Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#zdrowie

Koneser

w Hydepark

93piorunów

Miałem pisać z jakiegoś anonima ale...w nosie.

Mam problem, wielki problem. Rzekłbym ogromny. Mam cholernie wysokie libido....i o ile samo libido nie jest złe o tyle moja żona wręcz odwrotnie. Po paru latach razem jej potrzeby seksualne spadły dość nisko. Ja to rozumiem - dwójka dzieci, powrót na rynek pracy (domu nie wykazuję, bo większość prac domowych wykonuję ja)...tylko ona nie chce zrozumieć moich potrzeb. Ilość zbliżeń spadła do jednego czy dwóch na miesiąc, przy dobrych wiatrach. Nie uważam, że to przeze mnie, staram się jak mogę - nakręcam za dnia, świntuszę, romantyzuje, dotykam, całuję a wieczór często kończy się tak samo - podstawia mi giry i każe masować, bo przecież ona jest taka zmęczona. A jak pójdzie spać to, no cóż, trzeba rozładować to napięcie co w konsekwencji daje masę negatywnych emocji, jakiś wstyd, frustracje, łapanie doła. Ogólnie popadam w paranoje, czuję się jak śmieć, chodzę cholernie zdołowany, psychicznie wypluty, zmęczony tym wszystkim. I wiem, że to przez to, bo był krótki epizod w tym roku, gdzie jakimś cudem nabrała siły i przez dwa tygodnie bawiliśmy się jak króliki, dorzucając do tego jakieś gadżety czy ubrania w efekcie czego chodziłem jak skowronek, aż żyć się chciało!
Powiecie: 'Pogadaj z nią!', no i gadałem nieraz, i co? I jajco. Jak pytam czemu nie chce to zawsze pada 'a bo zmęczona, a bo ja zasypiam na kanapie (no kurde, po godzinie siedzenia wieczorem na kanapie co można innego robić), a bo mam być bardziej czuły, delikatny, romantyczny (a jak jestem to i tak jest zawsze coś nie tak)' i ja staram się poprawiać i robić według jej zaleceń. Natomiast jak mówię, że potrzebuję trochę więcej niż raz w miesiącu, że nie musi mnie ujeżdżać jak ogiera, nie musi mnie wyssywać jak rurkę z kremem, że wystarczy ręką raz na jakiś czas to...jak grochem o ścianę, jakby nie słyszała co do niej mówię, a potem narzekanie że jestem wkurzony, smutny, że się nie odzywam, i takie tam. I znowu wracam do tematu moich potrzeb a ona znowu wykręca kota ogonem, że ona zmęczona, że mam być bardziej [tu wstaw dowolne pierdoczenie kobiety] i takie tam...
I nie, nie była taka. Przed dziećmi potrafiliśmy kilka razy dziennie, nie nadążałem gumek kupować - przed pracą, po pracy, w dzień, w nocy, w domu, w lesie, w trasie... Jak się pierwsze dziecko pojawiło to wystarczyło, że bobas poszedł na drzemkę i już wskakiwaliśmy pod kołdrę. Potem zaczęło się rzadziej i rzadziej. Problemy zaczęły się jeszcze przed drugim bobasem aż do momentu jak opisałem w akapicie wyżej.
Czasami aż się trochę o siebie boję, bo wyobrażam sobie różne dziwne i niemoralne rzeczy gdy mijam na ulicy ładną dziewczynę i...wpadam w jeszcze większego doła. Non stop się nakręcam i zarazem boję, że gdy trafię kiedyś na 'okazję' to z niej skorzystam, choć w okresach jasności umysłu nie wyobrażam sobie zdradzić żony.
Mam iść do lekarza - rodzinnego, psychologa, psychiatry? Nieraz o tym myślę, ale pochodzę z dość porządnej, konserwatywnej rodziny i taka słabość jest...słaba, no bo jak to, facet, nie potrafi sobie poradzić z problemami? Pff, to nie facet. Z drugiej strony co by było jakby się żona dowiedziała? No i na dobicie, największa moja bariera, mój introwertyzm - myślę, że trudno by mi było rozmawiać z kimś o tym wszystkim. Co innego pisać wiadomości (to przychodzi łatwo)...
Więc z jednej strony chcę coś z tym zrobić, bo na żonę chyba nie ma co liczyć, z drugiej wstydzę i boję.
Weźcie coś doradźcie, bo zwariuję.

Pokaż więcej komentarzy (131)

Fanatyk

w Wiadomości Świat

19piorunów

Nowe zalecenia wobec TikToka i social mediów we Francji

Raport komisji śledczej francuskiego parlamentu dotyczący wpływu TikToka na młodych zawiera ponad 40 zaleceń mających chronić dzieci i młodzież przed negatywnymi skutkami internetu oraz presją mediów społecznościowych. Jednym z głównych postulatów jest wprowadzenie zakazu korzystania

Lider

w Hydepark

121piorunów

Dłuższy czas zamierzałem się do napisania tego wpisu o tak zwanej diecie- dlatego, że czasami pytacie.

DIETA- CZYLI "NIE-DIETA"
Wielu ludzi pyta mnie: „Na jakiej jesteś diecie? Jaki rodzaj diety masz? Przyślij mi jakąś rozpisaną.” Generalnie- nie jestem na żadnej diecie w takim pospolitym, powszechnych ale błędnym ujęciu. Dieta to ogólnie rzecz mówiąc pewien sposób żywienia. Może być dieta dobra, zła, niskowęglowodanowa, niskotłuszczowa, wysokotłuszczowa, może być keto, paleo- różne są diety.
Jeżeli myślisz o diecie jako o czymś tutaj, na teraz, aby schudnąć, nabrać może lepszej sylwetki i skończyć z nią, to takim myśleniem skazujesz się na porażkę. Skoro dieta to sposób żywienia, to musisz traktować ją holistycznie, jako całość. Musisz zbudować swoje nawyki i dietę tak, aby móc trzymać się jej całe życie. To, że dzisiaj przejdziesz na przykład na żywienie, w którym są tylko warzywa, obetniesz 1000 kalorii, może 1500, schudniesz- super. Ale przy okazji stracisz też masę mięśniową. Pytanie brzmi- czy będziesz trzymać się tej diety całe życie? Odpowiedź jest prosta- nie.
PIERWSZE ZMIANY
Ja wyszedłem z założenia, żeby obciąć węglowodany- ale nie całkiem. I to był u mnie największy problem- słodkie i słone przekąski, pełne cukrów. Dodałem za to białko i zdrowe tłuszcze. Nowe zalecenia Polskiego Towarzystwa Żywieniowego mówią o tym, aby do 40% zapotrzebowania kalorycznego pochodziło ze zdrowych tłuszczów. Takich jak oliwa, awokado, tłuste ryby, tłuszcze z mięsa, nabiału, jajek.
Oczywiście- wszystko to, co piszę, dotyczy osób zdrowych. Ty możesz mieć chore nerki, wątrobę, cukrzycę. Możesz potrzebować więcej lub mniej tłuszczów, węglowodanów. Jedno moje zdanie zostaje- większość populacji spożywa zbyt dużo węglowodanów względem trybu życia. Duża ich ilość w pewnym stopniu prowadzi do insulinooporności i finalnie cukrzycy, magazynowania tkanki tłuszczowej otrzewnej, mgły mózgowej (nadpodaż węglowonów zwiększa poziom homocysteiny, której wysokie stężenia korelują z pogorszeniem funkcji poznawczych, demencją, chorobą Alzheimera, zwiększa ryzyko depresji!). To nie dotyczy sportowców, bo skoro jesteś w stanie spalić węglowodany tu i teraz, nie stanowią one dla ciebie problemu.

KALORIE- CAŁA TAJEMNICA
Przypuśćmy, że masz taki cel jak ja miałem- schudnąć. Co musisz zrobić? Czy musisz jeść więcej ciemnego pieczywa? Więcej twarogu? Więcej mięsa, białka?
Nie.
Tak naprawdę musisz jeść mniej kalorii.
Nie ma tu magii. Nie ma magicznego środka, magicznego dania, które nagle zrobi robotę. Po prostu musi zgadzać się bilans kaloryczny. Jesz za dużo kalorii- tyjesz. Jesz mniej kalorii niż spalasz- chudniesz. Proste. Pierwsza zasada termodynamiki musi być zachowana.
Oprócz ilości kalorii ważna jest też ich jakość. Można zjeść 300 kalorii mniej niż potrzebujesz i mogą to być tylko produkty z McDonalda- czyli głównie węglowodany i tłuszcze trans, czyli nic wartościowego; ale możesz też zjeść posiłek o tej samej kaloryczności, a bogaty w warzywa i objętościowo duży. Da ci sytość na długo, a jednocześnie nie „zapycha” organizmu pustą energią.
Bo chudnąć chcesz być zdrowy, a nie tylko chudy.
Nie chcesz tylko tracić tłuszczu. Z tłuszczem schodzi woda, więc spadają kilogramy, ale nie tylko o to chodzi. To przyjemny efekt psychologiczny- spadające cyferki, pierwsze dwucyfrowe wskazanie; pierwsze 8xkg, 7xkg, ale kiedyś trzeba będzie zmienić podejście i z tej redukcji wyjść.
Dlatego też, musisz też chronić masę mięśniową, bo to właśnie ona sprawia, że twoja przemiana metaboliczna wzrasta. Im więcej mięśni, tym więcej kalorii możesz zjeść, a i tak utrzymasz wagę. Dlatego zdrowy deficyt kaloryczny to 300–500 kalorii dziennie. Więcej- i tracisz mięśnie, niezależnie od tego, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą.
Dlatego też trening siłowy, sport ma sens nie tylko jako spalacz- ale jako budulec dobrych nawyków, masy mięśniowej dla estetycznej sylwetki i zmian metabolicznych, które pomogą wyrwać się z błędnego koła: mam dużo tłuszczu -> nabieram tłuszczu (w przypadku mężczyzn, bo ten temat zbadałem, jest w organizmie mechanizm biochemiczny, który sprawia, że po przekroczeniu pewnej bariery ilości zbędnej tkanki tłuszczowej, wymaga to dużo pracy aby się z niego wydostać).
Być może będzie taki moment, w którym dojdziesz do limitu i ludzie zaczną mówić: „Stary, jedz więcej, zaczynasz słabo wyglądać”. I to może być sygnał, że straciłeś zbyt dużo mięśni względem tłuszczu i wody. Zaczynasz wyglądać na chorego. Wtedy warto pomyśleć o dodaniu białka, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, i poprawie treningu.
Jeżeli jednak uczciwie będziesz się stosował do rozsądnych założeń: sport, odpowiedni ilość białka i tłuszczy, powoli acz sukcesywnie spadająca waga, objętość talii, pojawiający się zarys mięśni- to ich nie słuchaj. Grubasy wokół ciebie będą starały za wszelką cenę ciągnąć cię w dół, abyś pozostał w ich bagnie.

LICZENIE KALORII
Jak osiągnąć deficyt kaloryczny? Są dwie szkoły. Jedna- mniej jeść. Druga- więcej się ruszać. Złoty środek to znaleźć SWÓJ balans.
Żeby mniej jeść, musisz chociaż na tydzień, dwa zacząć ważyć swoje posiłki. TO MOJA DROGA I WG NIEJ MUSISZ.
Brzmi to okropnie? Na początku może, ale da się do tego przyzwyczaić. Z czasem zaczyna to przypominać grę.
Czy będziesz musiał ważyć jedzenie całe życie? Prawdopodobnie nie. Wystarczy jakiś czas, potem złapiesz metodę. Nauczysz się, ile mniej więcej waży porcja ziemniaków, mięsa, ile mają kalorii. Nauczysz się też jeść takie posiłki, które cię sycą, ale nie sprawiają, że jesteś przejedzony.

GŁÓD
Dopóki uczysz się kontrolować jedzenie, zaprzyjaźnij się z uczuciem głodu- to normalny stan człowieka.
Żyjemy w świecie nadpodaży jedzenia, pierwszy raz homo sapiens ma go więcej niż potrzebuje, a nasze ciało i mózg nie są do tego przystosowane ewolucyjnie. Głowa zawsze będzie ci podpowiadać: „Zjedz teraz, na zapas, później nie będzie”. Musisz więc polubić to uczucie głodu. Zrozumieć, że przez większość doby będzie ono z tobą. Polecam przespać ten moment, wypij szklankę albo dwie wody- nawodnienie to kluczowa sprawa!- i zadbaj o sen- również główny bohater odchudzania. Oszukaj mózg czymś, co ma objętość, a mało kalorii: gotowany kalafior, ogórki kiszone, skyr, twaróg. Słodkie przekąski i sosy zamień na ich wersje fit. Totalnie zrezygnuj ze słodzonych napojów- nie pij soków owocowych! To zagęszczony cukier z owoców. Lepiej zjeść owoc bogaty w błonnik- przyjaciel twojego zdrowia jelit.
Naucz się delektować jedzeniem- nagle warzywa zaczną mieć smak, słodycz i teksturę.

RUCH I DROBNE ZMIANY
Więcej się ruszać- nie oznacza od razu czterogodzinnej wyprawy rowerowej czy zarzynania się na siłowni. Królem spalania kalorii jest CHODZENIE.
Codzienne decyzje- nie jadę 800 metrów do sklepu samochodem, tylko idę pieszo. Takie wybory sprawiają, że twoja pula kalorii rośnie, a początek redukcji jest łatwiejszy, bo możesz zjeść więcej.
Teraz robię około 10–12 godzin kardio w tygodniu, a z siłownią to około 15 godzin. Czy tak było od początku? Nie. Zaczynałem od roweru, bo przez kontuzję pięty nie mogłem biegać. To był strzał w dziesiątkę.
Raz, dwa razy w tygodniu, pełne zaangażowanie, spalanie po 1500–2000 kalorii- nawet w posiłki po treningu, nie uzupełnisz wszystkich brakujących kalorii (zakładając pewną, minimalną uwagę). W połączeniu z kontrolą jedzenia- miesiąc po miesiącu spadała waga.
Z czasem kondycja rosła, więc mogłem dokładać ruchu. I przychodzi taki moment, że kiedy chcesz budować mięśnie i masz więcej kalorii do zjedzenia- czasami nie wiesz, co jeszcze położyć na talerzu.
To fajne uczucie, ale wymaga ogromu pracy.

Pułapki i konsekwencja
Najgorszą rzeczą na redukcji jest głodzenie się. Deficyt 300–500 kalorii dziennie i konsekwencja to klucz.
Potknięcia będą- to wojna. Możesz przegrać bitwę, ale jutro poprawić się i iść dalej. Uczciwość wobec siebie jest tu najważniejsza.
Mimo wszystko- i tak dopadnie cię głód.
Dlatego "diety" zakładające jedzenie 800–1000 kalorii dziennie (u mężczyźny) to droga donikąd. To dramat dla organizmu. Lepiej policzyć swoje zapotrzebowanie w kalkulatorze ( https://legionathletics.com/calorie-calculator/ polecam ten i wybrać cel slow, maksymalnie wstrzelić się gdzieś pomiędzy slow/moderate) i trzymać się rozsądnych liczb.
Głodzenie się to najprostsza droga do efektu jojo. 80–90% ludzi, którzy stosują krótkoterminowe diety, wraca do wyjściowej wagi albo jeszcze ją przebija. Dlaczego? Bo nie budują nawyków, a głodzenie niszczy homeostazę hormonalną, zwiększa apetyt, spowalnia podstawę metaboliczną i kończy się na jojo.
Sukces to zmiana krok po kroku- mniej kalorii, duże objętościowo posiłki, sycące, niskokaloryczne, dużo warzyw. Chodzi nie tylko o to, żeby schudnąć, ale żeby schudnąć zdrowo.

PRO TIPY
Nie mogę więc nikomu rozpisać gotowej diety, posiłek po posiłku. Każdy musi znaleźć własne rozwiązania. Co mogę polecić?
* ograniczenie pieczywa
* kontrolę dodawanych tłuszczów (kupiłem dozownik typu spray na olej, jedno, dwa, trzy psiknięcia to 20-40 kcal; porównywalnie nalanie "kropli" z butelki na patelnię to już łyżka- około 80-100 kcal.
* mniej smażenia, więcej pieczenia (frytki z piekarnika-nie z oleju, pieczeń zamiast kotletów)
* rezygnację z masła na kanapki i z sosów, majonezów- poszukaj wersji fit, albo takiego sosu, który będzie miał 150-180 kcal i używaj go z ROZWAGĄ
* CZYTANIE ETYKIET i to uważne
* najlepszy tłuszcz według mnie- oliwa z oliwek
* zrezygnuj z jedzenia na mieście i zamawianych potraw na rzecz gotowania w domu- podziękuje ci zarówno zdrowie jak i portfel.
* nie KUPUJ przekąsek. Decyzję, czy będziesz gruby, szczupły, zdrowy czy nie, podejmujesz W SKLEPIE (nie idź na zakupy głodny). Łatwiej jest raz wykazać się siłą woli- nie sięgając po coś na półkę sklepową- niż potem dziesiątki razy walczyć z pokusami w domu- wiedząc, że na stole, w szafce w kuchni albo w lodówce czeka coś, co cię w końcu pokona. Ludzie z najsilniejszą wolą, wcale nie mają jej najsilniejszej, ale dokonują takich wyborów, aby nie musieć jej testować.
* ZREZYGNUJ z płynnych kalorii: cole z cukrem zamień na wariant bez cukru, soki to zagęszczony cukier z owoców- nie ma w nich nic zdrowego- zjedz po prostu owoc.
* psychologicznie ważne: nazwij swój problem. Stań przed lustrem i wyartykułuj: JESTEM GRUBASEM, ZJEBAŁEM, ALE ZAWALCZĘ O SIEBIE, NIE BĘDĘ GRUBASEM.
Dzisiaj już tak o sobie nie myślę. Teraz wiem i mówię: jestem sportowcem, jestem zdrowy, jestem samiec T (twaroży)!
Narzędzia- zainstaluj Fitatu albo inną aplikację do liczenia kalorii. Kup wagę kuchenną. Waż każdy posiłek. Skanuj kody kreskowe produktów. Dodawaj własne przepisy. Dopiero z czasem, gdy się nauczysz, możesz przejść na szacowanie „na oko”.
Dodaj do wszystkiego ruch, ale taki, który lubisz.
Spacery, rower, siłownia- nie ma znaczenia. Ważne, żebyś mógł robić to całe życie. I nie słuchaj influencerów, że musisz wstać o piątej rano i ćwiczyć na czczo. Jeśli lubisz biec z pełnym brzuchem- proszę bardzo. Jeśli wolisz spacer wieczorem- proszę bardzo.

Zrób sobie zdjęcie- dzisiaj. Gdy czujesz, że wyglądasz najgorzej. Dokumentowanie swojej drogi jest ważne- dla monitoringu postępów i obiektywnej oceny zmian. Bo, gdy zaczniesz, obiecuję ci, że może przyjść taki moment, że waga nie będzie odpowiednim wyznacznikiem- a ja dzisiaj żałuję, że nie mam porównania, gdy byłem największym tucznikiem. Na zdjęciu poniżej ważę już 99kg (zaczynałem od ok. 108kg).

Brak czasu na ruch? Znaczy, że musisz z czegoś zrezygnować. Z seriali, filmów, scrollowania social mediów. To rozwala ci system dopaminowy, odbiera energię i siłę na rzeczy naprawdę istotne- zadbanie o jedyną sprawę pozostającą z tobą od początku do końca- o własne ciało.

Pokaż więcej komentarzy (84)

Lider

w Hydepark

17piorunów

Polecam caly kanal, ostatnio chlopa publikowali na pubmedzie.

@GazelkaFarelka

GURU2piorunów

@bartek555 Zgadzam się, dlatego ja nie piję (plus nie lubię napojów o słodkim smaku, bo mam wrażenie że jeszcze bardziej chce mi się po nich pić). Ale nadal twierdzenie, że powodują depresję i samobójstwa jest nieuzasadnione.

Gruba ryba1piorunów

w pierwszym zdaniu coś o nienaukowych stwierdzeniach, a potem info 10000x, ale zasadniczo spoko

Pokaż więcej komentarzy (11)

GURU

w Zdrowie

35piorunów

Diagnostyka rodzajów cukrzycy

Cukrzyca jest chorobą, w wyniku której glukoza we krwi nie jest z jakiegoś powodu pobierana do tkanek (lub pobierana wolniej, w mniejszych ilościach), w związku z czym jej podwyższony poziom utrzymuje się we krwi dłużej, niż powinien. Zbyt wysokie, zbyt długo utrzymujące się wysokie poziomy glukozy powodują stany zapalne różnych narządów organizmu, w rezultacie ich niewydolność i różne inne choroby. Ze względu na przyczynę, dlaczego ta glukoza nie trafia do tkanek, choroba została podzielona na różne typy. Aby glukoza trafiła do tkanek, potrzebny jest hormon - insulina.

Standardowo, w Polsce w ramach badań profilaktycznych wykonywane jest jedynie badanie glukozy na czczo, którego prawidłowy wynik potrafi tylko uśpić czujność i pozwolić chorobie rozwijać się jeszcze przez długie lata do momentu, aż może być za późno.

Wielu osobom, w tym mi, cukrzyca kojarzy się z otyłymi ludźmi, mającymi poważne problemy ze zdrowiem. To jest już finalna faza zaawansowanej cukrzycy, która rozwijała się latami, a której - wykonując odpowiednio wcześniej odpowiednie badania i zmieniając tryb życia - można było w wielu przypadkach zapobiec.

Cukrzyca typu 1 - braki insuliny. W tej cukrzycy trzustka traci swoją zdolność do produkcji insuliny (zazwyczaj w wyniku reakcji autoimmunologicznej). Tutaj niestety nie są znane ani czynniki ryzyka (poza genetyką), ma ani profilaktyki, ani lekarstw, poza dożywotnim podawaniem insuliny z zewnątrz. Najczęściej objawia się w młodym wieku a jej przebieg jest bardzo gwałtowny.

Cukrzyca typu 2 - insulinooporna. W tej cukrzycy poziom insuliny jest bardzo wysoki - wysokie poziomy glukozy we krwi nie są spowodowane niedoborem insuliny, tylko niechęcią przyjmowania glukozy przez tkanki. Wysoki poziom insuliny (która jest hormonem anabolicznym) sprzyja przyrostowi masy ciała i otyłości, a hamuje spalanie tkanki tłuszczowej. Choroba rozwija się latami, często związana jest z nadmierną masą ciałą, a zwłaszcza otyłością brzuszną.

W początkowej fazie choroby poziomy glukozy, zarówno na czczo jak i w OGTT mogą być całkowicie prawidłowe, jedynie wysoki poziom insuliny będzie wskazywał na to, że organizm ma już jakiś problem ze zmuszeniem tkanek do tego, żeby przyjęły glukozę. Oprócz poziomu glukozy na czczo wskazane jest wykonanie jednoczesne również poziomu insuliny na czczo. Wysoka wartość insuliny, mimo prawidłowej glukozy, będzie żółtą kartką aby w porę jeszcze coś zmienić - przejść na zdrowe odżywianie, zredukować masę ciała, zwiększyć ilość ruchu. Na tym etapie insulinooporność można jeszcze wycofać i zejść ze ścieżki prowadzącej wprost do zaawansowanej cukrzycy, powikłań i dożywotniego przyjmowania leków.

Cukrzyca typu 1.5 (LADA) - jest, podobnie jak cukrzyca typu 1, spowodowana brakami insuliny spowodowanymi niszczeniem trzustki przez reakcję autoimmunologiczną. W odróżnieniu od cukrzycy typu 1, pojawia się dopiero w średnim wieku, a jej przebieg nie jest tak gwałtowny, trzustka traci swoją funkcję stopniowo, przez lata. Tutaj również nieznane są czynniki ryzyka inne niż genetyka, nie ma profilaktyki ani lekarstw, poza podawaniem insuliny kiedy trzustka przestanie produkować insulinę w odpowiednich ilościach. Jednak odpowiednio wcześnie wykryta, pozwala wdrożyć niskowęglowodanową dietę a później terapię małymi dawkami insuliny, aby minimalizować szkody wyrządzone przez niekontrolowane, zbyt wysokie poziomy glukozy we krwi.

W tej cukrzycy, podobnie jak w cukrzycy typu 1, a w odróżnieniu od cukrzycy typu 2, masa ciała jest często niska a insulina na czczo również niska. Czasami zdarzająca się nadmierna masa ciała może spowodować błędne zakwalifikowanie i leczenie tego typu cukrzycy jako typu 2. Cukrzycę tą diagnozuje się, badając poziom glukozy na czczo (podwyższony), obciążeniu OGTT (podwyższone wyniki), insuliny na czczo oraz przy OGTT (powinny być niskie) i przeciwciała anty-GAD (dodatnie).

Cukrzyca typu CGK-MODY - jest spowodowana dziedziczną mutacją genu GCK. Ludzie chorzy na tą cukrzycę mają fizjologicznie przez całe życie podwyższone poziomy glukozy, spowodowane tym, że ich organizm ma zaburzony "czujnik", ile insuliny musi wyrzucić w odpowiedzi na jaki poziom glukozy. Sama trzustka nie ma jednak żadnego problemu z produkcją insuliny i nie musi jej produkować w nadmiernych ilościach. Najczęściej nie wymaga leczenia, stosuje się jedynie diety z obniżoną ilością węglowodanów. Cukrzycę tą diagnozuje się, badając poziom glukozy na czczo (podwyższony), obciążeniu OGTT (podwyższone wyniki), insuliny na czczo i w OGTT (powinny być niske) i przeciwciała anty-GAD (powinny być ujemne).

Gruba ryba1piorunów

@GazelkaFarelka
Dlaczego glukoza na czczo potrafi uśpić czujność?

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Hydepark

48piorunów

Energetyki vs kawa

Za https://www.instagram.com/dr_feleszko

Fenomen5piorunów

Ciekawe co piją naukowcy prowadzący te badania? Pewnie kawę.

Osobistość1piorunów

Ale wstrętna propaganda kawoszy.
No dobra, z jednym się zgodzę: nie pijcie rozwodnionego cukru, typu cola, soki czy część (a nie wszystkie) energoli.

Pokaż więcej komentarzy (41)

Lider

w Hydepark

25piorunów

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/40713949/

GURU12piorunów

21 września wam wrzucę wpis ile kroków można zrobić w dzień spacerując po górach :face_with_hand_over_mouth:.

Gruba ryba2piorunów

@bartek555 a jak ze staniem w pracy? Teraz mam typowa siedzącą robote, ale tak jak napisałeś ciężko jest nie zrobic tych 7k xD. Wcześniej mialem robote, która wymagała ode mnie duzo stania (ciężko jest pracowac w labie na siedząco xp ). Praca stojąca jest zdrowsze od siedzącej? (Z przerwami, zeby dać nogom odpocząć ofkrz)

Edit ok sprawdziłem jest zdrowsze xp. W sumie zauważyłem to po wadze. Po zmianie pracy chyba 5 kg w kilka miesięcy

Pokaż więcej komentarzy (36)

GURU

w Hydepark

23piorunów

Organizm zrelaksowany, gotowy do spanka. W tym roku coraz częściej widzę wartości tętna spoczynkowego \<50, najs
Dobranoc

Fanatyk3piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (12)

Lider

w Hydepark

43piorunów

Kurla no powiem, ze ten optigrill to jednak fachowiec jest. Za⁎⁎⁎⁎scie soczysty cyc. Nagrzewa sie w 3 min, smazyl max 10, blizej 8. Musze zmierzyc ;)

Gruba ryba5piorunów

@bartek555 to co napiszę to nie do Ciebie personalnie - po prostu zawsze jak widzę ryż z kurczakiem to mam automatyczną asocjację i srogo gniję - na siłowni jak widzę karczochów wjebujących po treningu tą paszę na zimno, ściągając zębami (nie ustami, ewidentnie z lekkim obrzydzeniem) z widelca i praktycznie beż żucia to serio mam banana na ryju :smiley: serio oni nie mogą iść i to zjeść jak człowiek w domu, na ciepło? Katabolizm ich dojedzie w autobusie?
czasem mam wrażenie że oni chyba trochę liczą, że te kuraki są na sterydach hehe
Potem mają takie bebzony wystające na górze tam gdzie to wszystko upchęli i lezą spać do domów :smiley:
Nie żadni "kulturyści" a nasterydowane chopaki - raz gadałem z takim co jest bardziej kulturystą i jest dość duży to mówił mi, że dziennie zjada między 3500 a 4000 kcal dziennie przy 8 jednostkach treningowych (tak to się nazywa)
Zrobiłem se szybkie obliczenia i wyszło mi, że dziennie musi ojebywać między 800 a 1000g kurczaka i K⁎⁎WA 2kg ryżu (po ugotowaniu przed to jakieś 600 - 700g suchego)
No oczywiście to duże uproszczenie bo też odżywki i gainery są ale on ciągle lata z tym pudłem po lodach 2L i to je nonstop :))
Jest to oczywiście godne podziwu takie zacięcie ale ja nie wiem jakie oni mają żołądki??

Gruba ryba1piorunów

@bartek555 a z ciekawości, czemu tak mało tłuszczu? :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (57)

Fenomen

w Hydepark

107piorunów

Gdańsk wprowadził nocny zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach oraz na stacjach i już pojawiają się dramatyczne artykułu jakby wydarzyła się wielka tragedia, rozpacz wśród miłośników nocnego spożywania etanolu.

Bez obaw, przyzwyczajenie do normalności to tylko kwestia czasu.

https://share.google/hEk0uMwkvKt4YY4Br

Czy nocny zakaz sprzedaży alkoholu w Gdańsku to dobra zmiana?

  • Tak84%
  • Nie16%

502 głosów

Fenomen3piorunów

@cyber_biker się okaże. Czytając o przykładach ze skandynawii ncny zakaz zdaje się mieć sens, ale sądzę, że musiałby objąć co najmniej województwo, żeby był skuteczny. Mogę się mylić.

Zawodowiec0piorunów

Mnie bawi jedno - szczegół, ale podważający wiarygodność wszystkiego. Litr wódki za 30 zł? Jakiej? To chyba pół litra...
Ale widać, że autor/ka to "fachowiec". G...o wie.

Pokaż więcej komentarzy (55)

Lider

w Hydepark

77piorunów

Popularnym mitem wsrod osob niezbyt into zdrowa zywnosc jest to, ze od ziemniakow sie tyje, ze ryz lepszy.

Otoz jest dokladnie odwrotnie, ziemniaki sa zdecydowanie lepsze przy odchudzaniu, maja duzo wiekszy indeks sytosci i zawieraja 5x mniej kcal niz ryzy.

Tak wiec jedzac 100g ryzu (przecietny woreczek) zaladujemy tyle kcal ile po 500g kartofelkow.

Tak, stad wlasnie koksy jedza ryz, a nie ziemniaczki.

GURU0piorunów

@bartek555 Szczerze mówiąc to życiu nie słyszałam takiego mitu, nie widziałam żeby ktoś eliminował ziemniaki ale jadł zamiast nich ryż. Jeśli już, to w ogóle eliminuje się i ziemniaki i ryż i resztę produktów o dużej zawartości wegli i indeksie glikemicznym.

Autorytet0piorunów

@bartek555 w ogóle co to za bzduraz regularnie jeść jedzenie z innego obszaru geograficznego. W Europie są ziemniaki, trzeba jeść ziemniaki. W Azji jest ryż, niech tam jedzą ryż. Nie po to z pokolenia na pokolenie mamy wytrenowaną symbiozę z ziemniakami, żeby jeść ryż i męczyć organizm.

Pokaż więcej komentarzy (33)

Osobistość

w Dyskusje

40piorunów

JAK LECZYĆ KOMPLEKSY?

Jest to dla mnie bardzo osobisty wpis.Trudno mi się do tego przyznać, ale czuję, że potrzebuję wsparcia w tym temacie.

Zawsze myślałam, że portale społecznościowe nie mają wpływu na moje zdrowie psychiczne. Nie mam Instagrama, a na Facebooku prowadzilam tylko fikcyjne konto, bez znajomych itp. Mimo to od lat coś we mnie drąży.

Chodzi o przekaz, który wciąż powraca, że kobieta z wiekiem traci swoją wartość. Jako osoba z wykształceniem biologicznym rozumiem, że światem ożywionym rządzi ewolucja, a tym samym chęć spłodzenia potomstwa, więc mężczyźni naturalnie czują większy pociąg do młodych kobiet, bo są bardziej płodne i na nie wolą poświęcać swoją energie. Ale ten argument niczego nie ułatwia.

Nigdy nie korzystałam ze swojego młodzieńczego wyglądu jako „karty przetargowej”. Wręcz przeciwnie, zawsze czułam obrzydzenie, gdy starsi faceci próbowali się do mnie „przymilać”. Najbardziej wryły mi się w pamięć sceny z gimnazjum, kiedy nauczyciele gapili się na dziewczyny jak na „lolitki” śliniąc się na widok ich dekoltów. Dlatego wydawałoby się, że skoro i tak nigdy nie grałam swoją mlodoscia, to utrata tej „przewagi” nie powinna mnie boleć. A jednak boli.

Wynika to z tego, że najtrudniejsze dla mnie jest to uczucie, kiedy czuję, że ktoś patrzy na mnie z góry i ocenia mnie tylko powierzchownie. Coraz częściej natykam się na treści, które podkreślają, że kobieta traci wartość z wiekiem(w zasadzie mogłaby, być odkrywca przysłowiowych leków na raka, ale jak jest po 30 i nie ma dzieci, a nie męża to w życiu jej się nie powiodło). Zaczynam wierzyć, że wszyscy tak o mnie myślą. Wiem, że mam wokół siebie bliskich, którzy mnie kochają, i że to powinno wystarczyć. Ale w mojej głowie te myśli często dominują. A media, filmy czy nawet ludzie z mojego otoczenia tylko je wzmacniają, zwłaszcza jak cytują wykop. To samo filmy, główne role dla aktorek po 40-tce to wciąż rzadkość (chyba, że jako babcie 🙃).

Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia? Macie sposoby, jak radzić sobie z tego typu kompleksami? Coraz poważniej rozważam terapię, ale na razie finsansowo mam inne priorytety zdrowotne.

Osobistość2piorunów

Baba co się zredpilowała, no niestety, tak wygląda świat.

Chodzi o przekaz, który wciąż powraca, że kobieta z wiekiem traci swoją wartość. Jako osoba z wykształceniem biologicznym rozumiem, że światem ożywionym rządzi ewolucja, a tym samym chęć spłodzenia potomstwa, więc mężczyźni naturalnie czują większy pociąg do młodych kobiet, bo są bardziej płodne i na nie wolą poświęcać swoją energie.

*na rynku matrymonialnym.
Ale tak i to z powodów, co napisałaś.

(w zasadzie mogłaby, być odkrywca przysłowiowych leków na raka, ale jak jest po 30 i nie ma dzieci, a nie męża to w życiu jej się nie powiodło).

Jeszcze raz: na rynku matrymonialny. I zależy ile "po 30". Jak 32 to nic straconego, jak 38 to GG, mówiąc slangiem graczy. Jest coś takiego jak balans w życiu i jak ktoś chciał mieć rodzinę, a nie ma, no to będzie miał w tym miejscu w najlepszym razie mentalną bliznę, a bardziej prawdopodobne, że niezasklepioną ranę.

I to zależy, co ludzie od ciebie chcą i za co dają ci atencje. Jak jesteś internetową e-girl, to rok w rok na rynek wchodzą nowsze modele, a ty się starzejesz i powszedniejesz i tylko czekać, aż ludzie stracą w końcu tobą zainteresowanie.
A np dla kogoś jak Sabine Hossenfelder ma to prawie zerowe znaczenie.

Koneser3piorunów

@Cori01 w kazdym wieku można kogoś poznać, pokochac (mam to sprawdzone 😉 A z drugiej strony często ludzie marzą o czymś czego nie mogą mieć, ale jeśli nawet to dostają okazuje się czymś innym niż było ich wyobrażenie. W sensie, można marzyć o byciu z kimś, ale jak już z tym kimś będziesz może okazać się że wcale nie jest tak fajnie jak się wydawało że będzie, a jest wiele "kosztów" tej relacji. Tak samo z posiadaniem rodziny, dzieci. Wszystko na swoje blaski i cienie, a także ryzyka o których nie wiemy dopóki nie podejmiemy decyzji. Może zatem warto cieszyć się tym co się ma? Co do utraty wartości zwiazabej z wiekiem.. to toksyki moim zdaniem wypisują. Gdzieś ostatnio był artykuł że najszczęśliwsze są kobiety 60plus 😉 myślę że nie czują się one bezwartosciowe, a wręcz przeciwnie - już nic nikomu nie muszą udowadniać i cieszą się poranna kawusia i fajnymi kwiatami w doniczce.

Pokaż więcej komentarzy (30)

GURU

w Hydepark

21piorunów



Czy przedmiot "Edukacja zdrowotna" jest potrzebny - redaktorka pyta polityków o różnicę między owulacją i okresem

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/dziennikarka-zapytala-o-okres-i-owulacje-zaden-polityk-nie-odpowiedzial/cn5wm4t

Fanatyk3piorunów

Yyy, będą z kobietą w związku zawierającym intymność, bez problemu definicje obu powinni znać, chyba że takie świętoszki.

Autorytet6piorunów

Tak poza tym to wygląda jak typowy zespół ekspertów do rozmów o aborcji albo prawach/zdrowiu kobiet XD

Pokaż więcej komentarzy (5)