Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

AdelbertVonBimbersteinLider

Dołączył/a:

  • 2805 wpisów
  • 27320 komentarzy
  • 17 obserwujących

GURU

w Bieganie

65piorunów

Wizz Air Warsaw Praski Night Half Marathon

No to tak. Od paru edycji obserwowałam ten bieg i postanowiłam, że w tym roku go przebiegnę, bo po prostu podobała mi się impreza. Zgadaliśmy się ze znajomymi na szybki wypad do WWA gdzie każdy z nas pobiegnie po swoje i przy okazji miło spędzimy weekend.

Jakie było moje założenie wobec tego biegu? Test formy, start typu „B”. Sprawdzić, gdzie teraz jestem i nad czym mogę popracować na kolejne półmaratony, które biegnę w sezonie jesiennym. Nie ukrywam, nastawiałam się na życiówkę (czyli poprawę mojego wyniku z przed roku, 01:31:33). Cichym marzeniem było złamanie 1:30. Forma ostatnimi tygodniami rosła, czułam się świetnie.

Start półmaratonu zaplanowany był na 20:30.

Prognoza pogody zapowiadała się conajmniej koneserska. Mocne porywy wiatru i przelotne burze. Lekki stresik był, ale nie ma co - każdy uczestnik ma taką samą pogodę, jesteśmy w tym razem.

O 20:00 poleciałam się rozgrzać, przetruchtałam koło 2 kilometrów, w tym kilka przyspieszeń do docelowego tempa. Niestety nie czułam aby jelita się pobudziły ale i tak poszłam w kolejkę do toi toia. Kartofelki odcedzone, brak symptomów aby murzyn piłował kraty - dobra, to czas polecieć się do swojej strefy startowej. Przyjmuję żel izotoniczny. Ustawiam się w pobliżu zajączka na 01:30:00. Postanowiłam, że zaryzykuję i polecę z nim.

Odliczanie. Strzał. Startujemy.

Pierwszy kilometr, to jest walka z tłumem biegaczy. Uwaga, by nie dostać z łokcia, nie wpaść na czyjeś nogi, wyminąć sprawnie osobę przed Tobą która startuje z wolniejszym tempem niż Ty czy nie zostać zepchniętym. Do tego jeszcze starasz się wyczuć tempo które sobie założyłeś. Powiedzmy, że mała walka o przetrwanie w tłumie.

Doganiam zająca. Staram się utrzymać pozycję nie na początku grupy, nie na końcu, a w środku. Tak aby być osłonięta przed powietrzem.

Mija pierwszy kilometr, drugi. Staram się łapać „luz”. Jest spoko, ale czuję, że, no dosyć żwawo. Tempo 4:12.

Kilometr trzeci, pierwsza stacja nawadniania. Łapię od wolontariusza kubeczek z wodą, wylewam połowę, robię dziubek i sprawnie wlewam sobie do buzi zimny łuk wody. Przy okazji uważam na kroki, bo cały odcinek jest pełen wyrzuconych kubeczków, czego nie lubię. Zawsze odbiegam na bok i rzucam kubeczek „obok” trasy, tam gdzie biegacze nie tuptają. Tym razem również tak zrobiłam.

Wracam do pacera. Wiem, że teraz lecimy ciągle prosto, aż do nawrotki na 8 kilometrze. Wiem, że będzie mi się to „ciągnęło” mentalnie. Mija 4, 5 kilometr. Cholera, czuję, że minimalnie przekraczam granicę. Czuję charakterystyczny ciężar na brzuchu, w momencie kiedy przekraczam swój próg. Mijamy 6 kilometr i decyduję minimalnie zluzować tempo. To jest również czas na przyjęcie żelu. Pacer zaczyna mi z grupą pomalutku odjeżdżać, a ja zaczynam się trzymać tempa bliżej 4:20. Jest i wyczekiwany przeze mnie kilometr 8 oraz nawrotka. Wyczuwam, że jest widmo kolki na wątrobie. Luz luz luz, potrzebuję więcej luzu.

I wtedy pojawia się on - krecik zaczyna pukać w taborecik.

No to za⁎⁎⁎⁎ście. Jedziemy z tym. Czyli trzeba jeszcze więcej luzu jeśli nie chcę doświadczyć afery fekalnej. Kojarzę, że w okolicach 14 kilometra powinien być toi toi. Zaczynamy wielkie odliczanie do niego. Do tego kilometra, udaje mi się trzymać tempo w okolicach 4:25.
Dłuży mi się ten odcinek. Ale w końcu, na ulicy Francuskiej jest dużo większy doping, który mentalnie bardzo pomaga wytrwać pół kryzys.

Jest, widzę go! Decyzja, zatrzymuję się na nim czy ryzykuję i lece dalej?
Rozum vs Determinacja.
Wygrał Rozum. Dobra, bezpieczniej będzie zrobić ten taktyczny pit stop. „Zjadł” mi on około 50 sekund, bo po wybiegnięciu zaraz Garmin wypikał mi kilometr zrobiony w 5:17.

I to była bardzo dobra decyzja. Od razu poczułam się lepiej. Co prawda, nie wróciłam do tempa z początku, ale była werwa i chęć walki. Jak czułam że robi się ciężej, minimalnie zwalniałam i szukałam luzu. Jak był luz, starałam się wyprzedzać ludzi z przodu.

Na 18 kilometrze, zobaczyłam twarze moich znajomych jak mi kibicowali, dało mi to chwilowego boosta. Zaraz po tym, zaczął się podbieg na wiadukt. Nogi były już tak zmęczone, że czułam jak mi się plączą pod sobą na nierównościach asfaltu. Na tym odcinku mijałam sporo zawodników, których profil chwilowo pokonał gdyż maszerowali. Po dłuższej chwili zarządzania zmęczeniem i wytężonego skupienia jak nigdy - skręciliśmy w zbieg. Nareszcie, chwila luzu i możliwości przyspieszenia. Już kręciliśmy się pod Stadionem Narodowym, było słychać w oddali imprezę z mety. Kolejny chwilowy boost, gdy wiesz że zbliżasz się do końca bo niemalże go widzisz(słyszysz). Udaje mi się mijać kolejne osoby. Po 19 kilometrze, jest kolejny punkt odżywczy z wodą. Nie korzystam, jestem już zbyt blisko końca. Jeszcze jedna nawrotka. I kolejna. Okej jeszcze tylko 2 kilometry. Jeszcze tylko jedna mila. Jeszcze tylko półtorej kilometra. Jeszcze tylko około 6 minut. Odliczanie do końca. Dystans malał, ból rósł. Dobra, wchodzę w zakręt do mety. Ostatnie 200 metrów do mety. Jedziemy ile fabryka dała. Ostatnie przyspieszenie. Z serducha.

Przekraczam linię mety.
Wynik netto 01:32:23.
Średnie tempo biegu: 4:23 min/km

Od razu przechodzę na bok, łapię się za barierki, spuszczam głowę i dochodzę do siebie przez minutę. I cieszę się, że mam to za sobą. Po chwili, idę odebrać medal, zabrać fanty z strefy finishera (woda, izo, banan i jakieś ciastka zbożowe). Czas poszukać mojego lovely @scorp

Półmaraton Praski przeszedł do historii.
Czy polecam imprezę? Jak najbardziej. Jest całkiem z pompą zrobiona, miasteczko biegacza bardzo duże, adidas dużo kasy tam wrzuca widać.
Trasa taka średnia w mojej opinii, prawie połowa bez kibiców i w większości „prosta” czyli biegniesz daleko przed siebie.
Biegaczy bardzo dużo, na połówce wystartowało chyba ponad 10k uczestników. Jeśli lubisz duże biegi, to ta impreza jest jak najbardziej warta uwagi.

Wynik który uzyskałam, jest moim drugim najlepszym czasem na półmaratonie jaki kiedykolwiek uzyskałam. Ciekawe, czy gdyby nie pauza w toi toiu - to czy nie byłoby jednak PR. 😃 Ostatecznie pogoda nie była taka okropna jak się zapowiadało. Z burzy nic nie było, raz przez chwilę pokropiło. Ale wiatr dawał czasem konkretnie na twarz, to przyznaję.

Wiem, nas czym teraz treningowo muszę się skupić. Dłuższe treningi tempowe. Większa wytrzymałość podprogowa. Nad tym będę pracować w najbliższych tygodniach.

Czy jestem zadowolona z biegu? Tak.
Czy mogło mi pójść lepiej? Uważam, że tak.

Nie każdy bieg czy inne wydarzenie sportowe musi kończyć się życiówką, alertem PR i fajnym wpisem na stravie. Tak wygląda życie. Wyciągam wnioski i lecę dalej.

Gruba ryba1piorunów

Gratki!

Za każdym razem masz takie przeboje z brzuchem? Ja bym chyba oszalał, bo mam nawet (tfu, tfu!) wbudowany feature, że w ogóle mi się nie chce. Tak, gdy robię 500+ też najczęściej obywa się bez posiedzenia. Ogólnie od kiedy jeżdżę, może z 5x musiałem pogonić na dwójkę.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Hydepark

10piorunów

Przedwyjazdowa depresja mnie chyba gniecie.

* Zjedzone: 3 350 kcal

* Spalone: 3 550 kcal

* Kroki: 18 500

* Bieg: 10.2 km

* Spacer: 2 km

Byłem na grzybach. Zrobiłem z nich sos do polędwicy.

Wczoraj już po podsumowaniu stwierdziłem, że wrzucam kalorii do oporu aż się nasycę... i nie miałem czego zjeść. xD Wpadły jakieś 4 pralinki i odrobina płatków-może z 500 kcal. Po prostu u mnie w domu nie ma słodyczy i przekąsek.

Waga stabilne 82.4 kg bez uwzględnienia standardowych odchyleń (od 81.2kg do 83.5kg).

Mam jakieś poczucie... zmarnowanego czasu. Nie wiem czemu.

Ogólnie czuć jesień.

Fenomen1piorunów

@AdelbertVonBimberstein największa wada bycia człowiekiem myślącym (a niewielu takich jest), to właśnie o ironio, myślenie. Overthinking, melancholia, nostalgia, poczucie przemijania, ciągła analiza, wyrzuty sumienia... Mózg potrafi robić niezłe pętle, nawet jak chcesz mu przetłumaczyć, że pi⁎⁎⁎⁎li głupoty. Niezależnie jak się zracjonalizuje, jesienna chandra musi być :confused:

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Hydepark

13piorunów

Babcia podejrzewa,ze jestem "cieply"- bo nie interesuje sie kobietami( ciekawe kiedy mam to robic xd) oraz za duzo czasu spedzam z dzieckiem co jest PODEJRZANE.

Jak zyc

Fanatyk1piorunów

A do kościoła chodzisz? :stuck_out_tongue_winking_eye:

za duzo czasu spedzam z dzieckiem

No jak ze swoim to git, ale wtedy czemu miałaby podejrzewać ciepłość?

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Hydepark

17piorunów

Siema Tomeczki, idę jutro w góry i szukam jakiejś trasy na 5-7h łażenia, max 8 w dwie strony. Chciałabym ładnych widoczków. Mysle o trasie z palenicy przez dolinę 5 stawów I morskie oko do palenicy ale normalnie nie chodzę po górach i nie wiem czy 22+km to mądry pomysł jak na rozgrzewkę.
Na codzień truptam po te 18-26k kroków dziennie, na Turbacz wejdę spokojnie. Szukam czegoś fajnego ale żeby się nie zabic xD

Poradzi ktoś coś?

@Zielczan Wołam Cię ;>

Fanatyk7piorunów

@hatti-vatti spoko trasa, ale trudno powiedzieć, żeby była bardzo widokowa, bo w sumie ciągle dolinami potoków. D5SP jest ładne (aczkolwiek ja nie jestem jakimś wielkim fanem :D). Jak chcesz w tej trasie coś zobaczyć to zmodyfikuj ją trochę i idź od Wierchporońca na Rusinową i stamtąd zejdź do czerwonego szlaku (możesz ewentualnie jeszcze pojsc na Gęsią Szyję). Na Rusinowej jest super panorama.

https://mapy.com/s/cekocopuju

Z racji, że jest wrzesień to ja proponuję wejść na Kasprola i na Czerwone Wierchy(chociaż pewnie są jeszcze zielone), ale jest sporo więcej przewyższenia. Wierchy są fajne i przyjemne widokowo. Możesz podjechać kolejką (chociaż pewnie są kolejki hehe) i ominąć najnudniejszy fragment czyli po zielonym na Kasprola.

https://mapy.com/s/jekejahafa

Ewentualnie ta trasa, nie jest widokowa w górę, ale dużo stawów zobaczysz i Dolinę Gąsienicową + Czarny Staw Gąsienicowy, który ja wolę od MOka akurat.

https://mapy.com/s/marofujoke

Pedestrian route: Łysa Polana, Brzegi, Tatra County, Poland ⇒ Droga Oswalda Balzera, Brzegi, Tatra County, Poland • Mapy.comThe Mapy.com Route Planner can plan any trip by car, bus, train, public transport, bike, or on foot. Give it a try.Mapy.com
Pokaż więcej komentarzy (15)

Fenomen

w Dyskusje

39piorunów

Jest taka jedna gra, której nie przejdę raczej więcej, zrobiłem to 3 razy, ostatni 5 lat temu. Jednak jest to chyba jedyna pozycja w jaką grałem, o której bym powiedział, że bez niej byłbym innym człowiekiem.

Cała reszta to rozrywka. Ale to jaki ładunek emocjonalno-filozoficzny wywarł na mnie Planescape Torment, jest wprost niewiarygodny.

Co może zmienić naturę człowieka?

To pytanie, na które odpowiedź będziemy poszukiwać całą grę. Nie można spojlerować.

Gdyby ktoś mógł zagrać tylko w jedną grę w życiu, to bym powiedział, żeby to była ta. Nie jest najlepsza. Rozgrywka już na tamte lata była toporna, bo to silnik starego Baldura. Jest lekko odnowiona wersja, więc może być łatwiej. Niemniej to co ze sobą gra niesie, to z czym się zostaje i jak się jest emocjonalnie wypruty po zakończeniu, to głowa mała. Zwłaszcza, że dopiero po nim - pojawia się sterta dręczących pytań. Nie mówiąc już o tym, że można przejść na kilka zakończeń. Aż trudno bez zdradzania zachęcać, bo każdy fragment może za wiele sugerować.

A Deionarra i rozmowy z nią krążą mi w głowie jak cierń. Bo... i musiałbym spojlerować, więc - bo co może zmienić naturę człowieka?

Jesienno-zimowe czasy za pasem. Kto nie grał, niech odpala. Kto lubi książki - niech zagra. Bo to nie jest Fifa, to nawet nie Baldury. To głównie jebitna wielka książka. Czytania jest mnóstwo, historii jest mnóstwo, ale grania rpgowego też.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Autorytet

w Depresja

19piorunów

Panie i Panowie ze - nie chcę deprymować Was, ale jeżeli jednocześnie się odchudzacie i jecie słodycze, pizzę czy kebaby - to nic z tego nie będzie.

Brzmi jak trywialna prawda. Ale zastanówcie się dlaczego to robicie. Otóż zna odpowiedzi na te pytania.

Otóż jedzenie tego typu rzeczy jest związane z regulowaniem emocji. Np. lęków wywołanych przewlekłym stresem.

Mechanizm jest taki: przewlekły stres powoduje u mnie wewnętrzne lęki. Żeby to odreagować jem 500 ml lodów. Czuję ulgę. Stres jest przewlekły, więc znów daje o sobie znać...

Odchudzanie jest procesem będącym konsekwencją określonych zachowań żywieniowych, a nie celem samym w sobie. Cel sam w sobie to określone, stałe zachowania żywieniowe oraz stałe zaprzestanie szkodliwych zachowań żywieniowych.

Żeby ten cel osiągnąć, należy wykonać najpierw pracę z psychologiem, by nie odreagowywać lęków kompulsywnym jedzeniem, tylko inaczej radzić sobie ze stresem. W sposób pozytywny.

Z fartem!

Gruba ryba7piorunów

@tosiu pfff. Można spokojnie chudnąć w stresie jedząc jak swinia. Wystarczy by stres był silny na tyle by Cię szybciej zżerał niż Ty go zajadał.

Been, there, done that.

Fenomen5piorunów

Nie uprawiam sportu żeby schudnąć.
Uprawiam sport żeby móc się nażreć xD

Pokaż więcej komentarzy (33)

Fanatyk

w Hydepark

15piorunów

Dobra może się pobawię dalej w to coś.

Waga 85.8kg

Bebech 92cm

Czyli w sumie trochę wagi przybyło ale to mierzone przed chwilą także odbiega od normy, tym bardziej że właśnie pije browara (bezalko ofc!)

Przydałoby się zejść do samych 80kg. Docelowo 75kg. Ale to raczej marzenie ściętej głowy. Nie mam takiej motywacji.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Hydepark

200piorunów

W zeszłym tygodniu wpadła do nas koleżanka żony.

Tylko na chwilę.

Została dwie godziny.

Po pierwszej szklance wody powiedziała, że kupiła robot gotujący za siedem tysięcy złotych.

Od razu wiedziałem, że tę znajomość trzeba będzie stopniowo wygaszać.

- Jest fantastyczny - mówiła. - Gotuje, waży, sieka, miesza. Oszczędzam mnóstwo czasu.

Kilka dni później żona wysłała mi rolkę.

Kobieta wrzucała warzywa do urządzenia, naciskała ekran i po chwili miała zupę.

Na początku zastosowałem strategię pasywną.

Nie reagowałem.

Większość impulsów konsumpcyjnych, jeżeli nie dostarcza się im uwagi ani kapitału, z czasem wygasa.

Wieczorem przeczytałem wszystko.

Cena.

Funkcje.

Koszty serwisu.

Darmowy pokaz.

Następnego dnia powiedziałem żonie:

- Umów pokaz.

Spojrzała na mnie podejrzliwie.

- Ty chcesz obejrzeć robot za siedem tysięcy?

- Chcę rzetelnie ocenić produkt.

Przed spotkaniem sprawdziłem wszystko jeszcze raz.

Warunki.

Przebieg pokazu.

Najczęściej przygotowywane potrawy.

Opinie ludzi, którzy nie kupili.

Nie znalazłem żadnego punktu mówiącego, że po zjedzeniu zupy przechodzi na nas obowiązek zapłaty siedmiu tysięcy złotych.

To mi wystarczyło.

Przedstawicielka przyszła w czwartek o siedemnastej.

Punktualnie.

To doceniam.

Przywiozła urządzenie, torby z produktami i bardzo dużo entuzjazmu człowieka, który zarabia tylko wtedy, kiedy ktoś inny wyda siedem tysięcy.

- Na początek chciałabym poznać państwa potrzeby - powiedziała.

- Chcemy zjeść coś ciepłego - odpowiedziałem.

Żona spojrzała na mnie.

- Chodzi o potrzeby związane z gotowaniem - doprecyzowała przedstawicielka.

- Gotujemy codziennie - powiedziała żona. - Ale przydałoby się coś, co oszczędza czas.

Przedstawicielka uśmiechnęła się.

Miała punkt zaczepienia.

- Właśnie po to jest ten robot. Oszczędza czas, pieniądze i miejsce w kuchni.

Najpierw zaczęliśmy robić zupę.

Później ciasto na bułki.

Następnie pastę warzywną.

Na końcu deser.

Musiałem przyznać, że urządzenie działało sprawnie.

Ważyło.

Mieszało.

Gotowało.

- Proszę zobaczyć. Dzięki temu robotowi wiele rodzin przestaje zamawiać jedzenie – powiedziała przedstawicielka.

- Nie zamawiamy – odpowiedziałem.

- Rzadziej chodzi do restauracji.

- Nie chodzimy.

- Rezygnuje z gotowych dań.

- Nie kupujemy.

Jedliśmy dalej.

Zupa była dobra.

Bułki również.

Wziąłem dokładkę pasty.

Przedstawicielka obserwowała mnie i najwyraźniej uznała apetyt za sygnał zakupowy.

To był błąd.

Pozytywna ocena produktu spożywczego nie oznacza akceptacji urządzenia, które go przygotowało.

Lubię chleb.

Nie oznacza to, że chcę kupić piekarnię.

Po deserze przedstawicielka usiadła naprzeciwko nas.

- I jak wrażenia?

- Bardzo mi się podobało - powiedziała żona.

Przedstawicielka spojrzała na mnie.

- Jedzenie było poprawnie przygotowane.

Nie była to odpowiedź, na którą liczyła, ale trudno było ją podważyć.

- Tak się składa - powiedziała - że mam jeszcze jedną fabrycznie nową sztukę w samochodzie. Mogliby państwo mieć robota już dzisiaj.

Klasyczna presja dostępności.

- Nie jesteśmy zainteresowani zakupem - powiedziałem.

Przedstawicielka nadal się uśmiechała.

- Rozumiem. Chociaż warto pamiętać, że można skorzystać z rat zero procent.

- Cena nadal wynosi prawie siedem tysięcy.

- Ale płatność rozkłada się na wygodne miesięczne raty.

- Pokrojenie wydatku na mniejsze kawałki nie zmniejsza wydatku.

Przedstawicielka zmieniła kierunek.

- Proszę pomyśleć o czasie, który państwo odzyskają.

- Ile godzin miesięcznie urządzenie nam zaoszczędzi?

- Każda rodzina korzysta inaczej.

- Czyli nie znamy liczby, ale mamy już wycenę.

Żona wzięła głęboki oddech.

Przedstawicielka spróbowała odwołać się do emocji.

- Nie wszystko musi się zwracać. Czasem warto zapłacić za komfort.

- Od czterdziestu minut tłumaczy pani, że urządzenie oszczędza pieniądze.

- Bo oszczędza.

- Ale kiedy proszę o wyliczenia, okazuje się, że nie wszystko musi się zwracać.

Na chwilę zapadła cisza.

Wiedziałem, że jesteśmy blisko końca.

- Większość osób po pokazie decyduje się na zakup - powiedziała.

Dowód społeczny.

Późna faza procesu sprzedażowego.

- Większość ludzi nie inwestuje regularnie, wymienia sprawne telefony i wybiera samochód na podstawie wysokości raty - odpowiedziałem. - Nie używam większości jako wskaźnika jakości decyzji finansowej.

Przedstawicielka spojrzała na żonę.

- A pani co o tym myśli?

Sprytne.

Próba rozdzielenia komitetu zakupowego.

Żona spojrzała na robota.

Potem na mnie.

- Bardzo mi się podoba - powiedziała. - Ale na razie nie kupimy.

Przedstawicielka zaczęła pakować urządzenie.

Powoli.

Bez wcześniejszego entuzjazmu.

Na koniec wręczyła żonie wizytówkę.

- Proszę się odezwać, gdyby zmienili państwo zdanie.

- Oczywiście - powiedziała żona.

Zamknęły się drzwi.

Przez chwilę staliśmy w kuchni.

Na blacie zostały dwie bułki, pół pojemnika pasty i porcja deseru.

Pełny sukces.

Żona odwróciła się do mnie.

- Ty od początku nie zamierzałeś tego kupić.

- Od początku zamierzałem uczciwie ocenić produkt.

Wyjąłem telefon

Otworzyłem arkusz i pokazałem go żonie.

Na ekranie widniał tytuł:

„Przedstawiciele Thermomix - baza kontaktów i potencjalne menu”.

Siedemnaście nazwisk.

Numery telefonów.

Obszary działania.

Przy niektórych dopiski:

„robi pizzę”,

„specjalizacja: pieczywo”,

„na pokazach podobno risotto”,

„możliwy deser lodowy”.

Żona patrzyła na ekran.

- Co to jest?

- Znalazłem przedstawicieli w promieniu trzydziestu kilometrów.

- Po co?

- Każdy oferuje darmowy pokaz.

- Nie będziemy umawiać siedemnastu pokazów.

- Oczywiście, że nie.

Odetchnęła.

- Nie ma sensu organizować ich wszystkich od razu. Rozłożyłem je na kilka miesięcy, żeby zachować różnorodność menu - doprecyzowałem.

- Ty chcesz ciągać tutaj tych biednych ludzi, wiedząc, że niczego nie kupisz?

- Każdy przedstawiciel dostanie równe szanse przekonania mnie.

- Nikt cię nie przekona.

- W takim razie podejmiemy bardzo dobrze udokumentowaną decyzję zakupową.

Przesunąłem arkusz w dół.

Na końcu była symulacja.

Liczba pokazów.

Średnia liczba porcji.

Szacunkowa wartość produktów.

Oszczędność na kolacjach.

Żona zamknęła oczy.

- Zarezerwuj sobie czwartek. Zabieram Cię do Włoch. A raczej Pani Monika nas zabierze. Focaccia, krem pomidorowy i lody - powiedziałem.

Żona nic nie odpowiedziała.

Schowałem pozostałe bułki do pojemnika.

Thermomix faktycznie może oszczędzać pieniądze.

Trzeba tylko bardzo uważać, żeby go nie kupić.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Sztafeta

27piorunów

31 310,57 + 18,40 = 31 328,97

Miałem wybiec o 9°° to dałbym radę czasowo zrobić papaton ale zamarudziłem 15 minut a żona ma sprawy do załatwienia więc dzisiaj nie było. Może jutro.

---

Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl. @Marvin certified!

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

27piorunów

Mam ochote na mala gownoburze.

Moja siostra dobre +6 lat temu kupila dzialke na zadupiu, w obszarze natura2000, zaraz przy duzym jeziorze. Teraz to zadupie sie troche rozroslo, jest dosyc spore osiedle domow, nawet asfalt pod chata.
Zaplacila za nia na tamte czasy w ciul pieniedzy. Wlasciwie dalej splaca kredyt.

Dopiero konczy remontowac swoje pierwsze mieszkanie (po babci), ma 40 lat i jest sama, wiec zycze jej jak najlepiej, ale nie widze, zeby w najblizszej cos tam zbudowala. A nawet jesli znajdzie faceta to nie sadze, zeby on chcial budowac na czyjejs dzialce, raczej nie jest tak pie⁎⁎⁎⁎⁎iety. \<ja tak zrobilem>

Mam zamiar zaproponowac jej zbudowanie domu (tudziez blizniaka) na sprzedaz ;) ona daje dzialke, ja buduje, dzielimy sie zyskiem 60:40. Albo moze niech sobie zostawi jedna polowke. Jestem prawie pewien, ze sie nie zgodzi, ale kto tam wie ;)

GURU4piorunów

Ale Ty chcesz zrobić biznes dla siebie czy chcesz jej dogodzić?

Edit: taki bliźniak w atrakcyjnej przyrodniczo lokalizacji może osiągnąć bardzo dobrą cenę i jeżeli ustalicie wyraźnie zasady, na przykład, że ona dostanie kupę kasy ale ma się po prostu nie wtrącać a Ty masz już doświadczenie w budowlance to myślę, że to jest bardzo fajny pomysł.

Pokaż więcej komentarzy (52)

Fenomen

w Dyskusje

42piorunów

Dlaczego Berkowicz czuje potrzebę odgryzienia się Biedroniowi za to, że ten uderza w Rosję? Nie wiem, choć się domyślam.

Fanatyk14piorunów

W wiedźminie 3 na początku w Białym Sadzie jest misja w której trzeba odzyskać skradzioną patelnię

Pokaż więcej komentarzy (5)