czas.

Przyznam, że przykro, że te restauracja upadla, ale było to nieuniknione. Klienci głównie przychodzili zapalić Shishe nikt nie zamawiał za bardzo jedzenia. Kucharki były super, ale co z tego skoro płacono im głównie za czekanie na zamówienia, które często nie nadchodzily. Nie rozumiem czemu po prostu nie zrobiono z tego Shisha baru - jedynie z przekąskami i drinkami.

Najfajniejsze było bycie barmanką, tam czas leciał bardzo szybko, nalewanie piwa było naprawdę super, albo robienie drinków z przepisów. Fajne zajęcie, choć przyznam, że jakbym miała pracować tak cały czas na pełnych obrotach to raczej szybko dopadło by mnie wyczerpanie. Mam do tej pory blizne na dłoni od kufla który pękł mi w dloni podczas jego mycia, taka trwała pamiątka xd

Smaczkiem tej historii jest to, że tą restauracje kupiło jakieś zielone w gastronomii małżeństwo, które postanowilo zmienić coś w swoim życiu, wzięli kredycik i próbowali szczęścia w nowym dla nich biznesie. Jak się można domyśleć, skończyło się w rewolucjach Magdy Gessler, a potem splajtowali. Nie wiem co jest aktualnie w tym miejscu, ale pamiętam jak ostatni raz tamtędy przechodziłam to lokal był pusty. Dziwne niby rynek a jednak jakaś to miejsce nie przyciągalo ludzi i myślę że nawet nie chodziło o dobre jedzenie bo na samym rynku, mnóstwo jest restauracji średniej jakości, ale jakaś nie mogą się odpędzić od klientów, po prostu chyba poboczna uliczka nie jest wszystkim po drodze:)

Podsumowując: bardzo dobrze wspominam ta pracę. Kierowniczka super, nie wymyślała jakiś chorych zasad czy sztucznego rygoru byle pokazać kto jest wyżej, miała bardzo przyjacielskie podejście do pracowników.

Gruba ryba5piorunów

jezeli ci nowi wlasciciele dalej prowadzili sziszabar, to chyba kojarze ten odcinek, syf jak 150 byl xD

Osobistość4piorunów

@5tgbnhy6 tak to ten odcinek

Osobistość11piorunów

kurde balans czytam kolejne historie i się zastanawiam czy sam nie zacząć pisać, bo co prawda u mnie totalnie inna branża ale poziom po⁎⁎⁎⁎nych historii całkiem podobny xD

@Cori01 dobrze piszesz, fajnie się to czyta - wrzucaj więcej :*

Pokaż więcej komentarzy (7)