Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#przemyslenia

Specjalista

w Psychologia

11piorunów

Nie wiem, w którą stronę to wszystko ciągnąć. Nie wiem, jak popracować nad pewnością siebie. Zastanawiam się, czy rzeczywiście mam rys narcystyczny, czy autyzm itd.

Nie mam lęku przed odrzuceniem, tylko przed porzuceniem. Dlatego że zostałem zghostowany przez kogoś, na kim mi bardzo zależało. Osoby, od której się szybko uzależniłem emocjonalnie, i zostawienie mnie bez słowa było wręcz traumatyczne.

A gdy próbowałem to naprawiać, to zrobiłem z siebie creepa i psychola. Powiedziałem, że dam jej tyle czasu na zastanowienie, ile chce… Ale nie potrafiłem i potrzebowałem codziennego kontaktu, więc znów się dobijałem. Prawdopodobnie i tak byłoby ciężko ze mną, bo mógłbym być rozchwiany emocjonalnie.

Boję się, że zmarnowałem jedyną taką szansę na miłość. Że…

Ale wiem, że ta zdolność do kochania jest w środku, może mocno poobijana i pewne części zostały zabite lub uśpione. Jednak to uczucie wypłynęło ode mnie i wiem, że potrafię się starać (powiedzcie mi, czy ta część rzeczywiście nie brzmi jak creep xd).

Boję się też tego, że jestem w jakiś sposób „spaczony” i nie da się pokochać mnie za to, kim i jaki jestem. Wiem, że konflikty i kłótnie są naturalną częścią relacji, tyle że jest strach przed zniszczeniem ich.

Zastanawiam się nad celami w życiu i nad tym, czy CBT mi pomoże. Nie zamierzam zmarnować następnych lat w życiu, choć jeszcze nie skończyłem 30.

Po prostu niech mnie ktoś k⁎⁎wa przebada i powie czarno na białym co jest ze mną nie tak i co mogę z tym zrobić. Nie wiem gdzie się zgłosić nawet.

Lider8piorunów
czy CBT mi pomoże

Powinno pomóc.

co jest ze mną nie tak i co mogę z tym zrobić.

Nic nie jest z Tobą nie tak. Reprezentujesz lękowy styl przywiązania i przyjąłeś trochę szkodliwych przekonań. To wszystko można rozpracować, albo wypracować techniki, żeby to jakoś oswoić i nauczyć się z tym żyć.

Osobistość4piorunów

Tak. CBT wydaje się być rozsądną opcją jak masz kasę. Polecam ci też dodatkowo poczytać jakieś książki na temat emocji, ich rozpoznawania, reagowania i przyczyn problemów z nimi.

Rys narcystyczny lub autyzm mogą brzmieć źle, ale z tym drugim na spokojnie na luzie można żyć, a to pierwsze to wydaje się być objawem niedojrzałości emocjonalnej. Nie mogę ci dokładnie powiedzieć czy tak jest u ciebie bo ciebie nie znam. To może stwierdzić tylko specjalista po kilku wizytach u niego.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Autorytet

w Hydepark

140piorunów

Tak jak wszystkie usługi stopniowo zmieniają się w gówno (enshittification) tak jest jeden serwis, który nigdy mnie nie zdenerwował:

STEAM

Przez 15 lat jak mam go zainstalowanego nigdy nie napotkałem na coś co by mnie doprowadzało do szału. Sklep działa jak trzeba, biblioteka działa jak trzeba, społeczność i warsztat działa jak trzeba. I nie ma żadnych głupich abonamentów aby np. korzystać z warsztatu.

W świecie skurwiałych CEO, którzy tylko zmieniają własne firmy i produkty w jeden wielki śmietnik, cieszę się że GabeN (Gabe Newell) wciąż żyje i gra według starych zasad.

No wiadomo, że promocje na steam na wyprzedażach już nie są tak legendarne jak kiedyś, że tysiące gier były od -50% do -90% ale bardziej patrzę, że to wina chciwości wydawców a nie samego Steama.

Tak wiem, że Gabe teraz mało się zajmuje samym Valve a bardziej skupia się na badaniu oceanów ale oficjalnie wciąż jest prezesem i jakby jego podopieczni coś odjebali to by wpadł do biura z ogniem i mieczem.

Dobrze wiedzieć, że przynajmniej jedną korporacją nie rządzi dyrektor z zawodu dyrektor którego obchodzą tylko słupki kwartalne tylko prawdziwy nerd, geek, gracz. Chociaż chłop jest już po 60-ce więc obawiam się, że jak umrze to całego Steam i Valve szlag trafi.

https://www.youtube.com/watch?v=1DC6RAr2xcM



Gruba ryba0piorunów

Może i Polacy mają tam jedne z najwyższych na świecie cen ale przynajmniej nie można ich tam kupić na własność. Mitologizowania grubego miliardera który ma na was kompletnie wyjebane trwa jak widzę w najlepsze. Beka z OPa na maksa. Przed przejściem na wydania cyfrowe było mnóstwo szumnych zapowiedzi, że gry będą tańsze bo odejdą koszty nośników, wydawców, drukarni i masy innych. Ile z tego okazało się prawdą? Wszystko poza cenami gier. Po raz enty ludzie dla wygody oddali swoją wolność i swobody i tylko czekać aż ich ta wygoda kopnie w zad.

GURU0piorunów

steam to ayf i bagno,nie szanuje

Pokaż więcej komentarzy (67)

Specjalista

w Dyskusje

2piorunów

Pochylmy się dziś nad kinem superbohaterskim, a w szczególności nad tym, co czyni je ciekawym.

Lubię wskazywać na Sherlocka Holmesa, jako osobę która uosabia wszystko czym jest kino superbohaterski. Sherlock robi dziwne rzeczy, ale wszystkim imponuje. Cała przyjemność to doświadczanie tej niesamowitej kompetencji, a puentą humoru jest zawsze rozbrajająca mina Watsona na myśl, że ktoś umie rozróżnić 247 rodzajów popiołu, żeby odkryć mordercę. Historycy kina lubią wskazywać źródła gatunku na przecięciu kina detektywistycznego z westernem. Clint Eastwood odbijający kule blachą jest imponujący. I nie tylko chłopcy nie spali przez to po nocach, niejeden dorosły czuł podobną dumę, wyobrażając siebie jako strażnika prawa i obyczajów. Projekcja siebie w bohatera i doświadczanie jego dziwności to jedna z ważniejszych przyjemności gatunku.

Spider-Man z Tomem Hollandem gra dokładnie na tej dynamice. Filmy są lekkie i przyjemne, bo karmią nas konkretnym napięciem: my wiemy, a oni nie. Tu Marvel zaczął błądzić. Obok Spider-Mana zaczął produkować filmy, w których moce stały się obojętną codziennością. Jedyna świeża dziwaczność to kontrast między reakcją postaci a tym, co dzieje się na ekranie - ale jak pokazał „One Punch Man", nie da się na tym uciągnąć dłuższej fabuły.

Nie twierdzę, że dziwaczność to jedyna taktyka. Loki działa wyśmienicie, bo fantastyczny świat jest nieskończonym polem do zabawy myślami. Prowadzenie takiej fabuły wymaga jednak solidnej roboty. Niezbędna jest więź z jakąś postacią - taką, przy której czujemy wagę decyzji, albo przez którą doświadczamy nowego świata czysto eskapistycznie. Stąd moja teza: walka nie ma znaczenia. Paradoks, ale nie taki głupi. Walka nigdy nie ma znaczenia sama w sobie - liczy się to, co podczas niej dzieje się dla postaci. Powtarzalna wygrana bez realnego zagrożenia szybko traci moc. Cała sztuka polega na tym, żeby tę walkę porządnie podbudować. A po fakcie można ją nawet pominąć, film będzie podobnie pociągający.

Weźmy pod lupę potyczki z „Gry o Tron". Żadna scena walki nie niosła ze sobą takiego ciężaru, jak rozmowa Tywina z Aryą, gdzie jedno nieodpowiednie słowo mogło skończyć się jej śmiercią. Pojedynki są zawsze ciekawsze od wielkich bitew, a mała skala jest bliższa - to zupełnie naturalne. Na tym tle warto docenić „The Boys": serial bardzo dobrze rozgrywa tę kartę. Zabicie kogokolwiek w pierwszym sezonie niesie ogromną wagę. Gdzieś w sezonie trzecim twórcy zatracili jednak ten instynkt - zaczęli opowiadać historię z perspektywy, której nie sposób pojąć, jakby zapomnieli, dla kogo i po co to robią. Zasadniczy błąd: działać bez zrozumienia materiału. Dlatego na pierwszym planie powinny stać materiały źródłowe, szczególnie gdy nie jest się kompetentnym reżyserem.

Gruba ryba0piorunów

@gwf-hegel-fangirl co do powtarzalnej wygranej pozwolę sobie się nie zgodzić.

Jedną z moich ulubionych postaci jest Deadpool, a dosyć ciężko oczekiwać, że przegra 😉

Tak samo LOBO.

Niby z góry wiesz, że postacie o takim "rysie" wygrają ze śmiercią, a jednak jest w nich coś "magnetycznego".

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Hydepark

25piorunów

Na marginesie sukcesu Polki na kortach tenisowych nasunęły mi się różne przemyślenia. Od dziecka lubiłem oglądać sport. Piłka nożna, koszykówka, lekkoatletyka, sporty zimowe. Wszystko. Dyscyplina w zasadzie nigdy nie miała znaczenia. W momencie, gdy w moim domu pojawiła się kablówka i Europsort, to oglądałem kiedyś nawet sumo. Jednak nigdy nie oglądałem tenisa. W całym swoim 43-letnim życiu w całości obejrzałem raz mecz Igi Świątek podczas Igrzyskach Olimpijskich. Tenis zawsze mnie jakoś odstręczał swoją elitarnością. Wśród moich znajomych, gdy byłem dzieckiem jedyną osobą, która grała w tenisa był Maciek, syn wziętego w regionie lekarza i pani prawnik. Później moją koleżanką z pracy została dziewczyna, która grała w tenisa. Oczywiście schemat: bogata rodzina, dom na Wilanowie i brat, który był znajomym Igi Świątek i razem z nią zaczynał grać w tenisa. Takich osób trafiło mi się jeszcze kilka. Jedynym kumplem, który grał w tenisa a był z przeciętnej rodziny, był gość który po kilku latach dał sobie spokój. Grał w jakichś amatorskich turniejach, ale powiedział, że ma dość tego "ą" i "ę" klimatu i że się w tym nie odnajduje.

No to tyle przemyśleń z głowy czyli z niczego.

GURU2piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fenomen10piorunów

@WatluszPierwszy tenis, elitarny? Przecież w go każdy może grać. Acz to pewnie jak z golfem, możesz sobie pojechać na pole coś popykać a możesz zapisać się do KLUBU GOLFOWEGO OSTROŻNIE DROGO i już jest inaczej i prestiżowo.

Drogie sporty to motorowe, jeden kierowca z którym rozmawiałem i który się amatorsko ścigał mówił że idzie na to majątek.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Dziś byłem na procesji Bożego Ciała, mimo że bardzo rzadko uczęszczam do kościoła i raczej z przyzwyczajenia i tradycji, byłem ministrantem jakieś ponad 10 lat, to zawsze mnie rozbraja zachowanie ludzi. Rozmowy w dalszej części procesji to pomine. Ale przy ołtarzach, ksiądz jeszcze nawet nie zdążył odejść a ludzie już się rzucają odrywać gałązki z drzewek przy ołtarzu. Bo rozmowy o wszystkim to normalne, nawet na np. pogrzebach na które często chodziłem jako ministrami zawsze 20zl za to było. Nawet upominalismy ludzi, że przyszli na pogrzeb a babki za mną gadają po co później idą na zakupy. Co do Bożego Ciała to też przychodzenie ludzi tylko na procesje żeby się chyba tylko pokazać, przyszłedłem na styk przed mszą i kościół pełny i sporo osób przed więc stanąłem obok i cała masa ludzie zbierała się przez prawie całą maszę, rozumiem spóźnić się parę min ale nie 30min czy więcej.

Gruba ryba2piorunów

@Hoszin zawsze mnie te stare baby rozpierdalaly, tylko patrzą ktora sie w co ubrala i dlaczego w to samo co 4 miesiace temu...

W Polsce nie chodze, natomiast jak jestem w RPA to jestem w kosciele polonijnym co tydzień. Niby polski kaplan i ludzie mówiący po polsku, ale mental niebo do ziemi, po mszy wszyscy idą razem na pierogi lub inne flaki, a po obiadlu konkurs polskich wypieków, z czym do ludzi xD

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Hydepark

17piorunów

i może trochę

Nie wiem dlaczego, ale mój umysł dziś podsunął mi pewne wspomnienie z dzieciństwa i chciałbym Was spytać, czy jako dzieci mieliście podobne rozkminy, albo dziwne rzeczy nad którymi się zastanawialiście?

Gdy miałem jakieś 7-8 lat często myślałem czy moje życie jest prawdziwe? Czy nie jest tak, że skoro wszyscy tak dużo mówią o Bogu tzn. chodzą do kościoła, modlą się, obchodzą wszystkie święta itd. to czy on, albo może ktoś inny steruje naszym życiem? Może nasze życie jest jedynie "filmem" a prawdziwie żyjemy zupełnie gdzie indziej, jako ktoś inny, w innej rzeczywistości.

O takich rzeczach sobie myślałem jako dziecko 😉 Nie, nie było wtedy jeszcze filmu "Truman Show" 😉

GURU2piorunów

@WatluszPierwszy wydaje mi się, że to nie tylko "dziecinne" rozkminy.

wydaje mi się, że ogólnie, jako gatunek jesteśmy gdzie jesteśmy, bo potrafimy właśnie myśleć o takich rzeczach, a później dużo sił włożyć w gonienie abstrakcji.

potem część z nich przekuwa się na postęp, głównie technologicznych :smiley:

Autorytet2piorunów

@WatluszPierwszy Miałem coś podobnego, ale w stylu "Czy życie jest prawdziwe? A może to tylko gra komputerowa?" xD

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

80piorunów

W co jakiś czas przejawiających się dyskusjach o kondycji pojawiają się komentarze o niewystarczającej ilości ciekawych/wartościowych treści. Użyszkodnicy piszą także, że małe zaangażowanie odbiorców zniechęca ich do publikowania wpisów, podobnie jak coraz mniejsza liczba innych postów.

Oprócz tego, że tworzy to błędne koło, warto się zastanowić także nad motywacją publikacji własnych przemyśleń lub doświadczeń. Czy tworzymy dla poklasku czy może z wewnętrznej potrzeby? Jasne, prawie każdy z nas chce, by jego twórczość docierała do jak najszerszego grona, nie ma co się oszukiwać. Jednakże osobę tworzącą z potrzeby brak odbiorców tak łatwo nie zniechęci.

Poza tym nie wiadomo, co akurat zyska popularność. Są tematy zawsze popularne oraz zachęcające do dyskusji i są tematy bardzo niszowe. Tym bardziej, że Internet to takie śmieszne miejsce, że różne grupki mogą żyć obok siebie i nawet o tym nie wiedząc. Tak jak na przykład nie wiedziałem, że cokolwiek dzieje się na tagu związanym z hokejem. Ostatnio ktoś wspomniał, że pisał chyba dwa lata, zanim ktokolwiek do niego dołączył. Zresztą, przez komentarz tamtej osoby (przepraszam, że nie pamiętam nicku) i podczas pisania tego posta, przypomniałem sobie o ciekawostce z mojego życia, związanej z hokejem właśnie.

Dużo też zależy od momentu publikacji, co zaobserwowałem tutaj czy na innych mediach społecznościowych, na których przeprowadziłem „badanie”. Czy dzień roboczy czy weekend, czy rano czy wieczorem, to wszystko ma wpływ na liczbę wyświetleń, polubień i komentarzy.

Chcę też posłużyć się przykładem @Cori01, która co prawda spodziewała się, że ludzie w komentarzach będą chcieli podzielić się swoimi doświadczeniami z różnego rodzaju prac, ale nie pomyślała nawet, że założy własny tag i że użytkownicy będą chcieli więcej jej historii. Albo że zachęci to innych do publikowania postów z tym tagiem właśnie.

Nigdy nie wiadomo, z jakim odbiorem spotka się nasza twórczość i dowiemy się tego dopiero po opublikowaniu. Więc nie ma sensu czegokolwiek zakładać z góry ani zniechęcać się, że coś nie zyskało takiej popularności, na jaką mieliśmy nadzieję.

Post chciałbym zakończyć apelem do ludu: piszcie i twórzcie.

Gruba ryba5piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk

Oprócz tego, że tworzy to błędne koło, warto się zastanowić także nad motywacją publikacji własnych przemyśleń lub doświadczeń. Czy tworzymy dla poklasku czy może z wewnętrznej potrzeby? Jasne, prawie każdy z nas chce, by jego twórczość docierała do jak najszerszego grona, nie ma co się oszukiwać. Jednakże osobę tworzącą z potrzeby brak odbiorców tak łatwo nie zniechęci.

Tylko są tu dwie sprawy. Czy tworzymy szeroko rozumianą sztukę i wrzucamy ją na Hejto (i tu ma zastosowanie tekst o poklasku vs wewnętrznej potrzebie) czy chcemy zarzucić jakiś temat i po prostu pogadać z ludźmi.

Hejto to nie tylko strona ze śmiesznymi obrazkami, ale też po prostu forum dyskusyjne. I jak chcesz podyskutować, a właściwie nie ma z kim, to jest to zdecydowanie duży problem wynikający z małej (i chyba ciągle malejącej) społeczności.

Fanatyk1piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk

poklasku czy może z wewnętrznej potrzeby

W sumie jedno z drugim nawet podświadomie jest połączone

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

53piorunów

i na wieczór.

Niedawno jednemu z naszych kompanów ulało się bo ma w domu roszczeniową nastolatę. Rozumiemy i współczujemy. Również tym, których to czeka, a jest tu spore grono wychowujących małe tzw. "pociechy".

Ja musze dzisiaj spuścić trochę pary bo ledwo z naszym nastoletnim przychówkiem zaczęliśmy wychodzić na prostą to pojawił się problem z drugiej strony piramidy wieku.

Nasi seniorzy mają po osiemdziesiąt lat i więcej i z wiekiem stają się bardziej problematyczni niż dzieci. Nie wiem czy to dotyczy ich pokolenia czy jest to jakaś prawidłowość, może macie na ten temat jakieś spostrzeżenia.

Z oczywistych względów wymagają coraz więcej uwagi i opieki, robienia zakupów, pomocy w codziennych czynnościach i jest to dla mnie rzecz oczywista, z której realizacją nie mam najmniejszych problemów.

Mogę zaakceptować brak nadążania za technologią, za zmianami obyczajowymi, rozumiem ich mentalność i opór przed pewnymi trendami.

Ale nie mogę zrozumieć kompletnego braku akceptacji swojego stanu. Mając lat trochę mniej zdaję sobie sprawę, że jestem zdecydowanie za połową swojej drogi. Z każdym rokiem pojawiają się rzeczy, które raczej skłaniają do wspomnień, że kiedyś bywało lepiej. Akceptuję to, że będę stary i nie będę żył wiecznie. Natomiast nasi seniorzy sprawiają wrażenie, jakby z całych sił starali się oszukać przeznaczenie. Głównie faszerując się pigułkami na wszystko, częściowo zapisanymi przez lekarzy oraz samodzielnie kupowanymi sumplementami na wszystko. Całe siatki leków i paramedykamentów mających przywrócić, zregenerować, podtrzymać. Ciągłe udawanie, że pomimo ewidentnych deficytów mogą dalej żyć jakby nic się nie zmieniło. Problem z odstawieniem samochodu był już tu podnoszony i jest chyba najlepszym przykładem ale w sferze codziennych czynności nie potrafią zaakceptować, że przychodzimy do nich z prostą zwyczajną pomocą jaką ofiaruje się swoim bliskim. I tam, gdzie ta pomoc się pojawia starają się ją zawsze skomplikować. Ludzie, którzy pamiętają trudne czasy powojenne, czasy komuny, czasy kryzysu lat osiemdziesiątych teraz wręcz żądają, żeby dostarczyć im te konkretne bułki, chleb, szynkę i kiełbasę do koszyczka wielkanocnego. Nie potrafią zaufać, w sprawie zrobienia zwykłych zakupów, starają się podtrzymać swój autorytet rodzica, który zawsze wiedział lepiej na którym straganie ma kobita najlepsze jajka.

Na koniec nie potrafię się powstrzymać, jako osoba kompletnie areligijna, od prześmiewczego spostrzeżenia, że wszyscy są przecież zdeklarowanymi katolikami oglądającymi po trzy msze dziennie i że powinni z radością oczekiwać "spotkania z Panem" jak brzmi jedna z wyświechtanych kościelnych formuł. Tymczasem trwożliwie z różańcem w dłoni jakby z magicznym wytrychem starają się oszukać przeznaczenie czy wytargować od "opatrzności" jakiś dodatkowy czas.

Nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej na sobą jak mówi klasyk Łk 23, 28-31 i nie pocieszajcie mnie. Cieszcie się rodzicami póki są sprawni i w dobrej kondycji psychofizycznej. Ja musiałem sobie zaserwować dwa piwa i wieczór z hejto, żeby trochę odreagować.

Gruba ryba0piorunów

Dobrze podszedłeś do rozwiązania...
Szacunek!

Fenomen2piorunów

Co do ostatniego akapitu. To jako osoba z tego samego teamu antyreligijnego jednak rozumiem strach przed śmiercią. Pomimo obietnicy dalszego życia, wierzący mają zawsze niepewność. To zupełnie naturalne, a wiara ma po prostu uspokoić emocje z tym związane. Sam kiedyś podchodziłem do tematu śmierci olewacko, bo to jak sen tłumaczyłem sobie. Ale czym człowiek starszy to pojawia się takie dziwne zaniepokojenie z tym związane.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Autorytet

w Hydepark

10piorunów

Kanały ze zwierzętami na Youtube to najgorsze co istnieje. Połowa z nich ma kontent oparty na filmach generowanych przez Ai co każdy z uważnym wzrokiem szybko zauważy, a druga połowa to kanały z krajów trzeciego świata gdzie te zwierzaki są często ofiarami nadużyć ze strony właścicieli i celowo umieszczane w niebezpiecznych sytuacjach by potem były ratowane przed kamerą. Ludzie na zachodzie którzy to oglądają i się wzruszają to banda wyjątkowo naiwnych i infantylnych ludzi którzy nakręcają to okrucieństwo.

Lider0piorunów

@Al-3_x l*udzie na zachodzie to banda wyjątkowo naiwnych i infantylnych ludzi którzy nakręcają to okrucieństwo

Masz, poprawiłem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Kompan

w Dyskusje

2piorunów

Czy myślisz, że istnieje niepoznany dotąd mechanizm, dzięki któremu istnieje życie po śmierci?

  • Tak26%
  • Nie74%

137 głosów

Autorytet7piorunów

@kacper-8 z dotychczasowych "badań" (mam na myśli wszelkie próby ustalenia tego zjawiska) wynika, że świadomość w człowieku pojawia się gdzieś tak w okolicy 1 - 1,5 roku życia.

To by się zgadzało z faktem, że inne zwierzęta - mają dłuższe ciąże, by urodzony od razu ssak był zdolny do samodzielnej egzystencji od razu po urodzeniu. Człowiek ma krótką ciąże właśnie dlatego, że pierwszy rok leży, śpi, je i wydala. Czyli de facto to samo co w ciąży.

I teraz do meritum. Skoro człowiek robi się świadomy nie w momencie urodzin, a dopiero potem to znaczy, że można postawić taką hipotezę iż mózg jest odbiornikiem z pamięcią RAM. Zatem musi istnieć też nadajnik i świadomość która jest gdzieś fizycznie z pamięcią ROM.

Czyli po śmierci może być tak, że będzie nowy odbiornik. Z nową pamięcią RAM, ale z tym samym zestawem zapisanym w ROM.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Specjalista

w Dyskusje

2piorunów

5 sezon the boys to tylko symptom zupełnego olania tekstu źródłowego, co miewa sens jak się ma wizję, której nie było od dawna. Połowa sezonu 5 się wlecze bez celu, rzeczy się dzieją na ekranie, ale w żaden sposób nie wpływa to na zakończenie. To jest sezon zapychacz. Budżet był przepalony na wszystko tylko nie scenarzystów, a największym szkodnikiem był showrunner - Eric Kripke - który spartaczył już sezon 3 i 4, więc nie miałam nawet oczekiwań wobec serialu, na podobnej zasadzie jak wiedźmin po pierwszym sezonie. Wielka finałowa walka nic by nie zmieniła, bo wielkie walki są nudne.

Polecam film "ojciec" albo "Dwunastu gniewnych ludzi" które pokazują że samym dialogiem można stworzyć niesamowicie zajmujące filmy, nawet jeżeli zamknięte w jednym pokoju. Teraz z perspektywy się zastanawiam czy ten serial nie jest ofiarą halucynującej sztucznej inteligencji, bo to jest wstyd się podpisać pod tak kloacznym pisarstwem.

@Al-3_x

Gwiazdor0piorunów

A ja tam lubię całość jako taką. Nie znam komiksów, zakończenie jak dla mnie ok.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Hydepark

4piorunów

Problemy z finałem The Boys

Ogólnie to jeszcze raz odnosząc się do zakończenia The Boys to problemów z finałem jest kilka. Po pierwsze zapowiadano na plakatach i zapowiedziach, że to będzie wielkie i epickie oraz niszczycielskie starcie. Biały dom miał zostać zniszczony, a siedziba Vought miała zostać zburzona. Miało być krwawo i brutalnie i co? I nic. Walka ograniczyła się do pokoju owalnego i trwała z jakieś kilka minut.

Drugi problem jest taki, że wiele postaci okazało się końcowo zbędnych w finale. Soldier Boy po tym gdy już dostarczył V1 Homelanderowi to wrócił do spania i w ostatnim odcinku nawet się nie pojawił. Marie która rzekomo miała mieć jakąś ważną role do odegrania ostatecznie jedynie pomogła przewieźć jakichś uciekinierów do Kanady. Nawet sam wirus okazał się być kompletnie zbędny i go nawet nie użyli w finałowej walce. Do tego Homelander został w praktyce pokonany siłą miłości, a Kimiko przed wystrzeleniem swojego promienia miała wizje jak Francuz do niej przemawia co było wyjątkowo tandetne. Zdecydowanie ostatni odcinek nie spełnił oczekiwań wielu fanów i w tym mnie. Czuje, że po tych kilku latach oglądania tego serialu zmarnowałem jedynie czas.

Poruszę jeszcze kwestie Sage która była pisana jako super genialna postać gdy w praktyce większość jej osiągnięć wynikała z tego, że wydarzenia magicznie działy się po jej myśli, a na końcu rzucała hasło, że wyszło zgodnie z planem. W piątym sezonie nie osiągnęła jednak zbyt wiele poza wyjściem na idiotkę po tym jak nie przewidziała oczywistego zwrotu akcji czyli oddania przez Soldier Boya V1 swojemu synowi. Straciła potem swoją superinteligencje i poszła do parku rozrywki więc jej wkład w pokonanie Homelandera w punkcie kulminacyjnym był żaden. Kolejna zmarnowana postać i przykład tego co się dzieje gdy geniusz w fikcji jest pisany przez miernych scenarzystów.

Moja końcowa ocena to mocne 3/10. Jest lepiej niż w przypadku 4 sezonu, ale zawód i tak jest większy bo to przecież ostatni sezon. To powinno być coś niezwykłego, a wyszło fatalnie. Mógłbym się doczepić do mnóstwa innych rzeczy, ale mam jednak lepsze rzeczy do roboty. Jak macie jednak podobne lub inne wrażenia związane z ostatnim odcinkiem to z chęcią o tym poczytam.

Osobistość1piorunów

niczym się ten serial nie różni od gniotów marvela czy innych superbohaterów, nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym

Gruba ryba0piorunów

Zgadzam się. To taki trochę splatter, trochę satyra. Wszystko skierowane do amerykańskiego odbiorcy.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

30piorunów

Ostatnio widziałem na taksie jakiegoś gościa, który wyglądał jak Jamajczyk typowy, druzsze włosy w nieładzie, ale jakie gęste, skóra ciemna, zadowolony i rozmawiał przez słuchawkę BT. Godzinę później widziałem takiego starego chyba Hindusa, kucał na balkonie i palił szluga.
Dziwnie tak, bo nigdy nie widziałem takich ludzi, tak wyglądających, mimo że z obcokrajowcami obcuję na codzień od paru lat. I nic nie mam personalnie do tych ludzi, ci to w ogóle wyglądali na sympatycznych. Ale to we mnie wzbudziło uczucie, że rzeczywiście migracja do Polski postępuje z różnych kierunków. Na świadomym poziomie mnie to nie wzruszyło, ale podświadomie zacząłem czuć lekką obawę i dyskomfort. W innym świecie się urodziłem i wychowałem i nagle w innym się obudziłem jakby. Teraz te obawa i dyskomfort zniknęły, ale wciąż, w innym świecie żyję niż się wychowałem. I to wzbudza we mnie niepokój. To nie tak, że nagle zacznę wyzywać ludzi od obcych, właściwie nic to nie zmieniło póki co. Jestem tylko ciekawy, w jakim świecie obudzę się za 3 lata. Mam nadzieję, że moje obawy wówczas nie wzrosną zanadto albo że będą przestrzelone. Okazjonalne nowinki, jakie do mnie docierają, wypaczają obraz świata, mimo że staram się "zachować spokój".

A poza tym to defekowałem dziś 3 razy, matko jedyna, nie pamiętam takiej sytuacji w moim życiu.

Gruba ryba7piorunów

XD też się trochę zdziwiłem jak zobaczyłem, że we Włoszczowie, z której uciekłem, po latach pojawili się Hindusi. W 2007 roku była już jakaś czarna rodzinka. Ściąga ludzi do względnego dobrobytu i nie ma w tym nic dziwnego. Bylebyśmy się względnie dogadywali, a żaden polityk nie wykorzystał różnic we własnych celach. Wbrew pozorom ludzie na świecie są mniej więcej tacy sami.

GURU2piorunów

Czekaj az erwinko zjedzie strach bedzie po zmroku wyjsc w klapkach bez skarpetek

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

Mam zaplanowane 3 rozmowy z Google. Praca dla nich w Irlandii. Moja obecna robota mnie wykańcza. Zaczęło się tak, że rekruter sam się do mnie odezwał, odmówiłem, potem przypomniałem mu się, pierwsza rozmowa na weryfikację języka ang i potem spotkanie przygotowujące do rekrutacji i następnie 3 etapy rekrutacji.

Nie przygotowałem się totalnie, a pierwsza rozmowa w poniedziałek. Bo wiecie co? Nie chcę jechać. 1,5 miesiąca temu odeszła moja ukochana babcia, byłem przy jej śmierci (nawet przenosiłem jej zwłoki), a przedwczoraj dowiedziałem się, że moja koleżanka (do której długi czas coś czułem i spędziłem z nią kawał pięknego czasu) ma podejrzenie guza mózgu. Do tego jeszcze sobie rozjebałem nogę w weekend i śmigam w ortezie i nie mogę trenować XD Kortyzol level 1000

No ale to nic. Chodzi o to, że ja bardzo chcę zmienić pracę, ale dochodzi do mnie, że te wszystkie kariery, praca, prestiże to są c⁎⁎ja warte. Ja mam pół domu rodzinnego i nie muszę się ścigać o hajs w życiu. Wystarczy spokojna praca z trochę lepszym sianem.

I teraz tak. Z jednej strony jestem bardzo ambitny i chcę rozwinąć skrzydła. Taka praca to jest mega boost. Z drugiej - mam tu przyjaciół i rodzinę, dodatkowo jestem singlem. I dla mnie ważniejsze jest ustabilizowane życie prywatne i tego mi najbardziej brakuje. Pracuję zdalnie, doskwiera mi samotność, choć każdy weekend to ze znajomymi spędzam, a w tygodniu trenuję dużo, to "czegoś wciąż mi brak". A najbardziej brakuje mi uczuć.

Emigracja to skazywanie się na przedłużanie życia samodzielnie. Dodatkowy stres, którego ostatnio mam ogrom. Dużo wziąłem na klatę, naprawdę. Z jednej strony mówię, że może wycofuję się ze strachu, a z drugiej zadaje sobie pytanie 'Ty, stary, serio chcesz jechać do Irlandii tylko dlatego, żeby przebujać się 2 lata i mieć wpis w cv i trochę więcej kasy?".

Raz w życiu wykonałem taki manewr pt "wyjazd dla pracy". Na 2 lata do dużego miasta. I bardzo brakowało mi po prostu życia. Życia takiego, które lubię, a nie życia pod pracę i ten mityczny rozwój. Jestem lokalsem, kocham lasy, jeziora, wsi, aktywny wypoczynek.

Nie wiem, serio. Bo rozum mówi jedź. A serce mówi zostań. A ja jak się kierowałem w życiu rozumem i logiką, a nie sercem, to zawsze wychodziłem stratny.

Dajcie dobrą radę.

Autorytet0piorunów

Jestem przekonany, że czytałem już ten post kilka tygodni temu albo coś już mi się na starość miesza.

Po pierwsze, bardzo mi przykro z powodu Twojej babci oraz koleżanki. Po drugie, trochę sam już dałeś sobie odpowiedź, ale żeby potem nie mieć w głowie, że przegapiłeś okazję, to spróbuj wyjechać. Jak Ci się nie spodoba, to wrócisz za 2-3 miesiące i poszukasz lokalnie, niczego nie stracisz.

No i najważniejsze, nie rób niczego na siłę jeśli nie musisz, bo jeśli Cię to przerasta, to porostu odpuść. Bo nie jest to warte Twoich nerwów.

Trzymaj się tam.

Kosmonauta1piorunów

@Lopez_ teraz masz kumpli z którymi spędzasz wolny czas w weekendy, po wyjeździe do roboty za granicę stracisz to. Będziesz jeszcze bardziej samotny. Nie wiem czemu rozum mówi ci żebyś jechał, jeżeli to tylko kwestia lepszej kasy i jakiegoś "prestiżu" to olej to. Co ci z prestiżu skoro cieszył nim będziesz się tylko ty, sam ze sobą? Co ci z lepszej kasy skoro część z niej pójdzie na droższe utrzymanie w nowym miejscu? Do tego chyba lepiej spędzić dzień samotnie w Polsce niż w pochmurnej, zimnej i wietrznej Irlandii z grzybem na ścianie przez wilgoć. Jak zarabiasz w Polsce przynajmniej przyzwoite pieniądze to wg mnie nie ma co gonić za karierą i zostawić dosłownie wszystko inne w tyle. I to nie jest pierdolenie starego dziada, mam dokładnie tyle samo lat co ty.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

9piorunów

Opisywałem tu ostatnio moje prorocze sny. Albo dziwne sytuacje - sen o kims, kogo dawno nie widzialem, kto nagle na 2 dzien sie do mnie odezwał lub nagle się z tą osobą z jej inicjatywy spotkałem. Wywoływanie ludzi przez sen, śniące się sytuacje, które potem się wydarzyły. Moj dziadek tak miał. Poza tym miał niesamowitą intuicję i na tym w życiu płynął.

Pisałem też wielokrotnie o lasce w której się mega zauroczyłem lub nawet zakochałem i była ambiwalentna, lękowo-unikowa, ale z chemią też mimo tego.

Ostatnio śniło mi się, że zmarła tragicznie. Po⁎⁎⁎⁎ne.

Dziś dostałem info, że guz mózgu i chciała, żebym wiedział.

W sumie to nie wiem co mam myśleć. Tyle, że cudze huśtawki nastrojów, niepewność itd nie były znikąd. Ale nie wiem jak to na mnie teraz wpłynie. Nie chcę, by jej się coś stało, nie chcę też idealizować obrazu i do końca życia mieć jej w głowie - niezależnie czy wszystko skończy się dobrze czy nie.


Kosmonauta

w Hydepark

23piorunów

Ostatnio zastanawia mnie to, że moje całe życie kręci się wokół siłowni.

Przygotowywanie jedzenia, 5 treningów w tygodniu, czas na regenerację i praktycznie na nic więcej w tygodniu nie mam czasu. W weekendy zazwyczaj nie ćwiczę, ale też spędzam aktywnie - albo jakaś wycieczka, albo wycieczka rowerowa, albo inne aktywności.

Usłyszałem ostatnio, że całe swoje życie tracę na siłowni, ale odpowiedziałem, że raczej moje całe życie to siłownia. Nic innego zbytnio nie robię w tygodniu, ale zacząłem się nad tym zastanawiać głębiej - co robią osoby, które wcale nie ćwiczą i nie mają jako tako ustalonego systemu żywieniowego?
Praca - zakupy - losowe jedzenie, raczej mniej zdrowe, niż zdrowe i siedzenie przed telewizorem / komputerem / leżenie z telefonem.

Co jest właściwie stratą życia? Chyba na to odpowiedzi nie ma i chyba jej właściwie już nie szukam.

W trakcie pisania tego postu stwierdzam, że robię dobrze, bo jestem w tym wszystkim szczęśliwy.

Ale co innego właściwie robią ludzie po pracy?

Osobistość4piorunów

@1312 rob to co sprawia ci przyjemnosc

Fanatyk5piorunów

@1312 odpowiem Ci na pytanie: np pracują całymi dniami xD

Jak zaczynasz o 6, kończysz o 18 to potem jedyne czego pragniesz to spanie. Ewentualnie szybki trening i spanie xD

Ale tak ogólnie to pamiętaj, że nic nie ma znaczenia - do czasu aż nikogo nie krzywdzisz - rób to co sprawia Ci przyjemność! 💪

Pokaż więcej komentarzy (16)

Autorytet

w Hydepark

3piorunów

Prawdę mówiąc wolałem jak sztuka Ai nie przypominała tak bardzo sztuki ludzkiej i miała swoją własną specyfikę i oryginalność. Niektóre twory Ai były wtedy autentycznie ciekawe i nieco przerażające.

Gruba ryba

w Hydepark

12piorunów

Mam właśnie jakąś wideokonferencję w robocie z ludźmi z IT na salce.

Zauważyłem bardzo ciekawy trend.

Połowa chłopów z pokaźnym bebzonem.

Druga połowa z wielkim bicem i generalnie fit czyli coś tam było ćwiczone i robiona była .

I prawie nic pośrodku xD

Bardzo to w sumie ciekawe.

Czyli wszystko albo nic xD

A jak u Was z formą? Czemu w IT jest taki kontrast? I skąd ta moda na siłkę w ostatnich latach?

I troszkę (nie bijcie)

Fanatyk9piorunów

@maly_ludek_lego jest trochę moda na rzucanie alko, śmieciowego żarcia i aktywność fizyczną. Bardzo dobrze. Ja sam od niemal dwóch lat biegam i ćwiczę. Myślę, że to jest dobry trend.

Fenomen0piorunów

jedni inwestuja w miesnie, drudzy w mozg.

Pokaż więcej komentarzy (26)

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

K⁎⁎wa ale mnie męczy żyćko

Status - singiel
Praca - zdalna

Zakres obowiązków - samodzielny prospecting, samodzielne budowanie oferty, samodzielne ustalanie warunków, samodzielna obsługa
Siłownia po pracy - samodzielnie

1-2x w tyg wyjdę ze znajomymi, ale to jest % całego czasu w tygodniu

Jeszcze jak zrobię drobny remont mieszkania, to będę też w 100 % sam mieszkać, na razie u rodziców bo duży dom.

K⁎⁎wa wszystko sam. No chociaż chciałbym w tej robocie mieć jakiś przymus, zadania z góry przydzielone, cokolwiek. Chciałbym się czuć, że coś nadaje sens, nie tylko ja sam muszę się go doszukiwać i wymyślać co robić samodzielnie.

Żyję jak piwniczak xD Już nie mam motywacji nic robić, męczy mnie to strasznie, a nie ma innej pracy na rynku. Czuję się społecznie wyizolowany gorzej jak w COVIDZIE.

Praca ustala mi styl życia. Nienawidzę jej, od 3 miesięcy robię wszystko by ja zmienić i się nie udaje xd

Gruba ryba1piorunów

Przekichane, bo zdziwaczejesz do reszty. Próbuj dalej się socjalizować, choć nie wiem jakie masz na to perspektywy.