RafauGruba ryba
4piorunówPo wpierdoleniu AI gdzie tylko się dało w korpo świecie, pojawiła się rzecz, która absolutnie mnie wkurwia, wręcz do granic możliwości.
Rzecz, która w teorii miała pomagać i wspierać ludzi, gdy ich kalendarze zasrane są spotkaniami od rana do wieczora. Rzecz tak prosta do wdrożenia, że wjebali ją już chyba w każdej organizacji.
Mianowicie minutki ze spotkań wygenerowane przez asystenta zoom, albo inne gen-ai gówno.
Po pierwsze - nasrane tam tekstu o niczym na wstępie, w środku i na końcu. Proste zdanie/akcja obudowane zdaniami wielokrotnie złożonymi, żeby tylko wyglądało, że 15 minutowe spotkanie uratowało świat i poruszyło samą osnowę wszechświata.
Po drugie - kluczowe informacje potrafią umknąć, albo zniknąć w zalewie rzeczy nieistotnych. Zwłaszcza kiedy gadasz z debilami i musisz tłumaczyć jakieś podstawy, które powinni znać.
Po trzecie - jak chcesz wysłać po swoim spotkaniu podsumowanie, które ma ręce i nogi, to musisz przeczytać, przeredagować, poedytować i pozmieniać w c⁎⁎j rzeczy w tym klocu tekstu. Szybciej i efektywniej byłoby pisać od zera. Ale myślisz, że skoro masz już gotowy rdzeń, to szybko wyłuskasz błędy i będziesz mieć gotowe minutki. Nic bardziej mylnego, bo istotne informacje przeplatają się z halucynacjami, 30 minut później rwiesz włosy z głowy i zaczynasz pisać minutki od zera.
Po czwarte - małpy z kraju gówna i gangesu (czyli też gówna, ale połączonego z odpadami przemysłowymi) wysyłają bez zastanowienia tą ścianę tekstu i zadowolone. Potem się na to powołują jeszcze, bezczelne ku⁎⁎⁎⁎zony.
Po piąte - zoom potrafi stwierdzić, że dziś wypluje minutki po polsku, zamiast po angielsku, bo tak. I oczywiście możesz przetłumaczyć, nawet i przy użyciu AI, ale niuanse, skróty i specyficzne słownictwo uciekają, co w świecie legal/finance jest na ten przykład nie do przeskoczenia. Gdy zaś prowadzisz spotkanie po polsku i wplatasz angielskie słownictwo (tak się robi i c⁎⁎j, puryści językowi d⁎⁎a cicho), to potrafi wypluć takie haluny, że minutki mają już wartość tylko humorystyczną. Na ten przykład - gdy rozważałem z zespołem systemowy mapping danych pochodzących z prospektów, które zawierają use of proceeds (czyli termin odnoszący się do wykorzystania wpływów ze sprzedaży / emisji papierów wartościowych), przetłumaczyło mi to w minutkach na Józefa Prosit. I o tym Józefie P., oraz jego mapach, zdaniem sztucznej inteligencji, było całe półgodzinne spotkanie.
Nienawidzę tego późnego kapitalizmu / wczesnej korpo-technokracji xD
Ode mnie piąteczka za małpy z Gangesu. Jeszcze machają tymi głowami jakby wylewu dostali xD













