Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#przemyslenia

Gruba ryba

w Hydepark

81piorunów

W co jakiś czas przejawiających się dyskusjach o kondycji pojawiają się komentarze o niewystarczającej ilości ciekawych/wartościowych treści. Użyszkodnicy piszą także, że małe zaangażowanie odbiorców zniechęca ich do publikowania wpisów, podobnie jak coraz mniejsza liczba innych postów.

Oprócz tego, że tworzy to błędne koło, warto się zastanowić także nad motywacją publikacji własnych przemyśleń lub doświadczeń. Czy tworzymy dla poklasku czy może z wewnętrznej potrzeby? Jasne, prawie każdy z nas chce, by jego twórczość docierała do jak najszerszego grona, nie ma co się oszukiwać. Jednakże osobę tworzącą z potrzeby brak odbiorców tak łatwo nie zniechęci.

Poza tym nie wiadomo, co akurat zyska popularność. Są tematy zawsze popularne oraz zachęcające do dyskusji i są tematy bardzo niszowe. Tym bardziej, że Internet to takie śmieszne miejsce, że różne grupki mogą żyć obok siebie i nawet o tym nie wiedząc. Tak jak na przykład nie wiedziałem, że cokolwiek dzieje się na tagu związanym z hokejem. Ostatnio ktoś wspomniał, że pisał chyba dwa lata, zanim ktokolwiek do niego dołączył. Zresztą, przez komentarz tamtej osoby (przepraszam, że nie pamiętam nicku) i podczas pisania tego posta, przypomniałem sobie o ciekawostce z mojego życia, związanej z hokejem właśnie.

Dużo też zależy od momentu publikacji, co zaobserwowałem tutaj czy na innych mediach społecznościowych, na których przeprowadziłem „badanie”. Czy dzień roboczy czy weekend, czy rano czy wieczorem, to wszystko ma wpływ na liczbę wyświetleń, polubień i komentarzy.

Chcę też posłużyć się przykładem @Cori01, która co prawda spodziewała się, że ludzie w komentarzach będą chcieli podzielić się swoimi doświadczeniami z różnego rodzaju prac, ale nie pomyślała nawet, że założy własny tag i że użytkownicy będą chcieli więcej jej historii. Albo że zachęci to innych do publikowania postów z tym tagiem właśnie.

Nigdy nie wiadomo, z jakim odbiorem spotka się nasza twórczość i dowiemy się tego dopiero po opublikowaniu. Więc nie ma sensu czegokolwiek zakładać z góry ani zniechęcać się, że coś nie zyskało takiej popularności, na jaką mieliśmy nadzieję.

Post chciałbym zakończyć apelem do ludu: piszcie i twórzcie.

Gruba ryba6piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk

Oprócz tego, że tworzy to błędne koło, warto się zastanowić także nad motywacją publikacji własnych przemyśleń lub doświadczeń. Czy tworzymy dla poklasku czy może z wewnętrznej potrzeby? Jasne, prawie każdy z nas chce, by jego twórczość docierała do jak najszerszego grona, nie ma co się oszukiwać. Jednakże osobę tworzącą z potrzeby brak odbiorców tak łatwo nie zniechęci.

Tylko są tu dwie sprawy. Czy tworzymy szeroko rozumianą sztukę i wrzucamy ją na Hejto (i tu ma zastosowanie tekst o poklasku vs wewnętrznej potrzebie) czy chcemy zarzucić jakiś temat i po prostu pogadać z ludźmi.

Hejto to nie tylko strona ze śmiesznymi obrazkami, ale też po prostu forum dyskusyjne. I jak chcesz podyskutować, a właściwie nie ma z kim, to jest to zdecydowanie duży problem wynikający z małej (i chyba ciągle malejącej) społeczności.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Hydepark

53piorunów

i na wieczór.

Niedawno jednemu z naszych kompanów ulało się bo ma w domu roszczeniową nastolatę. Rozumiemy i współczujemy. Również tym, których to czeka, a jest tu spore grono wychowujących małe tzw. "pociechy".

Ja musze dzisiaj spuścić trochę pary bo ledwo z naszym nastoletnim przychówkiem zaczęliśmy wychodzić na prostą to pojawił się problem z drugiej strony piramidy wieku.

Nasi seniorzy mają po osiemdziesiąt lat i więcej i z wiekiem stają się bardziej problematyczni niż dzieci. Nie wiem czy to dotyczy ich pokolenia czy jest to jakaś prawidłowość, może macie na ten temat jakieś spostrzeżenia.

Z oczywistych względów wymagają coraz więcej uwagi i opieki, robienia zakupów, pomocy w codziennych czynnościach i jest to dla mnie rzecz oczywista, z której realizacją nie mam najmniejszych problemów.

Mogę zaakceptować brak nadążania za technologią, za zmianami obyczajowymi, rozumiem ich mentalność i opór przed pewnymi trendami.

Ale nie mogę zrozumieć kompletnego braku akceptacji swojego stanu. Mając lat trochę mniej zdaję sobie sprawę, że jestem zdecydowanie za połową swojej drogi. Z każdym rokiem pojawiają się rzeczy, które raczej skłaniają do wspomnień, że kiedyś bywało lepiej. Akceptuję to, że będę stary i nie będę żył wiecznie. Natomiast nasi seniorzy sprawiają wrażenie, jakby z całych sił starali się oszukać przeznaczenie. Głównie faszerując się pigułkami na wszystko, częściowo zapisanymi przez lekarzy oraz samodzielnie kupowanymi sumplementami na wszystko. Całe siatki leków i paramedykamentów mających przywrócić, zregenerować, podtrzymać. Ciągłe udawanie, że pomimo ewidentnych deficytów mogą dalej żyć jakby nic się nie zmieniło. Problem z odstawieniem samochodu był już tu podnoszony i jest chyba najlepszym przykładem ale w sferze codziennych czynności nie potrafią zaakceptować, że przychodzimy do nich z prostą zwyczajną pomocą jaką ofiaruje się swoim bliskim. I tam, gdzie ta pomoc się pojawia starają się ją zawsze skomplikować. Ludzie, którzy pamiętają trudne czasy powojenne, czasy komuny, czasy kryzysu lat osiemdziesiątych teraz wręcz żądają, żeby dostarczyć im te konkretne bułki, chleb, szynkę i kiełbasę do koszyczka wielkanocnego. Nie potrafią zaufać, w sprawie zrobienia zwykłych zakupów, starają się podtrzymać swój autorytet rodzica, który zawsze wiedział lepiej na którym straganie ma kobita najlepsze jajka.

Na koniec nie potrafię się powstrzymać, jako osoba kompletnie areligijna, od prześmiewczego spostrzeżenia, że wszyscy są przecież zdeklarowanymi katolikami oglądającymi po trzy msze dziennie i że powinni z radością oczekiwać "spotkania z Panem" jak brzmi jedna z wyświechtanych kościelnych formuł. Tymczasem trwożliwie z różańcem w dłoni jakby z magicznym wytrychem starają się oszukać przeznaczenie czy wytargować od "opatrzności" jakiś dodatkowy czas.

Nie płaczcie nade mną, płaczcie raczej na sobą jak mówi klasyk Łk 23, 28-31 i nie pocieszajcie mnie. Cieszcie się rodzicami póki są sprawni i w dobrej kondycji psychofizycznej. Ja musiałem sobie zaserwować dwa piwa i wieczór z hejto, żeby trochę odreagować.

Fenomen2piorunów

Co do ostatniego akapitu. To jako osoba z tego samego teamu antyreligijnego jednak rozumiem strach przed śmiercią. Pomimo obietnicy dalszego życia, wierzący mają zawsze niepewność. To zupełnie naturalne, a wiara ma po prostu uspokoić emocje z tym związane. Sam kiedyś podchodziłem do tematu śmierci olewacko, bo to jak sen tłumaczyłem sobie. Ale czym człowiek starszy to pojawia się takie dziwne zaniepokojenie z tym związane.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Autorytet

w Hydepark

10piorunów

Kanały ze zwierzętami na Youtube to najgorsze co istnieje. Połowa z nich ma kontent oparty na filmach generowanych przez Ai co każdy z uważnym wzrokiem szybko zauważy, a druga połowa to kanały z krajów trzeciego świata gdzie te zwierzaki są często ofiarami nadużyć ze strony właścicieli i celowo umieszczane w niebezpiecznych sytuacjach by potem były ratowane przed kamerą. Ludzie na zachodzie którzy to oglądają i się wzruszają to banda wyjątkowo naiwnych i infantylnych ludzi którzy nakręcają to okrucieństwo.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Zawodowiec

w Dyskusje

2piorunów

5 sezon the boys to tylko symptom zupełnego olania tekstu źródłowego, co miewa sens jak się ma wizję, której nie było od dawna. Połowa sezonu 5 się wlecze bez celu, rzeczy się dzieją na ekranie, ale w żaden sposób nie wpływa to na zakończenie. To jest sezon zapychacz. Budżet był przepalony na wszystko tylko nie scenarzystów, a największym szkodnikiem był showrunner - Eric Kripke - który spartaczył już sezon 3 i 4, więc nie miałam nawet oczekiwań wobec serialu, na podobnej zasadzie jak wiedźmin po pierwszym sezonie. Wielka finałowa walka nic by nie zmieniła, bo wielkie walki są nudne.

Polecam film "ojciec" albo "Dwunastu gniewnych ludzi" które pokazują że samym dialogiem można stworzyć niesamowicie zajmujące filmy, nawet jeżeli zamknięte w jednym pokoju. Teraz z perspektywy się zastanawiam czy ten serial nie jest ofiarą halucynującej sztucznej inteligencji, bo to jest wstyd się podpisać pod tak kloacznym pisarstwem.

@Al-3_x

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Hydepark

4piorunów

Problemy z finałem The Boys

Ogólnie to jeszcze raz odnosząc się do zakończenia The Boys to problemów z finałem jest kilka. Po pierwsze zapowiadano na plakatach i zapowiedziach, że to będzie wielkie i epickie oraz niszczycielskie starcie. Biały dom miał zostać zniszczony, a siedziba Vought miała zostać zburzona. Miało być krwawo i brutalnie i co? I nic. Walka ograniczyła się do pokoju owalnego i trwała z jakieś kilka minut.

Drugi problem jest taki, że wiele postaci okazało się końcowo zbędnych w finale. Soldier Boy po tym gdy już dostarczył V1 Homelanderowi to wrócił do spania i w ostatnim odcinku nawet się nie pojawił. Marie która rzekomo miała mieć jakąś ważną role do odegrania ostatecznie jedynie pomogła przewieźć jakichś uciekinierów do Kanady. Nawet sam wirus okazał się być kompletnie zbędny i go nawet nie użyli w finałowej walce. Do tego Homelander został w praktyce pokonany siłą miłości, a Kimiko przed wystrzeleniem swojego promienia miała wizje jak Francuz do niej przemawia co było wyjątkowo tandetne. Zdecydowanie ostatni odcinek nie spełnił oczekiwań wielu fanów i w tym mnie. Czuje, że po tych kilku latach oglądania tego serialu zmarnowałem jedynie czas.

Poruszę jeszcze kwestie Sage która była pisana jako super genialna postać gdy w praktyce większość jej osiągnięć wynikała z tego, że wydarzenia magicznie działy się po jej myśli, a na końcu rzucała hasło, że wyszło zgodnie z planem. W piątym sezonie nie osiągnęła jednak zbyt wiele poza wyjściem na idiotkę po tym jak nie przewidziała oczywistego zwrotu akcji czyli oddania przez Soldier Boya V1 swojemu synowi. Straciła potem swoją superinteligencje i poszła do parku rozrywki więc jej wkład w pokonanie Homelandera w punkcie kulminacyjnym był żaden. Kolejna zmarnowana postać i przykład tego co się dzieje gdy geniusz w fikcji jest pisany przez miernych scenarzystów.

Moja końcowa ocena to mocne 3/10. Jest lepiej niż w przypadku 4 sezonu, ale zawód i tak jest większy bo to przecież ostatni sezon. To powinno być coś niezwykłego, a wyszło fatalnie. Mógłbym się doczepić do mnóstwa innych rzeczy, ale mam jednak lepsze rzeczy do roboty. Jak macie jednak podobne lub inne wrażenia związane z ostatnim odcinkiem to z chęcią o tym poczytam.

Fenomen1piorunów

niczym się ten serial nie różni od gniotów marvela czy innych superbohaterów, nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Hydepark

30piorunów

Ostatnio widziałem na taksie jakiegoś gościa, który wyglądał jak Jamajczyk typowy, druzsze włosy w nieładzie, ale jakie gęste, skóra ciemna, zadowolony i rozmawiał przez słuchawkę BT. Godzinę później widziałem takiego starego chyba Hindusa, kucał na balkonie i palił szluga.
Dziwnie tak, bo nigdy nie widziałem takich ludzi, tak wyglądających, mimo że z obcokrajowcami obcuję na codzień od paru lat. I nic nie mam personalnie do tych ludzi, ci to w ogóle wyglądali na sympatycznych. Ale to we mnie wzbudziło uczucie, że rzeczywiście migracja do Polski postępuje z różnych kierunków. Na świadomym poziomie mnie to nie wzruszyło, ale podświadomie zacząłem czuć lekką obawę i dyskomfort. W innym świecie się urodziłem i wychowałem i nagle w innym się obudziłem jakby. Teraz te obawa i dyskomfort zniknęły, ale wciąż, w innym świecie żyję niż się wychowałem. I to wzbudza we mnie niepokój. To nie tak, że nagle zacznę wyzywać ludzi od obcych, właściwie nic to nie zmieniło póki co. Jestem tylko ciekawy, w jakim świecie obudzę się za 3 lata. Mam nadzieję, że moje obawy wówczas nie wzrosną zanadto albo że będą przestrzelone. Okazjonalne nowinki, jakie do mnie docierają, wypaczają obraz świata, mimo że staram się "zachować spokój".

A poza tym to defekowałem dziś 3 razy, matko jedyna, nie pamiętam takiej sytuacji w moim życiu.

Fanatyk7piorunów

XD też się trochę zdziwiłem jak zobaczyłem, że we Włoszczowie, z której uciekłem, po latach pojawili się Hindusi. W 2007 roku była już jakaś czarna rodzinka. Ściąga ludzi do względnego dobrobytu i nie ma w tym nic dziwnego. Bylebyśmy się względnie dogadywali, a żaden polityk nie wykorzystał różnic we własnych celach. Wbrew pozorom ludzie na świecie są mniej więcej tacy sami.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fenomen

w Hydepark

7piorunów

Mam zaplanowane 3 rozmowy z Google. Praca dla nich w Irlandii. Moja obecna robota mnie wykańcza. Zaczęło się tak, że rekruter sam się do mnie odezwał, odmówiłem, potem przypomniałem mu się, pierwsza rozmowa na weryfikację języka ang i potem spotkanie przygotowujące do rekrutacji i następnie 3 etapy rekrutacji.

Nie przygotowałem się totalnie, a pierwsza rozmowa w poniedziałek. Bo wiecie co? Nie chcę jechać. 1,5 miesiąca temu odeszła moja ukochana babcia, byłem przy jej śmierci (nawet przenosiłem jej zwłoki), a przedwczoraj dowiedziałem się, że moja koleżanka (do której długi czas coś czułem i spędziłem z nią kawał pięknego czasu) ma podejrzenie guza mózgu. Do tego jeszcze sobie rozjebałem nogę w weekend i śmigam w ortezie i nie mogę trenować XD Kortyzol level 1000

No ale to nic. Chodzi o to, że ja bardzo chcę zmienić pracę, ale dochodzi do mnie, że te wszystkie kariery, praca, prestiże to są c⁎⁎ja warte. Ja mam pół domu rodzinnego i nie muszę się ścigać o hajs w życiu. Wystarczy spokojna praca z trochę lepszym sianem.

I teraz tak. Z jednej strony jestem bardzo ambitny i chcę rozwinąć skrzydła. Taka praca to jest mega boost. Z drugiej - mam tu przyjaciół i rodzinę, dodatkowo jestem singlem. I dla mnie ważniejsze jest ustabilizowane życie prywatne i tego mi najbardziej brakuje. Pracuję zdalnie, doskwiera mi samotność, choć każdy weekend to ze znajomymi spędzam, a w tygodniu trenuję dużo, to "czegoś wciąż mi brak". A najbardziej brakuje mi uczuć.

Emigracja to skazywanie się na przedłużanie życia samodzielnie. Dodatkowy stres, którego ostatnio mam ogrom. Dużo wziąłem na klatę, naprawdę. Z jednej strony mówię, że może wycofuję się ze strachu, a z drugiej zadaje sobie pytanie 'Ty, stary, serio chcesz jechać do Irlandii tylko dlatego, żeby przebujać się 2 lata i mieć wpis w cv i trochę więcej kasy?".

Raz w życiu wykonałem taki manewr pt "wyjazd dla pracy". Na 2 lata do dużego miasta. I bardzo brakowało mi po prostu życia. Życia takiego, które lubię, a nie życia pod pracę i ten mityczny rozwój. Jestem lokalsem, kocham lasy, jeziora, wsi, aktywny wypoczynek.

Nie wiem, serio. Bo rozum mówi jedź. A serce mówi zostań. A ja jak się kierowałem w życiu rozumem i logiką, a nie sercem, to zawsze wychodziłem stratny.

Dajcie dobrą radę.

Autorytet0piorunów

Jestem przekonany, że czytałem już ten post kilka tygodni temu albo coś już mi się na starość miesza.

Po pierwsze, bardzo mi przykro z powodu Twojej babci oraz koleżanki. Po drugie, trochę sam już dałeś sobie odpowiedź, ale żeby potem nie mieć w głowie, że przegapiłeś okazję, to spróbuj wyjechać. Jak Ci się nie spodoba, to wrócisz za 2-3 miesiące i poszukasz lokalnie, niczego nie stracisz.

No i najważniejsze, nie rób niczego na siłę jeśli nie musisz, bo jeśli Cię to przerasta, to porostu odpuść. Bo nie jest to warte Twoich nerwów.

Trzymaj się tam.

Kosmonauta1piorunów

@Lopez_ teraz masz kumpli z którymi spędzasz wolny czas w weekendy, po wyjeździe do roboty za granicę stracisz to. Będziesz jeszcze bardziej samotny. Nie wiem czemu rozum mówi ci żebyś jechał, jeżeli to tylko kwestia lepszej kasy i jakiegoś "prestiżu" to olej to. Co ci z prestiżu skoro cieszył nim będziesz się tylko ty, sam ze sobą? Co ci z lepszej kasy skoro część z niej pójdzie na droższe utrzymanie w nowym miejscu? Do tego chyba lepiej spędzić dzień samotnie w Polsce niż w pochmurnej, zimnej i wietrznej Irlandii z grzybem na ścianie przez wilgoć. Jak zarabiasz w Polsce przynajmniej przyzwoite pieniądze to wg mnie nie ma co gonić za karierą i zostawić dosłownie wszystko inne w tyle. I to nie jest pierdolenie starego dziada, mam dokładnie tyle samo lat co ty.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fenomen

w Hydepark

9piorunów

Opisywałem tu ostatnio moje prorocze sny. Albo dziwne sytuacje - sen o kims, kogo dawno nie widzialem, kto nagle na 2 dzien sie do mnie odezwał lub nagle się z tą osobą z jej inicjatywy spotkałem. Wywoływanie ludzi przez sen, śniące się sytuacje, które potem się wydarzyły. Moj dziadek tak miał. Poza tym miał niesamowitą intuicję i na tym w życiu płynął.

Pisałem też wielokrotnie o lasce w której się mega zauroczyłem lub nawet zakochałem i była ambiwalentna, lękowo-unikowa, ale z chemią też mimo tego.

Ostatnio śniło mi się, że zmarła tragicznie. Po⁎⁎⁎⁎ne.

Dziś dostałem info, że guz mózgu i chciała, żebym wiedział.

W sumie to nie wiem co mam myśleć. Tyle, że cudze huśtawki nastrojów, niepewność itd nie były znikąd. Ale nie wiem jak to na mnie teraz wpłynie. Nie chcę, by jej się coś stało, nie chcę też idealizować obrazu i do końca życia mieć jej w głowie - niezależnie czy wszystko skończy się dobrze czy nie.


Kosmonauta

w Hydepark

23piorunów

Ostatnio zastanawia mnie to, że moje całe życie kręci się wokół siłowni.

Przygotowywanie jedzenia, 5 treningów w tygodniu, czas na regenerację i praktycznie na nic więcej w tygodniu nie mam czasu. W weekendy zazwyczaj nie ćwiczę, ale też spędzam aktywnie - albo jakaś wycieczka, albo wycieczka rowerowa, albo inne aktywności.

Usłyszałem ostatnio, że całe swoje życie tracę na siłowni, ale odpowiedziałem, że raczej moje całe życie to siłownia. Nic innego zbytnio nie robię w tygodniu, ale zacząłem się nad tym zastanawiać głębiej - co robią osoby, które wcale nie ćwiczą i nie mają jako tako ustalonego systemu żywieniowego?
Praca - zakupy - losowe jedzenie, raczej mniej zdrowe, niż zdrowe i siedzenie przed telewizorem / komputerem / leżenie z telefonem.

Co jest właściwie stratą życia? Chyba na to odpowiedzi nie ma i chyba jej właściwie już nie szukam.

W trakcie pisania tego postu stwierdzam, że robię dobrze, bo jestem w tym wszystkim szczęśliwy.

Ale co innego właściwie robią ludzie po pracy?

Fanatyk5piorunów

@1312 odpowiem Ci na pytanie: np pracują całymi dniami xD

Jak zaczynasz o 6, kończysz o 18 to potem jedyne czego pragniesz to spanie. Ewentualnie szybki trening i spanie xD

Ale tak ogólnie to pamiętaj, że nic nie ma znaczenia - do czasu aż nikogo nie krzywdzisz - rób to co sprawia Ci przyjemność! 💪

Pokaż więcej komentarzy (16)

Autorytet

w Hydepark

3piorunów

Prawdę mówiąc wolałem jak sztuka Ai nie przypominała tak bardzo sztuki ludzkiej i miała swoją własną specyfikę i oryginalność. Niektóre twory Ai były wtedy autentycznie ciekawe i nieco przerażające.

Gruba ryba

w Hydepark

12piorunów

Mam właśnie jakąś wideokonferencję w robocie z ludźmi z IT na salce.

Zauważyłem bardzo ciekawy trend.

Połowa chłopów z pokaźnym bebzonem.

Druga połowa z wielkim bicem i generalnie fit czyli coś tam było ćwiczone i robiona była .

I prawie nic pośrodku xD

Bardzo to w sumie ciekawe.

Czyli wszystko albo nic xD

A jak u Was z formą? Czemu w IT jest taki kontrast? I skąd ta moda na siłkę w ostatnich latach?

I troszkę (nie bijcie)

Pokaż więcej komentarzy (26)

Fenomen

w Hydepark

4piorunów

K⁎⁎wa ale mnie męczy żyćko

Status - singiel
Praca - zdalna

Zakres obowiązków - samodzielny prospecting, samodzielne budowanie oferty, samodzielne ustalanie warunków, samodzielna obsługa
Siłownia po pracy - samodzielnie

1-2x w tyg wyjdę ze znajomymi, ale to jest % całego czasu w tygodniu

Jeszcze jak zrobię drobny remont mieszkania, to będę też w 100 % sam mieszkać, na razie u rodziców bo duży dom.

K⁎⁎wa wszystko sam. No chociaż chciałbym w tej robocie mieć jakiś przymus, zadania z góry przydzielone, cokolwiek. Chciałbym się czuć, że coś nadaje sens, nie tylko ja sam muszę się go doszukiwać i wymyślać co robić samodzielnie.

Żyję jak piwniczak xD Już nie mam motywacji nic robić, męczy mnie to strasznie, a nie ma innej pracy na rynku. Czuję się społecznie wyizolowany gorzej jak w COVIDZIE.

Praca ustala mi styl życia. Nienawidzę jej, od 3 miesięcy robię wszystko by ja zmienić i się nie udaje xd

Gruba ryba

w Hydepark

9piorunów

Usłyszałem dzisiaj o ciekawej teorii, którą nazywa się Zasadą Petera, o tym, że pracownicy awansują, dopóki nie dotrą do stanowiska, które przerasta ich kompetencje.

Przez to prawdopodobnie wiele firm, korporacji czy nawet urzędów może być zarządzanych przez niekompetentnych ludzi. Jeśli w dodatku zdają sobie z tego sprawę, to najczęściej są nieszczęśliwi, może też sfrustrowani.

Coś w tym w sumie jest. Świetnie się czułem jako przydupas kobiety, która była głównym logistykiem w firmie. Po dwóch miesiącach, kiedy to ja zupełnym przypadkiem zostałem głównym logistykiem, nowa rola mnie przerosła.

Podobnie myślę o mojej obecnej kierowniczce. Może i była świetnym kierownikiem sali, ale moim zdaniem kiepsko radzi sobie jako kierownik całego sklepu. Tak podejrzewam, że właśnie to było powodem, dlaczego niedawno poszła na chorobowe czy coś podobnego - nie zarządza już sklepem i nie wiadomo kiedy wróci.

Fenomen5piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk Zasada ta jest mocnym uproszczeniem oraz w pewnym sensie truizmem jezeli spojrzymy na to z pewnej perspektywy.
Kazdy awans wiaze sie z tym ze wchodzimy w role, w ktorej jestesmy nowi. Nikt nie rodzi sie kierownikiem czy menadzerem. To stwierdzenie, jest wiec prawdziwe zawsze kiedy osoba przejmuje nowe stanowisko. Potem zaczyna sie doksztalcac, rozwijac i zmieniac swoje podejscie. Po latach to stwierdzenie jest wiec prawdziwe czasami, kiedy dana osoba nie moze dalej rozwijac swoich kompetencji wymaganych wyzej. Sa osoby, ktorym zdobycie kompetencji potrzebnych do dalszego piecia w gore zajmie miesiace, lata a czasami ten czas nigdy nie nastapi. Stwierdzenie jest wiec prawdziwe tylko dla tych ostatnich.

To zdanie moznaby wieszac nad lozkiem, kiedy czlowiek by sie nie rozwijal i oczekiwal ze bedzie klepal to samo a awanse beda przychodzic same. Kazdy z nas jest jednak wiekszym ogarem niz kiedy bylismy swiezo po maturze. W tym kontekscie, 'kompetencje' to cos plynnego, co sie zdobywa i nad czym sie pracuje. W takich okolicznosciach, wychodzi ze to kolejna chlopska mysl, chlopskiego rozumu. Jest w tym ziarnko prawdy ale przez uproszczenie duzo ludzie zle rozumie te zasade.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Autorytet

w Hydepark

80piorunów

Co jakiś czas dostaję prosto w mordę przykładem w jak różnych czasach wychowywałem się ja (lata 90) a wychowują się i będą wychowywać moje dzieci.
Jedziemy wczoraj autem do babci. Młody lvl. 5:
- Mama, ile jest drzew na świecie?
- Nie mam pojęcia
- To zapytaj asystenta

xD

Oczywiście po kilku sekundach już można było usłyszeć odpowiedź. Młody dalej pytał o liczbę różnych rzeczy na świecie, a asystent cierpliwie odpowiadał.
Już nawet nie chodzi jak łatwy jest obecnie dostęp do wiedzy w porównaniu do lat 90. Ale jak szybko nowa technologia staje się czymś naturalnym dla takiego dziecka.

GURU7piorunów

Nowa technologia,asystenci ai sa spoko,ale dalej- to tylko ASYSTENT,ktory ma wspomoc,a nie zastapic wszystko- dlatego trzeba wszystko dalej weryfikowac.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Autorytet

w Hydepark

43piorunów

Napisze swoje przemyślenia z najnowszych obserwacji osiedlowo-społecznych. To będzie coś, co niektórzy uznają za kontrowersyjne. Bo teoretycznie gówno mnie to powinno mnie obchodzić, a jednak mnie to oburza.

Moje osiedle zamieniło się w jedno wielkie targowisko, gdzie handlarzami są dzieci.

Pod sklepami siedzą godzinami z tymi swoimi lemoniadami, na placach zabaw wysiadują z różnymi koralikami oferując innym dzieciom (i ich rodzicom) bransoletki.

I teraz napisze grubymi, żeby nie umknęło. Nie oburza mnie fakt, że te dzieciaki mi przeszkadzają. Oburza mnie, że dzisiejszy świat jest tak do szpiku kości materialny, że nawet dzieciaki zamiast beztrosko się bawić, spędzać fajnie czas, wysiadują pod sklepami lub w innych miejscach i handlują.

Dlaczego tak robią? Bo są nauczone, że pieniądze są ważne. Że "trzeba zarobić żeby mieć". Teoretycznie to szlachetne zasady, ale to nie jest tak, że można ich się nauczyć nic nie tracąc. Wręcz przeciwnie - priorytetyzujemy w życiu dzieci pieniądze są w tym samym worku co relacje międzyludzkie, nauka i inne wartości, którymi wychowujemy dzieci.

Jedni być może uznają, że to OK, dla mnie to nie jest OK. Ale to być może wynika z jakiegoś spaczenia, albo boomerstwa, że pieniądze nie są neutralne. Że są złe albo dobre. I że jeżeli przesiadujesz cały dzień na placu zabaw albo pod sklepem po to by coś sprzedać, to jednocześnie tracisz coś bardziej wartościowego.

Jestem ciekaw co wy myślicie na ten temat.

Tytan2piorunów

@tosiu Już powie sto lat temu Fromm się nad tym zastanawiam w "Mieć czy być" i zauważył tendencje społeczeństwa do podążania w stronę materializmu. Nie widzę nic złego w uczeniu dzieci zaradności i pracy, ale może rzeczywiście coraz częściej sprowadzamy wszystko do gromadzenia pieniędzy na koncie.

Wirtuoz2piorunów

@tosiu za gówniaka próbowałem się bawić w sprzedawanie lemoniad, gazetek, noszenie kartonów do skupu. To jest zabawa. Zabawa która uczy że praca jest ciężka. A potem wraca jednak entuzjazm robienia innych rzeczy. Dzieciaki niech się bawią, zobaczą co to jest konkurencja. Nie chodzi o pieniądze. To taki etap. Przejdzie im szybko.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Lider

w Hydepark

64piorunów

@madhouze wlasnie dlatego kazdy normalny czlowiek, chce byc poza domem jak najmniej. Dzisiaj moj bobas obchodzi czwarte urodziny, a ja jestem 8000km na jakiejs zapyziales wyspie.

Rzycie jest nobelom.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Wykop

6piorunów

Ja w odróżnieniu do większości z was nadal siedze na wykopie i widząc co dzieje się z tym portalem od jakiegoś już czasu nachodzi mnie myśl że pewnego dnia po prostu przeszedł do Białka pewien jegomość z walizką i pewną propozycją.
I gdy Białek ujrzał walizkę zapełnioną akcjami Dino, to jako Polak, prawdziwy patriota po prostu musiał przyjąć tą ofertę.
Od tego czasu Białek robi za figuranta a portal zapełnia się kolejnymi userami "z misją" i powoli upada, bo widząc co się dzieje prawdziwe Mirki logują sie tu coraz rzadziej.

https://www.youtube.com/watch?v=PEORpjVNJQk

Trochę heheszki, ale wiecie o co chodzi. I to może być nawet

Gruba ryba4piorunów

@4pietrowydrapaczchmur hejto to nie grozi. Nasze towarzystwo nie da się przekupić pieniędzmi, bo się na nich nie zna i nie wie co to. Naszych da się podejść suplementami i zapasami leków dla starych ludzi, a wtedy nasi odżyją i zaczną działać przy portalu!

Gruba ryba0piorunów

Najlepsze jest to (przynajmniej dla was) ze ten portal naprawdę upada. I mam na to dowód.

Ten sam wpis jest na wykopie wstawiony w tym samym czasie. I był też wczoraj. Oba wpisy zdobyły łącznie... no zgadnijcie ile plusów.

Zero. Komentarzy tyle samo. Tag truestory ma 876 obserwujących, przemyślenia 3800, wykop 91.600. Treśc wpisu jest w zasadzie "pod publikę" i wpis powinien stać sie wręcz wiralem z masą komentów dotyczących Białka, moderacji i ostatnich afer.

Tam naprawdę ruch robią przede wszystkim boty i agenci wpływu na potężnej ilości multikont.

Prawdziwych i czynnych userów jest naprawdę mało, a żeby nie byli jeszcze leniwi i zaplusowali coś czasem to juz wogóle ciężko.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Dyskusje

26piorunów

Mam jakąś dziwną wenę pisarską to piszę :D

Na studiach miałem takie niełatwe laborki z podstaw teorii pola elektromagnetycznego. W skrócie mówiliśmy po prostu magnesy.


Z wszystkich kartkówek z magnesów miałem cząstkowe oceny 4 i 4,5
Z wszystkich sprawozdań 4 i 5
Warunkiem zaliczenia byly pozytywne oceny z wszystkich wejsciowek i sprawozdan.

Z ostatniego sprawozdania dostałem 2 a ja strzelilem karpia why. Psorek rzucił coś w stylu 'Przeciez pan nie rozumie podstaw magnesow, te wyniki to pan z kosmosu ma' - Patrzyl na moja tabele z wynikami w ktorej byly wyniki liczone z potrójnej całki (gradient słabnięcia pola magnetycznego w przestrzeni). Doslownie patrzyl se na moje pomiary i wyniki i twierdzil ze w glowie policzyl ze jest zle.
Pamietam jak dzis ze zrobilem 17 wersji tego sprawozdania i za kazdym razem mowil ze nie umiem liczyc. Kumple ktorzy dostali 5 z tego sprawozdania liczyli ze mna i potwierdzali ze wszystko sie zgadza. Napisalismy skrypt w matlabie ktory liczy tą jeb*ną całkę i skrypt potwierdzil nasze liczenie 'na piechote'.
Przy ostatniej próbie jak mnie znowu zgnoil zapytalem go wprost: "Panie doktorze ja nie chce sie ślizgnąć na farta przez Pana laborki, mam średnią 4,5 z wejsciowek i sprawozdań, Pan twierdzi ze nie umiem liczyc, ja sie chetnie doszkole i moze Pan jako grono dydaktyczne moglby mi wyjasnic gdzie w tym jednym jedynym miejscu popelniam blad tak bym mogl sie czegos nauczyc i bysmy mogli zaliczyc mi przedmiot i ruszyc dalej?" Odpowidzial:

* Moglbym ale wtedy nie mialbym satysfakcji z uwalenia Pana....

Kopara mi opadła. Przy 18 podejsciu zaniosłem sprawozdanie w wersji 1.0 - te które mu oddałem za pierwszym razem. I co powiedzial?

* "No!!!! Teraz dobrze!! W koncu!!!"

No ja pie*dole


Fenomen2piorunów

@notak To bardzo wartosciowa lekcja. P

Jako wieloletni pracownik co prawda innej branży niestety powiem Ci, ze tak wyglada praca zawodowa automatyka xD

Hej nie wazne, nad tobą jest syn prezesa i on nie umie całek, ale jest źle, bo on nie ma satysfakcji z pokazania sie przed starym.

Powodzenia w życiu.

Kosmonauta5piorunów

@notak rozumiem ciebie. Przechodziłem przez trochę podobną sytuację. Co prawda doktorek nie chciał mnie uwalić, ale powpisywał nam losowe oceny z projektów końcowych. Nieważne że cały semestr się wykazywałem i każdy wiedział że mam wiedzę - dostałem 3.0. Po skonsultowaniu się z kolegami okazało się że taki który też się do tego przyłożył też dostał 3.0, a ci co zrobili to byle jak zostali nawet 5.0. Na prośby moje i kumpla o ponowne przeanalizowanie naszych projektów reagował agresją i twierdził że robi nam łaskę dając 3.0 bo nasze prace nadają się na 2.0. Myślałem nad egzaminem komisyjnym ale odpuściłem żeby się menda nie mściła.

Rozumiem ciebie bo wiem jak się mogłeś czuć w tej sytuacji. Domyślam się że przez wiele dni mogłeś czuć zrezygnowanie. Są to bardzo przykre sytuacje, kiedy wiemy że zrobiliśmy coś bardzo dobrze i bezbłędnie a ktoś nam wmawia coś zupełnie innego. Natomiast pamiętam jedną sytuację, jednego nauczyciela który mnie pozytywnie zaskoczył. Był to jakiś przedmiot okołochemiczny i u pana profesora miałem z kolokwiów trzy 5.0, a niestety z ostatniego kolokwium dostałem 2.0 przez kompletne nieprzygotowanie bo byłem wtedy niestety chory. Byłem pewien że na koniec z ćwiczeń dostanę 4.0, może 4.5. Pan profesor spojrzał na moje oceny i powiedział, że co prawda widzi że ostatnio mi się nie powiodło, ale wg niego wcześniejsze piątki przeważają tę dwóję, wpisał mi na koniec 5.0 i pochwalił moją wiedzę.

Potrzebujemy dobrych nauczycieli, nie zawistnych, którzy starają się uwalić studenta by mieć satysfakcję, bo może student w pewnym zakresie tematów posiada wiedzę większą od doktorka...

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Dyskusje

40piorunów

Historia @mannoroth przypomniala mi czasy gimnazjum gdzie faktycznie każda jedna nauczycielka i sprzątaczka chciała być absolutną dominą.
Agresją i krzykiem zagłuszać dialog, wydzierać się na nas od gówniarzy. Nie ważne jak by się myliły nie dały do słowa dojść.
Ale ten jeden raz, jak Edyta, stanąłem w obronie kumpla i... udało się :smiley: Co prawda nie było tyle dramaturgii ale wciąż.

Była to lekcja biologii lub jak woleliśmy zwać... siwologii. Siwa bowiem chyba była matką Geralta z Rivii. Epicko siwe włosy i tylko jeden kolor garderoby, tak zgadliście jaki. Wiek też by wskazywał, że kroczy między nami od około XII wieku.
Jakby wpadła w hałde popiołu to nikt nigdy by jej nie odnalazł.

Ostatni sprawdzian w semestrze, kumpel walczył o czerwony pasek, miał obiecany od rodziców nowiutki pachnący PC więc motywacja sroga. Od tego sprawdzianu z siwologii zależały więc setki godzin ogranych w GTA Vice City i Gothica II.

Piotrek był dobrze wyuczony, przygotowany na blachę, jak dostał pytania to już widziałem ten unoszący się kącik ust. Siwa musiała usłyszeć, że ta ocena to być albo nie być dla Piotrka.

Jakieś 30 minut później Piotrek powiedział na głos "Skończyłem" chcąc oddać prace. Siwa wyczuwając, że jej medalion drży wytyczyła swoje destrukcyjne zachowanie
- Piotrek, za przeszkadzanie klasie w trakcie sprawdzianu dostajesz jedynke!!!
- Co, ale jak?
- CICHO JUZ BĄDŹ, BEZ DYSKUSJI!!!!!

Po czym wyrwała jego kartkę i obserwowała konsternację na pryszczatych twarzach całej klasy.

To na Piotrka spadło niczym piorun, cały we łzach, cicho łkał. Marzenia o szukaniu Oka Innosa roztrzaskały się niczym ściśnięta za cienki koniec Łza księcia Ruperta. Siedziałem obok niego i czułem ten ból. Cała klasa w milczeniu próbowała dokończyć sprawdziany i nie wychylać głowy w obawie o swoje oceny. Dla Piotrka to musiało być najgorsze 15 minut życia.


W swojej głowie zrodziłem jednak sprytny plan. Gdy już były ostatnie 3 minuty do końca i siwa zebrała prace podszedłem do niej i zapytałem czy mogę coś ogłosić dla klasy. Widocznie trafiłem idealny moment bo szeleszcący papier sprawił że nie poczuła drgań medalionu i się zgodziła.

Powiedziałem głośno i wyraźnie
- Ten komu Piotrek przeszkadzał w trakcie sprawdzianu niech podniesie rękę.

Oczywiście nikt nie podniósł. Świat na chwilę zamarł. Reakcja klasy spowodowała, że jej napływ endorfin z ujebania Piotrka został wstrzymany jak loty w 9/11. Dziewczyny szybko zareagowały, że trzeba jednym głosem stanąć za Piotrkiem.

To był ten jeden jedyny raz w moim życiu gdy ujrzałem świętego gralla - Przyznanie się nauczycielki do błędu. Wycofała swoją jedynkę dla Piotrka a Khorinis zyskało kolejnego bohatera do walki ze smokami. Cieszyliśmy się później razem ze wszystkiego, z Piotrka paska, z tego że to ostatni sprawdzian, z końca semestru, wakacji i pięknej wisieńki na torcie w postaci utarcia nosa naszej "złośliwczyni".

Lider6piorunów

@notak po⁎⁎⁎⁎ne raszple be like. My w szkole średniej mieliśmy taką babę z matmy- niesamowite suczydło, które wszędzie musiało się do czegoś do⁎⁎⁎ać i pokazać kto tu rządzi. Nas co prawda nie uczyła, ale nie tak się raz zdarzyło, że "nasza" matematyczka musiała wziąć wolne i w zastępstwie dostaliśmy babsztyla, który sobie wymyślił, że będzie brać ludzi do tablicy i kazać im rozwiązywać zadania, które ewidentnie były tymi "z gwiazdką". No i tak sobie brała po kolei i ewidentnie odczuwała przyjemność z tego, że mogła sobie pojebać, że mało kto potrafił to rozwiązać... i tak przyszła pora na mnie xD Problem polegał na tym, że ze mnie sobie nie pojebała, bo ja przez cały wcześniejszy rok chodziłem na takie niezobowiązujące kółko matematyczne, gdzie "nasza" nauczycielka każdego chętnego przygotowywała z materiału na studia, więc te zadania dla mnie to w sumie była zabawa. No i zacząłem rozwiązywać. I tak rozwiązywałem, torba chyba się pokapowała, że ze mną tak łatwo nie pójdzie, to sobie zaczęła wymyślać. Że mam stać przodem do klasy... i jednocześnie rozwiązywać zadanie. I mieć chyba głowę zwróconą w 2 kierunki na raz czy ki c⁎⁎j. A jak zobaczyła, że mam ten wymysł w d⁎⁎ie i zaraz skończę zadanie... to powiedziała, że mam robić "tak jak jest w podręczniku" i tłumaczyć wszystkim co robię. No a ja w tym momencie jej prosto w twarz wypaliłem, że ja tu jestem od rozwiązywania zadania, a nie uczenia innych pod jakiś 1 wymyślony sposób i babie chyba się matrix zaczął restartować xD

Pokaż więcej komentarzy (10)