Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#refleksje

Osobistość

w Hydepark

25piorunów

Wygląda na to że byłem uzależniony od youtube. Mam ponad 500 subskrypcji, kanały techniczne, branżowe, hobby itp... Codziennie sprawdzałem co nowego sie pojawiło i to ogladałem, aż czułem niepokój jak tego nie zrobiłem. Po przeprowadzce "nie miałem internetu" tylko pakiet 10gb na miesiąc, który musiałem oszczędzać. Po pół roku nieoglądania jak podpiąłem się do wifi u rodziny i zobaczyłem co tam na yt słychać to naszła mnie taka refleksja po co ja to wszystko oglądałem... Dobrze jest sobie zrobić taki detoks.

GURU9piorunów

@Hasti prosta zasada "1 sub in , 1 sub out" 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

51piorunów

Właśnie się dowiedziałem, że zmarł dziadek mojej żony. Mial 93 lata, jak to mówią, ładny wiek. Jednak jakoś mi żal. Jeszcze zdążyliśmy go odwiedzić niedawno a żona jeszcze wczoraj pojechała żeby się z nim zobaczyć. Tym samym odeszło w naszej rodzinie pokolenie pamiętające II wojnę światową. Poza tym zawsze, gdy ktoś taki umiera czuję upływ czasu niemal namacalnie i nachodzi mnie masa refleksji.

Fanatyk9piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

GURU14piorunów

@WatluszPierwszy w lutym zmarła babcia mojej żony w wieku 95 lat. Te same odczucia.

@onpanopticon nawet jeśli ktoś w podeszłym wieku odchodzi nagle to zawsze pojawia się uczucie straty. Wydaje mi się, że nieco inaczej jest jak osoba przez dłuższy czas choruje tak, że nie ma z nią już kontaktu - wtedy rodzina bardziej odczuwa ulgę.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Psychologia

69piorunów

Wyzyskiwanie

Dopiero kilka dni temu zdałem sobie z tego sprawę w kategorii emocjonalnej/uczuciowej. Wcześniej wiedziałem na logikę, ale trudno było mi konkretnie wskazać o co chodzi.

Ano, jeden z rodziców ma duże ciśnienie żeby mieć niewolników, jak najwięcej, jak najlepiej przykładających się do narzucanej roli. Często chce żeby wyręczyć go przy jakichś pierdach (ostatnio przegrywanie zdjęć z telefonu na komputer), których jemu nie chce się robić.

Jak to wyzyskiwanie wygląda?
„Ja nie umiem, pomóż mi”, bardzo proste, trzeba przecież pomagać, nie wolno odmówić rodzicowi. Problem polega na tym, że to pomaganie ma z góry określoną formę i rozwiązanie. Mam się zająć tematem zgodnie z wytycznymi, posłusznie wykonać polecenie.
Problem zdiagnozowałem w prosty sposób – chciałem przy okazji przegrywania wykonać szkolenie, bo przecież być chłopkiem od zgrywania plików, to takie średnie zajęcie. Wyobrażacie sobie wołanie o pomoc przy każdym pliku do zgrania?
Spotkałem się z oporem, aktywnym i upartym. Koniec końców padło „teraz to już nie chcę” i… foch. Dostałem informacją „zły_syn.exe”, zaczęło się sapanie, wyjście do drugiego pokoju, „ciche dni”, generalnie karanie pasywną agresją, manipulacja emocjonalna.

Z mojej strony zauważyłem strach i lęk przed… odrzuceniem. Nie spełniłem pokładanych wymagań, a do tego sprzeciwiłem się, dostałem chłostę mentalną. Nie pierwszy z resztą raz, bo skoro odczuwam ten strach i nawet nie pamiętam skąd, to musi on być zakorzeniony jeszcze przed jako-tako funkcjonującą pamięcią zdarzeń – w głębokim dzieciństwie.

Z takiej relacji wynika parentyfikacja (temat na przyszły wpis, odwrócenie ról w rodzinie), zablokowanie mnie w nie w pełni rozwiniętym dorosłym (nie ma na to miejsca, trzeba ciągle uważać i pomagać), przewlekły stres (nawet teraz czuję jak spiąłem mięśnie brwi i głowa zaczęła boleć), a dodatkowo najważniejsza sprawa:
NIE przeżyłem buntu nastolatka. Po prostu nie i tyle.

Wpływ na brak buntu miało też wychowanie na grzecznego, miłego, niezawadzającego, przydatnego. W ten oto sposób stałem się narzędziem zamiast być człowiekiem.

Specjalista3piorunów

@macgajster jestem w trakcie terapii o tym, o czym piszesz. Ten sam schemat. To tak utrudnia życie, że k... mać.

Autorytet6piorunów

@macgajster
>NIE przeżyłem buntu nastolatka. Po prostu nie i tyle.

O to tak samo jak ja. Moi rodzice wiecznie się kłócili o byle gówno. Robili fochy i sobie po złości więc zamiast skupić się na byciu głupim nastolatkiem to musiałem skakać wokół nich aby było dobrze xD

Pokaż więcej komentarzy (35)

Gruba ryba

w Psychologia

44piorunów

Poczucie bezpieczeństwa

Pierwotnie zapisałem ten wpis pod hasłem „stres od dzieciństwa”, jednak udało się określić na czym on polega, więc rozszerzę temat.

Mam w pamięci dwie scenki, jedna na pewno odbywa się w zerówce, na świetlicy. Ja i brat mieliśmy być odebrani przez rodzica (nazwijmy go roboczo 1) o konkretnej godzinie, jednak ta wybiła i nikt się nie pojawiał. Narastał we mnie strach, mocny, o tego właśnie rodzica. Niby brat uspokajał mnie, ale nie było to wystarczające, żeby zażegnać emocje. Co, jeśli zostałem porzucony?

Druga scenka odbywa się mniej więcej w tym samym wieku. Ten sam rodzic (1) wyszedł w gościnę, a ja zacząłem się martwić. Na tyle mocno, że nie byłem w stanie spać, a była już na to pora. Poszedłem do drugiego rodzica (rodzic 2) szukając ukojenia, pokazując mu swoje zaniepokojenie. Uspokajał mnie, ale to również nie wystarczyło.

Strach, porzucenie, bezsilność, to są uczucia, które wtedy dominowały.

Z analizy w terapii wynika, że jeden rodzic (2) nie był w stanie na tyle zastąpić drugiego (1), żebym czuł się bezpiecznie. Polega to prawdopodobnie na tym, że rodzic 2 był, podobno, na początku mojego życia, dość nieobecny. Naturalnie więc nawiązała się więź z rodzicem obecnym emocjonalnie i fizycznie.


Widać też, że ta reakcja ówczesnego 6-latka, mnie, była dość mocna, czyli czymś już była napędzana i mogła występować dużo wcześniej. Ba, mogła powstać na bazie wielu różnych wcześniejszych przeżyć negatywnych.

W obu tych przypadkach raczej nie dałem znać, że się boję i nie czuję bezpiecznie, nie potrafiłem, nie wiedziałem jak. Tak się domyślam, bo nie zapamiętałem rozwoju sytuacji.

Dziś, po 30 latach, wciąż to pamiętam i to ze szczegółami. Znaczy ważne to. Wciąż też wpływa na mnie, bo wciąż boję się opuszczenia. Nie pomógł też związek, jaki w życiu miałem.
Żeby nie zostać opuszczonym droga jest prosta – nie związywać się z nikim. W ten oto sposób wiąże się to ze stylami przywiązania. Jednocześnie chcę się związać, ale związek łączy się z zagrożeniem porzucenia. Żeby nie przeżyć ponownie traumy z dzieciństwa, moje szukanie jest bardzo mocne w teorii, słabe w praktyce. Z grubsza pozbyłem się już wyszukiwania igły w stogu siana (jednej małej wady, która przekreśla wszystko). To pozwalało odrzucić każdego, byle tylko się nie wiązać.

Muszę teraz zostać rodzicem dla samego siebie*, ukoić ranę.

Ad * - ależ mi tu pasuje pasta „sam sobie jestem ojcem i dziadkiem” 😆

Gruba ryba5piorunów

Jak czytałam to po samych incydentach to już zaczynało mi śmierdzieć zaburzonym stylem przywiązania. U mnie był to wzorzec ambiwalentny. Był, na szczęście.

To że pamiętasz takie scenki, z tą całą dramaturgią są paradoksalnie fajnym kluczem do rozwiązania zagadki dlaczego jest jak jest. Dobrze, że to wykorzystujesz.

Gruba ryba2piorunów

Starzy mieli na mnie tak wyjebane gdy byłem mały (i w sumie zawsze) że ze spektrum moich psychicznych problemów mógłbym stać się drugim Jordanem Petersonem (czyli takim marketingowcem)

Pokaż więcej komentarzy (8)

Koneser

w Dyskusje

11piorunów

Dlaczego zabijasz muchę bez skrupułów, a psa ratujesz za wszelką cenę?

Głaszczesz kota, który zwija się zadowolony na kanapie. Chwilę później bez wahania zabijasz muchę, która zbyt natrętnie bzyczy nad głową. Na obiad jesz kotleta. Wieczorem oglądasz dokument o ratowaniu wielorybów i czujesz autentyczne wzruszenie.\ \ I wszystko to mieści się w jednym

Gruba ryba

w Psychologia

16piorunów

Rozdzielanie rodzeństwa

Jak już wcześniej zdradziłem, mam rodzeństwo. Konkretnie brata, którego właściwie nie znam.

Wychowywaliśmy się, mieszkając przez ponad dwadzieścia lat w jednym, małym pokoju. Sam ten fakt nie pomagał w spokojnym życiu, ale był jeszcze jeden element, który dodatkowo (a może przede wszystkim) nas podzielił.

Ja byłem tym „lepszym” synem, on z automatu musiał być „gorszym”. Lepszym, bo się nie buntowałem, bo byłem spolegliwy, wykonywałem polecenia. On z kolei był moją odwrotnością – jeśli czegoś nie chciał zrobić, mówił to, buntował się, „pyskował”, a w zamian otrzymywał wyzwiska typu „głąb kapuściany”, negatywne komentarze, spojrzenia. Ogólnie on był wrogiem, a skoro ja byłem „przyjacielem” jego wroga, to automatycznie byłem również wrogiem.


Kiedyś, podczas zakazu korzystania z komputera dla obu z nas, ja dostałem hasło do konta, ale z zastrzeżeniem, żebym nie podawał go bratu. Podwójne standardy i wciskanie dziecka w sytuację bez wyjścia. Podam bratu – podpadnę rodzicowi, nie podam bratu – podpadnę bratu.

Dziel i rządź w prostym, skutecznym wykonaniu.

Koniec końców brat zerwał kontakt z tym rodzicem, choć już wcześniej ta relacja nie była zażyła. Przeprowadził się też wystarczająco daleko, żeby nie spotkali się nawet przypadkiem. Powoduje to we mnie poczucie, że on odsuwa się również ode mnie i drugiego rodzica.


Jego odcięcie się było poprzedzone terapią, która moim zdaniem nie rozwiązała wszystkiego (moim zdaniem nadal nie pogodził się z przeszłością), ale chociaż coś sobie przepracował.

Ciekawym zjawiskiem jest, że widząc, jak on obrywa, we mnie odzywały się emocje, jakby pogarda była kierowana na mnie. Odczuwałem wyzywanie jego jak wyzywanie mnie.

Inspirator3piorunów

@macgajster Jeśli tylko twój brat jest w stanie pojąć to w takim stopniu jak ty- to nie widzę przeszkód w pojednaniu. Prócz długiej i emocjonalnej rozmowy najwyżej.

Gruba ryba3piorunów

Kalka z mojej młodości. Chyba dlatego podświadomie wybrałem szkole z internatem bo połapałem sie, ze Jareccy nie grają fair.

Po latach sie odnaleźliśmy się i mamy teraz dobre braterska relacje (a starzy gotują się w tym swoim kościółku spierdolenia nadal).

Polecam wszystkim dobre relacje z rodzeństwem, warto!

Walcz Samuraju!

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Psychologia

89piorunów

Jestem DDA, ale bez A

Będzie na grubo, bo to jest prawdopodobnie źródło największych moich smutków.

Schematy i mechanizmy mojego działania są bardzo podobne do tych, które przejawiają dzieci dorosłych alkoholików dorosłe dzieci alkoholików. Wiem, jak to się stało, bo o ile alkohol w domu był, to nie lał się często, strumieniami i nie do upadu (nigdy żadne z moich rodziców, na moich oczach, nie było na tyle pijane, żeby się zataczać lub gorzej). Nie on był problemem, a rodzic narcystyczny w połączeniu z drugim rodzicem – zależnym od narcyza.

Czuję się w obowiązku nieco edukować, dlatego też poniżej są obowiązujące w domu z narcyzem niewypowiedziane zasady:

* „Nie mów” – nie opowiadaj, co się dzieje w domu, bo to może zagrażać pozycji narcyza, może go zdemaskować. Tę regułę, wyjątkowo, usłyszałem w formie przysłowia „nie mów nikomu, co się dzieje w domu”.

* „Nie ufaj” – wszyscy są zagrożeniem, nie wiesz, gdzie je spotkasz. Nie ufaj nawet sobie, skąd wiesz, że się nie mylisz? Podważa to zaufanie do ludzi i samego siebie.

* „Nie czuj” – emocje są groźne, zbędne, prowadzą tylko do problemów (czyich?).

Efektem tych zasad jest u mnie oczywiście odcięcie od emocji i uczuć, brak zaufania, ale także wymazanie wspomnień negatywnych z dzieciństwa. Pozostaje obraz sielanki, spokojnego i fajnego dzieciństwa, takie idealizowanie. Do tego dochodzi chorobliwe przywiązanie do rodzica/ów, chorobliwy strach przed ich utratą (szczególnie jeśli zdarzały się manipulacje zdrowiem/życiem).

Doszedłem w tym roku do ślepego zaułka. Z jednej strony chcę żyć, czerpać ze swojego życia, cieszyć się, a z drugiej hamuje mnie mechanizm trzech zasad. Odciąć się? To potęguje strach przed utratą rodzica/ów. Obydwoje nie są odpowiedzialni za ten stan, a odcięcie jednego spowoduje częściowe ukaranie w ten sposób drugiego.

Wyrzucenie im tego w twarz nie zrobi nic dobrego – narcyz co najwyżej pogrąży się w depresji i będzie nas pogrążał, a rodzic zależny dostanie niezasłużoną karę. Zresztą, ja ich obydwoje racjonalizuję i tłumaczę we własnej głowie. NO NIE MOGLI INACZEJ, kropka!

Tak naprawdę, bez rodziców, pozostaję sam. Mam trudną relację z bratem, a raczej jej brak, bo tak potoczyły się losy (o tym też będzie wpis). „Nie ufaj” pozbawia mnie szans na związek, więc moje „stado” rozpada się i ta myśl straszy mnie od dłuższego czasu. To nakręca spiralę nie-przyciągającą w moim kierunku.


Mam zamiar spróbować poznać swojego własnego, rodzonego, brata. Jesteśmy sobie bliscy krwią, miejscem i czasem, ale nasze historie, mimo życia pod tym samym dachem, są bardzo odmienne.  To jest decyzja z mojej ostatniej sesji terapeutycznej.

I tu przyznam wam się do czegoś. Wykorzystuję was. Uczę się, mówić, ufać, czuć. Właśnie głównie po to są te wpisy.

Ten wpis miał wpaść w wigilię, z premedytacją wbić się na zadowolone stoły, żeby zacząć zadawać pytania. Tylko nie miałem weny ani czasu :grinning:

Polecam cały film, a dla niecierpliwych sam monolog: https://www.youtube.com/watch?v=7XcpvCLQDMk

Fanatyk2piorunów

Może nie jestem wzorem, ale polecam się wraz z całą mini społecznością, jaka utworzyliśmy po hejtonalewki

Koneser2piorunów

@macgajster widzę że zdejmujesz z rodziców odpowiedzialność za to jacy są. No nie, fajnie że rozumiesz w jakim byli położeniu ale zawsze mieli wybór. Ty też teraz masz, wybierz jak najlepiej dla siebie. Powodzonka!

Pokaż więcej komentarzy (27)

Gruba ryba

w Psychologia

46piorunów

Granice „grzecznego dziecka”

Wiele mówi się o granicach, jak to warto je mieć, żeby nie dawać ich naruszać i w ogóle. Wtrącę tu swoje kilka groszy, bo jestem z tej strony, której granice były co najmniej naruszane.

Od kiedy pamiętam miałem problem z granicami.
Gdzieś do 6-7 roku życia nie odczuwałem głodu, z najedzenia, albo nie potrafiłem go odczuć. Pamiętam nawet sytuację, w której zapytałem jak odczuwa się głód, gdy poczułem go pierwszy raz świadomie. Zawsze jednak byłem „niejadkiem”, który „nie wstaniesz od stołu dopóki nie zjesz” albo „nie po to tyle stoję przy garach żebyś zimne jadł”* tudzież inne podobne teksty. Byłem zatem zmuszany do odpuszczania swoich granic pod tytułem „nie jestem głodny”.
Zdarzyło się kilka razy, że gdy czegoś nie chciałem zrobić dla kogoś, to byłem „nieużytkiem”.
[* swoją drogą ciekawe jest, że w wielu domach padały podobne słowa, choć nikt nie spisał księgi wyrzutów słowno-kuchennych :smiley: ]

Generalnie mam takie odczucie, że nie liczyło się moje zdanie i nastąpiło to tak wiele razy, że… właściwie nie przeszedłem buntu nastolatka. Gdzieś od gimnazjum postanowiłem, że nie będę sprawiał rodzicom więcej kłopotów niż mają i będę bezkolizyjny. Dla nich na pewno super, dla mnie z dłuższej perspektywy gorzej.

W testach MBTI wychodziła mi asertywność, w życiu… nie do końca. Jeśli sytuacja wymaga obrony własnych granic albo ich stawiania, to jest to bardzo trudne w czasie rzeczywistym, bez logicznego kalkulowania. Dlatego też moja była miała łatwe zadanie, by wspiąć się na szczyt mojej głowy, umościć tam gniazdko, sterować i wyrzucić kukiełkę, kiedy się znudziła.

Nie powiem, pojawia mi się jakiś intuicyjny sygnał, że coś jest nie tak, gdy ktoś depcze mi po odcisku. Szkopuł w tym, że jest słabo wyczuwalny i mu nie ufam. To zaufanie będzie tematem następnego wpisu.

Autorytet2piorunów

Jak zwykle źródłem problemów w dorosłym życiu jest toksyczny dom. A to właśnie w rodzinnym domu powinna być bezpieczna przystań, schronienie, ciepło, poczucie stabilizacji i pewności siebie.

Smutne w chvj.

Ps.

To jest kolejny wpis motywujący mnie do stworzenia przytulnego gniazda dla mojej córki. Obiecałem jej (jak była jeszcze w brzuchu), że będzie mieć za⁎⁎⁎⁎ste dzieciństwo.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Psychologia

15piorunów

Pierwszy raz film "Siła spokoju" obejrzałem w 2016 albo 2017 roku. Znając tę "zasadę" dobrego życia tak długo sądziłem, że ją stosuję, a na pewno znam, więc przecież to działa. Przynajmniej przed izotekiem. Jedną z nauk jest, w uproszczeniu, żeby odpuścić rozmyślanie o przeszłości i przyszłości, a zacząć żyć tu i teraz. Przez ostatni rok, a raczej więcej, trudno mi było nie martwić się przyszłością. Izotek rozorał jeszcze przeszłość, więc miałem problem w obie strony.

Wczoraj, siedząc rano w pracy, zmieniło się moje postrzeganie zasad co do "przeżuwania" przeszłości i przyszłości. Nie tylko wiedziałem to umysłem logicznym, ale również poczułem sens. Nawet nie wiem jak to inaczej opisać, bo to abstrakcja.

Na tym właśnie polega moja terapia, żeby czuć, nie tylko rozumieć.

Popatrzyłem na to co robią mi te myśli nieco z boku. Co daje mi martwienie się, że 10 kilometrów dalej, w domu rodzinnym, dzieje się coś niedobrego ze zdrowiem rodziców (ten lęk nabyłem przez izotek), skoro nie jestem w stanie ani natychmiastowo im pomóc, ani wpłynąć na to żeby czuli się lepiej? Przede wszystkim nie wiem jednak jak się czują, bo może nawet nic złego się nie dzieje. Tymczasem ja zamartwiam się, angażuję swoje nerwy, jedynie w imię masochizmu. Byłem myślami oddalony od swojego otoczenia, nawet siebie, byle tylko mieć jakieś nikłe poczucie kontroli nad sytuacją.

Uświadomienie tego dało mi lekki zastrzyk szczęścia (bo coś rozwiązałem), ale także zdjęło duży ciężar, który nakładałem na siebie.

https://www.youtube.com/watch?v=cFbbV5a1Dds

Gruba ryba

w Psychologia

25piorunów

Style przywiązania

Teoria wstępna: wyróżniamy cztery style – bezpieczny (czyli ten fajny), unikający, lękowy (ambiwalentny), zdezorganizowany. Te trzy ostatnie to niefajen. Myślę, że nazwy mówią same za siebie, a w razie co odsyłam do internetuf.

Chciałbym powiedzieć „mój styl to bezpieczny, wszystko jest fajnie”, ale nie mogę. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że prawdopodobnie mam styl unikający. Zapytasz – ale czego unikający? Przywiązania. Paradoks.
Z jednej strony bliskość jest dla mnie celem, z drugiej wizja jej osiągnięcia to odsłonięcie tego, co przez całe życie obudowywałem betonem. Ten beton ma chronić przed uszkodzeniem delikatnego „ja”.


Kolejny paradoks – z zewnątrz wygląda jakbym wszystko miał pod kontrolą, był spełniony, zaangażowany w różne ciekawe rzeczy. Wewnątrz jednak kryje się przestraszone dziecko, którego potrzeby nie zostały spełnione wcale lub w odpowiedni sposób. Dotyczy to głównie negatywnych i „trudnych” emocji. Jak konkretnie – nie pamiętam, bo styl kształtuje się podobno w wieku dwóch-trzech lat. Nie było sensu pokazywać swoich trudów, skoro nikt nie podejmował na nie jakiejś reakcji. Nie da się pamiętać rzeczy, które się nie wydarzyły, a takimi było niereagowanie na emocje dziecka. Trudno zatem wyłuskać ten kluczowy moment i go naprawić.

Dlaczego to nie działa
Związek, to (dla mnie) całkowite odsłonięcie się, z emocjami, pragnieniami, lękami, po prostu wszystkim. Gdzieś na drodze życia nauczyłem się, że moje potrzeby nie są aż tak ważne, a może nawet były wzgardzane lub wyśmiewane [patrzy w kierunku byłego związku]. Ukrycie ich jest metodą obrony przed powtórzeniem tego zranienia. Ot mechanizm „walcz lub uciekaj” w praktyce.
Nie da się zbliżyć do drugiego człowieka nie pokazując siebie. Nie da się stać zależnym od drugiego człowieka, gdy podświadomie wyznaje się zasadę niezależnego bastionu. Dochodzi do tego rzecz wtórna, o tym samym podłożu – perfekcjonizm.

Wiem jednak, że to pragnienie i jednoczesny strach przed jego spełnieniem prowadzą na manowce. Jest to także wielki bagaż, który hamuje mnie przed chociaż namiastką szczęścia. Wiem też, że potrafię pokochać, znam to uczucie i chcę go dla siebie i nie tylko. Potrafię opiekować się drugą osobą, także emocjonalnie, mam jednak problem dać się zaopiekować. Mam tę swoją przypadłość, która objawia się np. chęcią ucieczki jeśli jakaś kobieta okaże się zainteresowana mną (np. na sympatii, raz czy dwa); marzeniami o bliskości bez działań do ich spełnienia; wynajdowaniu kobiet, z którymi mógłbym być, ale [dowolny powód dlaczego nie].

Pewnie da się zauważyć, że ten wpis jest bardziej oparty na faktach. Pisząc go przeżywam emocje – konflikt między tym co chcę, a co dostaję.

Znam, nie stosuję:
A warrior is not about perfection, or victory, or invulnerability. He's about absolute vulnerability. That's the only true courage.

https://www.youtube.com/watch?v=IpsxpuXg64E

grafika ze strony [www.superego.com.pl]

Tytan1piorunów

Ty chciałbyś być zależnym od drugiego człowieka?

Gruba ryba1piorunów

Nie mam dzis czasu pomóc Ci w analizie, ale jedną uwagę mam - rób prostsze opisy, mniej "embiwalentne". Dzięki temu dotrzesz do szerszego kręgu odbiorców.

Wypowiedź jest nacechowana zbyt dużą komplikacją słowną /terminologiczną IMO co może nużyć...i zwyczajnie ludzie, którzy mogą coś wnieść do tego arcy ciekawego tagu mają wyjebane.

Zmień styl...bądź jak prezydenci ostatni. Prosto i do celu.

Mieszasz wątki...niepotrzebnie zaciemnia to big picture (Twoje potrzeby, potrzeby lasek itp).

Nadal to tylko opinia szarego ludzia. No offence.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Gruba ryba

w Psychologia

55piorunów

Odkrywanie emocji

Jeszcze przed związkiem, ówczesna niedoszła była powiedziała mi słowa „ty jesteś jak robot, nie masz emocji”.

W sumie coś by w tym było. Mało czułem, nie potrzebowałem tego, działałem automatycznie, nieświadomy uczuć czy emocji. Dziś wiem, że to gruba nieprawda, że nie mam emocji. Mam, silne, nawet potrafię je wywoływać, ale uczę się ich integracji w dniu codziennym.

Etap „ślepca” emocjonalnego określiłbym jako życie w jakimś stopniu na autopilocie. Robiłem co chciałem, żyłem jak chciałem, ale także unikałem szans czy wręcz torpedowałem swoje możliwości. Niby wybierałem dobrze dla siebie, w tamtym momencie, ale było to sterowane schematami z przeszłości, głównie strachem przed nieznanym, zwykłym brakiem zaufania do siebie i innych.

W trakcie związku niby coś tam wspólnie uczyliśmy się na tematy psychologiczne, jednak nie było łatwo. Zamiast pola do otwarcia się, poznania siebie, rozwoju, otrzymałem emocjonalną ~roller coaster~ kolejkę górską.
Zamknąłem się w sobie, musiałem. Tylko ten sposób znałem i niby-działał. Po dwóch latach powiedziałem basta, ale nie byłem w stanie utrzymać swojego zdania. Nie naciskała, po prostu podobne huśtawki emocjonalne poznałem już w domu, nie było to coś tak strasznego jak dla osoby nieznającej takich działań. No, to skoro znam to, to przecież tak źle nie jest, nie? Błąd. Przez kolejny rok pożerało mnie poczucie winy, w jakie wpędziłem się sam, patrząc jak ona przy pierwszym rozstaniu zalewa się łzami. Wiecie, koń na białym rycerzu, kobieta nie może płakać, a jak płacze to twoja wina i musisz ją ratować.
Po łącznie trzech latach to ona powiedziała „koniec”. Mnie już w sumie było wszystko jedno, jedyne co pamiętam z wtedy to strach. Na sygnał SMS-a podskakiwałem wewnętrznie. Po dwóch latach (2020/2021) byłem już mniej więcej sobą, ale za to zaczęło się srać w pracy (wyczuwałem, że mnie wyrzucą na 1,5 roku przed zarządcami).
W tamtym momencie już coś tych emocji miałem liźnięte. Niestety niewystarczająco.

Nigdy nie umiałem ukrywać negatywnych emocji, choć powstrzymywałem się od reagowania zgodnie z nimi. Jakbym miał to do czegoś porównywać, to chyba do jednoczesnego wciśnięcia hamulca i gazu w podłogę oraz zaciągnięciu ręcznego, gdy samochód jest na biegu. Wewnątrz zawsze się kotłowało, wystarczyła iskierka, co było widać, ale na zewnątrz nie było innej reakcji. Kilka razy w życiu dałem sobie możliwość na złość, ale to było na pewno mniej niż pięć sytuacji. Dominowała relaksacja mięśni twarzy, wzrok mówiący „nie przetrwasz tego, głupcze” ❤️

Dużo lepiej w realizacji wychodziła mi wojna podjazdowa, gdzie trzeba coś zaplanować. Na przykład na studiach udupiłem z jednego przedmiotu swoją podgrupę jak mi zaszli za skórę. Za powtarzanie płaciłem z przyjemnością :3

A teraz, gdy grzebię sobie na terapii w głowie, jest smutno, straszno, a przy znalezieniu przyczyny już przyjemniej.
Z czego wziął się brak przyzwolenia na wyrażanie i odczuwanie emocji? To wyjdzie w następnych odcinkach 😆

Gruba ryba7piorunów

Ha! Pamiętam ten moment olśnienia u mnie, kiedy zdałam sobie sprawę dlaczego tak krępuje swoje emocje. To jest game changer.

Uwielbiam czytać tego typy wpisy, zawsze gdzieś tam, chociażby w jednym zdaniu można znaleźć siebie. Może to co napisze będzie na wyrost, ale po samej narracji i analizie czuję że jesteś na dobrej drodze do samouleczenia się z tego co tam kiśnie i śmierdzi w środku. :p

Powodzonka i czekam na kontynuację. :)

Pokaż więcej komentarzy (23)

Gruba ryba

w Psychologia

37piorunów

Somatyzacja

Mawiają, że alkoholik musi sięgnąć dna żeby zobaczyć swoją sytuację i próbować się od niego odbić. Cóż, alkoholu nie pijam od dawna, tak żeby wypić-wypić to były 2-3 razy w całym życiu i to butelka desperadosa albo puszka nawet już nie pamiętam czego. Z jednej strony nigdy mi nie smakował, z drugiej raczej zawsze obawiałem się urobienia „na smutno” i wylania tak naprawdę nie wiem jakich i których smutków.
Tak czy inaczej, moim alkoholem spychającym na dno był . Nie pierwszy to kopniak życiowy, bo wcześniej jeszcze była była :smiley:

Zrobiło mi się bardzo źle w głowę, a mam jakiś mechanizm próbujący jednak wyciągać mnie z gówna. Załatwiłem terapię, prywatnie, bo NFZ leczy czasem (czas oczekiwania dwa lata i to bez gwarancji).
Minęło siedem miesięcy. Izotek zszedł, ale warstwa kałowa pozostała. Ten „lek” po prostu uwidocznił spychane przeze mnie problemy, a ja, zamiast je spowrotem przykryć pleśniową kołderką, rozgrzebuję i drążę na terapii.

Zawsze miałem siebie za spokojnego człowieka, bardzo rzadko dążyłem do konfliktu, częściej nawet ustępowałem żeby do takiego nie doszło. Podczas terapii wyszło jednak, że bardzo chętnie i często używam sarkazmu i to nie takiego lekkiego. Kpiłem ze wszystkiego, ale wpadały też jazdy po samym sobie jako umniejszanie w różnych kategoriach. Usłyszałem wtedy, że muszę być permanentnie wkurzony, skoro tak używam języka. Zdziwiło mnie to trochę, przecież jest wszystko w porządku, żyłem dotychczas spokojnie. Ja, wkurzony? To się zdarza bardzo rzadko…

W trakcie spotkań i między nimi wychodziły jeszcze inne kwiatki. Mimowolne skurcze mięśni, takie bolesne, choć krótkotrwałe, szorowanie językiem o zęby przy przełykaniu, tiki powieką, globus hystericus, podgryzanie warg, skubanie skórek przy paznokciach, ból głowy z napięcia mięśni o których nawet nie wiedziałem, ból w klatce piersiowej i na tej samej wysokości w plecach.


Po tym można było stwierdzić, że to nie zdenerwowanie – wkurzenie, a stres lękowy. Permanentny. Sposób przełykania na uszkadzający język zmieniłem… w , kiedy pojawiło się wymaganie żebym zrobił trzy rzeczy jednocześnie w tydzień i nie było siły, która by przetłumaczyła jak idiotyczny to jest przykaz. To będzie ponad trzy lata temu. TRZY lata uszkadzania sobie języka przez janusza.

Zrobiłem nawet niedawno badania kortyzolu z krwi. Spodziewałem się, że jest wysoki, bo objawy fizyczne były bardzo mocne. Wyszło 40 ponad górną normę. Wreszcie w coś wygrałem :smiling_face_with_tear:

Jak to jest, że nie czuję tego lęku, zapytasz. Ja odpowiem: nie wiem. Całe moje życie to nieświadomość emocji, nieświadomość tego, że ciągle boję się czegoś nieokreślonego. Przyzwyczaiłem się… Nigdy też nie byłem po tej drugiej stronie, gdzie rzeczywiście można poczuć się spokojnie, więc nie mam porównania.

Fanatyk1piorunów
Podczas terapii wyszło jednak, że bardzo chętnie i często używam sarkazmu i to nie takiego lekkiego

@macgajster zdiagnozowałbym Ci to za 1/4 ceny :grinning:

Osobistość1piorunów

Może nie do końca rozumiem co piszesz,ale jestem w stanie zgodzić się z tym niemal w 100%

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Psychologia

22piorunów

Mam takiego kolegę, który kilka lat temu usłyszał słowa „jesteś najbardziej normalną osobą, jaką znam”. Coś jednak ciągle jest nie tak, coś go gryzie, a przez to i on potrafi bezwiednie gryźć innych. Ma pracę, sam wynajmuje mieszkanie, ma hobby, udziela się społecznie, ma znajomych, nie narzeka na brak czasu, miał niby fajne i spokojne dzieciństwo, a mimo wszystko jest samotny fizycznie i psychicznie. Przybiera maski, dostosowuje się, nie szkodzi innym, lecz szkodzi sobie.

To będzie nieregularna seria wpisów, które być może komuś pomogą. Rozgość się w mojej głowie pod tagiem

Fenomen1piorunów

@macgajster kolegować się i obserwować. Też miałem takiego kolegę, o którym z grubsza możnaby powiedzieć to samo co napisałeś i skończył na sznurze.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

90piorunów


Mimo, że szkołę skończyłem w roku szkolnym 2001/2002 to koniec wakacji zawsze budzi we mnie sporo przemyśleń i włącza przycisk z napisem "nostalgia". Od kiedy pamiętam miałem wrażenie, że każde wakacje są jakimś istotnym etapem dorastania. To w wakacje poznawałem nowych ludzi, co wymagało ode mnie sporego wysiłku, jako że zawsze byłem raczej introwertykiem. W wakacje nabywałem nowe umiejętności, rozwijałem zainteresowania, pojawiały się nowe zajawki. Wakacje, to pierwsze poważne kontakty z dziewczynami, imprezy, wyjazdy na festiwale, próby z zespołem, który nigdy nie wyszedł z garażu, bieganie do wieczora po boisku, wypady rowerowe za miasto a to wszystko w oparach kompletnej wolności i poczucia, że następnego dnia można zacząć te wszystkie rzeczy robić od nowa. To w wakacje pierwszy raz wróciłem do domu nad ranem, pierwszy raz poważnie imprezowałem, zaliczyłem pierwszy wyjazd z kumplami na koncert. Rok szkolny jawił się jako koszmar.

Zdjęcie wykonane wczoraj na spacerze w pobliżu mojego rodzinnego miasteczka.

Osobistość24piorunów

klimacik aż bije z tego zdjęcia, ja kiedyś zrobiłem takie i czułem podobny wajb do Twoich przemyśleń :smiley:

Zawodowiec5piorunów

@WatluszPierwszy mam tak samo. Ten przełom sierpnia i września ma w sobie to coś nawet teraz gdy nie chodzę od szkoły tylko do pracy

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Przemyślenia

13piorunów

kurde, chyba :smiley:

Przemija obraz świata? Nie: Przemija postać świata. Wszystko umiera. Nawet miejsca, które kiedyś były.. miejsca, których byliśmy szczęśliwi. One też. Niszczeją, walą się, są rozbierane. Ludzie, z którymi mamy wspólne wspomnienia. Mieliśmy, bo teraz mamy tylko wspomnienia, w których występują oni. Świętej pamięci.
Nawet te wspomnienia, które mamy umierają powoli. Są bledsze i chłodniejsze i pewnego dnia powstaje pytanie "Dlaczego to było ważne? Dlaczego tyle lat to było ważne?? Przecież to nic nie znaczy. Wspomnienie, które nie rozgrzewa serca, nie zatrzymuje oddechu. Wspomnienie nieistotne". Leżą więc zimne i już niezrozumiałe, by umrzeć ostatecznie, kiedy umieramy my.
Wiecie, że z częścią was umrą nie tylko wspomnienia waszych miłości czy dobrych żartów albo wielkiego płaczu po stłuczeniu kolana, ale też np piosenka z czołówki filmu, jaki oglądaliście mając pięć lat. Nie ma jej już nigdzie. To nie jest prawda, że w internecie nic nie ginie. Ona jest jeszcze tylko w pamięci waszej i kilku tysięcy innych. To dużo? Kilkaset tysięcy umiera ludzi w Polsce rocznie. Spokojnie. Jeszcze pożyjecie, ale wszystko umiera. Więc umrze i ta piosenka, jak umarło ich dziesiątki tysięcy na przestrzeni historii Świata.

I w związku z tym, mam dla was ofertę. Tanie cyfrowe dyktafony, na które możecie nagrać takie właśnie stare... :smiley:

Nie. Nie mam. To tylko żart. To, że wszystko umiera żartem nie jest, chociaż nie jest też tragedią. Jest smutne, kiedy umiera piesek, kotek albo... ktoś.. Bardzo smutne czasami.

I to tyle. Tak mi przyszło do głowy, bo tu się wymieniam na Telegramie linkami do plików STL i niektóre są śmieszne 😉

dodatkowo oraz

EDIT: Jeszcze fotka miała być, bo była też inspiracją 😉

Dobrej nocy :slightly_smiling_face:

GURU3piorunów

“Proszę tu podpisać ten protokół zniszczenia
Co było wszystkim niegdyś co dziś nie ma znaczenia
Co siedzi na ramieniu co pisane każdemu
Co w świetle zimnych gwiazd i co w milczącym kamieniu
Proszę tu pokwitować swoim palcem na wodzie
Co było niewyraźne w życia kalce na co dzień
Co wie każdy przechodzień a co już zapomniane
Co w słońcu lśni jak Zakopane w nim pani z panem
Co było w tamtych oczach na starych fotografiach
Dawało cień uśmiechu a od czego szlag trafiał
Co wprawiało w harmonie co grzało zimne dłonie
Co zachwycało nagle jak chmury na nieboskłonie
Jak po deszczu większy potok
Nadali diabli mniejszy kłopot
Jak po flaucie żagli pierwszy łopot
Co w kształcie zapomnianych imion
Wzruszanych potokami znamion
Co zbyte wzruszeniami ramion
Co było w świecie ramion i talii linii
Co było w zgiełku miast co w milczeniu pustyni
Co było w ciał komunii i na ognia linii
Co było w oczach graczy? Kto dziś pamięta wynik?”

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

4piorunów

i i będzie <-- jedna sztuka, bo cytat (dwie, bo jeszcze "k⁎⁎wa" padła)

Od dłuższego już czasu obserwuję taką rzecz. Staram się dowiedzieć, co tam na świecie i wchodzę na jakąś interię (na onet nie wchodzę już, bo nie mam 59 zł) i przeglądam te wiadomości różne i większość to tam jest o jakichś, k⁎⁎wa, ludziach, co ich nie znam i nie chcę znać, celebrytach i aktorkach serialowych, ale nawet jak są to takie bardziej "prawdziwe" wiadomości, to albo wchodzę w tego linka i wtedy sobie to uświadamiam albo po samym nagłówku dochodzę do wniosku, że (i tu cytat - dosłownie w tych sytuacjach te słowa cisną mi się na usta)

w c⁎⁎ju to mam

I przewijam dalej i zatrzymuję się na kolejnym i to samo. Czasem moje przeglądanie portali informacyjnych kończy się tym, że niczego się nie dowiem, bo czy to nagłówek czy pierwsze zdanie "artykułu" kończy się takim podsumowaniem.

Czy to jest normalne?

Lider1piorunów

>Czy to jest normalne?
w c⁎⁎ju to mam
😉

Autorytet4piorunów

@KLH2 niestety tak działają oparte na clickabitach albo gówno wiadomościach portale. Szczerze mówiąc ja wolę obejrzeć wydarzenia o 18:50 na Polsacie i w 15 min mniej więcej wiem co się ważnego dzieje na świecie.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Przemyślenia

3piorunów

Miałem coś pisać o naturalnej ludzkiej skłonności ludzi do zabijania innych przedstawicieli swojego gatunku, o religii i innych takich, ale mi się nie chce.
Napiszę, że szkoda i że wolałbym widzieć ten uśmiech w "normalnej" sytuacji. Ale nie, że sobie bym tego życzył tylko jej.
I wszystkim innym podobnym. W podobnych miejscach na świecie. Żeby mieli życie, jak w krajach, gdzie wydarza się "okropna tragedia", a nie w krajach, gdzie "cóż, takie jest życie".
Podobno już nie żyje, ale przeczytałem to w internecie, a niby skąd ktoś w internecie miałby to wiedzieć.

Tu, jak widać, niewiele brakowało. Niewiele brakowało, żeby był to filmik, którego nie chcą oglądać normalni ludzie.

https://streamable.com/lxfpw0

Osobistość0piorunów

Tym swd można co najwyżej powkurwiac jamnika albo strzelać po samochodach w akcie wandalizmu

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Poezja/Cytaty/Proza

6piorunów

Kot w pustym mieszkaniu

Wisława Szymborska
(27.07.1923-01.02.2012)

Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.

Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.

Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.

Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.

Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.

youtu.be/HtzS8_63cRM?si=KOTwPUSTYMmieszkaniu

Gruba ryba

w AI

5piorunów

a może nie, może to czy coś.. 😉

Do kalendarza z tymi.. z rusałkami, chciałem dodać jeszcze driady czy inne nimfy zielone, ale przypadkiem wpadłem na coś innego i pochłonęło mnie to całkowicie.
Przypadkiem wpadłem na to, co jest na grafice 1 i pojawiło się pytanie "jak daleko można pójść w tym kierunku?".
Czy AI ma takie możliwości? Technicznie ma. Tak jak większość ludzi ma techniczną możliwość, żeby podpalić centrum handlowe. Czy to zrobią? Większość nie 😉
Ten deepai cały ma wiele obostrzeń i takich różnych cenzorskich wybiegów. Przegląda prompta i jeśli tam przypadkiem zawarliście jakieś kontrowersyjne słowa jak np "kiss" albo "thigh" albo (nie daj boże!) "BREAST", to pisze, że system coś tam coś tam unsafe content i nie będzie generował. Więc prompt typu "dwie gorące laski się całują" (żeby zacząć łagodnie) nie przejdzie.
W tych podstawowych generacjach oni tam chyba mają GPT2 i nie jest to jakaś bardzo rozgarnięta inteligencja (ciekawostka w tym temacie jest na jednej z grafik, ale nie jak ktoś nie lubi oglądać, to napiszę za chwilę przy użyciu WYRAZÓW 😉 ). Więc da się to obejść jako tako. Da się też obejść jego protesty i alerty "unsafe content" wstawiając jakieś kropki, średniki i przecinki w różnych pozycjach albo przenosząc bolące go frazy w inne miejsce. Ale to dotyczy takich kontrowersji jak np "mleko" :smirk: Mleko też jest problematyczne, ale przenosząc zdanie z mlekiem w inne miejsce można coś osiągnąć. Jest to jednak męczące. "Mleko" to taki przykład, ale przykład autentyczny.
Mają tam też takie dostępne dla subskrybentów coś, co się nazywa "Genius" i to jest generowanie niby takie lepsze. I to jest chyba GPT3 (chyba nie 4, nie?). I tu jest jeszcze gorzej w sumie. Bo nawet jak przyjmie prompta i coś wygeneruje, to potem sobie na to spojrzy. I jak po tym zerknięciu uzna, że to jest unsafe content, to nie pokaże co tam zrobił. To jest absolutnie niezależne od wpisującego. Jeśli np wpiszecie "zatkany zlewozmywak" to on coś tam stworzy i jak spojrzy na to i tam będzie np.. co może być? Goła baba i goły chłop 😉 To wtedy uzna, że to jest unsafe i nie ma takiego generowania. A dlaczego miałby tam być goły chłop? No bo jak się uczył, a on się cały czas uczy, nawet w samolocie.. a nie! to nie ten.. Ale jak się uczył i go szkolili na takich rzeczach jak porno z hydraulikiem, to tak teraz umi ¯\\(ツ)
Więc całe to PRO to bym se darował, bo na wstępie jest to frustrujące. Co ciekawe.. jak tak robię ten wpis, to widzę, że wygenerowało mi jeden obrazek z tego Geniusa chyba i nie wiem dlaczego nie uznał tego za "unsafe". To będzie na obrazku w komentarzu, ten taki kafelek zahaczający o Gigera (minimalnie). To połączenie fotorealistycznego tła z tymi.. kobietami (i jeszcze Martensy tam są :slightly_smiling_face: ) Nie wiem, czy to jest mniej unsafe niż cokolwiek innego, chociaż teraz mi przyszło do głowy, że nie wiem co ona tam sobie generuje unsafe, bo nie widziałem. Może to jest coś bardzo ekstremalnego :grinning: W każdym razie raz wygenerował, potem już nie chciał, więc i ja nie chciałem, bo jak ktoś nie chce to ja się obrażam i odchodzę :no_mouth:

Więc wróciłem do GPT2 i chciałem jakieś takie erotyczne sceny wygenerować, jak już się zaczęło :grinning: ale jako, że nie przepadam za mężczyznami (tak mam, co zrobić?) to uznałem, że będą dwie panny. Uznałem to tym łatwiej i szybciej, że na tym pierwszym przypadkowym juz były, więc myślenia mniej.
I o tym jest grafika 2 (tam gdzie jest 6 obrazków). Tyle można mimo niechęci AI do "kiss" i "breast" (o.. tera widzę, że nie dałem tam jak się za cycki łapią.. no trudno, musicie uwierzyć na słowo, że się łapały :grinning: ).
Pozostając przy grafice nr 2 wracam do nierozgarnięcia tego GPT2. Uważam, że w tym wypadku to "i" w AI jest baaaaardzo na wyrost. Ja myślę, że on wyciąga jakąś średnią graficzną (takie pojęcie se wymyśliłem teraz 😉 ) z obejrzanych obrazów i lepi z tego odpowiedź. Na obrazku szóstym (prawy dolny róg) dolepił nazwisko Jeszika Le Vyye, bo najwyraźniej ze sredniej mu wyszło, że to jest jakiś element graficzny takiego obrazu. I tu tak sobie myślę, że jeśli w grafice wyciąga taką średnią bez sensu, to to samo robi w tekstach i muzyce. Więc wszyscy, którzy zachwycają się tekstami GPT2, zachwycają się bełkotem debila :grinning: Ale cóż.. ja się zachwycam grafikami tego samego debila (niektóre naprawdę są zachwycające.. chociaż pewnie bez głębi itp itd, nie będę o tym pisał).

Potem poszedłem w taką dygresję o zakonnicach 😛 (o tym jest obrazek 3) i - o dziwo - czegoś się dowiedziałem. Dowiedziałem się, że AI nie potrafi wygenerować prawidłowo krzyża, który widzimy w jednym miejscy, następnie coś nam zasłania (zakonnica w tym wypadku) i widzimy jego "dalszy ciąg". Ten dalszy ciąg jest zawsze przesunięty. Ech też nie dodałem obrazka.. :confused: Dobrze zrobione zakonnice ważniejsze, a dobrze zrobione to te, które mają po pięć palców :grinning:
(chociaż i tak musiałem dodać jednej z tych w fotoszopie 😉 )

I potem znowu o czymś pomyślałem. Pomyślałem, czy może mi AI zrobić grafikę, która nie będzie pornografią, ale będzie... jakoś sugestywna 😉 No bo, jeśli ten generator jest debilem, który nic nie wie o świecie, to przecież nie będzie wiedział co tworzy. Myślałem, żeby sprawdzić tym inteligencję tego ich Geniusa, ale było późno, a ja byłem obrażony, więc nie sprawdzałem. Natomiast zrobili mi kilka takich grafik.. reklamowych :no_mouth: czy ja je nazwać. Reklama lizaków, pączków i.. płynu do podłogi chyba. To grafika nr 4. Chciałem jeszcze banana (dla skali) sprawdzić, ale okazało się, że GPT2 nie wie jak działa banan.

Trochę mnie jednak ta część znudziło, ale jako, że mi generowało tak dość fotorealistycznie ("dość" bo jedyna naprawdę fotorealistyczna rzecz to jest tło i Martensy w tym "Gigerze") a równocześnie mogłem wybrać kolor oczu modelki, to pomyślałem, że może by jakieś zdjecia modelingowe zasymulować. I tu problem jest taki, że większy wybór opcji typu - właśnie - fotorealistyczne generowania jest w tym Geniusie, a ja jestem obrażony i musiałem na ślepo działać z GPT2.
Wróciłem więc do zakonnic, ale zdjąłem im te kaptury.. o! tu ciekawostka dla kogoś, kto nigdy się tym nie bawił: nie można napisać, że ktoś ma być nagi. "Nude" jest unsafe. Nawet napisanie, że ktoś ma na sobie "tylko coś" jest unsafe. Ale jak się napisze, co ten ktoś ma na sobie mieć, to się nagle okazuje, że AI w większości wypadków nie zadaje sobie trudu generowania innych części odzieży :slightly_smiling_face: Więc wracajac do wątku - zdjąłem im te kaptury i wysłałem na śnieg. Dlaczego na śnieg? Bo podobnie, jak w przypadku wody, liczyłem na to, że stopy będą w śniegu i nie będzie przypału (który ze stopami jest w jakichś 9 na 10 przypadkach). Skoro śnieg to czapki, a potem rękawiczki - żeby zabić te dwa ptaki jednym kamieniem czy jak to leci - można schować dłonie (które AI generuje źle w jakichś 6 na 10 przypadkach :slightly_smiling_face: )
Wyszło ok. Jak na "niefotoreastyczne" generowanie to wyszło dość realistycznie. Pomijam realizm proporcji modelek, bo takie się nie zdarzają często, chociaż się zdarzają. Równie rzadko zdarzają się tak idealne twarze. I to jest nr 5.

I tu właśnie refleksja wspomniana w tagu.
Nie wiem, kiedy AI zastąpi informatyków. Pewnie za jakiś czas zastąpi 😉 ale wcześniej zastąpi tych wszystkich modeli i modelki z jakichś zdjęć produktów (ubrań chociażby) w sieci czy w papierowych katalogach. Tych z opakowań szamponów i.. nie wiem czego jeszcze :slightly_smiling_face: Ba, ja jestem przekonany, że już w znacznej mierze zastąpiła i że na sporej części takich zdjęć to nie są ludzie. Zastąpi aktorów filmowych? Zastąpi. Kogo jeszcze? Nie zmieści mi się grafika 6 we wpisie, więc dodam w komentarzu - zastąpi ilustratorów książek. Pewnie już zastąpiła w znacznej części. Jak sobie przypomnę różne ilustracje książkowe i porównam z wytworami tego debila (GPT2) to cóż... Do jakichś książek dla dzieci (no, akurat może nie ma tam przykładów 😉 ), do harlequinów i ich odpowiedników dla innych płci i grup wiekowych? Bez problemu. Do cykli SF i fantasy pisanych taśmowo? Już bym tam mógł wskazać przykłady.

A do Achai to GPT2 nie tylko byłby w stanie stworzyć ilustracje, ale i w pakiecie napisać rimejka, który byłby mniej żenujący niż oryginał :grinning:

Gruba ryba1piorunów

I obrazki do Ziemiańskiego 😉

Gruba ryba0piorunów

@KLH2 Czy lokalnie uruchamiane LLM"y mają te wszystkie ograniczenia?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Dyskusje

14piorunów

😛 czy wręcz :kissing:

Więc tak.. Kupiłem jakiś czas temu to turkusowe cudo za całe 600 zł. Z drugiej ręki. Tutaj może się pojawić się pytanie "Dałeś 600 zł za używkę, która nowa w sklepie kosztowała 599 XD ?". Tak. Pani dorzuciła kable, Marshalla MS-2 (z baterią 😉 ), Zooma G1 Four i kostki z ali (o ile dobrze rozpoznaję). Zooma i MS oddałem za bezcen (czyli łącznie za 300 zł) na olx (zwłaszcza Zooma jak mniemam, bo kupujący i obserwujący rzucili się jak stado wygłodniałych sępów), kable z napisem Fender, szt. 2 zostawiam, bo mają kolor jak gitara, a kostki.. Też zostawiam, bo szkoda wyrzucić ¯\\(ツ)
W każdym razie wyszła mnie 300 zł.

Oczywiście, że głównym powodem, dla którego dokonałem tego zakupu jest jej kolor i kiedy ją kupowałem, to nie miałem jakichś skonkretyzowanych planów co dalej, ale jak już (i jeszcze Pani dodała ten.. taki pokrowiec ciepły, bo zapomniałem o nim 😉 ) ją u siebie zobaczyłem, to uznałem, że nie mogę tego koloru tak sobie ot zostawić i trzeba go podkreślić jak tylko się da.
Da się podkreślić dodając inny kolor z palety kolorów.. no właśnie - z tych kolorów, więc na aliexpressie kupiłem DWA komplety tych coverów na pickupy, nakładek na potencjometry i tego małego na przełącznik (do którego jeszcze wrócę). Kupiłem dwa zestawy, u dwóch różnych sprzedawców, bo nie wiedziałem, który kolor będzie bardziej pasował - na fotach się różniły. Finalnie okazało się, że kolor jest identyczny. Ale dobrze się złożyło, bo tylko jeden cover w każdym z zestawów pasował do nowych pickupów.
Bo, owszem, kupiłem też nowe pickupy. Za więcej niż gitarę przed odliczeniem 300 zł 😛 Jest tera Evo ISC coś tam i FS-1. Evo przylutowałem dobrze (prawdopodobnie) a FS-1 źle (j⁎⁎ać DiMarzio i ich brak informacji nt który kabelek jest który!), ale okazało się - jak w przypadku tego Fleminga i pleśni :no_mouth: - że bardzo dobrze, bo dzięki temu brzmią uroczo 😉
Oczywiście zamierzam go przelutować, ale równocześnie chcę zachować też to złe połączenie, więc trzeba będzie dodać drugi przełącznik. Trudno.

Teraz refleksja. Za pińcet złotych, które to pińcet złotych dzisiaj to.. no nie jest to jakoś dużo, można zakupić grającą gitarę. Ja za swoją pierwszą poważną gitarę dałem (stosunkowo) zdecydowanie więcej i co? I jeśli o jej wykonanie chodzi (wykonanie znanego lutnika polskiego..) to w porównaniu z tym chińskim cudem było ZNACZNIE gorsze. Nie będę wnikał, bo temat jest dla mnie trudny 😉 i jeśli ktoś mi nie uwierzy to mam to gdzieś.
Ale dlaczego to jest takie tanie, skoro maszyna zrobiła to dobrze i wykańczający to człowiek-Chińczyk niewiele spierdolił? Dlatego, że nie jest tak wygodna jak dzisiejsze gitary za znacznie więcej i części są takie jak ten przełącznik. Nic mu nie zrobiłem. Wyjąłem go tylko z płytki i położyłem na stole :face_with_rolling_eyes:

Jak być może jakieś uważne oko zauważyło, jest małe spierdolenia (albo i nie małe, bo każde spierdolenie jest wielkie przecież) na płytce przy pickupie pod gryfem. Tak, spierdoliłem to frezarką - nigdy nie operowałem frezarką w takim małym otworze i źle zacząłem. Tragedii nie ma, bo zrobiłem już sobie vectora z tą płytką, więc jakby co.. (wyciąłem go już próbnie laserem w papierze i pasuje idealnie). Musiałem powiększyć te otwory, bo oryginalne pickupy chociaż znacznie wyższe (o czym za momencik dokładniej) to są minimalnie węższe i krótsze. W sensie covery.

Oryginalne pickupy są znacznie wyższe, bo struny gitary są bardzo wysoko nad płytką - wynika to z osadzenia gryfu i mostka. W planach jest więc obniżenie mostka (co można już zrobić tylko pogłębiając te.. te takie otwory, gdzie on się tam trzyma) i zmiana kąta osadzenia gryfu. Poza tym szlif progów, zmiana siodełka i.. to byłoby na tyle. Miałem dać jeszcze Bigsby czy coś, ale nie, nie dam.
Ogólnie to bym chciał, żeby dało się na niej naprawdę wygodnie grać, bo na tę chwilę to jednak tak średnio bym powiedział. Średnio, ale nie jest to sprawa beznadziejna, więc yay!

Poza fotkami dodam jeszcze empetrzy. Jak już ją polutowałem i poskręcałem i założyłem struny (chociaż tak naprawdę wcale ich nie zdejmowałem, zdjąłem mostek ze strunami i potem razem z nim założyłem) oraz nastroiłem, to to była druga rzecz jaką zagrałem. Turkusowa gitara jest po prawej, a Crypta podniesiona o trzy półtony po lewej.
Jak jest komplet instrumentów, to niektóre rzeczy po prawej są niepotrzebne, bo zajmują za dużo miejsca, ale lubię tę wersję i co mi pan zrobi?

https://jmp.sh/s/qTIDnKsShkGvanJzOVzg

Kolor jest bardziej jak na mojej fotce, ale daję wygląd sklepowy, żeby pokazać jak w sumie całość była nudna 😉

Fanatyk3piorunów

@KLH2 nie zrozumiałem 3/4 tego tekstu xD
Ale PIĘKNA. Z chęcią bym dołączył do mojej kolekcji.

Gruba ryba1piorunów

@emdet Nic ważnego w tym tekście w sumie nie było, więc raczej żadna strata 😉 ale jeśli jakiś fragment szczególnie Cię nurtuje, a jest w nim coś niezrozumiałego, to dawaj i wytłumaczę.
Tylko nie wklej tu całości, bo tyle to nie dam rady :smirk:

Fanatyk2piorunów

@KLH2 nieee ja mam ten etap grania, naprawiania i kombinowania z gitarami już dawno za sobą i aktualnie po prostu uwielbiam wizualną stronę instrumentów i tego się trzymam :smiley:

Gwiazdor2piorunów

Super wpis, wincyj takich!

Pokaż więcej komentarzy (12)