Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

TrypsynaGURU

Dołączył/a:

  • 1567 wpisów
  • 4314 komentarzy
  • 13 obserwujących

GURU

w Bieganie

64piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fenomen

w Hydepark

60piorunów

Wracam do czytania, chcę i muszę wrócić. Od tego miesiąca spada z moich barków parę obowiązków i nareszcie będę miał czas i spokojniejszą głowę, by oddać się temu hobby. Sęk w tym, że nigdy nie umiałem na chybił trafił wybierać książek, jestem typem który musi sobie ułożyć listę "must read" - i dlatego szukam polecajek od was. Mógłbym kierować się opiniami z innych stron, ale z biegiem lat przestaję ufać jakimkolwiek rankingom przez płatne recenzje itp. xd

Chciałbym, żeby każda osoba która czyta ten wpis poleciła mi jedną książkę - na pewno zapoznam się z każdą propozycją. Może to być książka, która doprowadziła do łez, przemyśleń, śmiechu lub po prostu taka, która została w głowie na dłużej i warto nieść info o niej na prawo i lewo.

Ostatnio bardzo wciągnęła mnie seria z Forstem spod pióra Mroza, całą Chyłkę też przesłuchałem (choć im dalej w las tym było ciężej xd). Wiedźmina całego mam przeczytanego, twórczość Stephena Kinga również odpada.

Żeby zachęcić bardziej do udziału, jutro o 17 wylosuję przez hejto-los jedną osobę, której opłacę zamówienie na jakąś książkę - powiedzmy, że zamówienie do 70PLN wraz z kosztami wysyłki. Deal? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (86)

Lider

w Książki

24piorunów

1206 + 1 = 1207

Tytuł: Dallas '63

Autor: Stephen King

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: audiobook

Liczba stron: 863

Ocena: 9/10

Stephen King bierze na tapet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction - podróż w czasie i próbę zmiany historii - a następnie robi z nim coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Bo "Dallas ’63" wcale nie jest książką o zamachu na Kennedy’ego i próbie jego udaremnienia. To opowieść o człowieku, który trafia do przeszłości i… zaczyna w niej po prostu żyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej.

Jake Epping, nauczyciel angielskiego, poznaje sposób na przeniesienie się do 1958 roku. Niezależnie od tego, jak długo pozostaje w przeszłości, w teraźniejszości mijają zaledwie dwie minuty. Jest jeszcze jedna ważna zasada – każde kolejne przejście resetuje wcześniejsze zmiany. Jake otrzymuje zadanie, które brzmi jednocześnie genialnie i absurdalnie: ma spędzić kilka lat w przeszłości, dotrwać do 22 listopada 1963 roku i zapobiec zamachowi na Johna F. Kennedy’ego.

W przeszłości Jake wcila się w swoje alter ego - George’a Ambersona. I wtedy King zapomina (na setki stron), że pisze thriller o podróży w czasie.

I bardzo k⁎⁎wa dobrze.

George znajduje pracę, poznaje ludzi, zmienia miejsca zamieszkania, chodzi do restauracji, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się. Po prostu zaczyna budować sobie nowe życie. Misja cały czas pozostaje gdzieś z tyłu głowy, od czasu do czasu wracamy do Lee Harveya Oswalda i jego przygotowań do zamachu, ale King absolutnie się z tym nie spieszy. Pozwala bohaterowi i czytelnikowi zamieszkać w Ameryce przełomu lat 50. i 60.

Normalnie przy takiej objętości i takim tempie miałbym ochotę autora poganiać. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Ta niespieszność jest jedną z największych zalet książki. Dzięki niej misja Jake’a przestaje być jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Po pewnym czasie znacznie bardziej interesowało mnie jego życie jako George’a niż to, czy uda mu się uratować Kennedy’ego.

Świetnie działa też zasada, że przeszłość nie chce być zmieniana. Im większa ingerencja Jake’a, tym mocniej rzeczywistość próbuje mu przeszkodzić. Przypadki, wypadki i pozornie nieistotne wydarzenia zaczynają układać się w coś znacznie większego. Do tego dochodzi efekt motyla, który jest co raz bardziej widoczny. Nawet drobne decyzje protagonisty mają swoje konsekwencje, a świat pod ich wpływem delikatnie zmienia swoje oblicze. Cały czas czuć, że Jake dotyka mechanizmu, którego do końca nie rozumie.

Dzięki temu nad książką wisi bardzo kingowskie poczucie zagrożenia. Nie potrzebujemy potwora czającego się w kanałach. Potworem może być tutaj sama rzeczywistość, która coraz mocniej daje do zrozumienia: nie powinno cię tutaj być i zdecydowanie nie powinieneś mnie zmieniać.

Imponuje mi też, jak wiele rzeczy King zmieścił w jednej powieści. To science fiction, thriller historyczny, romans, obyczajówka i momentami klasyczna powieść o małej amerykańskiej społeczności. A mimo ponad 800 stron miałem poczucie, że większość tego czasu była potrzebna, żeby naprawdę przywiązać mnie do George’a i świata, który sobie stworzył.

I jak już moje poczucie czytelniczego szczęścia było w pełni zespokojone, przyszło zakończenie.

No i King (moim zdaniem) wybitnie to spierdolił.

Naprawdę trudno mi pogodzić się z kierunkiem, w którym postanowił poprowadzić finał. Po tylu stronach spędzonych z bohaterami, po całym budowaniu życia George’a, jego relacji i konsekwencji kolejnych wyborów, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Rozumiem logikę tego zakończenia. Rozumiem, co King chciał nim powiedzieć. Ale kompletnie nie tego chciałem dla tej historii i zwyczajnie szkoda mi, że właśnie tak postanowił ją zamknąć.

I właśnie za finał odejmuję 1 gwiazdkę.

Co chyba najlepiej pokazuje, jak wysoko oceniam całą resztę. "Dallas ’63" jest dla mnie najlepszą książką Kinga - kropka.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fanatyk

w Hydepark

47piorunów

Lata temu (na szybko licząc jakieś 15 lat temu) grywałem czasami w totka. Oczywiście ch...ja wygrałem. Najwięcej to było 21 zł. Pamiętam, że kupiłem za to wino i sobie wypiliśmy z żoną do obiadu. Mój ojciec grał regularnie, jak byłem dzieciakiem ale nic nie wygrał (może ze 2-3 razy jakąś trójkę trafił). Natomiast mój teść skasował dwa razy około 4 koła i raz jakąś większą sumę, którą się do dziś nawet rodzinie nie pochwalił. On gra we wszystko w Lotto, Multi Multi, Eurojackpot, Mini Lotto, Ekstra Pensja. Znam się z moją zoną ponad 20 lat i od ponad 20 lat chłop regularnie obstawia te kupony. Postanowiłem spróbować szczęścia i od kilku miesięcy obstawiam sobie na chybił trafił po jednym zakładzie w Lotto. Na razie wzbogaciłem się o oszałamiającą dla mnie sumę 10 zł 😉 Nie wiem jeszcze na co to rozwalić, ale pewnie na głupoty.

A Wy Tosie i Tomki? Gracie w Lotto? Macie jakieś wygrane? Domu pobudowane, wypad na Hawaje zaliczony, Lambo w garażu czeka, rodzina ustawiona do końca życia?

Osobistość1piorunów

Lubię kupić sobie czasem zdrapki, największą suma jaka wygrałam to 50 zł. Mam na to jakis mały budżet który traktuje jak kupienie sobie rozrywki, nie oszukujmy się hazard daje trochę andrenalinki więc można się w to pobawić, a jak to się mówi kto nie gra ten nie wygrywa :)

Fanatyk1piorunów

O moim dziadku to można napisać pastę, jak o fanatyku wędkarstwa, tyle, że mój dziadek był fanatykiem lotto. Od zawsze w to grał i miał pokitrane w wielu miejscach gotowe do wypełnienia kupony. Moja mama zawsze się wkur*iała na te tony świstków i to wyrzucała hurtowo, co oczywiście kończyło się awanturą. Poza tym, że dziadek chyba nawet już później nie sprawdzał wyników i przepił na kupony pokaźny majątek to wygrał raz tyle, że starczyło na kupno szafy. Dwa razy mnie namówił na puszczenie kuponu i cóż, mam wygrywalność na poziomie 50%, raz wygrałem 10 zł, raz nic. ¯\\(ツ)

Pokaż więcej komentarzy (69)

Gruba ryba

w Hydepark

81piorunów

To samo miejsce, co wczoraj. Ten sam przejazd.

Nigdy się małpy nie nauczą ლ(ಠ_ಠ ლ)

Gruba ryba14piorunów
Pokaż więcej komentarzy (24)

Lider

w Hydepark

95piorunów

no i tak...

Fanatyk0piorunów

I co z tego, że jeszcze mogą być słoneczne, ciepłe dni, jak niedługo w nocy będzie pizgać ¯\\(ツ)/¯ oby jak najmniej, bo zbankrutuje w końcu przez ogrzewanie

Pokaż więcej komentarzy (12)

Tytan

w Hydepark

91piorunów

Cześć! Dawno się nie udzielałem na tagu i nie kręciłem kilometrów.

Niestety stało się to, czego od dawna się obawiałem — uraz kolana, który przez dłuższy czas dawał o sobie znać etapami, w końcu mnie dopadł.

Jedno kolano mam już po operacji. Na szczęście medycyna poszła do przodu i tym razem jest szansa naprawić sytuację rehabilitacją i zastrzykami.

Pewnie w tym roku już nie wrócę do kręcenia kilometrów, ale w przyszłym — jak najbardziej! 💪

Trzymajcie formę i zróbcie parę kilometrów za mnie! :D

Pokaż więcej komentarzy (24)

Fenomen

w Hydepark

53piorunów

Pijcie ze mna elektrolity, garminiarze. po prawie 4latach używania instinct 2, stwierdzilem, ze w koncu czas na zmiany, prezentuje panstwu fenix 7 pro, myslalem, o 8ce mip, ale jak zobaczyłem, ze nadal kosztuje kolo 3.5k to stwierdzilem, ze mikrofon i troche lepszy solar nie jest tego warty xd i tak spory update od poprzednika, dotykowy/kolory ekran, lepszy sensor tetna, garmin pay, solar, pełnoprawne mapy i pare softwarowych bajerów. i tak, uzywam rękawiczek do biegania do jazdy na rowerze, nikt nie sprawdza.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Tytan

w Hydepark

99piorunów

W tym roku wywędrowałem do Los Angeles. Pogoda jest ekstra. Nawet jak jest zimno, to jednak jest ciepło, w końcu to Los Angeles. Zdjęcia z dzisiejszego zachodu słońca na Venice Beach w Santa Monica.

Autorytet2piorunów

Kiedyś ląduję w LA, zatrzymałem się w hotelu w Santa Monica, no i szybka decyzja - wieczorny spacer. Zatrzymuję się na pasach, obok stoi typ, około 40-50 lat, raczej turek/irakijczyk i pierwsze co wypala "a ty skąd?" xD O Ty uju, polski ryj zobaczyłeś?

Mówie Polska a Ty co?

Irak. Od kiedy w stanach

Ja: od 17:00 dzisiaj.

Ale amerykańska dziewica z ciebie (brecha sie)

A Ty co? To mocne "R" nabyłeś w LA czy w Iraku? xD Jaka Twoja historia?

On, że apartament mu spłonął wczoraj i dostali zakwaterowanie w hotelu obok. Żona go wkurza to poszedł wypić coś. No i że fajnie się gada na tych pasach to czy nie pójdę na kolejkę z nim do tego hotelu na wybrzeżu. No ja, że pytasz dzika czy sra w lesie xD Wiadomo, idziemy. Uj, że historia brzmi jak wymyślona na poczekaniu.

Wbijamy do baru, tam siedzi taki ogromny typ w tej typowej kurtce jakiejś drużyny. Nasz irakijczyk mówi, dawaj tam, do baru. Wielki typ się odwraca, patrzy na mnie, podaje rękę i mówi I AM DIMITRI, YOU? z k⁎⁎wa najbardziej ruskim akcentem xD Myślę sobie hehe odpaliłem real GTA i pierwsza misja będzie dla DIMITRI z hotelu na wybrzeżu xD Koniec końców popiliśmy, Irakijczyk ciśnie, żeby jechać do strip clubu (żałuję, że nie pojechaliśmy), Dimitri mówi, że Irakijczyk za bardzo na⁎⁎⁎⁎ny i że wstyd, bo zaczepia ludzi, żebyśmy sami pojechali... Ogólnie siedzieliśmy tam z 4-5 godzin. Gadaliśmy, obejrzeliśmy jakiś mecz, jakieś dziewczyny podchodziły, ale Irakijczyk psuł podryw.

W końcu zrobiłem się śpiący, mówie - chłopaki, spierdalam xD No i poszedłem.


Wieczór później stoje pod Hotelem, palę fajkę, myślę, czy lecieć na misję, bawić się w otwartym świecie, czy co. W sumie to nie wiem. Dopalę fajkę.

Obok stał taki typek szczupły w wielkich okularach. Pewnie dobry kompan do misji hehe xD

- Co tam typek?
- Dobrze, też w tym hotelu?
- Taa
- A skąd masz akcent (pyta)?
- Polska
- A skąd z Polski?

Myślę sobie - co za różnica - jestem z Pomorza, miast pewnie nie zna.

- Z północnej Polski.
- A dokładniej?
- Ze Słupska
- O, moja matka jest z Koszalina xD Urodziłem się w Norwegii, za dzieciaka do stanów wyemigrowaliśmy, ale mam problem. Byłem w meksyku i mnie deportowali. Muszę się dostać tam znowu. Możliwe, że przyjadą po mnie i jakoś w bagażniku się przedostane. Idziemy na browara? Kenneth jestem.

Pytasz dzika czy sra w lesie, idziemy.

Z Kenem łaziłem po LA przez dwa dni. Piliśmy na plaży, paliliśmy fajki. W sumie to było śmiesznie xD



Tutaj zakończę, bo nie chce mi się dalej pisać, ale to zdjęcie mi przypomniało, jak siedziałem z Kenem i opowiadał mi historię pobytu w Meksyku, jak się wpakował w przemyt i inne takie rzeczy. Chciałem kiedyś do niego napisać i zapytać, czy dostał się z powrotem na te rejony, ale po co w sumie.

Are you lonely? I am alone not only. Oczywiście musiałem wdrapać się na spot później by zobaczyć "City Lights" z Heat ofc

Pokaż więcej komentarzy (20)

GURU

w Bieganie

21piorunów

Ładowanie węglowodanów dzień 1.

Przyjęto 10g/kg masy ciała, węglowodanów. Nie było problemów, nie czuję się przejedzona.
Wleciało:
- Banan przed porannym bieganiem (117 kcal, w tym 26g W)
- Posiłek nr 1 - Bardzo duża jasna bułka z paprykarzem + spora drożdżówka (1136 kcal, w tym 176g W)
- Posiłek nr 2 - Porcja białego ryżu z bananem i odrobiną nutelli (622 kcal, w tym 119g W)
- Posiłek nr 3 - Porcja białego ryżu, sos sweet chilli i pół opakowania wafli kukurydzianych (600 kcal, w tym 126g W)
- Posiłek nr 4 - Płatki kukurydziane na mleku (700 kcal, w tym 136 W)

Zanim napiszesz ola boga jak ja się odżywiam i jestem zjebana - nie, nie jem tak na codzień. Jest to strategiczne odżywianie przed startem w zawodach typu półmaraton/maraton w celu zgromadzenia większej ilości glikogenu (paliwa) w mięśniach. Tak zwany carbloading/ładowanie węglowodanów. Robi się go przez 24-48h przed startem, według uznania.
Jutro powtórka.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

38piorunów

Widzę, że zabawa trochę siadła to może wydanie specjale w związku z obecnych hitem Internetu. Czyli wyspą, która się utworzyła w okolicach Mikoszewa.

Jaką nazwę powinna nosić widoczna na zdjęciu wyspa ?

Pokaż więcej komentarzy (23)

Fenomen

w Sztafeta

22piorunów

31 170,30 + 5,20 + 6,42 = 31 181,92

Dzień dobry po wakacjach. Redukcja powoli postępuje, złapałem regularność i w końcu czuję że faktycznie biegam, a nie jak mi się przypomni. Mamy małe zawody w pracy i poczułem zew rywalizacji, warunki takie, że wyjątkowo mam szansę na wygranie czegoś sportowego 😁

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!