Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

SzpakucjuszKompan

Dołączył/a:

  • 3 wpisów
  • 38 komentarzy
  • 0 obserwujących

Kosmonauta

w Hydepark

34piorunów

Dopiero co zaczął się rok szkolny a na grupach rodziców prawie że nastolatków:

* po 2 dniach szkoły zadawanie pytań o zdjęcia notatek (k⁎⁎wa, jakich notatek, z lekcji organizacyjnej? :o).

* gównaburza o wszystko co możliwe: Frania nie dostała zupy i deseru, czy ktoś jeszcze miał taki problem, trzeba wnieść skargę na firmę cateringową

* skarga do dyrektora na nauczyciela bo informacje poszły na whatsappie a nie na librusie

* narzekanie rodziców że dostęp do librusa dostaną dopiero w 5. dniu szkoły i jak tu żyć przez te 4 dni!?

Jako że wróciłem z zagranicy gdzie mój kontakt ze szkołą był bardzo sporadyczny a z rodzicami na grupie głównie umawialiśmy się na kawę co 2-3 miesiące mam pytanie, czy to jest normalne czy trafiłem do bardzo dziwnego towarzystwa? (Warszawa, szkoła publiczna)
I czy tylko ja mam wrażenie że oprogramowanie typu librus do śledzenia każdego ruchu dziecka to jakiś rak polskiego szkolnictwa ostatnich lat?

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

95piorunów

Rozwiązanie jednego problemu tworzy pięć kolejnych...

Co roku ten sam problem z mamuśkami (wgl. czemu to zawsze są mamy, a nigdy problematycznym rodzicem nie jest ojciec?) - a do kiedy wpłata na składkę, a do kiedy za zajęcia muzyczne, a kiedy jest wycieczka, a kiedy przedszkole jest zamknięte?

Kij, że to wszystko jest w pliku .pdf przypiętym w apce przedszkola - za ciężko sprawdzić.

Zrobiłem kalendarz .ics do pobrania. Każde wydarzenie rozpisane do czerwca z podziałem na "opłata" - notyfikacja dzień przed wydarzeniem, "zajęcia" - bez notyfikacji, "wydarzenie" - coś do czego trzeba dziecku coś przygotować, notyfikacja trzy dni przed wydarzeniem. W każdym wydarzeniu opis o co dokładnie chodzi. Dwie minuty roboty, a liczyłem, że skończy się chaos na grupie.

Wystarczy kliknąć "pobierz" na whatsapp i telefon sam to zaimportuje do kalendarza systemowego.

"a jak to pobrać?", "a gdzie to się otworzy?", "a to muszę coś rejestrować?", "to ja wyślę panu maila i pan mi zrobi", "u mnie nie działa", "a czy zrobi pan taki dla drugiej grupy?", "gdzie to pobrać?"

ლ(ಠ_ಠ ლ)

Pokaż więcej komentarzy (16)

Lider

w Hydepark

74piorunów

Powiem wam Pany, ze nic lepszego mi sie w ostatnim 5-leciu nie zdarzylo niz urlop tacierzynski xD W sumie z wypoczynkowym mam 2,5 miesiaca laby. Z malym pomaga mi tesciowa. Zaczalem sie wysypiac, glowa przestala bolec. Z pracy telefonow nie odbieram, pomagam tylko zastepcy w trudnych tematach. Elegancko. Silownia zrobiona bo bobas wielki wiec czuc barki i lapy od noszenia typa. Odzywiam sie lepiej, telewizji ogladam mniej. Wyplata wyzsza bo wszystkie gowno dodatki przelewaja mi na konto zamiast pakowac po funduszach i innych badziewiach. Super.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Kompan

w Dyskusje

8piorunów

Powiem wam, od pewnego czasu miałem ochotę na przygotowanie kwasu chlebowego i ostatnio się udało. Tzn, żoną upiekła chleb żytni i zrobiła zakwas, ale cała resztę ja. Strasznie dużo środków i roboty ale zły filtr i z 5 litrów wody plus składników wyszło ledwie 2 litry z hakiem.

Smak całkiem całkiem. Teraz będzie się trzeba zastanowić, jak tu zrobić więcej, łatwiejszym kosztem.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

38piorunów

Za każdym razem jak robię coś na bazie ciasta biszkoptowego to zastanawia mnie niesamowicie jedna rzecz. Mianowicie kto jako pierwszy wpadł na pomysł oddzielenia zółtka od białka. No dobra, to jeszcze ujdzie. Ale kto wpadł na pomysł żeby to białko ubijać i to jeszcze na tyle długo (przecież ręcznie to trwa wieki) żeby zobaczyć co z tego wyjdzie. Mało tego, jak już to zrobił, to nie wywalił do śmieci, tylko zmieszał z tym co tam robił.

Komu to w ogóle przyszło do głowy, w jakim kontekście i czego oczekiwał

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Hydepark

72piorunów

Może trochę wyolbrzymiam sytuacje, ale mam lekkiego doła jako rodzić, więc wyleję tutaj smutów na klawiaturę.

Żyjemy sobie na skraju wsi, pod większym miastem. Celowo się tam wyprowadziliśmy, aby mieć spokój od zgiełku, kiepskich sąsiadów, no i aby dzieciaki miały trochę swobodnego dzieciństwa. Mam synów 9 i 6 lat, staramy się ich wychowywać bardziej w stylu podwórkowym – ekran do kilku godzin dziennie, brak telefonów, macie biegać i broić, poznawać kolegów. No i kolegów poznają, lepszych i gorszych, ale ogólnie zaczęliśmy się cieszyć, bo poznali kolejnego kolegę mieszkającego na dawnym gospodarstwie i obok niego założyli kolejną bazę – miałem nawet zrobić spacer po ich bazach i wam kiedyś wrzucić. Ogólnie sielsko anielsko, w poniedziałek jeden nocował u drugiego, w wtorek na odwrót.

Ale do sedna. Wczoraj byli sami, pod opieką dziadków, czyli generalnie hasali do woli. Wróciliśmy wieczorem i starszy coś podejrzenie wleciał do domu, zgarnął plecak i próbuje się wyśliznąć. Jako, że dwa dni wcześniej, próbowali z strychu zdjąć akwarium, na hodowlę żab, Mżonka go przydybała i skontrolowała torbę. A tam, nóż jak na zdjęciu. Pytanie, co to, skąd to ma, pierw się migał, potem próbował uciec. W końcu się przyznał, że „pożyczył” z parapetu u kolegi, bo musiał przeciąć chaszcze do bazy. Co znaczy pożyczył, tłumaczenie, że to kradzież, a już o tym, że mogli Sobie coś zrobić, to szkoda nawet gadać – niby dajemy im być samodzielnym w kuchni, ale pod naszą kontrolą. Płacz się dopiero rozkręcił, jak się dowiedział, że ma karę, i trzeba teraz wziąć nóż, odnieść rodzicom kolegi, i przeprosić. Niestety on mocno reaguje, bo ma ADHD, więc wrzaski na pół osiedla, więc będzie nożownik, jak nic. Do tego jeszcze kumple, wzięci na spytkę, potwierdzili, że wziął ten nóż, że niby mówili mu że nie, że potem jeszcze pociął jakaś złamaną kukurydzę, no ok, potwierdzili wersję wydarzeń, ale za chwilę polecieli do bazy, aby przynieść tą kukurydzę na dowód, o który nikt nie prosił – no to już było mało koleżeńskie moim zdaniem.

No i bądź tu mądry, z tym wychowywaniem dzieci. Nie wiem teraz, czy dobrze zareagowałem, czy to dobre rozwiązanie problemu. Nie podoba mi się też, zachowanie kumpli – niby niebezpieczna sytuacja, ale z drugiej strony to dobijanie leżącego, nie za fajne. Człowiek stara się ich usamodzielniać, odklejać od ekranu, a Ci potem latają z nożem po wsi, który jeszcze buchnęli.

A na koniec Sobie myślę, co by zrobił 9 letni zomers w tej sytuacji? No nie zajumał by noża, bo i tak każdy w tym wieku miał już jakiś scyzoryk, a od kumpla pewnie nie raz dostał cegłówką lub czymś w tym stylu, po czym razem szło się nad strugę, budować tamy, aż matka zgarnęła, i kolejny dzień spuściła lanie, za pobrudzone i śmierdzące ciuchy.

I bądź tu mądry, ehh.

Pokaż więcej komentarzy (58)

Kompan

w Dyskusje

5piorunów

Kto się jeszcze pozachwyca ze mną nad brooklyn 99?* Skończyłem oglądać w tym tygodniu. Wreszcie coś przy czym się śmiałem regularnie. Brakowało mi czegoś takiego od remake Nagiej Broni. A brooklyn to jeszcze serial. Pod dyskusję rzucę, że mój ulubiony odcinek to cinco de mayo, który zabija plottwistami. W mojej opinii jest to absolutny peak serialu mimo, że w szóstym sezonie.

Śmieszne. Wiem, tytuł mojej sekstaśmy.

*Jak ktoś nie chce się zachwycać to niech to zrobi w innym wpisie

Pokaż więcej komentarzy (10)

Gruba ryba

w Sztafeta

58piorunów

21 894,78 + 21,37 = 21 916,15

Je suis parisienne, trust me bro 😉

Dziś ciut później i leniwiej, no i w większym gorącu. Muszę zacząć wcześniej wstawać, bo jutro o tej porze to zdechnę z kretesem xD

Wczorajsze włażenie na Wieżę Eiffla było relaksujące w porównaniu z przejazdem zatłoczoną linią metra numer 7 xD
Najmłodszy syn teraz ma traumę i jak mówimy dokąd się wybieramy to pyta czy można tam dojechać bez wsiadania do metra...

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Lifestyle

62piorunów

Byłem wczoraj pierwszy raz w życiu na balecie. Jezioro łabędzie w wykonaniu Królewskiego baletu klasycznego.

Trochę mi słoma z butów wystaje ale po ok 30min wkręciłem się i zaczęło mi się nawet podobać... :face_with_peeking_eye: Moja ocena to 7/10, ocena mojej żony 10/10 co oznacza, że w tym roku wybieramy się jeszcze na Dziadka do orzechów w wykonaniu tego samego zespołu. 😉

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Hydepark

25piorunów

Mega mnie zdziwiły wyniki ostatniego badania CBOS dot. aktywności zawodowej osób starszych.

"Wśród respondentów pobierających emerytury 19% nadal jest aktywnych zawodowo. Chcieliśmy dowiedzieć się, co motywuje te osoby do dalszej pracy zarobkowej."

44% jako główny powód podało po prostu chęć bycia aktywnym zawodowo, a 29% po prostu lubi swoją pracę.

Kurcze, nie do końca to rozumiem. Gdybym dziś wygrał w lotto jakieś 20 milionów, to nie tknąłbym się już nigdy i przebywał w zdrowym dystansie z pracą zarobkową. Owszem, robiłbym jakiś wolontariat, jakaś fundacja, NGO, ale nic co ma jakikolwiek związek z typową pracą na etacie. Jednym z moich celów życiowych, na który z żoną pracujemy, jest to aby przy dobrym zdrowiu w wieku około 55 lat przejść na emeryturę i żyć dostatnio z dochodu pasywnego. Pracę traktuję jako przykry obowiązek.

A jak to jest u was? Gdybyście nie musieli już pracować, zakładając że emerytura pozwalałaby Wam na podstawowe potrzeby bez konieczności zaciskania pasa - czy chcielibyście nadal pracować zawodowo?


-------
Metodologia badania:
Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” (432) przeprowadzono w ramach procedury mixed-mode na reprezentatywnej imiennej próbie pełnoletnich mieszkańców Polski, wylosowanej z rejestru PESEL. Każdy respondent wybierał samodzielnie jedną z metod: wywiad bezpośredni z udziałem ankietera (metoda CAPI); wywiad telefoniczny po skontaktowaniu się z ankieterem CBOS (CATI) – dane kontaktowe respondent otrzymywał w liście zapowiednim od CBOS; samodzielne wypełnienie ankiety internetowej (CAWI), do której dostęp był możliwy na podstawie loginu i hasła przekazanego respondentowi w liście zapowiednim od CBOS. We wszystkich trzech przypadkach ankieta miała taki sam zestaw pytań oraz strukturę. Badanie zrealizowano w dniach od 9 do 19 kwietnia 2026 roku na próbie liczącej 944 osoby (w tym: 58,9% metodą CAPI, 22,5% – CATI i 18,6% – CAWI). CBOS realizuje badania statutowe w ramach opisanej wyżej procedury od maja 2020 roku, w każdym przypadku podając proporcję wywiadów bezpośrednich, telefonicznych i internetowych.

Po osiągnięciu wieku emerytalnego będę chciał pracować bo

  • lubię swoją pracę12% (21 głosów)
  • będę chciał utrzymac kontakt z ludźmi9% (16 głosów)
  • będę chciał dorobić do emerytury11% (20 głosów)
  • chcę być jak najdłużej aktywny zawodowo9% (17 głosów)
  • liczę że nie będę musiał już nigdy pracować po osiągnięciu wieku emerytalnego56% (101 głosów)
  • inne powodu3% (6 głosów)

181 głosów

Pokaż więcej komentarzy (17)

GURU

w Bazar

84piorunów

662 + 1 = 663

*

Tytuł: Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej

Autor: Barbara Demick

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

Liczba stron: 368

Ocena: 10/10

*

Są takie książki, które trudno ocenić na coś poniżej 10 - i dla mnie ten reportaż jest właśnie takim przypadkiem. Jasne, rozumiem, że dla wielu osób uczciwa ocena pewnie oscylowałaby gdzieś między 7 a 9, ale u mnie to pełna dycha. Po prostu nie widzę tu wad.

Reportaż autorstwa Barbary Demick wyróżnia się przede wszystkim tym, czego w nim nie ma. Autorka nie przerysowuje opisów, nie gra na emocjach i - co najważniejsze - nie narzuca czytelnikowi swoich przemyśleń. Oddaje głos bohaterom i robi to w sposób zaskakująco uporządkowany. Chronologia jest tutaj ogromnym plusem - czas płynie gdzieś w tle, a kolejne wydarzenia układają się naturalnie, bez chaosu, który często pojawia się w reportażach opartych na wielu perspektywach. Nie da się tu zgubić, ani razu.

Warto tu dodać, że z książki jasno wynika, że temu, co widzą turyści, najprawdopodobniej nie warto ufać, bo sceny i miejsca celowo mają być inscenizacją, nawet w obecnych czasach. Oszustwem, które zamazuje prawdę.

Dużym atutem jest też dobór bohaterów. Demick opisuje osoby, które bardzo się od siebie różnią - zarówno pod względem pochodzenia, jak i stosunku do systemu. Są tu ludzie całkowicie wierni władzy, są ci obojętni i są też tacy, którzy od początku czują, że coś jest nie tak. Dzięki temu obraz Korei Północnej nie jest jednowymiarowy - przeciwnie, wydaje się przez to bardziej wiarygodny i pełny.

Nie ukrywam, że na początku miałem pewne obawy. Wątek miłosny młodych ludzi z różnych warstw społecznych brzmiał jak coś, co może niepotrzebnie rozmiękczyć całość. Jun-sang, z był z bardziej uprzywilejowanej rodziny, a Mi-ran, jest córką byłego jeńca wojennego z Korei Południowej. Przez system songbun była z góry skazana na niższy status społeczny, o czym przez dłuższy czas nawet nie wiedziała. Ten motyw okazuje się jednak tylko delikatnym wstępem - tłem dla wydarzeń, które naprawdę definiują tę książkę.

Bo prawdziwy ciężar zaczyna się wraz z opisem wielkiego głodu z lat 1995–1999. To jeden z najmocniejszych fragmentów reportażu. Głód, który według różnych szacunków pochłonął setki tysięcy, a być może nawet miliony istnień, nie jest tu przedstawiony jako abstrakcyjna katastrofa, tylko jako codzienność zwykłych ludzi - efekt polityki reżimu Kimów i efekt ich rządów.

Opisy bywają mocne, momentami bardzo mocne. Ja już nie jestem szczególnie wrażliwy na takie rzeczy, ale spokojnie mogę sobie wyobrazić, że dla wielu osób będą trudne do zniesienia. Dzieci umierające w szpitalach, karmione trawą, czy topienie psa w garnku, to te lżejsze, co daje pewien obraz, czego można się tu spodziewać.

Jeden z tych rozdziałów, które szczególnie zapadły mi w pamięć, to: „Najpierw umierają ludzie dobrzy”. Pada tam to tytułowe zdanie, które właściwie podsumowuje cały ten okres. Pani Song, przez lata wierna systemowi i propagandzie, przyznaje, że każdy, kto przetrwał, ma coś na sumieniu. Że dobrzy ludzie umarli jako pierwsi. Zostali ci, którzy robili rzeczy, do których nie chcieliby się przyznać.

To jednak nie jest tylko historia o przetrwaniu, odkrywaniu prawdy i ucieczce. To także opowieść o tym, co dzieje się później. O życiu po ucieczce, głównie w Korei Południowej, i o tym, jak różnie bohaterowie radzą sobie w zupełnie nowej rzeczywistości. Co ciekawe ci, którzy od początku byli przeciwko systemowi, wcale nie odnajdują się najlepiej.

Warto dodać, że książka nie zatrzymuje się na or dacie pierwszego wydania. Zależnie od tego, jaką upolujecie, na końcu dostaniecie dodatkowe informacje "co było potem". Jest to trochę streszczone, ale dobrze, że się pojawia.

Mógłbym pisać dalej o tym, jak dobra jest to książka, ale prawda jest taka, że i tak mało kto dotrwałby do końca tej recenzji. Dlatego zakończę inaczej - zostawiając was z dłuższym cytatem o dr Kim i tym, co odkryła podczas swojej ucieczki.

Nie chciała zatrzymywać się na odpoczynek – bała się, że zamarznie – ale czuła, że opada z sił. Nie mając wyboru, postanowiła zaryzykować i zwrócić się o pomoc we wsi.
Do gospodarstw prowadziła polna droga. Większość domów otaczały ogrodzenia z metalowymi furtkami. Jedna z nich nie była zamknięta na klucz. Popchnęła ją i zajrzała na podwórko. Na ziemi stała metalowa miseczka z jedzeniem. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła w niej biały ryż ze skrawkami mięsa.
Doktor Kim nie pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała miskę czystego, białego ryżu. Co tu robi ta miska, dlaczego stoi na ziemi? Domyśliła się i prawie jednocześnie usłyszała szczekanie.
Aż do tej chwili łudziła się nadzieją, że Chiny okażą się równie biedne jak Korea Północna. Wciąż chciała wierzyć, że jej kraj jest najlepszy na świecie. Że potwierdzi się to wszystko, w co wierzyła przez całe życie. Ale teraz nie mogła już zaprzeczyć temu, co zobaczyła na własne oczy: chińskie psy jadają lepiej niż lekarze w Korei Północnej.

*

>

Pokaż więcej komentarzy (7)

Kompan

w Dyskusje

10piorunów

A napisze to jako mój pierwszy wpis, nie wiem czy się będę udzielał nawet, ale temat , bo chyba związane. Zachodzę dzisiaj chory do lekarza dwie minuty przed otwarciem rejestracji i standardowo pytam "kto pierwszy". Jakaś babcia, że ona, ja macham książeczką, że wchodzę pierwszy. Jakaś inna Pani, że ona też na książeczkę, to ja mówię proszę użyć. Otworzyli rejestrację babcia doskoczyła do okna (no nie będę się w nieuprzejmy sposób wbijał przed babcię). Pani z książeczką przede mnie i ma pretensje, że ona musi użyć książeczkę. No ja mówię, że problemu nie widzę, podczas tych trzech sekund pod ramieniem moim przeskakuje jakaś kobieta do rejestracji, że jak wy się kłócicie to ja pierwsza. My, że nie ma tak o, i Pani od książeczki ją wyciąga. W momencie gdy stałem tą minutę zanim się pani zarejestruje to zdążyłem usłyszeć z tyłu "Taki duży zdrowy chłop w kolejkę się wpycha, a dzieci muszą czekać". Zawołali mnie do drugiego okienka zarejestrowali od razu na tą samą godzinę, przyjął mnie lekarz. Ale powiem wam z 10 lat wchodzę z pierwszeństwem i prawie nigdy nikt głośno nie komentował. Raczej jestem zdziwiony niż narzekam. Jakiś klimat poświąteczny? Pasta o krwiodawstwie za raz dwa trzy...

Lider7piorunów

Mój lekarz rodzinny ma w bazie informację o krwiodawstwie. Jak dzwonię to wyświetla się o tym informacja i Pani rejestratorka proponuje mi absurdalne terminy. Ostatnio się pytała czy zdążę w 15 minut.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

159piorunów

Kompan13piorunów

Przypomniałeś mi jak kupiłem kiedyś kanapkę koreańską i Pani mi poleciła "świetna knajpka, znajomi prowadzą". Szeroko pojęta azjatycka. Za jakiś czas potem wchodzę z żoną i mówię przy ladzie, że taka miła Pani mi poleciła. Obsługa spojrzała na mnie groźnie jakbym na miejscu pytał o rabat, a ja tylko miły chciałem być. Zamówiliśmy, jemy. Zastanawiam się czemu karmią tym ludzi, bo ani ja ani żona nie chcieliśmy dojeść. A to u mnie rzadkość. Zawsze dojadam. Stolik dalej siedziało dwóch typów, jeden patrzy w talerz ma podobną minę do mnie i do mojej żony. A drugi nad nim je i się zachwyca "to moja, ulubiona onajpa, tanio, dużo i świetne smaki". I tak ze dwie minuty zachwalania z jego strony xd

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Hydepark

97piorunów

Lekcja pokory rowerowej czyli nie ma tego złego co by na dwoje babka "wróżła"!

Siemandero rowerowe świry! Debilne pomysły. Jako, że #stareludzia mają głupie pomyślunki podsycane fascynacją inszych fascenacji i na nieszczęście rozmowami na śmiesznym portalu z obrazkami to zakiełowało uczestnictwo w rajdzie rowerowym. Na codzień jezdziłem do zeszłego roku krótkie

GURU

w Hydepark

72piorunów

Jeśli macie do wyboru Lidl vs Biedronka, co wybieracie?

Dotychczas byłam lidlarą, ale z czasem jak zaczęliśmy robić zakupy raz tu raz tu to ewidentnie mniej wydajemy w biedronce. W skali miesiąca wydajemy około 400 pln mniej robiąc zakupy u owada, więc siłą rzeczy coraz częściej jesteśmy u niego.

Diniarze, nettciarze i aldiarze cicho

Który dyskont wariacie

  • Optopedauka17% (124 głosy)
  • Lidl63% (456 głosów)
  • Biedronka19% (140 głosów)

720 głosów

Inspirator0piorunów

Chrzanię biedronkę I jej odpiekane dwukrotnie pieczywo. Jeśli nie muszę, nie chodzę do tego syfnego żuka

Gruba ryba0piorunów

Lidl, przez jebniete etykiety z Biedry.

Cena 3,99 ale tak naprawdę 7,99 bo niższa cena jest jak masz kartę, weźmiesz 20 sztuk i jest dziś pięć dni po pełni księżyca.

Ja idę na zakupy a nie robić klasówkę z matematyki.

Pokaż więcej komentarzy (76)

GURU

w Hydepark

113piorunów

Post @Yes_Man z spaceru przypomniał mi o świetnym porównaniu na temat parkowania:

Gdyby ludzie srali tak, jak parkują:

* Sram na chodniku, bo miasto nie zapewniło szaletów

* No musiałem nasrać na tym trawniku, bo do szaletu jest daleko, przecież nie będę chodził taki kawał

* Nie będę srać w szalecie, bo trzeba za nie płacić, a ja już płacę podatki, kiedy kupuję papier toaletowy

* Wiem, że tu nie wolno srać, ale tylko szybko małego klocka postawię

* Od 20 lat wszyscy tu srają. Co, nagle przeszkadza?

* No co wam gówno przeszkadza, przecież da się przejść

* Co, zazdrościsz, że mnie stać i się najadłem, a teraz mam czym srać?


Gruba ryba11piorunów

@Trypsyna Może nie sranie ale dokładnie tak jest z sikaniem gdzie popadnie. Nie ma szaletów miejskich więc jak idziesz np. Nowym Światem w Warszawie w piątek wieczór i mijasz bramy to tak potwornie wali z nich jakby pół kompanii się odlało. Wiele miast ignoruje taką oczywistą potrzebę, często jest spychologia typu "to niech wejdzie do restauracji, tam są łazienki" a to, że w restauracji trzeba coś kupić albo zapłacić za skorzystanie to inna sprawa. Albo co gorsza o tej porze lokal jest nieczynny.

Tak samo stacje paliw gdzieś w centrach miasteczek to są awaryjne kible. Ciekawe jaki jest rozkład wchodzących na PŁACI ZA PALIWO/KUPIŁ COŚ NA STACJI/PRZYSZEDŁ SIĘ ODLAĆ. Obstawiam 10-30-60.

To też jeden z czynników czemu wolę dalsze trasy robić autem niż np. pociągiem. Autem mijam MOPa co 50-100km więc zatrzymam się na jednym z wielu po drodze i potem docieram do miejsca docelowego. A pociąg? Jak jest kibel w pociągu to spoko, a jak jest nieczynny to wysiadasz, znowu się błąkasz po stacji bo się okazuje, że jest na drugim końcu obiektu, i niestety w remoncie (w Mińsku Maz jest tabliczka: toaleta nieczynna z powodu regularnych dewastacji) to idę na miasto i zaczyna się polowanie gdzie tu kibel. Szczęściem jest McDonald czy właśnie stacja paliw bo na władze miasta nie ma co liczyć.

Pokaż więcej komentarzy (22)