Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

pluszowy_zerglingOsobistość

Dołączył/a:

  • 174 wpisów
  • 4765 komentarzy
  • 3 obserwujących

Lider

w Bieganie

101piorunów

PSG GARMIN PÓŁMARATON GDAŃSK

Założenia na ten start były takie: Zacznij konserwatywnie. Pierwsza połowa nie może być wymagająca. Jeśli się nie przepalisz w pierwszej połowie, życiówka powinna być w zasięgu.

Od piątku zaczęłam ładowanie węglowodanów. Tego dnia spożyłam około 540 gram węglowodanów (około 9,5 grama na kilogram masy ciała). W sobotę, było to już około 690 gram węglowodanów (około 12 gram na kilogram masy ciała). Czułam się dobrze, nie odczuwałam obciążonej pracy żołądka i jelit. Spałam bardzo dobrze. Przy takich dniach, gdzie muszę zjeść sporą ilość jedzenia, moją taktyką jest spożywanie większej ilości w pierwszej części dnia, tak by nie zapychać się na noc. Lepiej mi się śpi jak mam uczucie lekko pustego żołądka.

Start półmaratonu był przewidziany na godzinę 10:00. Fala, w której uczestniczyłam, startowała o 10:01. Na miejsce imprezy zjawiliśmy się koło 9:20. Gdy szliśmy w stronę stadionu, minęliśmy się z przyszłą rekordzistką Polski na dystansie półmaratonu, Elą Glinką.

Na miejscu poczyniliśmy takie kroki - kolejka do toitoia, potem przebranie się, pozostawienie depozytu. Zostało 20 minut do startu, przydałoby się rozgrzać. Z racji, że startowało koło 15 000 osób na dystansie półmaratonu, ciężko było znaleźć przestrzeń do potruchtania. Nie rozgrzałam się tak jak chciałam, ostatecznie wyszedł jogging przeplatany marszem z racji wyprzedzania ludzi.

Około 9:50 zameldowałam się w strefie startowej. Przyjęłam żel. Byłam zaskoczona, jak słońce grzało. Pogoda była jak na zamówienie. Znikomy wiatr (!), pojedyncze chmury na niebie. Nawet nie „wychłodziłam” się w oczekiwaniu na start.

10:00, elita wystartowała. Minutę za nią, ruszyła i nasza fala. Jedziemy z tym.Nie było ciasno na początku, co mnie cieszyło, czułam się dosyć bezpiecznie.Z tyłu głowy non stop – biegnij zachowawczo, nawet jeśli Cię niesie – trzymaj się bliżej tempa 4:20. Ma być serio luz.

Pierwszy kilometr wybił. Tempo 4:18. Dobrze, lecimy tak.
Drugi, w 4:16. Ok, ale muszę się pilnować by trzymać bliżej 4:20. Na kolejnym kilometrze mijamy Norbiego z ekipą, którzy nam śpiewają Kobiety są gorące. Dodatkowo pociąg intercity, który jechał wzdłuż drogi którą biegliśmy „zatrąbił” na nas w sportowym rytmie co było pozytywne. Fajny vibe wleciał, przy pełnym słoneczku. Trzeci i czwarty kilometr wbija w tempie 4:16.

Zza zakrętu pojawia się lekki podbieg, przy zieleniaku. Piąty kilometr wpada zatem w tempie 4:22.

Pojawia się pierwszy punkt odżywczy i walka o utrzymanie tempa. Przed Tobą masa biegaczy zwalnia, by złapać kubeczek od wolontariusza. Trzeba wykazać się nie małą cierpliwością wobec innych biegaczy, którzy albo na się wciskają przed Ciebie lub dosłownie przed Tobą zatrzymują się bądź wylewają na Ciebie niechcący zawartość kubeczka. Udaje mi się złapać i swój kubeczek. Próbuję ukształtować go w dziubek by łatwiej przenieść jego zawartość do buzi. Biorę dwa łyki. Oglądam się za siebie czy nikogo nie ma bezpośrednio za mną i wyrzucam kubeczek na „strefę zrzutu”.

Zaraz i wbija szósty kilometr, w tempie 4:16.

Dobra, przede mną zaczyna się podbieg na 7 i 8 kilometrze. Koniecznie zwolnij, nawet jakby to miało być 4:30-4:40. Nie możesz się na nich przepalić. Niech Cię inni wyprzedzają jak chcą. Ostatecznie kilometr 7, 8 i 9 wchodzą kolejno po 4:18, 4:25 i 4:21. Pojawia się symptom delikatnej kolki, podbieg minimalnie dał znać.

Przyjmuję żel chwilę przed punktem odżywczym. Łapię kubeczek i tak samo jak poprzednim, łapię 2-3 łyki wody.

Wybija 10 kilometr, tempo 4:20. Okej, to już prawie połowa. Zaraz kolejny podbieg, nie przyspieszaj.
11 i 12 kilometr wybijają po 4:16 i 4:25. Połowa za mną. Wyczekuję już skrętu w okolicach 13 kilometra. Tam, bieg już zaczyna się bardziej z górki i trasa zaczyna zawracać na stadion.

Jest i on, zaczyna się zbieg. Grawitacja i zbieg sprzyjają mi, wymijam coraz to więcej biegaczy. 13 kilometr wchodzi po 4:11.
Wiem, że to nie jest już czas na dalsze trzymanie bezpiecznego tempa. Należy chociaż minimalnie przyspieszyć, dalej z pokorą ale to już ten czas na lekkie nadgonienie czasu.

14, 15 i 16 kilometr wpadają po 4:16, 4:19, i 4:13. Na 16 kilometrze, wyprzedzam jakąś kobitkę, która woła do mnie „Super Ci idzie, świetna robota”. Było to bardzo miłe z jej strony.

Przed 17 kilometrem mijam ostatni punkt odżywczy i tak ja przy poprzednich, łapię kubeczek i biorą kilka łyków wody.

Grupy biegaczy są już bardzo rozrzedzone, w większości jest to bieg samotny gdzie czasem ja kogoś wyprzedzam, czasem ktoś mnie. Muszę już się pilnować i skupiać, aby trzymać tempo w okolicach 4:15, robi się coraz miej luzu.
17 i 18 kilometr wchodzą kolejno po 4:15 i 4:14

Widzę już w oddali stadion. Wiem, że jest to już kwestia parunastu minut i jestem na mecie. Jeszcze tylko „pokonać” podbieg na wiadukt i jesteś w domu. Zaczynam podbieg. Zwalniam, bo jest serio solidny. Staram się nie myśleć o tym, jak długi on jest. Po prostu trzymam rytm i krok za krokiem lecę. Szczyt już coraz bliżej. Wybija 19 kilometr, tempo 4:18. Oddech coraz cięższy. W końcu, udało się, teraz będzie z górki.

Chcę przyspieszyć, ale brzuch zaczyna mi puszczać. Okropnie mnie zaczynają boleć mięśnie brzucha. Każdy krok i napięcie, to kłucie po obu stronach bioder. Kurde, to już tylko około 1,5 kilometra. Brakuje mi przestrzeni do przyspieszenia, ból za bardzo mi wpływa na głowę.Wybija kilometr 20, tempo 4:21.

Zaczyna się katorga, mięśnie przy żebrowe również zaczynają boleć. Normalnie jakbym miała kilka kolek na brzuchu. Dodatkowo bardzo mi się dłuży trasa, są to same zawijasy wokół i po stadionie. Za każdym zakrętem liczę na to, że zobaczę już metę. Każde kolejne 100 metrów to po prostu walka by nie zwolnić.

Ostatnie półkole wokół stadionu. Tłum wiwatuje. Słyszę spikera. Zegarek wybija 21 kilometr – tempo 4:26. To już tylko sekundy.

Przekraczam linię mety. Od razu przechodzę na bok, i padam na czworaką pozycję by dojść do siebie. Wynik netto: 01:31:15. Po chwili wstaję i idę odebrać medal. Jest genialny, świetnie się prezentuje.

_Nec temere, nec timide_ – taki napis widnieje z tyłu medalu. Jest to oficjalna łacińska dewiza Gdańska, która oznacza „Ani zuchwale, ani tchórzliwie” (lub w swobodniejszym przekładzie: „Bez strachu, ale z rozwagą”).
I dokładnie tak, bym opisała ten bieg.

Pokaż więcej komentarzy (30)

Mistrz

w Co Wy na to?

72piorunów

Co Wy na to? 16.09.2026

Od 1 września w szkołach doszło do zmian w żywieniu dzieci. Zgodnie z nowym rozporządzaniem, dzieci będą przynajmniej raz w tygodniu otrzymywać jeden pełnowartościowy obiad roślinny. Do tego w posiłkach będzie m.in. większa ilość warzyw, owoców oraz produktów pełnoziarnistych, ograniczona zostanie ilość cukrów, zaś zupy będą min. 2x w tygodniu przygotowywane na wywarach warzywnych. Zmiany mają na celu promowanie zdrowych nawyków żywieniowych wśród dzieci i młodzieży. Polskie dzieci należą do najszybciej przybierających na wadze w Europie - wg danych WHO nadwagę i otyłość odnotowano u 32% polskich dzieci w wieku 7-9 lat.

Pytanie na dziś: Czy zmiany w żywieniu dzieci w szkołach do krok w dobrą stronę w walce z otyłością dzieci?

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.


Czy zmiany w żywieniu dzieci w szkołach do krok w dobrą stronę w walce z otyłością dzieci?

  • Tak75% (331 głosów)
  • Nie10% (44 głosy)
  • To zależy10% (45 głosów)
  • Nie mam zdania5% (24 głosy)

444 głosów

Pokaż więcej komentarzy (101)

Lider

w Bieganie

105piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Pokaż więcej komentarzy (19)

Fanatyk

w Rowerowy Równik

49piorunów

377 243 + 55 = 377 298

Do tej pory to najdłuższa trasa jaką wrzucam na 💪

Wiem, że ostatnio narzekałam na kondycję i wcale nie uważam, że jest jakaś wybitna, ale stwierdziłam dziś, że to tylko stan umysłu i jak chcę zrobić 50 to zrobię 50, albo i wincyj xD

Pogoda zdecydowanie nie była po mojej stronie. Tak na prawdę to po 10 kilometrach walki z wiatrem łapałam oddech i myślałam, że w połowie drogi zamówię taxę na chatę xD ale jakoś to poszło, wystarczyło chcieć hehe

A trasa była przekozacka, szczególnie leśne ścieżki mnie zachwyciły, mam teraz taki chill, że nawet mnie nie martwi xD

Pzdr 600

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (15)

Osobistość

w Rowerowy Równik

37piorunów

377 049 + 113 + 34 = 377 196

Piątek i dzisiaj. Generalnie wieje i pogoda taka sobie ale byłem bardzo zmotywowany żeby dzisiaj wyjść. Nawet w deszczu. Na szczęście tylko pokropiło. Za to wiało niemiłosiernie. Taktycznie 25 km w plecy wyszło a tak albo pod albo boczny. Tempo bardzo dobre dobry trening przed Mazurami. Dwóm kolegom nie chciało się wystawac o szóstej więc jechałem sam. Na trasie też tylko chyba 5 rowerzystów naliczyłem...

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Hydepark

103piorunów

Dzisiaj byłem w urzędzie pracy, poszedłem na umówione spotkanie. Generalnie w urzędzie petentów praktycznie brak. W całym biurze tak na oko pracuje 30 osób. Kiedy przyszedłem, z petentów był jeden pan i jedna pani z aktówką, w pokoju dofinansowań. Reszta to osoby, które pracują w biurze i czekają na petentów.

Podchodzę do automatu, wybieram numerek i cofam się w czasie, bo wolne stanowisko czeka na mnie od minuty :smiley: Podchodzę do okienka, a pani od razu informuje mnie, że nie dostanę żadnego świadczenia i pyta, czy rozumiem dlaczego. Oczywiście, że rozumiem - sam zwolniłem się z pracy. Pani spytała tylko, czy przeglądałem oferty na ich stronie. Odpowiedziałem, że nie. Pani na to, że z moim wykształceniem jest co najwyżej jedna oferta pracy - na stanowisko nauczyciela chemii (a ja jestem inżynierem automatykiem z dyplomu).

Nie poszedłem tam szukać pracy - chciałem dowiedzieć się, jakie kursy, szkolenia i dodatki na uruchomienie działalności są możliwe. Pani poinformowała mnie, że muszę udać się do osobnych pokojów. Pani od dotacji powiedziała, że w tym roku dofinansowania są tylko dla regionów wiejskich - mogą przyznać nawet 4 razy więcej, ale musiałbym mieszkać na wsi. Może w przyszłym roku pojawią się dofinansowania na otwarcie działalności również dla reszty.

Pani od szkoleń powiedziała, że mogę wybrać jedno szkolenie, które musi być ściśle związane z moim zawodem albo kierunkiem działalności, którą chcę otworzyć. Czyli generalnie mam możliwość skorzystania z dokładnie jednego, wybranego przez siebie kursu, w cenie rynkowej, wpisanego do krajowego rejestru szkoleń...

Szczerze liczyłem na jakieś realne szkolenia, kursy. Ale finalnie wychodzi na to, że nawet gdybym chciał za pieniądze z urzędu odświeżyć uprawnienia elektryczne, byłby problem...

Nie wiem, czy wielu petentów przychodzi do urzędu pracy z jakimiś realnymi celami poza otrzymaniem zasiłku, ale szczerze mówiąc - nie było po co tam iść. Równie dobrze żona mogłaby mnie ubezpieczyć w swoim zakładzie pracy, a przynajmniej nie musiałbym nigdzie chodzić i się rejestrować...

Gwiazdor1piorunów

@DexterFromLab a może rzucić to wszystko i wyjechać w rejon konfliktu? Do Emiratów? 😅

Ostatnio mi przewinęły się ogłoszenia na mechanical engineer. Mogę sprawdzić czy coś na automatykę będzie.

Osobistość2piorunów

Byłem kilka razy w życiu, pracy się nie dało znaleźć, darmowe kursy ludzie marnowali. Końcem końców sam sobie płaciłem ubezpieczenie, zanim nie dostałem porządnej pracy. Jak byłem później na podyplomówce, by się podszkolić do pracy, to robiliśmy z kolegą w 2kę projekt w naszym 8mio osobowym zespole, 6 osób robiło mocki w paincie a myśmy robili projekt, zgadnijcie kto za podyplomowe zapłacił, a kto dostał z urzędu ? :smiley: Smutne, ale słuszna nauczka, że szanujesz rzeczy w które sam włożyłeś własny czas, pieniądze, no jakiś masz w nich wkład, nie zawsze darmowe znaczy lepsze/dobre/dla mnie/słuszne.

Pokaż więcej komentarzy (24)

Osobistość

w Sztafeta

30piorunów

30 962,39 + 11,73 + 3,38 + 5,01 + 4,26 + 4,98 + 5,65 + 5,01 + 5,40 = 31 007,81

Hejo Truchtaczki i Truchtacze oraz Biegaczki i Biegacze :grinning:

W tym miesiącu ciąg dalszy rehalibutacji Achillesa u mnie, już sobie to podzieliłem na zestawy A i B... chyba kiedyś tu opiszę moje niezdarne próby ogarnięcia tematu :grinning:

01.08.2026 Młyn Trail Michałowice - W tym roku pobiegłem 11k, by nie szarżować za bardzo, efekty biegu czułem jedynie 3 dni... ech

Śmigaliśmy w fajnym grupowym towarzystwie, mi się nawet udało końcówkę trasy pomylić, bo gpx swoje a trasa tegoroczna swoje :open_mouth:

https://wmichalowicach.pl/mlyntrailmichalowice/mlyn-trail-michalowice

07.08.2026 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Sprawność :smiley:

15.08.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Dawno 5ki nie pobiegłem poniżej 23 minut na parkrunie :grinning:

21.08.2026 4Fizjo Runners Kraków - Rafał Sułkowski - Sprawność

22.08.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Tu spokojniejsza Piątka

22.08.2026 VII Bieg Nocny GPK - 5k - O dziwo raz w życiu GPK w wersji sucho!!! :open_mouth: -

P.s. Zapisy na XV edycję już trwają:

https://krakowbiega.pl/

29.08.2026 Parkrun Młynówka Królewska - Świętowaliśmy 150tkę, a za miesiąc 3 lata, zapraszam, co Sobotę o 9 na Filtrowej :grinning:

29.08.2026 Nowa Huta w Czterech Smakach - Lato 5k - Wieczorny bieg w Przylasku Rusieckim, nawet fajniejsza trasa niż te krzaczory pod NCK w wersji Wiosna, spoko!

Tym oto sposobem przebiegłem niedużo (45,41km) w Sierpniu , ale za to wolno :grinning:

Co do roweru... ech to by musiał być osobny wpis 😉 (1500km w terenie + 6h tygodniowo na chomiku...)

I tak to się powoli żyje na tej wsi :grinning:

Nadchodzące imprezy w Małopolsce możecie obczaić na profilu Rozbieganej Małopolski jakby co ^_^

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid037egbAgVxjS867qGFvGveeci3wTg5QagNDjXXPvYT25k7F5KAE6P9aJg9rFv265Jfl&id=61576865697218

Mimo tego, w tym tygodniu Sobota i Niedziela w Krakowie: (Wczoraj ruszył wirtualny a w ubiegły weekend był bieg stacjonarny w Warszawie)

Poland Business Run

https://polandbusinessrun.pl/

Za tydzień PKO Charytatywny: (12 Września - Sobota)

https://bankomania.pkobp.pl/bieg-charytatywny/

Za dwa tygodnie 3 kopce: (20 Września)

https://biegtrzechkopcow.pl/

Zdrówka dla Was przede wszystkim!!! \\o/ \\o/

Osobistość1piorunów

Jeszcze Wam Krakowskie 4Fizjo zareklamuję :D

W tym miesiącu aż trzy okazje by poćwiczyć sprawność pod bacznym okiem Rafał i Sułkowski Running Team

Ten piątek (4 Września) 19:00 Tauron Arena

https://www.facebook.com/events/1713012879955904/1713012893289236

Nadchodzący piątek (11 Września) 19:00 Tauron Arena

https://www.facebook.com/events/1713012879955904/1713012883289237

Piątek za 3 tygodnie (25 Września) 19:00 Tauron Arena

https://www.facebook.com/events/1713012879955904/1713012886622570

W międzyczasie w piątek za 2 tygodnie (18 Września) kolejna Krakowska Konferencja Biegowa i prelekcja Dawid Malina (A to nie byle kto! Jeśli śledziliście UTMB w zeszły weekend: https://bieganie.pl/.../dawid-malina-piaty-na-mecie-i.../ ), zapraszam:

https://konferencjabiegowa.com/

ErrorFacebook
Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Sport

38piorunów

Witajcie Sportowe Świry tym razem ;)

Mamy już potwierdzenie wyników od wiec czas najwyższy na podsumowanie lipca, w końcu już grubo po pierwszym ;)

Grupka ma się dobrze, stabilnie 84 użytkowników, aktywnych 54- tylu zarejestrowało kroki, a najwięcej:

1. @gryzli - 1 023 018 (Oo ?!)

2. @enron - 681 699

3. @AdelbertVonBimberstein - 656 826

zachęciło 40 z nas, podium przedstawia się następująco:

1. @enron - 460.0 km

2. @scorp - 297.9 km

3. @Mjelon (tutaj mam pewne wątpliwości, czy dobrego usera oznaczam, jak coś zgłoście proszę)- 280.2 km

zachęcił jedyni 26 z nas, najdalej zaszli:

1. @WujekAlien - 360.5 km

2. Ewelina - 207.0 km

3. @scorp - 175.8 km

30 odważnych, na podium lądują:

1. Michał Czubkowski - 1,369.6 km

2. @pluszowy_zergling - 1,052.1 km

3. Marcin Padło - 726.0 km

No i nasze mimo wakacyjnego okresu jedynie 10 sktywnych, najwiecej w wodzie pokonali:

1. @wonsz - 48,700 m

2. @Aleksandros - 7,666 m

3. @notak - 3,022 m



Wszystkim serdecznie gratuluję, miło widzieć nowe twarze na podium w prawie każdej dyscyplinie, tak trzymać!
P.S. Kiedyś numerowanie listy na hejto działało niebo lepiej.
P.S. 2: Nowe wyzwania lada moment się pojawią, wieć wiecie, nie spać ;P

Pokaż więcej komentarzy (16)

Gruba ryba

w Sztafeta

52piorunów

27 115,01 + 10,00 = 27 125,01

Napędzany berlińskim kebabem wystartowałem w biegu na 10 km. Życiówki nie ma, ale i tak się nie spodziewałem takiego wyniku biorąc pod uwagę fakt, że od kilku miesięcy nie trenowałem w ogóle pod 5/10 km. Moja obecna waga również pozostawia wiele do życzenia. Mając te wszystkie rzeczy na uwadze - ściany nie widać!

Siły podczas biegu rozłożone wręcz idealnie, nie biegłem na 100%. Przez większość biegu leciałem dosyć zachowawczo, założyłem sobie że ostatnie dwa kilometry polecę mocno - tak też zrobiłem. Finalnie do życiówki brakło 14 sekund.

FAJNIE.v(⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (22)

GURU

w Heheszki

30piorunów

Którą owcą dziś jesteś?

  • 18% (11 głosów)
  • 23% (4 głosy)
  • 310% (13 głosów)
  • 429% (38 głosów)
  • 518% (23 głosy)
  • 62% (2 głosy)
  • 714% (18 głosów)
  • 85% (6 głosów)
  • 95% (6 głosów)
  • Owca to wiadomo kto8% (10 głosów)

131 głosów

Pokaż więcej komentarzy (5)

Osobistość

w Hydepark

65piorunów

Wczoraj mój młody, który ma 3,5 roku zaprosił niewiele starszą dziewczynkę sąsiadów do naszego ogródka. W niecałe 10 minut zjedli cały agrest z krzaczka. Z jednej strony to była super scena a z drugiej cholera ani jednego nie zdążyłem spróbować xD.

Także moi drodzy, jeżeli macie nawet te 20-30 metrów ogródka to zamiast tuj i trawy posadźcie kilka krzewów owocowych np. agrest, porzeczkę i borówkę. A jeśli nie, to są nawet takie odmiany co urosną w donicy na balkonie. Dzieciaki będą miały z tego radochę.

Kosmonauta3piorunów

Polecam maliny, chyba nie ma osoby która nie lubi malin :D co chwilę rosną nowe wystarczy dobrze podlewać

Twórca0piorunów

U mnie w sumie podobnie. Z tym, że były 4 sępy i w ciągu kilku minut nie zostało nic na krzaku porzeczki. Jedli tak, jak by od tego zależało ich życie 😅

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fenomen

w Hydepark

109piorunów

Od bardzo dawna mam w końcu 2 cyfrową wagę. I myślałem że będę się czuł z tym lepiej, z pasa zeszło tyle że jestem w stanie włożyć zaciśniętą pięść między ciało a spodnie ale w lustrze nie widzę zbytnio różnicy.

Przy moim wzroście 178 nadal ważę za dużo, ale powolutku do przodu, czuję że jeszcze mogę trochę pociągnąć redukcję.

Duża w tym zasługa roweru na który wsiadlem 1 maja po latach niejeżdzenia,z dietą to jem generalnie wszystko i staram się trzymać limit na fitatu.

Generalnie nie wiem jak to się stało że zacząłem, ostatni rok był ciężki i była stosowana psychoterapia oraz brałem leki na depresję bo byłem bardzo przytłoczony samotnością, ale w pewnym momencie zdałem sobie sprawę że jestem z tym wszystkim sam, i tylko na sam mogę się z tego wyciągnąć, ci wszyscy specjaliści od głowy to tylko tło. Ze względów finansowych musiałem odstawić leki i bałem się bardzo zjazdu w dół, ale pozytywnie zaskoczyłem sam siebie.

Cel na najbliższe miesiące to przetrwać jesień i zimę bez wracania do starych nawyków, zobaczymy czy się uda, rozważam zakup trenażera żeby coś porobić aktywnego w zimę.

109,7 kg-> 98,9 kg

Osobistość1piorunów

@Solar gratuluję tak solidnego zejścia z wagi! Nadal kontynuowałbym rower - obok pływania chyba najszybciej przyspiesza zrzucanie masy :smiley: Jeździłbym nim jak najdłużej. Kup bieliznę termiczną w decathlonie i ciśnij nawet jak zaczną się przymrozki :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (23)