Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Gorące — ostatnie 3 godziny

gość

Typ wpisu

Fenomen

w Hydepark

56piorunów

Jakby co, to @sadboy_seeker zaczął.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Hydepark

12piorunów

Jak Wam się nudzi to polecam na ten czwartkowy wieczór...

Blues Brothers.

Wspaniała gra aktorska, sceny które kosztowały jakieś chore pieniądze.

I najlepsze bluesowe czarnuchy every made.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Hydepark

8piorunów

To chyba nieintuicyjne, ale wydaje mi się, że najlepszym działaniem przeciwwypaleniowym jest własny projekt, w którym można dłubać. W pracy dłubanie dla kogoś, często nie tak jak się chce, tylko tak jak trzeba jest jak wrzucenie do klatki.

Gruba ryba1piorunów

@potato_fairy no ale dajmy na to, że zawodowo piszesz felietony - a po pracy też piszesz felietony tylko swoje - niezgodne z polityką wydawnictwa do którego pójdziesz jutro ósma punkt. Jaki to ma cel poza zyskiem okulisty ja się pytam

To trzeba robić coś zupełnie innego, i nazewnictwo inne musi być - żadne tam projekt 1 / projekt 2 - raczej praca / pasja. I wysiłek inny być musi bo się zajedziesz

Sum1piorunów

@Heheszki No właśnie przynajmniej dla mnie to jest inaczej. Siedząc nad rzeczami w robocie programistycznymi tęsknie za swoimi projektami również programistycznymi. Mam totalnie inne nastawienie przez swobodę tego co robię poza pracą i poczucie to, że w tych moich rzeczach mogę zrobić coś naprawdę dobrze, zgodnie ze sztuką, bo w pracy z tym bywa różnie. Mam wrażenie przez to, że jakbym programował tylko w robocie to dawno wywalił bym kompa przez okno.

Osobistość3piorunów

@potato_fairy Ja robię w JS a na boku uczyłem się Rusta i pisałem sobie projekciki w nim na GitHuba. Używam czasu przeszłego bo nie widzę już sensu dalszej nauki bo AI nauczyło się Rusta szybciej niż ja xD.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

11piorunów

Jak kończyłem siłowy to zadzwoniła żona i w sumie mówię: doradź mi. Dziobać dzisiaj jeszcze piątkę na bieżni czy jutro zrobić jakościowego longasa po mieście?

Namówiła na jutro. 😉

* Zjedzone: 4 500 kcal

* Spalone: 4 500 kcal

* Kroki: 14 800

* Rower: 18 km po zakładzie w pracy

* Spacer: 2 km

* Trening: Upper A + weighted crunch

Nie mam na hotelowej siłowni wymarzonego sprzętu ale jest rack, skośna ławka, sztanga, hantle do 20 kg tylko ale są skręcane też to sobie radzę.

Chociaż nie ukrywam, że wolę rutynę- wchodzę i wiem co robię i pamiętam (oczywiście też zapisuję w aplikacji Hevy) poprzedni trening to łatwiej mi polecieć do upadku. Ale tutaj też sobie radzę.

Ogólnie nie ograniczam ostatnio węglowodanów, a nawet specjalnie staram się je robić kosztem tłuszczu i - zero zaskoczenia- sylwetka na rotacji teraz w pracy nie robi mi się tak płaska jak zawsze.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Zawodowiec

w Hydepark

9piorunów

Ehhh, nie mam siły, siedzę w robocie na nocnej zmianie, potem szybkie spanko i wio na budowę, żeby się przeprowadzić na święta. Nie mam już kompletnie siły na nic a do przeprowadzki daleko :confused:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Rozkminy

7piorunów

Dzisiaj się kapnąłem, że mam w domu przeterminowane piwo, które dostałem kiedyś w prezencie. Co ze mnie za Polak, ja się pytam? ¯\\(ツ)/¯

Pokaż więcej komentarzy (6)

Autorytet

w Hydepark

9piorunów

1328 + 1 = 1329

Tytuł: Atlas Chmur

Autor: David Mitchell

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

Liczba stron: 592

Ocena: 7/10

Dawno temu oglądałem film na podstawie tej książki, skuszony Tomem Hanskem wyzierającym z materiałów promocyjnych, ale niestety albo stety absolutnie nic z niego nie zapamiętałem, oprócz tego że był jakiś dziwny. Nie pomogło że z połowę filmu przedrzemałem xD Po książkę sięgnąłem więc z lekką rezerwą, no ale skoro warto było zrobić na jej podstawie film to chyba coś tam musi być ciekawego.

No i cóż, bawiłem się całkiem nieźle, ale niestety nie przez cały czas 😛 Największym bajerem całej książki jest jej niecodzienny format, cała historia rozpoczyna się bowiem w czasach agresywnej kolonizacji okolic Morza Karaibskiego i ciągnie się długo długo w przyszłość ludzkości. Tak naprawdę jest to 6 oddzielnych opowiadań osadzonych w coraz to późniejszych okresach historycznych i łączących się ze sobą czasem w dość subtelny a czasem całkiem bezpośredni sposób. Żeby jednak nie było za nudno każde z owych opowiadań jest jakby przerwane w połowie i kiedy docieramy do ostatniego, wiatr zaczyna wiać w drugą stronę i autor leci z zakończeniami każdego z nich, w odwrotnej kolejności.

Nie powiem jest to dość niecodzienny zabieg i trochę nie mogłem skumać co właściwie czytam bo pierwsze kilka historii zdaje się nie mieć ze sobą nic wspólnego, potem całość zaczyna nabierać rumieńców i sporo rzeczy wskakuje na miejsce. Niestety nie wszystkie historie trzymają równy poziom, wątek Cavendisha mnie strasznie wymęczył i nie jestem nawet pewien po co on się tam znalazł bo jest chyba najbardziej oderwany od reszty wydarzeń. Trzeba też zwrócić uwagę na bogactwo językowe bo Mitchell pisze albo stara się pisać w stylu w jakim pisano w danych okresach historycznych, no pod względem różnorodności nie da się tu niczego zarzucić. Jednocześnie format ten sprawia że brakuje jakiejś kulminacji całości, a raczej znajduje się ona no cóż, mniej więcej w połowie książki. Całą historię się przez to dość ciężko śledzi i mam wrażenie że potencjał tego ciekawego zabiegu nie został w pełni wykorzystany, bo wszystko powinno się przeplatać i łączyć ze sobą o wiele bardziej.

Ciężko też jednoznacznie przypisać gatunek tej pozycji, jest tu trochę powieści historycznej, trochę sensacji, szczypta dramatu i sporo sci-fi z posypką fantasy. Jeśli ktoś szuka niecodziennych pozycji no to tutaj raczej się nie zawiedzie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Tytan

w Ciekawostki

6piorunów

Modelarskie święto w Muzeum Lotnictwa Polskiego już w najbliższy weekend!

Ponad 280 zgłoszonych modeli lotniczych – setki detali dopracowanych z niezwykłą precyzją i pasja, która łączy pokolenia. W ostatni weekend października Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie jak co roku zaprasza miłośników modelarstwa na wydarzenie, w którym wielkie lotnicze historie przybierają

Lider

w Książki

5piorunów

1329 + 1 = 1330

Tytuł: Gra w chowanego

Autor: Chris Carter

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: ebook

Liczba stron: 480

Ocena: 9/10

Jestem wielkim fanem autora i jego serii z Robertem Hunterem. Nigdy tego nie ukrywałem, dlatego byłem lekko zdziwiony gdy dowiedziałem się, że Chris Carter napisał książkę bez detektywa, makabrycznych morderstw i psychopatów prześcigających się w wymyślaniu coraz bardziej wyrafinowanych sposobów zadawania cierpienia. Nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Tymczasem dostałem książkę, która okazała się świetnym mariażem thrillera psychologicznego i powieści obyczajowej. Połączeniem, które na papierze może brzmieć trochę dziwnie, ale w praktyce sprawdza się znakomicie.

Główną bohaterką jest Sam Stewart, kobieta, której udaje się wyrwać z toksycznego małżeństwa i doprowadzić do skazania znęcającego się nad nią męża. Nelson Stewart trafia do więzienia, ale chwilę wcześniej, tuż po ogłoszeniu wyroku, obiecuje żonie, że ją odnajdzie i się zemści. Sam otrzymuje więc nową tożsamość i jako Mary Smith próbuje rozpocząć życie od początku na drugim końcu kraju. I całkiem sprawnie jej się to udaje, poznaje mężczyznę, w którym się zakochuje, i z którym jak jej się zdaje, jest szczęsliwa.

Problem w tym, że od przeszłości nie zawsze da się uciec, nawet jeśli zmieni się nazwisko, adres i całe dotychczasowe życie.

I właśnie tutaj Carter pokazuje zupełnie inne oblicze swojego rzemiosłą. Przez sporą część książki obserwujemy codzienność bohaterki. Jej próby odnalezienia się w nowej rzeczywistości, budowania relacji, podejmowania kolejnych decyzji i odzyskiwania kontroli nad własnym życiem. Z nieustannym oglądaniem się za siebie po każdym kroku. Chwilami bliżej tej historii do powieści obyczajowej (nawet delikatnego erotyka) niż klasycznego thrillera. Tyle że gdzieś z tyłu głowy cały czas pozostaje świadomość, że zagrożenie nie zniknęło i gdzieś się czai.

I Carter doskonale potrafi o tym przypominać, gdy czytelnik raczy zapomnieć. Kilka razy naprawdę miałem poczucie, że życie bohaterki wisi na włosku. Autor bardzo sprawnie buduje napięcie, pozwala nam na chwilę uwierzyć, że sytuacja się uspokoiła, po czym przypomina, że bezpieczeństwo Mary może być tylko złudzeniem. Co ciekawe, nie potrzebuje do tego makabrycznych scen, z których jest przecież tak dobrze znany.

Jeszcze bardziej spodobało mi się jednak to, jak stopniowo zmienia się nasze postrzeganie głównej bohaterki, gdy autor odkrywa karty.

Początkowo wydaje się, że mamy do czynienia z dość prostą historią kobiety uciekającej przed brutalnym mężem. Z czasem zaczynamy jednak dostrzegać, że Mary wcale nie jest tak krystalicznie czysta, jak mogłoby się wydawać. Coraz więcej szczegółów budzi wątpliwości, pojawiają się pytania o jej przeszłość, decyzje i prawdziwe motywacje. W pewnym momencie trudno już jednoznacznie stwierdzić, ile właściwie wiemy o osobie, której przez kilkaset stron kibicowaliśmy.

I to jest dla mnie jedna z największych zalet tej książki.

Carter bardzo umiejętnie rozgrywa informacje, które przekazuje czytelnikowi. Nie zdradza zbyt wiele, ale też nie mam poczucia, że celowo ukrywa przed nami wszystko tylko po to, żeby na koniec wyciągnąć z kapelusza absurdalne rozwiązanie. Kolejne elementy układanki pojawiają się stopniowo, a pełniejszy obraz sytuacji otrzymujemy dopiero w ostatnich rozdziałach.

Zwroty akcji są naprawdę świetne. Kilka razy wydawało mi się, że wiem już, w jakim kierunku zmierza historia, tylko po to, żeby na kolejnej stronie przekonać się, że jestem zagubiony.

Największym zaskoczeniem pozostaje jednak to, że Carterowi udało się stworzyć tak angażującą historię bez korzystania ze swojego najbardziej rozpoznawalnego przepisu na sukces. Zamiast kolejnego brutalnego śledztwa dostajemy opowieść o budowaniu życia od nowa, strachu, tajemnicach i konsekwencjach wcześniejszych wyborów. A wszystko to podszyte nieustannym poczuciem, że coś jest nie tak. Choć w pewnym momencie jakby dostajemy pomysł rodem z serii z Hunterem, to jest on również pewnego rodzaju zmyłką.

Gra w chowanego udowodniła mi, że Carter nie potrzebuje Roberta Huntera ani wyjątkowo pomysłowego seryjnego mordercy, żeby napisać znakomity thriller. Wystarczy ciekawa bohaterka, dobrze poprowadzona historia i umiejętność odkrywania kolejnych kart dokładnie wtedy, kiedy czytelnik najmniej się tego spodziewa.

Nie można dawać połówek, a dla mnie ta książka to 8,5/10, więc dodaję te 0,5 za ulubionego autora i wychodzi 9/10.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz