Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#psychologia

Gruba ryba

w Psychologia

16piorunów

Rozdzielanie rodzeństwa

Jak już wcześniej zdradziłem, mam rodzeństwo. Konkretnie brata, którego właściwie nie znam.

Wychowywaliśmy się, mieszkając przez ponad dwadzieścia lat w jednym, małym pokoju. Sam ten fakt nie pomagał w spokojnym życiu, ale był jeszcze jeden element, który dodatkowo (a może przede wszystkim) nas podzielił.

Ja byłem tym „lepszym” synem, on z automatu musiał być „gorszym”. Lepszym, bo się nie buntowałem, bo byłem spolegliwy, wykonywałem polecenia. On z kolei był moją odwrotnością – jeśli czegoś nie chciał zrobić, mówił to, buntował się, „pyskował”, a w zamian otrzymywał wyzwiska typu „głąb kapuściany”, negatywne komentarze, spojrzenia. Ogólnie on był wrogiem, a skoro ja byłem „przyjacielem” jego wroga, to automatycznie byłem również wrogiem.


Kiedyś, podczas zakazu korzystania z komputera dla obu z nas, ja dostałem hasło do konta, ale z zastrzeżeniem, żebym nie podawał go bratu. Podwójne standardy i wciskanie dziecka w sytuację bez wyjścia. Podam bratu – podpadnę rodzicowi, nie podam bratu – podpadnę bratu.

Dziel i rządź w prostym, skutecznym wykonaniu.

Koniec końców brat zerwał kontakt z tym rodzicem, choć już wcześniej ta relacja nie była zażyła. Przeprowadził się też wystarczająco daleko, żeby nie spotkali się nawet przypadkiem. Powoduje to we mnie poczucie, że on odsuwa się również ode mnie i drugiego rodzica.


Jego odcięcie się było poprzedzone terapią, która moim zdaniem nie rozwiązała wszystkiego (moim zdaniem nadal nie pogodził się z przeszłością), ale chociaż coś sobie przepracował.

Ciekawym zjawiskiem jest, że widząc, jak on obrywa, we mnie odzywały się emocje, jakby pogarda była kierowana na mnie. Odczuwałem wyzywanie jego jak wyzywanie mnie.

Inspirator3piorunów

@macgajster Jeśli tylko twój brat jest w stanie pojąć to w takim stopniu jak ty- to nie widzę przeszkód w pojednaniu. Prócz długiej i emocjonalnej rozmowy najwyżej.

Gruba ryba3piorunów

Kalka z mojej młodości. Chyba dlatego podświadomie wybrałem szkole z internatem bo połapałem sie, ze Jareccy nie grają fair.

Po latach sie odnaleźliśmy się i mamy teraz dobre braterska relacje (a starzy gotują się w tym swoim kościółku spierdolenia nadal).

Polecam wszystkim dobre relacje z rodzeństwem, warto!

Walcz Samuraju!

Pokaż więcej komentarzy (17)

Mistrz

w Książki

31piorunów

1775 + 1 = 1776

Prywatny licznik: 24 + 1 = 25

Tytuł: Sieroty z Davenport

Autor: Marilyn Brookwood

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: ArtRage

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367515641

Liczba stron: 428

Ocena: 7/10

Ach ta Ameryka z pierwszej połowy XX wieku - niby piękny kraj wolności, a tak naprawdę jeśli tylko jakkolwiek wyłamywałeś się z akceptowalnych ram, to natychmiast spadałeś poza okręg ludzi wartych jakiegokolwiek zainteresowania. Jeśli urodziłeś się w niewłaściwej rodzinie, to od samego początku los człowieka był przypieczętowany, bo właściwa genetyka to klucz, prawda?

Otóż nie, co pokazywał przykład dzieci z Davenport, które zupełnym przypadkiem zostały oddane w ręce ludzi może nie najinteligentniejszych, ale za to tworzących prawdziwie rodzinne warunki. I to kochające i dbające środowisko sprawiło, że dzieci już skazane na zaprzepaszczone życie nagle odzyskały szansę na godne życie. Niemniej nawet nie samo to odkrycie jest najbardziej szokujące jak na tamte czasy, co niemalże dosłowna walka naukowców o to, by ich eksperyment został dostrzeżony i zaakceptowany przez środowisko naukowe - i to jest prawdę mówiąc clue tej książki, na który poświęcono najwięcej miejsca.

Tak, tak wyglądał świat 60-70 lat temu, bez trudu można znaleźć osoby żyjące jeszcze w tamtych "ciemnych" czasach. Warto sobie raz na jakiś czas przypomnieć, jakie mamy szczęście, żyjąc w teraźniejszości (co bynajmniej nie przekreśla bieżących problemów, żeby nie było).

Gruba ryba

w Hydepark

52piorunów

Kolejna aktualizacja (październik 2025) dobrze znanego wykresu ( ͡° ͜ʖ ͡°)

źródło:
RafalMundry na twiXer.

W bonusie mapa (° ͜ʖ °)


Fanatyk8piorunów

Jest stabilizacja

Fanatyk9piorunów

@Marchew Co ten powiat Garwoliński oferuje że taka dzietność?
Hmm, szybki dojazd do Warszawy S17 i niższe ceny mieszkań (chociaż i tak są chore)

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Psychologia

89piorunów

Jestem DDA, ale bez A

Będzie na grubo, bo to jest prawdopodobnie źródło największych moich smutków.

Schematy i mechanizmy mojego działania są bardzo podobne do tych, które przejawiają dzieci dorosłych alkoholików dorosłe dzieci alkoholików. Wiem, jak to się stało, bo o ile alkohol w domu był, to nie lał się często, strumieniami i nie do upadu (nigdy żadne z moich rodziców, na moich oczach, nie było na tyle pijane, żeby się zataczać lub gorzej). Nie on był problemem, a rodzic narcystyczny w połączeniu z drugim rodzicem – zależnym od narcyza.

Czuję się w obowiązku nieco edukować, dlatego też poniżej są obowiązujące w domu z narcyzem niewypowiedziane zasady:

* „Nie mów” – nie opowiadaj, co się dzieje w domu, bo to może zagrażać pozycji narcyza, może go zdemaskować. Tę regułę, wyjątkowo, usłyszałem w formie przysłowia „nie mów nikomu, co się dzieje w domu”.

* „Nie ufaj” – wszyscy są zagrożeniem, nie wiesz, gdzie je spotkasz. Nie ufaj nawet sobie, skąd wiesz, że się nie mylisz? Podważa to zaufanie do ludzi i samego siebie.

* „Nie czuj” – emocje są groźne, zbędne, prowadzą tylko do problemów (czyich?).

Efektem tych zasad jest u mnie oczywiście odcięcie od emocji i uczuć, brak zaufania, ale także wymazanie wspomnień negatywnych z dzieciństwa. Pozostaje obraz sielanki, spokojnego i fajnego dzieciństwa, takie idealizowanie. Do tego dochodzi chorobliwe przywiązanie do rodzica/ów, chorobliwy strach przed ich utratą (szczególnie jeśli zdarzały się manipulacje zdrowiem/życiem).

Doszedłem w tym roku do ślepego zaułka. Z jednej strony chcę żyć, czerpać ze swojego życia, cieszyć się, a z drugiej hamuje mnie mechanizm trzech zasad. Odciąć się? To potęguje strach przed utratą rodzica/ów. Obydwoje nie są odpowiedzialni za ten stan, a odcięcie jednego spowoduje częściowe ukaranie w ten sposób drugiego.

Wyrzucenie im tego w twarz nie zrobi nic dobrego – narcyz co najwyżej pogrąży się w depresji i będzie nas pogrążał, a rodzic zależny dostanie niezasłużoną karę. Zresztą, ja ich obydwoje racjonalizuję i tłumaczę we własnej głowie. NO NIE MOGLI INACZEJ, kropka!

Tak naprawdę, bez rodziców, pozostaję sam. Mam trudną relację z bratem, a raczej jej brak, bo tak potoczyły się losy (o tym też będzie wpis). „Nie ufaj” pozbawia mnie szans na związek, więc moje „stado” rozpada się i ta myśl straszy mnie od dłuższego czasu. To nakręca spiralę nie-przyciągającą w moim kierunku.


Mam zamiar spróbować poznać swojego własnego, rodzonego, brata. Jesteśmy sobie bliscy krwią, miejscem i czasem, ale nasze historie, mimo życia pod tym samym dachem, są bardzo odmienne.  To jest decyzja z mojej ostatniej sesji terapeutycznej.

I tu przyznam wam się do czegoś. Wykorzystuję was. Uczę się, mówić, ufać, czuć. Właśnie głównie po to są te wpisy.

Ten wpis miał wpaść w wigilię, z premedytacją wbić się na zadowolone stoły, żeby zacząć zadawać pytania. Tylko nie miałem weny ani czasu :grinning:

Polecam cały film, a dla niecierpliwych sam monolog: https://www.youtube.com/watch?v=7XcpvCLQDMk

Fanatyk2piorunów

Może nie jestem wzorem, ale polecam się wraz z całą mini społecznością, jaka utworzyliśmy po hejtonalewki

Koneser2piorunów

@macgajster widzę że zdejmujesz z rodziców odpowiedzialność za to jacy są. No nie, fajnie że rozumiesz w jakim byli położeniu ale zawsze mieli wybór. Ty też teraz masz, wybierz jak najlepiej dla siebie. Powodzonka!

Pokaż więcej komentarzy (27)

Gruba ryba

w Sport

27piorunów

824 668 980 - 480 = 24 668 500

Z ostatnich 3 dni.
Ale też może dodam coś od siebie czyli...

Zakwaterowaniem się w internacie jak wielu mi podobnych w szkole średniej.

Pierwszy rok to docieranie sie wzajemnie i w sumie rygor taki, ze po latach ZSW uznałem za zbędne pierdolenie się z MONem "bo ja już to wszystko umiem"! ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Drugi rok "gulagu" i nagle do pokoju (6 osób na kwadrat) dostajemy typa z ZSZ...Chlopak wycofany fchuj, z lękami, mający problemy z artykulacją, wymową i ogólnie gadką bo faktycznie miał jakąś delikatną wadę wymowy a z racji tego, ze pochodził z wiochy zabitej dechami to też mial z tym kompleks... zeby w ogóle odzywać sie do ludzi (bo Jareccy mieli na to pewnie wyjebane bo przecież na roli nie trzeba nic wincyj niż "krzepa").

Ode mnie dostał ksywę "Gaduła " i w sumie sie przyjęło.¯\\(ツ)

Oswoiliśmy orangutana. 💪

Zaczął się komunikować, rozmawiać, złapaliśmy kontakt, Zaczęliśmy relacje.

Jak "wystartowaliśmy z nim" to koleś był klasycznym debilem, ale szybko łapał wiatr w żagle.

Kumpel z pokoju zaczął mu tłumaczyć matmę i doszkalał w innych przedmiotach co było wyzwaniem (My elektronika, typ MiBM).

Minęły kolejne 2 lata i okazało sie, ze "Gaduła " to super gość. Pozbył sie tych piedolonych blokerów, zaczął rozmawiać po polsku (serio, tam było grubo jeśli chodzi o komunikację albo raczej jej brak), ustawiliśmy imprezę sylwestrową w opuszczonym domu na działce jego Jareckich.

"Gaduła" w pewnej chwili sie "zwarzył"

Po krótkim odpoczywajku sole szeźwiące pomogły ku dalszej zabawie!😀

Fotka z upadku (Gaduły, ja sie tzrymam)!

Pytacie co z Gadułą? Z wycofanego debila nie potrafiącego gadać po polsku (kresy prawie) i sepeniacego (wada wymowy) rozwinął się motyl w postaci magistra inżyniera.

W sumie moja ekipa z internata zasługuje na

Powiem Wam, ze to jest chyba najlepsze moje osiągnięcie socjoligiczne...i moich ziomków wtedy.

Pozdrawiam @Byk - tak to już był ten etap jak miałem kwadratową szczękę (nadal to nie działało na "różowe" heh).¯\\(ツ)








GURU2piorunów

@AndrzejZupa internat w szkole średniej? Szkoła średnia z internatem?

Chociaż, pamiętam jak raz w Nałęczowie w internacie przy szkole spałem...

Cholerna komuna..

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Hydepark

72piorunów

potrzebujesz pomocy? masz złe myśli? święta to nie jest dla ciebie najlepszy czas?zadzwoń, porozmawiaj z kimś. nie jesteś sam - jesteśmy tutaj my hejtowicze oraz cały sztab ludzi którzy będą chcieli ci pomóc! damy radę i pokonamy każdą przeszkodę 💕

800 70 2222 - Linia wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego Jest linią całodobową i bezpłatną dla osób dzwoniących. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad i kierujący dzwoniące osoby do odpowiedniej placówki pomocowej w ich regionie.

Jeśli potrzebujesz wsparcia w kryzysie,

dostępne są bezpłatne, całodobowe linie zaufania, takie jak **116 123** (dla dorosłych) i **116 111** (dla dzieci i młodzieży), a także platforma **116SOS.pl**, oferująca pomoc przez telefon, czat i e-mail, oraz infolinia wsparcia **800 70 2222** Fundacji ITAKA, działające 24/7, zapewniające natychmiastowe wsparcie psychologiczne, poradę i wskazanie dalszych kroków, często łącząc z lokalnymi placówkami pomocy, np. **poradniami zdrowia psychicznego**.

Gruba ryba5piorunów

Ostrzegam przed robieniem sobie jaj. Kiedyś bracki zadzwonił zjarany i przerwał połączenie stwierdziwszy wcześniej, że "całe to życie bez sensu ". Może 30 minut zajęło policji trafienie pod właściwe drzwi. Godne podziwu

Potem masz wybór taki: idziesz w to - czyli na obserwacje, albo odpowiadasz finansowo za (wstaw paragraf kw). No i to drugie jest kosztowne więc opłaca się wybrać pierwsze , tak też młody zrobił xD

Kosmonauta0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gwiazdor

w Rozkminy

7piorunów

Drodzy zebrani,

Zanim powiem cokolwiek więcej, zapytam was o jedną rzecz. Czy zdarzyło wam się kiedyś obudzić z myślą, która była jaśniejsza niż cały poprzedni dzień? Albo iść bez celu ulicą, patrzeć przed siebie i nagle wiedzieć, co zrobić, choć chwilę wcześniej nie mieliście pojęcia? Jeśli tak, to już byliście bardzo blisko tego, o czym dziś mówię.

Od wieków wierzymy, że geniusz rodzi się z wysiłku, z napiętej koncentracji, z zaciśniętych zębów. Uczono nas, że trzeba myśleć mocniej, szybciej, sprytniej. A jednak historia mówi coś innego. Najlepsze idee nie przychodziły w salach narad ani przy biurkach pełnych notatek. Przychodziły w snach. Przychodziły pod prysznicem. Przychodziły podczas spaceru, gdy stopy same niosły ciało, a myśl nie musiała niczego udowadniać.

Dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ wtedy ego schodzi za kurtynę.

Ego jest potrzebne. Daje nam imię, twarz i odwagę, by wstać rano i działać. Ale ma też jedną wadę. Chce kontrolować wszystko. Chce decydować, co jest mądre, a co głupie, co bezpieczne, a co ryzykowne, co wypada, a czego nie. Gdy ego stoi na scenie, geniusz siedzi na widowni i milczy.

Spójrzcie na sen. Gdy śpimy, ego traci głos. Nie pilnuje reputacji, nie liczy strat, nie sprawdza, czy ktoś nas ocenia. I wtedy umysł zaczyna łączyć rzeczy, których na jawie nigdy by nie połączył. Obrazy, wspomnienia, emocje i pytania splatają się w nowe wzory. Rano mówimy czasem, że to tylko sen. A jednak właśnie tam rodziły się przełomowe idee, melodie, wzory matematyczne i rozwiązania, które zmieniały świat.

Podobnie jest podczas spaceru. Idziesz, oddychasz, patrzysz. Nie próbujesz niczego wymyślić. I nagle coś się układa. To nie przypadek. To chwila, w której ego przestaje przeszkadzać, a umysł robi to, do czego został stworzony. Widzi całość, nie tylko własne lęki.

Wielu ludzi myśli, że aby być genialnym, trzeba mieć większe ego. Być głośniejszym, pewniejszym, bardziej przekonanym o swojej wyjątkowości. To złudzenie. Prawdziwy geniusz nie krzyczy. On słucha. I słyszy najwięcej wtedy, gdy wewnętrzny narrator na chwilę milknie.

Nie chodzi o to, by ego zniszczyć. Bez niego nie zrobilibyśmy ani jednego kroku. Chodzi o to, by nauczyć się je odsuwać, gdy przychodzi czas odkrywania. Najpierw cisza, potem wgląd. Najpierw sen, spacer, chwila nudy. Dopiero później plan, analiza i działanie. Geniusz rodzi się w ciszy, ale potrzebuje odwagi, by wyjść na światło dzienne.

Dlatego mówię wam dziś coś prostego, choć niełatwego. Jeśli chcecie nowych idei, przestańcie je wymuszać. Jeśli chcecie mądrych decyzji, przestańcie je szarpać. Dajcie sobie prawo do odpoczynku, do snu, do bezcelowego chodzenia. Tam, gdzie ego nie domaga się uwagi, tam pojawia się to, co naprawdę nowe.

Na koniec zostawię was z myślą, którą warto zapamiętać. Geniusz nie znika, gdy przestajemy kontrolować. On dopiero wtedy ma szansę się odezwać. A gdy już to zrobi, waszym zadaniem nie jest mu przeszkadzać, tylko mieć odwagę go wysłuchać.

Dziękuję.

Osobistość0piorunów

Zapomniałeś o tagu

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Psychologia

46piorunów

Granice „grzecznego dziecka”

Wiele mówi się o granicach, jak to warto je mieć, żeby nie dawać ich naruszać i w ogóle. Wtrącę tu swoje kilka groszy, bo jestem z tej strony, której granice były co najmniej naruszane.

Od kiedy pamiętam miałem problem z granicami.
Gdzieś do 6-7 roku życia nie odczuwałem głodu, z najedzenia, albo nie potrafiłem go odczuć. Pamiętam nawet sytuację, w której zapytałem jak odczuwa się głód, gdy poczułem go pierwszy raz świadomie. Zawsze jednak byłem „niejadkiem”, który „nie wstaniesz od stołu dopóki nie zjesz” albo „nie po to tyle stoję przy garach żebyś zimne jadł”* tudzież inne podobne teksty. Byłem zatem zmuszany do odpuszczania swoich granic pod tytułem „nie jestem głodny”.
Zdarzyło się kilka razy, że gdy czegoś nie chciałem zrobić dla kogoś, to byłem „nieużytkiem”.
[* swoją drogą ciekawe jest, że w wielu domach padały podobne słowa, choć nikt nie spisał księgi wyrzutów słowno-kuchennych :smiley: ]

Generalnie mam takie odczucie, że nie liczyło się moje zdanie i nastąpiło to tak wiele razy, że… właściwie nie przeszedłem buntu nastolatka. Gdzieś od gimnazjum postanowiłem, że nie będę sprawiał rodzicom więcej kłopotów niż mają i będę bezkolizyjny. Dla nich na pewno super, dla mnie z dłuższej perspektywy gorzej.

W testach MBTI wychodziła mi asertywność, w życiu… nie do końca. Jeśli sytuacja wymaga obrony własnych granic albo ich stawiania, to jest to bardzo trudne w czasie rzeczywistym, bez logicznego kalkulowania. Dlatego też moja była miała łatwe zadanie, by wspiąć się na szczyt mojej głowy, umościć tam gniazdko, sterować i wyrzucić kukiełkę, kiedy się znudziła.

Nie powiem, pojawia mi się jakiś intuicyjny sygnał, że coś jest nie tak, gdy ktoś depcze mi po odcisku. Szkopuł w tym, że jest słabo wyczuwalny i mu nie ufam. To zaufanie będzie tematem następnego wpisu.

Autorytet2piorunów

Jak zwykle źródłem problemów w dorosłym życiu jest toksyczny dom. A to właśnie w rodzinnym domu powinna być bezpieczna przystań, schronienie, ciepło, poczucie stabilizacji i pewności siebie.

Smutne w chvj.

Ps.

To jest kolejny wpis motywujący mnie do stworzenia przytulnego gniazda dla mojej córki. Obiecałem jej (jak była jeszcze w brzuchu), że będzie mieć za⁎⁎⁎⁎ste dzieciństwo.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Psychologia

15piorunów

Pierwszy raz film "Siła spokoju" obejrzałem w 2016 albo 2017 roku. Znając tę "zasadę" dobrego życia tak długo sądziłem, że ją stosuję, a na pewno znam, więc przecież to działa. Przynajmniej przed izotekiem. Jedną z nauk jest, w uproszczeniu, żeby odpuścić rozmyślanie o przeszłości i przyszłości, a zacząć żyć tu i teraz. Przez ostatni rok, a raczej więcej, trudno mi było nie martwić się przyszłością. Izotek rozorał jeszcze przeszłość, więc miałem problem w obie strony.

Wczoraj, siedząc rano w pracy, zmieniło się moje postrzeganie zasad co do "przeżuwania" przeszłości i przyszłości. Nie tylko wiedziałem to umysłem logicznym, ale również poczułem sens. Nawet nie wiem jak to inaczej opisać, bo to abstrakcja.

Na tym właśnie polega moja terapia, żeby czuć, nie tylko rozumieć.

Popatrzyłem na to co robią mi te myśli nieco z boku. Co daje mi martwienie się, że 10 kilometrów dalej, w domu rodzinnym, dzieje się coś niedobrego ze zdrowiem rodziców (ten lęk nabyłem przez izotek), skoro nie jestem w stanie ani natychmiastowo im pomóc, ani wpłynąć na to żeby czuli się lepiej? Przede wszystkim nie wiem jednak jak się czują, bo może nawet nic złego się nie dzieje. Tymczasem ja zamartwiam się, angażuję swoje nerwy, jedynie w imię masochizmu. Byłem myślami oddalony od swojego otoczenia, nawet siebie, byle tylko mieć jakieś nikłe poczucie kontroli nad sytuacją.

Uświadomienie tego dało mi lekki zastrzyk szczęścia (bo coś rozwiązałem), ale także zdjęło duży ciężar, który nakładałem na siebie.

https://www.youtube.com/watch?v=cFbbV5a1Dds

Koneser

w Dyskusje

18piorunów

Czy wiesz, że nie możesz nic nie komunikować? Nawet gdy nic nie mówisz to cały czas mówisz.

Istnieje pewna myśl, która brzmi banalnie, dopóki się nad nią nie zastanowisz: nie możesz nie komunikować.\ Nawet wtedy, gdy wydaje Ci się, że nic nie robisz, nic nie mówisz i na nikogo nie patrzysz - cały czas nadajesz sygnał prosto w świat! To jedno z tych zdań, które brzmią jak

Koneser

w Dyskusje

5piorunów

"Nienawidzę Tuska" / "Nienawidzę Kaczyńskiego". Czy mam do tego prawo?

„Nienawidzę Tuska.”\ „Nienawidzę Kaczyńskiego.”\ To zdania, które w Polsce funkcjonują jak hasła rozpoznawcze. Wypowiedziane przy stole potrafią w kilka sekund zamienić zwykły obiad w ideologiczną potyczkę. Nagle nie chodzi już o konkretne decyzje, ustawy czy liczby. Chodzi o

Koneser

w Dyskusje

9piorunów

Koń, który zrobił w konia naukowców: Prawdziwa historia Mądrego Hansa

Był sobie koń, który potrafił coś, czego nie powinni potrafić ani konie, ani - jak się później okazało - nawet ludzie, którzy go badali. I przez kilka lat nikt nie miał odwagi powiedzieć: „chwila, coś tu nie gra”. Berlin, początek XX wieku. Czas, kiedy nauka była jeszcze młoda

Autorytet

w Hydepark

67piorunów

Ehhh, jestem na etapie, gdzie moja rodzina poraz kolejny, mimo jasno postawionej granicy, próbuje ją forsować, wywołując u mnie skrajnie negatywne emocje.
Cale szczęście, że na święta będę w rodzinnym mieście i przypomnę, że moja granica, to nie prośba, tylko ultimatum. .

Jeszcze jeden taki przypadek i zdecydowanie ograniczam kontakt z tą osobą, nie ważne jak bliska byłaby to rodzina.

Po kilku latach, życia w codziennym stresie, w końcu czuje się sprawczy. Czuję, że wyznaczając jasno granice i nie ujmując sobie kosztem bycia lubianym, jestem wartościowy. Ba, czuję się w końcu doceniony, a tego docenienia nie miałem całe dzieciństwo, ani później dorosłe życie. Nauczyłem się być mężczyzną od nowa, nauczyłem się szacunku do samego siebie od absolutnych podstaw, po kolei wycinając relacje, które absolutnie mi urągały.
Po usunięciu tych toksycznych oparów, w końcu zacząłem oddychać. Pierwszy raz, od niepamietnych czasów, stojąc przed lustrem zobaczyłem człowieka, którego naprawdę szanuję i kocham całym sercem.
Znalazłem ten jeden brakujący punkt układanki, który był skutecznie ukrywany, poprzez matkowanie, "złote rady" tzw. "przyjaciół" itp.
Samotność, banicja i odrzucenie jednak miały swój pozytywny wpływ.

Czasami właśnie w tym bólu samotności zaczynasz dostrzegać coś, co wykrzykiwane jest wszem i wobec, ale masz tak przefiltrowane i pokrzywione obrazy samego siebie, że nie jesteś w stanie tego dostrzec.

Cieszę się, że przeszedłem przez to piekło i mogłem komentować to pod tagiem . Cieszę się, że mogłem wziąść udział w , w której dostałem cudowny list z życzeniami, od zupełnie obcej mi osoby.
Cieszę się, że nauczyłem się filtrować ludzi i nie zaniżać swojej wartości, bo zaiste jest ona o wiele większa, niż mi się wydawało jeszcze pół roku temu.

Za chwilę są moje urodziny, a ja od niepamiętnych lat jedyne czego życzę sobie to poprostu czuć się dobrze. I oto życzenie się w końcu spełniło.

Co to ma wspólnego z początkiem mojego wpisu?
Otóż, nigdy więcej nie pozwolę sobie na naruszanie swoich granic, przez absolutnie nikogo, bo jestem kimś kto był w piekle, ale wyszedł z niego - silniejszy.

Autorytet1piorunów

@l100e i wykurwiscie !
Pozdrawiam serdecznie

Autorytet1piorunów

Prawidłowo 👍

Bywa, że tylko samotność umożliwia oddychanie pełną piersią.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Koneser

w Dyskusje

9piorunów

Dlaczego Twój pies patrzy na ręce, a nie słucha słów?

Każdy, kto ma psa, zna ten moment: możesz mówić do niego całe zdania, tłumaczyć, przedstawiać własne argumenty, prosić, podnosić głos - a on i tak reaguje dopiero wtedy, gdy zmienisz postawę, wykonasz gest albo po prostu ruszysz się z miejsca. I nie, to nie dlatego, że „pies jest

Gruba ryba

w Książki

21piorunów

1705 + 1 = 1706

Tytuł: Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu
Autor: Robert M. Sapolsky
Kategoria: psychologia
Wydawnictwo: PWN
Format: e-book
Liczba stron: 450
Ocena: 7/10
_

Dość ciężka książka, w której autor szeroko przedstawia aktualne poglądy (aktualne, na 2004 rok) na temat stresu, jego wpływu na ciało i psychikę i całego funkcjonowania organizmu w tym kontekście. Książka jest wymagająca, autor nie upraszcza rzeczywistości i fachowo omawia stan wiedzy, niewiedzy i wątpliwości.

Twórca1piorunów

Jest reedycja tej książki, z 2025: https://czytam.pl/dlaczego-zebry-nie-maja-wrzodow-sapolsky-robert-m-1266201?utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=google&cd=19635273078&ad=&kd=&utm_source=google&utm_medium=cpc&utm_campaign=PM%20-%20bestsellery%20-%20bez%20ksi%C4%85%C5%BCek%20dla%20dzieci&utm_id=19635273078&gad_source=1&gad_campaignid=19635275265&gclid=EAIaIQobChMI2vDO4onHkQMVQgqiAx1cuz2oEAQYASABEgJ1__D_BwE

Dlaczego zebry nie mają wrzodów? - Jedyny w swoim rodzaju przewodnik po stresie, chorobach z nim związanych i tym, jak to wszystko ogarnąć (Robert M. Sapolsky) | Czytam.plDlaczego zebry nie mają wrzodów? - Jedyny w swoim rodzaju przewodnik po stresie, chorobach z nim związanych i tym, jak to wszystko ogarnąć (Robert M. Sapolsky) ✅ Niska cena i szybka wysyłka tylko na Czytam.pl - Sprawdź!Czytam
Gruba ryba0piorunów

@Richter ale z tego co czytałem to treść jest ta sama, tylko jakiś polski wstęp jest dodany i ilustracje inne

Gruba ryba0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Twórca0piorunów

@JapyczStasiek dodano 2 rozdziały na końcu. Dużo jest o stresie, ale mało o takich rzeczach przydatnych na co dzień. Jestem w trakcie czytania więc może do najlepszej części jeszcze nie doszedłem.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Psychologia

25piorunów

Style przywiązania

Teoria wstępna: wyróżniamy cztery style – bezpieczny (czyli ten fajny), unikający, lękowy (ambiwalentny), zdezorganizowany. Te trzy ostatnie to niefajen. Myślę, że nazwy mówią same za siebie, a w razie co odsyłam do internetuf.

Chciałbym powiedzieć „mój styl to bezpieczny, wszystko jest fajnie”, ale nie mogę. Jakiś czas temu dowiedziałem się, że prawdopodobnie mam styl unikający. Zapytasz – ale czego unikający? Przywiązania. Paradoks.
Z jednej strony bliskość jest dla mnie celem, z drugiej wizja jej osiągnięcia to odsłonięcie tego, co przez całe życie obudowywałem betonem. Ten beton ma chronić przed uszkodzeniem delikatnego „ja”.


Kolejny paradoks – z zewnątrz wygląda jakbym wszystko miał pod kontrolą, był spełniony, zaangażowany w różne ciekawe rzeczy. Wewnątrz jednak kryje się przestraszone dziecko, którego potrzeby nie zostały spełnione wcale lub w odpowiedni sposób. Dotyczy to głównie negatywnych i „trudnych” emocji. Jak konkretnie – nie pamiętam, bo styl kształtuje się podobno w wieku dwóch-trzech lat. Nie było sensu pokazywać swoich trudów, skoro nikt nie podejmował na nie jakiejś reakcji. Nie da się pamiętać rzeczy, które się nie wydarzyły, a takimi było niereagowanie na emocje dziecka. Trudno zatem wyłuskać ten kluczowy moment i go naprawić.

Dlaczego to nie działa
Związek, to (dla mnie) całkowite odsłonięcie się, z emocjami, pragnieniami, lękami, po prostu wszystkim. Gdzieś na drodze życia nauczyłem się, że moje potrzeby nie są aż tak ważne, a może nawet były wzgardzane lub wyśmiewane [patrzy w kierunku byłego związku]. Ukrycie ich jest metodą obrony przed powtórzeniem tego zranienia. Ot mechanizm „walcz lub uciekaj” w praktyce.
Nie da się zbliżyć do drugiego człowieka nie pokazując siebie. Nie da się stać zależnym od drugiego człowieka, gdy podświadomie wyznaje się zasadę niezależnego bastionu. Dochodzi do tego rzecz wtórna, o tym samym podłożu – perfekcjonizm.

Wiem jednak, że to pragnienie i jednoczesny strach przed jego spełnieniem prowadzą na manowce. Jest to także wielki bagaż, który hamuje mnie przed chociaż namiastką szczęścia. Wiem też, że potrafię pokochać, znam to uczucie i chcę go dla siebie i nie tylko. Potrafię opiekować się drugą osobą, także emocjonalnie, mam jednak problem dać się zaopiekować. Mam tę swoją przypadłość, która objawia się np. chęcią ucieczki jeśli jakaś kobieta okaże się zainteresowana mną (np. na sympatii, raz czy dwa); marzeniami o bliskości bez działań do ich spełnienia; wynajdowaniu kobiet, z którymi mógłbym być, ale [dowolny powód dlaczego nie].

Pewnie da się zauważyć, że ten wpis jest bardziej oparty na faktach. Pisząc go przeżywam emocje – konflikt między tym co chcę, a co dostaję.

Znam, nie stosuję:
A warrior is not about perfection, or victory, or invulnerability. He's about absolute vulnerability. That's the only true courage.

https://www.youtube.com/watch?v=IpsxpuXg64E

grafika ze strony [www.superego.com.pl]

Tytan1piorunów

Ty chciałbyś być zależnym od drugiego człowieka?

Gruba ryba0piorunów

@Zapster w pewnym stopniu, tak zdrowo.

Gruba ryba1piorunów

Nie mam dzis czasu pomóc Ci w analizie, ale jedną uwagę mam - rób prostsze opisy, mniej "embiwalentne". Dzięki temu dotrzesz do szerszego kręgu odbiorców.

Wypowiedź jest nacechowana zbyt dużą komplikacją słowną /terminologiczną IMO co może nużyć...i zwyczajnie ludzie, którzy mogą coś wnieść do tego arcy ciekawego tagu mają wyjebane.

Zmień styl...bądź jak prezydenci ostatni. Prosto i do celu.

Mieszasz wątki...niepotrzebnie zaciemnia to big picture (Twoje potrzeby, potrzeby lasek itp).

Nadal to tylko opinia szarego ludzia. No offence.

Gruba ryba2piorunów

@AndrzejZupa i to jest właśnie to, co widziałem jako potencjalną różnicę spowodowaną przeżywaniem czegoś 😉 zmieniłem styl automatycznie, bo odciąłem się od uzewnętrzniania żeby przeżyć to, co mi się kotłowało w głowie

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fenomen

w Hydepark

6piorunów

Mam taką rozkminę, że kiedyś ogladałem filmy/bajki o takiej fabule, że jest sobie jakaś wspólnota, szczęśliwi ludzie i zjawia sie tam jakiś rambo super hero co przyjechał się im pomóc i finalnie przeżywa z nimi super chwile i przygody, z niektórymi wiążąc się emocjonalnie (często przewija się jakaś kobieta z którą czuje się wyjątkowo). I na koniec wszyscy go proszą, by został, a on z kamienną twarzą mówi, że jego czas juz nadszedł i odjeżdża gdzieś w pizdu na koniu, mając w sobie żal, bo w sumie chciałby zostać, ale nie może i musi kontynuować wędrówkę w sumie c⁎⁎j wie po co xD

I tak jako dzieciak się dziwiłem, co za debil, no przecież tam mu było dobrze i byłby szczęśliwy, po co ucieka i dokąd, czego on się boi?


Dziś mam 29 lat i już rozumiem xD Smutne to strasznie. Mniej więcej taki sam pancerz noszę obecnie na sobie. Emocjonalną blokadę, lęk przed bliskością i przekonanie o tym, że nie warto się emocjonalnie angażować w nic. Z rodziną relacje uległy ochłodzeniu, w życiu prywatnym mimo zainteresowania u kobiet na pewnym etapie po prostu zostawiam ostatnie 2-3 drzwi zamknięte na zamek.

Zabrzmi to cipowato jak nie na mężczyznę, ale chyba już nie potrafię kochać ani nie chcę być kochanym i jedyne co bym chciał to iść do przodu jak taran i odhaczać jakieś życiowe questy, może jeździć po świecie jako przedstawiciel dużej firmy, w sumie żałuję, że nie zostałem jakimś komandosem ryzykującym życie.

Życie, życie jest nowelą





Gruba ryba4piorunów

@Lopez_

Zabrzmi to cipowato jak nie na mężczyznę

To mylne przekonanie, że coś jest „cipowate”. Jesteśmy ludźmi, a nie maszynami bez emocji. Mamy pełne prawo do przeżywania całego ich spektrum.

Rozumiem Cię, ponieważ uważam, że bycie w związku jest trudniejsze niż bycie samemu.

Co do relacji z rodziną... cóż, jeśli ja nie zadzwonię, to nikt się do mnie nie odezwie. Jedynie mama czasem do mnie zadzwoni, ale mam wrażenie, że głównie po to, żeby się wygadać. Jasne, zapyta, jak się czuję i o moją dziewczynę, ale na tym koniec.

Kosmonauta0piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk może rodzina też ma ADHD.

Nie mam pod ręką książki, ale była taka króciutka od autorów profilu/konta ADHDLove. Jeden rozdział o tym mówi, zaburzona stałość obiektu. Ja mam przypomnienia, żeby dzwonić do rodziny, też mam ADHD.

Pokaż więcej komentarzy (5)